Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maya. Pokaż wszystkie posty

Oneshot "Czas pokaże" Noah x Isami, Isami x Maya (Archemi.)

Przyznam szczerze, że w ostatnim czasie nie miałam tyle czasu, ile bym chciała na pisaniu, a nie chcę ruszać moich "zapasów" (serii, której jeszcze nie zaczęłam publikować), żeby nie zrobić tu pomieszania z poplątaniem. Pisanie "Księcia z bajki" i "Uważaj, czego pragniesz" idzie mi jak krew z nosa, ale obiecuję się, że postaram się i następnym wpisem będzie już "Uważaj, czego pragniesz" - mam nadzieję jednak, że dzięki temu doczekam się jakiegoś odzewu, gdyż ponoć ta seria cieszyła się dużą popularnością C'':
Swoją droga, spis zespołów, z którymi napisałam fanficki ma już 38 pozycji O.o Myślicie, że jak dobiję do 40 to powinnyśmy to jakoś czcić odcinkiem specjalnym albo coś? Jakieś pomysły lub życzenia? ^^''

Tymczasem macie tu coś takiego pisane na odchodne dla Noah (to już niedługo stanie się moją tradycją, że pisze shoty, kiedy jakiś muzyk ma opuścić zespół, który lubię ^^''):

Tytuł: "Czas pokaże"
Paring: Noah x Isami, Isami x Maya (Archemi.)
Typ: oneshot
Gatunek: dramat
Beta: -

