[Ruki]
Uruha wyszedł, kiedy zacząłem całować się z Reitą. Aoi
zrobił ze mnie niewyżytego zboczeńca i chciałem się zaspokoić, a skoro i Rei
miał ochotę na seks, którego odmówił mu Uru, to na otarcie łez chyba może wziąć
i mnie, nie? Po chwili uświadomiłem sobie, że zacząłem myśleć jak typowy
zboczeniec- wejść, przelecieć coś lub kogoś, wyjść. W tym momencie basista
odepchnął mnie.
-Przestań…- szepnął i… zarumienił się? Boże, jeszcze
nigdy w życiu nie widziałem rumieniącego się Reity dlatego stanąłem jak wryty i
przyglądałem mu się. Musiałem zapamiętać ten widok, bo coś podpowiadało mi, że
szybko tego ponownie nie zobaczę.
-Aaa…- mruknąłem tępo.- Ja to nie Uruha, sorry-
wzruszyłem ramionami i chciałem odejść.
Nagle coś zakuło mnie w serce. Zdałem sobie sprawę, że
tak naprawdę nikt mnie nie chce… Aoi, Reita- nikt. A przez te moje humorki i
szukania swojej „true love” Gazetto może przestać istnieć. Zrobiło mi się
jeszcze smutniej, bo przecież od początku wkładaliśmy w ten zespół całe nasze
zaangażowanie i ostatnie pieniądze. Teraz doszedł do nas Uruha i muzyka lepiej
brzmi z gitarą prowadzącą, więc wszystko powinno być już dobrze. Powinniśmy
znaleźć dobrego menagera, wytwórnię, podpisać kontrakt- powinno być jak w
bajce… ale tak nie jest… nie jest tak przeze mnie…
Po chwili dotarło
do mnie coś jeszcze- to ja jestem źródłem wszystkich nieszczęść; smutku Aoia-
gdybym nie wpierdolił się do jego życia prywatnego z butami może nie było tak
źle. Chłopak z pewnością by cierpiał, ale mniej i bynajmniej może kiedyś jego
zabieganie o Kouyou zostałoby wynagrodzone w postaci randki czy pocałunku? A
tak przeze mnie Yuu nie ma już szans, bo odpuścił sobie…
Jestem winny
płaczu Uruhy. Gdybym na jego oczach nie zaczął lizać się z Reitą z pewnością
poradziłby sobie lepiej ze słowami blondyna. Może by się wściekł, może go
uderzył, ale z pewnością byłoby mu łatwiej- przynajmniej nie miałby podstaw do
myślenia, że Akira zdradza go ze mną lub jest mną bardziej zainteresowany niż
nim, co oczywiście było jedną wielką bzdurą.
Rumieniec i spłoszony wzrok basisty jest również moją
sprawką. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby od tak sobie go pocałować. W
końcu nie wszyscy są takimi kurwami, jak ja…
Niespodziewanie poczułem stalowy uścisk na swoim
nadgarstku. Odwróciłem się i spojrzałem zaskoczony na blondyna. Nie chciał
żebym odszedł? Dlaczego?
-To nie tak jak myślisz…
-Nie jest tak, że chciałeś przelecieć Uruhę, a mnie nie
chcesz?
-Posłuchaj… To jest skomplikowana sprawa…- mruknął.- Ja
go wcale nie chciałem przelecieć. Wiedziałem, że Aoi kocha się w nim- w końcu
to było widać jak na dłoni- i chciałem mu jakoś pomóc, ale nie wiedziałem jak.
Nieważne co bym zrobił, Uru i tak to się podobało i zauważałem, że z każdym
dniem chciał być coraz bliżej mnie. Ja go lubię, ale nie kocham. Chcę być jego
przyjacielem, nie kochankiem. W delikatny sposób próbowałem mu to uświadomić,
ale on zdawał się to ignorować, więc postanowiłem potraktować go dość
brutalnie. Wiem, że teraz się do mnie zrazi i może nawet nie będzie chciał mnie
znać, ale wiem też, że z pewnością poszedł teraz do Yuu…
-Skąd ta pewność?- zaciekawiłem się.