Oglądałem dwójkę siedzącą na kanapie z głazem ciążącym mi w klatce piersiowej w postaci serca. Uciążliwy kamulec przebierał na wadze z każdym kolejnym, rytmicznym odgłosem wydawaniem przez zegar naścienny, który uparcie przypominał mi o upływie czasu. Czasu, którego nie dało się zawrócić, który należało wykorzystać "tu i teraz", żeby później nie obudzić się, przysłowiowo, z ręką w nocniku. Tykanie zegara mówiło mi, że to wreszcie najwyższa pora, żeby zabrać się za jakieś konkretne działania. Ja jednak potrafiłem tylko siedzieć i wsłuchiwać się w ten wwiercający się boleśnie w mój udręczony umysł dźwięk. Siedziałem i obserwowałem, i nie potrafiłem się zmusić, żeby porwać się na coś więcej. Nawet nie miałem pomysłu na to, co mógłbym zrobić innego. W takim wypadku nie pozostawało mi nic innego jak obserwowanie.
Maya i Isami rozmawiali o czymś niezobowiązującym. Perkusista jak zwykle wymachiwał rękami, raz był bliski krzyku, innym razem niemal szeptał. Naśladował odgłosy wydawane przez różne przedmioty i parodiował przypadkowych, napotkanych na swojej drodze ludzi, a wokalista siedział zasłuchany z delikatnym uśmiechem przyplajstrowanym do facjaty i kiwał od czasu do czasu głową. Śmiał się pod nosem, kiedy najnowszy członek zespołu ekscytował się czymś za bardzo i stawał się komiczny. Z nim zdecydowanie nie dało się nudzić.
A przecież on, do cholery, nie mówił o niczym więcej niż o swojej porannej drodze z domu do studia! Uch, to było takie irytujące - oglądać, jak takie błahostki rozśmieszały i poprawiały humor wokaliście! To było irytujące, gdyż w gruncie rzeczy obserwowałem, jak ktoś robił coś, czego ja nie potrafiłem. Maya miał niebywałą zdolność i łatwość do jednania sobie ludzi. Był może przy tym trochę nadpobudliwy, czasem kolokwialny lub trywialny, jednak w gruncie rzeczy doby był z niego chłopak. Jeszcze lepszy perkusista. Był szczery, gadatliwy, zabawny, niewyszukany, powiedziałbym, że nawet nieco prostacki, ale niezaprzeczalnie miał też swój magnetyczny, charakterystyczny urok dużego dziecka, któremu wszyscy dookoła ulegali. Zatrzymywali i pochylali się nad nim z westchnieniem: "Och, spójrzcie jaki on uroczy!" - zupełnie tak, jakby faktycznie był jakimś bobasem w pieluchach, nad którym można byłoby się rozczulać. 
A przecież nie był.
Nie mogłem przeboleć tego, jak szybko Maya zaaklimatyzował się w nowym otoczeniu, jak szybko znajdywał sobie przyjaciół. Byłem zazdrosny. Ja tak nie potrafiłem. Byłem raczej skrytą osobą, która nie odzywała się za wiele. Byłem zdecydowanie typem słuchacza niżby gaduły. Nawiązywanie nowych znajomość, a tym bardziej ufanie ludziom przychodziło mi z niebanalnym trudem. Z tej samej racji zapewne musiałem dużo dłużej i dużo ciężej pracować, żeby stać się kimś bliskim dla innej osoby, gdyż w końcu nie jest łatwo zakumplować się z osobą, która broni się rękami i nogami przed tym, żeby się przed tobą otworzyć, prawda? 
Ciężko jest przyjaźnić się z kimś, kogo tak na dobrą sprawę nie znasz.
Grałem w Archemi. od samego początku - to będzie już blisko trzy lata. Mimo to nigdy nie udało mi się jednak znaleźć tak blisko Isamiego w sposób, w jaki udało się to Mayi. Starałem się, naprawdę się starałem, jednak nasze relacje nigdy nie wyszły spoza kategorii "znajomych po fachu". Perkusista, dla odmiany, z każdym kolejnym tygodniem stawał się coraz większą i coraz istotniejszą częścią życia wokalisty, co mogłem wywnioskować chociażby po tym, jak ten się na niego zapatrywał. Szatyn też wyczuł, co się święci. W końcu nie był ślepy, a i jego działania nie były bezpodstawne. Jednego razu zaproponował wspólną kolację w drodze do domu drugiemu muzykowi, przy następnej okazji wypad do kina, a jeszcze innym razem wprosił się do niego na noc, tłumacząc się, że z klubu, w którym wtedy graliśmy, miał przecież tak daleko do domu, że jest zmęczony i nie będzie tłukł się w środku nocy przez pół miasta tylko po to, żeby przespać się kilka godzin i zaraz potem znowu wstać i wrócić do pracy. I tak to jakoś leciało. Tydzień za tygodniem, a brunet ani razu nie odmówił czy się nie sprzeciwił. No bo przecież był dobrym przyjacielem, prawda? Takim argumentem posługiwał się drugi chłopak. "No nie bądź bez serca, przyjaciół nie wyrzuca się na bruk!" - lamentował. A muzyk mu ulegał. I podobało mu się to. Widziałem w jego oczach rosnącą ekscytację, zniecierpliwienie, kiedy wyczekiwał na kolejną chwilę, kiedy będą mogli zostać sam na sam, aż w końcu w jego spojrzeniu zagościło już nic innego jak czyste pożądanie. 
Może nie byłem zbyt dobrym mówcą, jednak byłem bardzo uważnym słuchaczem i obserwatorem. Przez lata spędzone przy boku Isamiego nauczyłem się go rozszyfrowywać. Czytałem z niego niemal jak z otwartej księgi, jednak nawet to nie dawało mi upragnionej przewagi. Bo co mi było po takiej zdolności, która pozwalała mi tylko zauważyć zauroczenie innym mężczyzną w twarzy chłopaka, którym sam się interesowałem?
Nie umiałem go sobie zjednać. Nie umiałem go do siebie tak przekonać. Nie potrafiłem być tak otwarty jak Maya. Próbowałem wychodzić z pewnymi propozycjami spędzenia wspólnie czasu z wokalistą, jednak ten czasami potrafił mi odmówić. W szczególności jeśli na horyzoncie pojawiał się perkusista. Jakby tego wszystkiego wciąż było mało, nie potrafiłem wzruszyć ramionami i przejść obojętnie ponad tymi niepowodzeniami, które w odmianie do mnie szatyna nie ruszały wcale i nie zrażały go do ciągłego próbowania. Spędzałem dużo czasu pochylając się nad moimi prywatnymi Waterloo. Zwykłem usprawiedliwiać się sam przed sobą, tłumacząc się, że próbowałem wyciągnąć jakieś wnioski z przeszłości, aby następnym razem nie wejść do tej samej rzeki, jednak prawda było, że zwyczajnie marnowałem czas. A zegar tykał. Czas nie czekał. Podobnie jak i Maya. On działał.