-A do kogo innego mógłby pójść?
-Do swojego domu, rzucić się na łóżko i w samotności się
wypłakać?
-A jak tobie jest źle i niedobrze to tak robisz czy idziesz
do Yuu?
-Ja to inna sprawa…- burknąłem.
-Wcale nie. Wszyscy chodzą do Aoia, kiedy mają jakiś
problem. Zresztą Kouyou dobrze wie, że Yuu się w nim zakochał, a co za tym
idzie ma stuprocentową gwarancję, że go nie odtrąci, wysłucha i pocieszy. Mam
tylko nadzieję, że Shiro wykorzysta to na swoją korzyść i spróbuje coś zrobić.
No i może Uruha w końcu zrozumie, że nie patrzył na tego faceta, co trzeba…
Zatkało mnie. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że Reita
okaże się taki dobroduszny i będzie w stanie poświęcić przyjaźń z Uru dla
szczęścia Aoia… To było takie… słodkie. Chciałbym, żeby ktoś kiedyś okazał się
taki dobry względem mnie. Popatrzyłem na blondyna z zachwytem. Szczerze, zawsze
myślałem, że to on jest „ten zły i niedobry”, a tu proszę… ludzie jednak lubią
zaskakiwać.
-Dobry z ciebie przyjaciel- podsumowałem.
-I nie chodzi o to, że nie chcę cie przelecieć-
kontynuował.- Tylko o to, że wiem jak to się skończy. Chcesz powtarzać historię
z Yuu? Chyba dobrze pamiętasz, jak to się skończyło, prawda?
-Prawda- przyznałem ponuro.- Ale zaraz, zaraz…- dopiero
teraz trafiły do mnie jego wcześniejsze słowa. „I nie chodzi o to, że nie chcę
cię przelecieć…”- To w końcu chcesz mnie przerżnąć czy nie, bo się już
pogubiłem…- pokręciłem głową.
-Takanori…- westchnął.- Życie to nie tylko seks. Liczy
się coś poza nim.
-No… teoretycznie wiem- odpowiedziałem zgodnie z prawdą,
bo bynajmniej w praktyce ta wiedza u mnie nie znalazła zastosowania.- Czyli
chcesz, ale nie chcesz mnie przelecieć?
-Ruki…- speszył się i znów się zarumienił.- Ja wiem, że
ty ostatnio dużo przeszedłeś i… i zapewnie nie będziesz chciał tego słuchać…-
spuścił głowę.- ale ty… ty dla mnie znaczysz coś więcej i ja nie chcę żeby to
się skończyło na jednej wspólnej nocy… Wiem, że ty do mnie nic nie czujesz,
ale…- zamilkł, kiedy zobaczył moje szeroko otwarte oczy ze zdziwienia.
Wpatrywałem się w niego tak, jakby był duchem.
-Żartujesz?- zapytałem słabym głosem, czując jak do oczu
napływają mi łzy, a gula w gardle uniemożliwiająca mi mowę rośnie.
-N… Nie- pokręcił głową.
-Nie wierzę ci…- po moim policzku spłynęła jedna łza.
-Takanori ja cię naprawdę kocha…
-Zamknij się!- wrzasnąłem i rozpłakałem się na dobre.-
Myślisz, że to jest śmieszne?! Że fajnie jest grać sobie na cudzych uczuciach?!
Jesteś podły!- uderzyłem go w twarz z taką siłą, że chłopak mało nie przewrócił
się.
-Kiedy ja nie żartuję- złapał się za obolałe miejsce.
-No oczywiście!- piekące strumienie spływały po mojej
twarzy. Nawet niebo buntowało się razem ze mną, gdyż na dworze rozpętała się
burza.- Jak możesz?! Dobrze wiesz, że zakochałem się w Yuu i nic z tego nie
wyszło, a ty mi jeszcze takie szopki odstawiasz?! Myślisz, że jestem aż tak
tępy żeby w to uwierzyć?!
-Ale ja cię kocham! Naprawdę! Uwierz!- bronił się.
-Nienawidzę cię!- krzyknąłem i osunąłem się na kolana.
Zakryłem twarz dłońmi i zacząłem głośno szlochać.
-Mogłem ci tego nie mówić…- szepnął sam do siebie.
-Masz zajebiste poczucie humoru…- chlipnąłem.
-To nie jest żaden pierdolony żart!- przykucnął przy
mnie.- Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył, że z ciebie nie drwię?- zapytał już
ciszej i spokojniej.
-Wyjść stąd… Wyjdź stąd!- siorbnąłem nosem.
-Nie potrafię…- odciągnął moje dłonie od twarzy.- Nie
mogę po prostu stąd wyjść, kiedy ty płaczesz. Tak samo nie potrafię patrzeć na
ciebie, kiedy jesteś w takim stanie. Ale nie mogę cię opuścić- szepnął i
przytulił mnie mocno, a ja nie wiedząc czemu wtuliłem się w niego. Reita
gładził mnie uspakajająco po włosach i oparł brodę na moim ramieniu.
-I tak ci nie wierzę…- syknąłem cicho, spoglądając w górę
na jego twarz.
Blondyn przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzą, po
czym zaniechał odzywania się i przybliżył twarz do mojej. Moje serce
przyśpieszyło, a mięśnie spięły się wywołując straszny ból. W każdej chwili
byłem gotowy do ucieczki, kiedy pocałował mnie. Delikatnie i bardzo zmysłowo.
Mój oddech stał się płytszy. Przez moment nie wiedziałem, co zrobić, ale w
końcu oddałem pieszczotę. Sam nie wiem dlaczego- zupełnie jakby ktoś inny
sterował moim ciałem. Serce wrzeszczało tak, podpowiadało mi, że dobrze robię,
natomiast rozum mówił stanowcze nie, twierdząc, że Akira tylko mnie zrani i
zostawi.
Ująłem twarz chłopaka w dłonie i wsunąłem język między
jego uchylone usta, przejeżdżając językiem po wnętrzu jego policzków,
podniebieniu i zębach. Odpowiedział mi tym samym i objął w pasie, przyciągając
do siebie jeszcze mocniej. Czułem ciepło bijące od jego ciała i nagle rozum
przestał się liczyć. Całkowicie oddałem się chwili, rozkoszując się nią. Rei
miał lekko spierzchnięte usta, ale całował wybornie. Objąłem go nogami w pasie,
tym samym wpychając się na jego kolana. Jego ręce powędrowały na moje pośladki,
na co zareagowałem cichym westchnieniem.
-Teraz wierzysz?- zapytał z delikatnym uśmiechem, kiedy
się od siebie odsunęliśmy by nabrać powietrza.
Kiwnąłem głową w odpowiedzi. Chłopak musnął mój policzek,
a ja przysunąłem się do niego i polizałem go za uchem, szepcząc:
-Kochaj się ze mną…- przygryzłem płatek jego ucha.
-Ale… Takanori, na pewno tego chcesz?- zapytał z obawą.
-Mhm…- mruknąłem i zacząłem jeździć dłonią po jego
umięśnionym udzie.- Weź mnie, jeżeli mnie kochasz…- uśmiechnąłem się figlarnie.
Blondyn chciał mnie wziąć na ręce i chyba zanieść do sypialni, ale nie
pozwoliłem mu na to.- Tutaj- wyszczerzyłem się.- Rżnij mnie tutaj…
Położyłem się na podłodze. Byliśmy u niego w mieszkaniu w
przedpokoju. Akira usiadł na mnie okrakiem i zaczął się o mnie ocierać.