Chyba wychodziło na to, że czasami jednak dobrze było zamknąć oczy, przestać przesadnie kombinować i "iść na żywioł". Cały problem polegał jednak na tym, że takie podejście i porwanie się na improwizację kosztowało wiele odwagi. 
Odwagi, której mnie zawsze brakowało.
Ludzie w jakiś niewyjaśniony sposób mnie przerażali. Bałem się ich. Byłem świadomy ich natury i ich ułomności - bo w końcu sam należałem do ich gatunku, prawda? Nawet jeśli czasami nie byłem z tego faktu dumny ani trochę lub życzyłbym sobie, żeby było inaczej. Bałem się zdrady, osamotnienia, bólu... Nie wiedziałem, komu mogłem ufać, dlatego od tak przezornie zdecydowałem się trzymać język za zębami i nie zbliżać się do nikogo przesadnie, żeby nie zostać zranionym. Bo niby po co ryzykować? W końcu nie od dziś wiadomo, że najgorszymi bestiami zamieszkującymi naszą planetę są ludzie. Ponad to, każda rana potrzebowała czasu, żeby się zagoić - niektóre z nich potrzebowały nawet więcej czasu niż inne. Ów czas spędzało się nieco z boku, odsuniętym od grupy z racji ograniczonej mobilności, w bólu... Dlaczego niby z własnej, nieprzymuszonej woli miałbym się pisać na podobne ryzyko, które mogłoby nie zostać wynagrodzone w żaden sposób?
No właśnie może dlatego, że zawsze istniała druga strona medalu - ta jaśniejsza i bardziej pozytywna, która zakładała, że wszystko jednak pójdzie po dobrej myśli. Bo w końcu, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, prawda? 
Ano właśnie...
Wygląda na to, że dobrze byłoby mieć w tym wszystkim jakiś umiar, jednak popadanie ze skrajności w skrajność jest przecież tak prostym błędem do pełnienia. A popełnianie błędów z kolei jest takie ludzkie. No a koniec końców, jak już wspomniałem, ja też byłem tylko człowiekiem, więc nic, co ludzkie, nie jest mi obce. W szczególności mylenie się. Nawet kilka razy pod rząd w tej samej sprawie.
Ostatecznie, nawet jeśli interesujący mnie muzyk zgodził się już poświęcić mi trochę swojej uwagi, nie potrafiłem go tak zaczarować, jak robiła to moja prywatna, chodząca klątwa i utrapienie w postaci szatyna. Nie potrafiłem być tak zabawny, fascynujący, dowcipny. Byłem dla niego kolegą i nikim więcej. Zostałem uwięziony we "friend zone". Co za patowa sytuacja...
Sam nie wiem, kiedy i dlaczego tak właściwie zacząłem się fascynować Isamim. Nigdy wcześniej nie czułem takiej palącej chęci, a nawet potrzeby zbliżenia się do drugiej osoby. Zazwyczaj stroniłem od ludzi, bałem się ich, jednak on... on był inny. Nie przerażał mnie. Wydawał się być ciepły i godny zaufania. Pierwszy raz chciałem komuś zaufać, otworzyć się przed kimś, jednak mój skryty obiekt westchnień nie wyglądał na zainteresowanego. Co za szkoda. 
Myślę, że doszukiwałem się między nami pewnych podobieństw i stąd ta chęć zbliżenia się, która z czasem ewoluowała w coś więcej. Brunet był cichy i skryty podobnie jak i ja. Był wysoki, szczupły, przystojny, zagadkowy, utalentowany, pomysłowy... Mogłem mówić o nim w superlatywach godzinami. Ciężko było przejść koło niego obojętnie. Zdawało się, że kategoryzując nas obu jako introwertyków, myślałem, że uda nam się dość szybko i sprawnie znaleźć wspólny język, jednak przeliczyłem się. Kiedy dochodziło do spotkania dwóch niezbyt gadatliwych osób, ciężko było w ogóle o jakikolwiek dialog, gdyż każdy z nas wolał czekać w wygodnej i bezpiecznej pozycji na to, aż to w końcu ten drugi coś powie. Z tej racji w ostateczności nie padały żadne słowa, toteż zdarzało się nam czasem tak, że przez długi czas nie odzywaliśmy się do siebie w ogóle - zupełnie tak, jakbyśmy się posprzeczali, mimo iż tak naprawdę nigdy między nami nie doszło do żadnego spięcia.
Skrycie marzyłem o tym, że moglibyśmy się w jakiś magiczny sposób uzupełnić, gdyby w końcu udało nam się wzajemnie przełamać i zacząć mówić, jednak tak drastyczna zmiana dla nas obojga byłaby nie lada wyzwaniem. Ja wciąż śniłem i żyłem w swojej ułudzie, roztaczając drżące mrzonki wokół własnej osoby, podczas gdy w tym samym czasie Maya działał. Perkusista nawijał jak najęty, a brunet zdawał się czuć z tym dobrze, gdyż mógł zadowolić się słuchaniem i nie musiał się wcale tak często odzywać. Wystarczyły tylko jakieś półsłówka, głębokie pomruki, przeciągane monosylaby. Ponad to, zdawało się, że czerpał z tego wszystkiego radość, którą zarażał go najbardziej entuzjastyczny członek zespołu. Uśmiech rozciągający jego pełne usta był dla mnie jak najpiękniejszy prezent, jednak świadomość, że został on wywołany przez kogoś innego bolała i raniła. Bo ja nie potrafiłem go tak rozbawić. Próbowałem, jednak byłem dość osowiałą i stonowaną osobą, toteż zazwyczaj wszystkie moje starania kończyły się fiaskiem. 
Wyglądało na to, że powiedzenia funkcjonujące w społeczeństwie w istocie niosły ze sobą jakieś mądrości i ogólne prawy - zatem przeciwieństwa faktycznie się przyciągały. Ludzie najwyraźniej byli jak magnesy. Te same bieguny odpychały się wzajemnie, a różne przyciągały, tworząc pary, które ciężko było od siebie rozdzielić. Tak właśnie było w wypadku dwóch muzyków siedzących na sofie, których właśnie obserwowałem. Tak właśnie było także ze mną i brunetem.
W tym wszystkim najgorsze było jednak to, że absolutnie wszystko wskazywało na to, że sprawy szły dobrze dla obu stron. Nie tylko Isami był zadowolony, ale także Maya. Isami nie musiał się odzywać i mógł słuchać, tak jak lubił, jednocześnie będąc zarażanym "pozytywnymi wibracjami" perkusisty, podczas gdy ten drugi miał w końcu komu się wygadać, miał kogoś, kto mu nie przerywał, przytakiwał i był zawsze gotów znaleźć dla niego czas. Zdawałoby się, że był to układ wręcz idealny. Taki, który gwarantował długotrwały i stabilny związek, jakiego wszyscy na pewnym etapie życia zaczynamy poszukiwać.
Moje rozmyślania i gadulstwo perkusisty zostały przerwane przez trzask drzwi towarzyszący wejściu spóźnionego Yukiego do sali. 