Jęknąłem z zachwytem i sam zacząłem poruszać biodrami.
-Mmm…- mruczałem.- Dobrze mi…
-Jeszcze nawet nie zacząłem- uśmiechnął się i wsunął
dłonie pod moją koszulkę.
Jego gorące ręce dotykały mojego brzucha i torsu. Czułem,
że już się podniecam. Zachłysnąłem się powietrzem i odrzuciłem głowę do tyłu,
kiedy chłopak zerwał ze mnie górną część garderoby, po czym przyssał się do
mojej szyi.
-Mhm… Właśnie tak- szeptałem, kierując jego dłonie niżej
na moje podbrzusze. Sam zacząłem rozpinać jego koszulę.
Kiedy Reiemu znudziła się moja szyja i zabawa w
pozostawianie na niej malinek, wrócił do moich ust. Całował mnie zachłannie.
Zdjąłem jego koszulę i spojrzałem na jego tors. Był idealny, tak samo jak całe
jego ciało. Chłopak zsunął ze mnie spodnie, a ja przygryzłem jego dolną wargę.
Westchnął zadowolony. Chwyciłem jego dłoń i wsunąłem ją pod materiał swoich
bokserek i jęknąłem głośno czując jego zwinne palce na swoim członku.
Onanizował mnie, podczas gdy ja nadal bawiłem się z jego rozporkiem. Gdy w
końcu udało mi się go rozpiąć i pozbawić go spodni, on odwdzięczył mi się
zerwaniem ze mnie bielizny. Spojrzał na moją erekcję i uśmiechnął się,
przyspieszając ruchy ręki.
-Akira!- krzyknąłem, wypychając biodra w jego stronę.
Blondyn zachichotał i ściągnął swoje bokserki.
-Na pewno nie chcesz iść do sypialni? Tu będzie ci
niewygodnie…- mruknął.- Zresztą mam tam kilka zabawek, jeśli chcesz…-
uśmiechnął się złowieszczo.
Dotknąłem jego penisa, na co on odpowiedział mi
mruknięciem.
-Kiedy indziej, skarbie- musnąłem palcem jego żołądź.-
Kiedy indziej… Chcę cię tu i teraz- również uśmiechnąłem się i rozłożyłem przed
nim nogi, po czym objąłem go nimi w pasie.- Tylko proszę… daruj sobie gry
wstępne… Chcę cię poczuć w sobie… mocno…
-Nie mamy niczego do nawilżenia, kotku…- zauważył.
-Powiedziałem bez gier wstępnych- wyszczerzyłem się,
widząc jego zdziwioną minę.- I bez przygotowania- dodałem.- Weźmiesz mnie
wreszcie czy mam się sam zaspokoić?- mruknąłem uwodzącym głosem i zacząłem się
dotykać, pojękując cicho.
-Będzie boleć- powiedział, odpychając moją dłoń od mojego
przyrodzenia i całując jej wnętrze.
-Nie szkodzi- uśmiech nie schodził mi z twarzy.
-Jak sobie życzysz…- szepnął i zaczął napierać ja moje
wnętrze.
Jęknąłem głośno, kiedy wszedł we mnie do połowy.
Zatrzymał się.
-Jest dobrze- próbowałem go przekonać.- Dalej…-
wysapałem, obejmując go rękami za szyję.
Gdy wszedł we mnie do końca krzyknąłem. Bolało jak
cholera, ale jednocześnie sprawiało mi to radość. Niewyobrażalną… Większą nawet
niż wtedy, kiedy kochałem się z Yuu, choć wtedy myślałem, że już lepiej mi być
nie może. A jednak. Świadomość, że uprawiasz seks z kimś kogo kochasz potęguje
wszystkie doznania. Reita odczekał aż przyzwyczaję się do uczucia wypełnienia,
po czym zaczął się powoli poruszać. Jęczałem i wzdychałem głośno, wbijając
paznokcie w jego plecy.