- Sorry za spóźnienie - rzucił z lekka zdyszany, zdejmując bas z ramion i kładąc papierowe pudełko, które przyniósł ze sobą na stole. - Korki - usprawiedliwił się, przysiadając na oparciu fotela, na którym się ulokowałem. - Ale przynajmniej przyniosłem pączki na przeprosiny, żebyście nie mieli mi tego za złe! - wyszczerzył się, otwierając wspomniane wcześniej pudełko.
- Oo, Yuki, spóźniaj się częściej, co? - zaśmiał się Maya, od razu sięgając po jedną ze słodkości.
- To miłe z twojej strony, że nie chowasz do mnie urazy za to małe uchybienie, jednak lepiej będzie zarówno dla mojego portfela jak i dla naszego harmonogramu pracy, jeśli nie będę się jednak spóźniał - zaśmiał się fioletowowłosy, również sięgając po jednego z pączków. Isami także się poczęstował. Pozostałem jedynym, który nie ruszył się ze swojego miejsca i ani myślał przełknąć cokolwiek przez ściśnięte do granic możliwości gardło. - Zdaje się, że wspominaliście, że chcieliście nam coś powiedzieć? - Yuki zmienił temat, zwracając się do dwójki siedzącej naprzeciwko.
No i pięknie. Teraz nadeszła pora na nieuniknione. Na to, na co czekałem w napięciu od samego początku, co nie dawało mi spokoju, przyprawiało o ból głowy, mdłości, naprzemienne napady furii i smutku, co nie pozwalało mi jeść, a nawet oddychać spokojnie...
- Ano właśnie - ponownie odezwał się perkusista. - Wiecie... Jakoś tak wyszło, że... od niedawna jesteśmy z Ismaim razem - odezwał się spokojnie, jakby to nie było nic wielkiego. - Z początku nie zamierzaliśmy się z tym jakoś obnosić, ale po pewnym czasie i namyśle stwierdziliśmy, że miło byłoby mieć jednak wasze błogosławieństwo i upewnić się, że nie jest to dla was problem, szczególnie gdyby zdarzyło się nam zapomnieć... dobra, gdyby mnie zdarzyło się zapomnieć - uściślił, szczerząc się rozbrajająco.
- Jesteście parą, naprawdę? - basista uniósł wysoko brwi w zdziwieniu. Co za ignorant... żeby się tak nie zorientować wcześniej... - Moje gratulacje! - klasnął w dłonie. - No, ja tam nie mam z tym żadnego problemu, póki zamierzacie wciąż pracować tak ciężko, jak do tej pory i nie zapomnicie o całym otaczającym was świecie, wpatrując się sobie wzajemnie w oczy - zaśmiał się. 
To teraz chyba nadeszła moja kolej, wypadało, żeby kulturalnie zaprzeczył, że w jakikolwiek sposób przeszkadza mi ta sytuacja, prawda?
Z jakiejś racji do głowy nagle przyszedł mi tekst, który głównie słyszałem w amerykańskich filmach i serialach, kiedy główna para podchodziła wspólnie do ślubnego kobierca, a ksiądz mówił: "Jeśli ktoś zna powód, dla którego ci dwoje nie mogą się pobrać, niech przemówi teraz albo zamilknie na wieki.". No i co ja niby miałem zrobić w takiej sytuacji? Mój wybór był chyba dość oczywisty...
Oczywiście, że zdecydowałem się zamilknąć. W końcu wygłaszanie swoich przemyśleń na głos nie leżało w mojej naturze. Nie miałem wystarczająco odwagi. Było już za późno. Mój zegar najwyraźniej się zatrzymał. Koniec gry. Zbyt długo zwlekałem i przegrałem.
Niemniej, fakt, że się nie odezwałem, nie oznaczał, że nie zamierzałem zrobić nic z zaistniałą sytuacją, zignorować ją i udawać, że nic się nie stało. Nie było mi łatwo przejść ponad czymś podobnym do porządku dziennego - głównie dlatego, że byłem emocjonalną osobą, czasami nawet bardziej niżbym chciał, nawet jeśli się do tego nie przyznawałem i przeklinałem się za to w myślach. Lata tłumienia w sobie własnych uczuć i emocji, gryzienia się w język i łykania własnych łez robiło swoje. Zbierało swoje żniwa. To chyba właśnie dlatego roztrząsałem każdą małą sprawę, nad którą nikt inny zapewne by się nie rozwlekał. Ciągnąłem za sobą bagaż doświadczeń, który dawał mi o sobie znać za każdym razem w podobnej sytuacji. Przyciskał mnie swoim ciężarem, sprawiając, że nie mogłem ustać prosto, że się zginałem, łamałem - pękałem. Wracałem myślami do wspomnień o czasach, kiedy siłą zatrzymałem słowa cisnące mi się na usta i ból powracał. Kumulował się gdzieś w głębi klatki piersiowej, tuż pod tym zmartwiałym głazem, który w niej nosiłem. Łączył się z tym, który był wywołany świeżymi przeżyciami. Ścigało mnie widmo minionych zdarzeń, które wciąż odbijało się echem w mojej głowie. To nie dawało mi spokoju. Wyniszczało. Zatruwało. Zżerało żywcem od środka.
Chciałem być silny, ale byłem już zmęczony nawet samym udawaniem. Miałem dość. W takim wypadku naprawdę nie widziałem żadnego innego wyjścia czy rozwiązania niżby własne odejście. Wiedziałem, że dłużej już nie zniosę tego pięknego widoku zakochanych - widoku szczęścia, którego ja miałem nigdy nie doznać ze względu na własną ułomność emocjonalną, jakieś swoiste skrzywienie, w którym kopałem i brnąłem dalej i głębiej na własne życzenie.
To się chyba nazywa masochizm, nie?
A więc zdecydowałem się odejść z zespołu. Nie byłem pewien czy tak będzie lepiej dla innych, czy tak będzie lepiej dla mnie samego. Nie wiedziałem, czym innym mógłbym się zająć w życiu niżby grą na gitarze. Wiedziałem, jednak za to, że to była najwyższa pora na to, żeby odwrócić się i odejść, póki mogę jeszcze przynajmniej zrobić to o własnych siłach. Nie chciałem, żeby inni widzieli, jak poddawałem się, jak byłem wyniszczany i pożerany przez własne demony. Mogłem im zaoszczędzić tego widoku i taki właśnie miałem plan.
Koniec końców przynajmniej zdecydowałem się na jakieś działanie. Nie stałem już biernie w miejscu, a to oznaczało, że podjąłem jakieś decyzje, że wykonałem jakiś krok. Podjąłem ryzyko. Istniała zatem jakaś szansa i nadzieja na to, że to przybliży mnie do jakiegoś prywatnego sukcesu - że w końcu to ja będę tym, który będzie przechylał kieliszek z szampanem zwycięstwa. Oczywiście istniała także możliwość, że znów źle wybrałem, że znów się pomyliłem, jednak próbowałem nie myśleć o tym zbyt wiele. O tym, czy dokonałem właściwego wyboru, poinformuje mnie czas, kiedy mój zegar znów zacznie tykać. Czas pokaże i wtedy się przekonamy.
Czym zatem tym razem życie uśle moją drogę? Jakie kłody rzuci mi pod nogi? 
Czas pokaże.

QUIZ 5: "Za kogo wyjdziesz i jaki będzie twój przyszły mąż?"

Taaak, przybywam do was z kolejnym quizem xD Kto się cieszy? Ja się cieszę! xp Lubię pisać dla was quizy ;D
Mam nadzieję, że wam się spodoba, gdyż mnie osobiście bardzo przypadł do gustu ten quiz xp Koniecznie piszcie swoje wyniki w komentarzach! ♥

Instrukcja:
1.       Przyda się kartka i pisadło. Zanotuj swoje odpowiedzi wraz z numerem pytania.
2.      Sprawdź swoje odpowiedzi wraz z tabelą z punktami. Nie sugeruj się wysokością przyznanych punktów. Nie ma tu złych ani dobrych odpowiedzi, żadne nie są również warte mniej lub więcej w żadnym kontekście.
3.      Dodaj zgromadzone punkty i sprawdź, jaki będzie twój przyszły mąż!

Quiz: „Za kogo wyjdziesz i jaki będzie twój przyszły mąż?”

1.      Czy masz jakieś wymagania odnośnie tego, w jaki sposób twój przyszły mąż powinien się prezentować?
a)     Niech będzie to zwyczajny, zadbany mężczyzna, który będzie dobrze się prezentował – to znaczy tak, żeby moi rodzice nie zeszli od razu na zawał po pierwszym spotkaniu.
b)     Ma być elegancki – niech nie unika koszul, eleganckich dodatków etc.
c)      Ma być wysportowany – niech poszczyci się dobrą sylwetką!
d)     Niech będzie oryginalny – niech nosi kolorowe rzeczy, śmieszne piżamy… tak żeby było mi raźniej podczas moich własnych szaleństw.
e)     Demoniczny! Drżyjcie niedowiarki, Pan Mordoru wyszedł na powierzchnię! Muhahaha!

2.     Zastanówmy się nad jego fryzurą i włosami. Mówiąc o tym…
a)     To oczywiste, że włosy mają być czarne. Nie dbam o to czy są naturalne, czy farbowane. Czarne. Tak jak jego serce. I moje również. Czarne. I już. Koniec tematu.
b)     Krótkie włosy! Niech wygląda jak mężczyzna (bo tatuś jeszcze gotowy pomylić go z dziewczyną, jeśli będzie miał długie…)!
c)      Niech eksperymentuje z kolorami i z długościami! Niech to, co ma na głowie wyraża takie samo szaleństwo, jakie znajduje się w jej wnętrzu!
d)     Może mieć taki kolor i długość włosów, jakie będą mu najbardziej odpowiadać. W żadnym wypadku nie będziesz narzekać. W końcu nie za włosy się kocha.
e)     Mają być długie. Najlepiej blond. W delikatnych, połyskujących falach mają opadać na białą koszulę jak u księcia. Zdecydowanie. Innej opcji nie ma.

3.     A co ze wzrostem?
a)     Wysoki! Ma być wyższy ode mnie! Najlepiej, żebym musiała stawać do niego na palcach!
b)     Średni wzrost byłby wystarczający.
c)      Nie robi mi to różnicy. Zaakceptuję każdy wzrost mojego ukochanego. Są ważniejsze rzeczy, za które powinno się kochać.
d)     Niech będzie niski i uroczy!

4.     Tatuaże są…
a)     …wskazane! Dobra, głowy mu nie urwę, jeśli nie będzie regularnie pojawiał się na okładkach magazynów promujących tatuaże, ale przynajmniej z kilka mógłby mieć.
b)     …ohydne! Nie może mieć tatuaży!
c)      …obowiązkowe! Inaczej nawet się nim nie zainteresuję!
d)     …do zaakceptowania, jeśli mają jakieś głębsze znaczenie. Może mieć z jeden lub dwa, ale niech przynajmniej oznaczają dla niego coś więcej niż zwykłą ozdobę.
e)     …jego sprawą. Jego ciało, jego decyzja. Wygląd nie jest najważniejszy.

5.     Przejdźmy do bardziej rzeczowych pytań. Gdzie chciałabyś, żeby zabrał cię na waszą pierwszą randkę?
a)     Do parku rozrywki,
b)     Na jakieś wydarzenie sportowe/zawody,
c)      Do swojego zamku na elegancką i romantyczną kolację,
d)     Do centrum handlowego,
e)     Do jakiegoś mrocznego/nietypowego miejsca, żeby zaserwować ci niezapomniane wrażenia. Może na czarną mszę albo coś…

6.     Wspólnie oglądacie film/wybieracie się do kina. Za jakim seansem obstaje twój przyszły mąż?
a)     Horror/fantasy/science-fiction,
b)     Thriller,
c)      Komedia,
d)     Bajka,
e)     Historyczny/dokument/kostiumowy,
f)       Romans.

7.      Pierwszy raz przyprowadzasz go do domu, żeby poznali go twoi rodzice. Jak przebiega spotkanie i na jaki temat wywiązuje się rozmowa?
a)     Wraz z ojcem zaczynają rozmowę na temat niedawnego meczu i szybko znajdują wspólny język. Oddychasz z ulgą, a atmosfera rozluźnia się.
b)     Spotkanie przebiega w napięciu, a każda rozmowa kończy się fiaskiem. Twój przyszły mąż widocznie chce jak najszybciej się stąd wynieść.
c)      Z początku atmosfera jest napięta, ale zdaje się, że wszyscy o tym zapominają, kiedy twój ukochany nagle zaczyna mówić o teoriach spiskowych i wpływie różnych religii na społeczeństwo, w którym żyjemy. Twoi rodzice słuchają jak zaczarowani.
d)     Szybko wraz z matką zaczyna rozmowę o najnowszych trendach makijażowych i/lub modowych, jedne z nich wyśmiewając, a drugie chwaląc.
e)     Wywiązuje się niezobowiązująca rozmowa na temat pogody. Krążycie wokół neutralnych gruntów. Chłopak jest widocznie zestresowany, ale atmosfera jest do zniesienia.
f)       Twój ukochany niespodziewanie zaczyna temat, że młodzież w przeszłości miała więcej szacunku, a i ludzie byli inni, kiedy nie żyli w takim nieprzyzwoitym dostatku. Twoi rodzice kiwają głowami z pełną aprobatą.
g)     Twój przyszły mąż rzuca kawałami jak z rękawa, a rodzice śmieją się do rozpuku. Zdaje się, że go polubili.