-Aach… Szybciej! Akira, mocniej! Jeszcze! Jeszcze!-
pospieszałem go.- AAA! ACH! Tak, tak!- krzyknąłem, kiedy trafił w moją
prostatę.
Było strasznie gorąco. Miałem wrażenie, że zaraz nasze
ciała zapalą się jasnym płomieniem. Było mi tak dobrze, że już nic mi nie
przeszkadzało- ani twarda podłoga, ani mój rozmazany makijaż, ani świadomość,
że zaraz ktoś mógł tutaj wejść; w końcu byliśmy w przedpokoju.
Doszedłem pierwszy brudząc jego i swój brzuch. Blondyn
doszedł chwile po mnie, rozlewając się w mnie i zalewając falą gorąca. Wyszedł
ze mnie i położył się obok, po czym przyciągnął mnie do siebie i mocno
przytulił. Ułożyłem głowę na jego torsie i regulowałem oddech. W tym momencie
rozległ się dźwięk dzwonka telefonu basisty. Chłopak przeklną pod nosem i
wygrzebał komórkę z kieszeni spodni, które leżały przy szafie.
-Moshi, moshi- wysapał.
-Co ty, biegasz?- na całe szczęście Kai mówił tak głośno,
że nawet ja mogłem go usłyszeć.
-Mniej więcej- zaśmiał się, spoglądając na mnie i całując
w czoło. Uśmiechnąłem się.
-Ok., nie wnikam. Przypominam, że zaraz jest próba. Aoi
zadzwonił i powiedział, że już dobrze się czuje. Uruha jest jego lekarstwem,
jak to powiedział… A wiesz może, gdzie jest Ruki? Nie mogę się do niego
dodzwonić.
-Jest u mnie- odpowiedział mój kochanek.
-Aa… To ja już chyba wiem czemu ty taki zasapany… Nie
żebym coś tam do was miał, ale zbierajcie się, co?
***
Przyjechałem na próbę razem z Reitą. O dziwo zdążyliśmy
nawet przed przyjazdem lidera. Udaliśmy się do sali, w której zazwyczaj
mieliśmy próby. Weszliśmy do środka,
gdzie czekali już Uruha i Aoi. Uru siedział czarnowłosemu na kolanach i
całowali się. Gdy nas tylko zobaczyli, a raczej mnie, odskoczyli od siebie, jak
oparzeni, przez co Kouyou wylądował na podłodze.
-Em… My… Znaczy Ruki… no wiesz…- zaczął dukać Yuu.
Miło było, że nie chciał mnie urazić i chciał się
wytłumaczyć. Uniosłem do góry dłoń, której palce splotłem z dłonią mojego
ukochanego. Akira uśmiechnął się i ucałował krawędź mojej ręki, na co ja
uśmiechnąłem się promieniście.
-Znaczy, że wszystko w porządku?- zapytał nieśmiało
Uruha.
-W jak najlepszym- odpowiedziałem równocześnie z moim
blondynem. Byłem dumny z tego, że mogłem go tak nazwać.
Reita usiadł na kanapie koło Shiro, ciągnąc mnie za sobą.
Usiadłem mu na kolanach. Aoi pomógł wstać swojemu szatynowi z podłogi, który
również wdrapał się na kolana swojemu kochankowi.
-Więc nie musimy sobie nic tłumaczyć?- zapytał
czarnowłosy.
-Oczywiście, że nie- uśmiechnąłem się szerzej i
pocałowałem Akirę.
Kouyou również pocałował swojego ukochanego. W tym samym
momencie do pomieszczenia wszedł Kai.
-I co? Jakieś tu sex party urządzacie i nawet mnie nie
zaprosicie? Foch!- udał, że się obraża i założył ręce na piersi, po czym
wszyscy razem wesoło się roześmieliśmy .
Tak… Już nic nie trzeba sobie wyjaśniać…
THE END