8.     Wyszliście do klubu/baru. Co pije twój ukochany?
a)     Piwo,
b)     Kolorowego drinka,
c)      Whisky,
d)     Wódkę,
e)     Wino,
f)       Krew.

9.     Spędzacie wspólnie leniwy dzień w domu. Jak upływa czas twojemu przyszłemu mężowi?
a)     Spędza go na oglądaniu bajek/budowaniu z lego.
b)     Rozpisuje plan objęcia władzy nad światem.
c)      Uczy mnie tańców klasycznych.
d)     Wprowadza poprawki do zbudowanej przez siebie filozofii/kultu.
e)     Planuje nowy tatuaż.
f)       Śpi, gdyż jest zmęczony po wczorajszym treningu/planuje nowy trening.
g)     Zajmuje się sobą i wyrażaniem swoich myśli w niebezpośredni sposób – poprzez rysowanie/malowanie/pisanie/komponowanie. Raczej się do mnie nie odzywa, a przynajmniej dopóki nie skończy swojej pracy.
h)     Wypytuje mnie jak spędziłam czas, podczas którego nie mogliśmy być razem, opowiada mi historie, na które wcześniej zabrakło mu czasu. Jadaczka mu się nie zamyka, ale dzięki temu wiem, że się mną interesuje i zależy mu na mnie. Przy okazji może też coś ugotuje. To również sowicie doceniam.

10. Czy twój mąż mówi ci o wszystkim, co go trapi?
a)     Ależ oczywiście! Jak mogłoby być inaczej?!
b)     Mówi to, na co ma ochotę. Z pewnością ma swoje tajemnice, które woli zostawić dla siebie, a ja potrafię to uszanować.
c)      Ogromna z niego gaduła z przyklejonym uśmiechem do twarzy, ale czasem orientuję się, że głównie mówi o mało istotnych rzeczach, żeby nie dać mi czasu na zadawanie poważnych pytań…
d)     Ma wiele swoich tajemnic, ale niekiedy zdarzy się, że uchyli mi rąbka tajemnicy. Nie naciskam jednak na niego, gdyż to mogłoby tylko przynieś odwrotny skutek do zamierzonego.
e)     Nie zawsze mówi wszystko od razu, czasem zdarza mu się przyznać do czegoś po fakcie… tak jak to na przykład było z tym wypalonym pentagramem na podłodze w salonie…

11.   Wchodzisz do łazienki. Po jednej stronie lustra stoją twoje standardowe kosmetyki, a po drugiej jego. Co się tam znajduje?
a)     Dwie buteleczki droższych perfum, maszynka do golenia, jakiś balsam po goleniu i to tyle.
b)     Od groma kremów, balsamów, emulsji, kilka serum, ampułek, tonerów, produktów do mycia twarzy i jeszcze dwa razy więcej kosmetyków kolorowych. Matko, on ma tego więcej niż ja!
c)      Opakowanie z kolorowymi soczewkami i płyn do nich, czarna kredka do oczu, czarna szminka, resztka białego pudru, mocne perfumy, coś do demakijażu.
d)     Tylko i wyłącznie jedna, dość dziwna, fioletowa flaszeczka, która niepokojąco świeci w ciemności…
e)     Kilka kremów i parę kosmetyków kolorowych – wszystko w radosnych opakowaniach przyozdobionych postaciami z kreskówek lub pokemonów. Właściwie założę się, że on nawet wcale tego nie używa, tylko kupił to ze względu na te opakowania…

12.  Co znajduje się w jego szafie?
a)     Koszule z żabotami, marynarki i żakiety, staroświeckie spodnie…
b)     Kolorowe t-shirty, dziwne, śmieszne, często za duże ubrania.
c)      Głównie ubrania sportowe.
d)     Parę zwykłych koszulek i jeansów, kilka białych koszul… nic nadzwyczajnego.
e)     Najmodniejsze ubrania reklamowane w ostatnim numerze jego ulubionego czasopisma.
f)       Głównie czarne rzeczy. Dużo tu skór i lateksu, pełno długich płaszczy sięgających do kostek, kilka par glanów…

13.  Kto jest z was starszy?
a)     Ja jestem starsza.
b)     Nie dbam o wiek. To nie jest istotne.
c)      On jest starszy. Niewiele.
d)     On jest starszy. Różnica między nami jest dość spora, ale nie przeszkadza mi to, gdyż zawsze chciałam mieć nieco bardziej dojrzałego mężczyznę.
e)     On jest starszy… o jakieś dobre kilka stuleci…

14. Kto pierwszy zaczął rozmowę o ślubie?
a)     On. Po prostu z miejsca oświadczył się w tradycyjny sposób – przyklęknął na jedno kolano i wyciągnął pierścionek.
b)     Ja zaczęłam mamrotać, że to już chyba najwyższy czas, żeby zacząć myśleć o czymś podobnym. W jego oczach zobaczyłam wtedy panikę. On wciąż nie dorósł jeszcze do tak poważnych decyzji.
c)      Zgraliśmy się wspólnie w czasie i razem podjęliśmy tę decyzję podczas rozmowy.
d)     On. Stwierdził, że bez problemu z miejsca może udzielić nam ślubu, gdyż przecież jest głową i założycielem swojej religii/nurtu filozoficznego.
e)     Ja, ponieważ on rzadko odzywa się na jakikolwiek temat.
f)       On. Zaczął rozmowę widząc jedną z witryn sklepowych z sukniami ślubnymi.

15.  Wydaje ci się, że jesteś w ciąży. Później okazuje się, że jednak byłaś w błędzie, jednak z miejsca postanowiłaś poinformować o tym swojego ukochanego. Jak on na to zareagował?
a)     Zbladł i wyglądał, jakby miał dostać zawału. Złapał się za okolice serca i wparł na krześle, żeby się nie przewrócić. Przez dłuższą chwilę nie mógł wykrztusić z siebie nawet pojedynczego słowa.
b)     Zamrugał kilkakrotnie z niedowierzaniem, a następnie zaczął skakać z radości i wykrzykiwać, jak bardzo mnie kocha. Podbiegł do mnie i zaczął mnie ściskać i całować.
c)      Jak zwykle nie odezwał się ani słowem.
d)     Wyszczerzył się zadowolony, mrucząc pod nosem: „A więc mój plan spłodzenia Antychrysta się powiódł…”, zacierając przy tym ręce.
e)     Ucieszył się na wiadomość o tym, że będziemy mieli dziedzica i spadkobiercę majątku.

Punkty:

A
B
C
D
E
F
G
H
1.
+21p
+24p
+20p
+0p
+14p
-
-
-
2.
+8p
+20p
+0p
+4p
+24p
-
-
-
3.
+20p
+10p
+4p
+0p
-
-
-
-
4.
+8p
+23p
+18p
+12p
+6p
-
-
-
5.
+0p
+20p
+24p
+4p
+14p
-
-
-
6.
+15p
+10p
+6p
+0p
+24p
+22p
-
-
7.
+20p
+10p
+14p
+4p
+6p
+24p
+0p
-
8.
+20p
+0p
+8p
+16p
+22p
+24p
-
-
9.
+0p
+14p
+24p
+12p
+18p
+20p
+10p
+6p
10.
+0p
+8p
+6p
+10p
+14p
-
-
-
11.
+22p
+4p
+14p
+24p
+0p
-
-
-
12.
+24p
+0p
+20p
+22p
+4p
+14p
-
-
13.
+0p
+10p
+8p
+22p
+24p
-
-
-
14.
+2p
+0p
+6p
+13p
+4p
-
-
-
15.
+19p
+0p
+10p
+14p
+24p
-
-
-



Odpowiedzi:
Ilość punktów
Mąż
Opis jego charakteru
0-30p
Maya (LM.C)
Duży dzieciak – twój przyszły mąż to w gruncie rzeczy duży dzieciak, który wciąż jeszcze nie dorósł. Często będzie zachowywał się irracjonalnie lub po prostu dziecinnie. Będzie gustował w kolorowych ubraniach, będzie lubił zwracać na siebie uwagę, ale nie będzie przy tym przesadnio zaborczy. Będzie duszą towarzystwa i będzie sypał kawałami jak z rękawa. Z pewnością nie będzie doskwierać ci przy nim nuda.
31-60p
Mahiro (Kiryu)
Wszystko zależy od dnia – twój przyszły mąż to dwa skrajne charaktery upchnięte w jednym ciele. Nieraz będzie wychodził z niego duży dzieciak, nieraz będzie nieco perwersyjnym romantykiem. A mówią, że to kobieta zmienną jest, co? Będzie dość humorzasty, ale w gruncie rzeczy to dobry facet i ty już przekonasz się o tym najlepiej.
61-90p
Yuuki (InitiaL)
Delikatny chłopak – twój przyszły mąż zdecydowanie nie będzie typem, który lubującym się w typowo „męskich” sprawach. Interesuje go będzie moda i kosmetyki, będzie posiadał sporą wiedzę na ten temat. Koniec końców przynajmniej nie doznasz już problemu stania niezdecydowaną przez pół dnia przed szafką w drogerii lub przed własną szafą. Twój mąż zawsze doradzi ci, co kupić lub co powinnaś założyć.
91-120p
Ricko (Jiluka)
Chłopak o dwóch twarzach – twój przyszły mąż na co dzień będzie pogodnym facetem, który dużo gada. Może nawet więcej od ciebie. Będzie towarzyski, będzie lubił stroić sobie żarty… jednak wszystko do czasu. Jako jedna z nielicznych osób będziesz świadoma tego, że jego uśmiech nierzadko bywa sztuczny, a on sam ma tendencje do chowania za nim swoich prawdziwych myśli i emocji. Całe szczęście nie będzie jednak niczego przed tobą ukrywał, gdyż będzie zdawał sobie sprawę z tego, że jesteś osobą godną zaufania, której zawsze może się z wszystkiego zwierzyć.
121-150p
Yoshiatsu (DADAROMA)
Małomówny gość – twój przyszły mąż będzie zdecydowanie małomównym typem i prawdopodobnie będzie miał opinię dość odstraszającego i mrocznego faceta. Nie będzie ukrywał się ze swoją niechęcią żywioną do wielu rzeczy, jak i ludzi. Rzadko kiedy zdarzy mi się głośno wyrazić swoją opinię, ale ty nauczysz się, jak poprawie interpretować jego zachowanie, niemal czytając mu w myślach, za co ten w zamian zadurzy się w tobie bez pamięci.
150-160p
Karma (AvelCain)
Facet zagadka – twój przyszły mąż będzie mruk. Będzie odzywał się rzadko, będzie bacznie obserwował innych i zostawiał swoje oceny i przemyślenia tylko dla siebie. Będzie nieco mroczny i będzie miał charakterystyczne dla siebie zachowania, do których trzeba będzie przywyknąć. Niemniej jednak będzie też bardzo opiekuńczy (z lekką skłonnością do bycia zaborczym). Będzie zdawał sobie sprawę z tego, że jest dość wymagającym partnerem, dlatego też będzie doceniał fakt, iż będziesz potrafisz go znieść, nawet jeśli nie będzie mówił o tym głośno zbyt często.
161-190p
Ruki (The GazettE)
Ambitny – w głowie twojego przyszłego męża będzie aż roiło się od wielkich planów. Będzie osobą wybiegającą przed szereg, która myśli w znacznie większej skali niż większość ludzi. Będzie wybiegał również ze swoimi przemyśleniami znacznie dalej w przyszłość niż reszta. Kiedy inni śnią o znalezieniu przyzwoicie płatnej roboty i wynajęciu małego mieszkanka, on spisuje fundamentalne prawdy, na których mogłaby opierać się jego nowa filozofia/wyznanie. Niekiedy zdarzy mu się być nieco oziębłym lub wyniosłym, jednak będziesz w stanie mu to wybaczyć, gdyż będziesz świadoma tego, że tak naprawdę największą świętością dla niego zawsze pozostaniesz właśnie ty.
191-220p
Kai (Killaneth)
Z lekka nawiedzony – twojemu przyszłemu mężowi z łatwością można przypiąć łatkę „dziwaka”. Mroczny z niego typ, który lubuje się w czerniach, skórach, długich płaszczach, glanach, kolorowych soczewkach… Możliwe, że niektórzy nawet będą się go nieco obawiali. Nie będzie ukrywał się ze swoją „innością”. Będzie otwarcie mówił o swoich zainteresowaniach, w które wpisuje się, m.in., demonologia i zakazane kulty. Będzie miał charakterystyczne poczucie humoru, będzie lubił stroić sobie żarty - szczególnie z innych, nawet jeśli owi inni nie zawsze będą je rozumieli. Będzie zdrowo pokręcony, niemal szalony, ale to właśnie to pokochasz w nim najbardziej. Kto wie… może faktycznie nie będzie to zwyczajny chłopak, a jakaś istota nadprzyrodzona lub demon?
221-250p
Aryu (Morrigan)
Przystojniak – twój przyszły mąż to niewymuszony przystojniak. Nie będzie on potrzebował spędzania godzin w łazience, żeby wyszykować się i wyglądać olśniewająco. Wielu kobietom będą miękły kolana na jego widok. Zanim cię poznał był niezłym Casanovą, jednak zmieni się w chwili, kiedy zrozumie, że postępując w ten sposób może cię stracić. Czasem wciąż będą wychodzić z niego „pozostałości” ze dawnych czasów, jednak będziesz w stanie mu to wybaczyć, gdyż będziesz świadoma, że ten będzie zachowywał się w podobny sposób tylko po to, aby utwierdzić się w przekonaniu, że wciąż wzbudza pożądanie, żeby podnieść sobie swoją męską samoocenę. Będziesz miała jednak świadomość, że nie będziesz musiała martwić się o jego wierność.
251-280p
Tsuzuku (Mejibray)
Badboy – twój przyszły mąż będzie wyglądać jak gość spod ciemnej gwiazdy. Będzie miał dużo tatuaży, kolczyków, rzadko kiedy zdarzy mu się rozstać z papierosem, jego styl ubierania się będzie nieco przypominał zbuntowanego nastolatka… niemniej, takiego właśnie go pokochasz i taki właśnie będzie jego urok. Twoi rodzice przez stosunkowo długi czas będą mieli do niego obiekcje ze względu na jego wygląd, ale ostatecznie przekonają się do niego, gdyż prezencja nie jest wszystkim, co definiuje człowieka. Wiele osób miało do niego podobne uprzedzenia w przeszłości, dlatego ten będzie doceniał fakt, iż ty potrafiłaś dostrzec w nim coś więcej. Ze względu na to będzie ci bezwzględnie wierny i oddany.
281-310p
Hiro (Nocturnal Bloodlust)
Mięśniak – twój przyszły mąż będzie wysoki i umięśniony, wiele kobiet będzie ci go zazdrościć. Będzie spędzać dużo czasu na siłowni, a jeszcze więcej wydawać na odżywki białkowe i inne specyfiki, których nawet nie będziesz potrafiła nazwać. Pomimo tego, że będzie prezentował się jak ktoś, kto tylko szuka zaczepki, będzie tak naprawdę bardzo ciepłym i kochającym facetem. Przed innymi będzie udawał niewzruszonego i bezwzględnego, ale tylko ty tak naprawdę dowiesz się, jaki czułym potrafi być, kiedy nikt nie patrzy.
311-340p
Hizumi (D’espairsRay)
Charyzmatyczny – twój przyszły mąż będzie niesamowitym typem człowieka, który będzie cieszył się nieustającym szacunkiem i uznaniem wielu osób. Będzie przychodziło mu to z łatwością. Będzie wykształcony i utalentowany, a przede wszystkim charyzmatyczny. Będzie potrafił wpływać na ludzi, co udowodni ci chociażby podczas waszego pierwszego spotkania z twoimi rodzicami. Ci z miejsca kupią go i pogratulują ci dobrego wyboru, z niecierpliwością oczekując ślubu. Czasem będzie wychodzić z niego ta ciemniejsza strona, która lubi manipulować innymi, jednak z tobą zawsze pozostanie szczery. Będzie zdawał sobie sprawę z tego, że nie nabierze cię na żadną sztuczkę.
341-360p
Kamijo (Versailles)
Dostojny książę (wampirów) – twój przyszły mąż będzie wyglądać i zachowywać się jakby przybył z innej epoki. Twój ojciec ze zdziwieniem odnotuje, że ten na wasze pierwsze spotkanie przyjedzie autem, a nie karetą albo przynajmniej konno. Będzie dostojny i nieco wyniosły, ale przy tym szarmancki i oddany. Będzie wykształcony i utalentowany, choć przy tym także nieco staroświecki. Niemniej, to właśnie cię w nim urzeknie. Będzie znacząco wyróżniał się z tłumu. Będzie bogaczem, choć większość czasu będzie spędzał w domu, który z kolei będzie przypominał przynajmniej rezydencję jakiegoś arystokraty… kto wie, może w istocie ten okaże się wampirem, który wykorzystuje majątek zgromadzony przez stulecia?