Strona zawiera treści ukazujące związki homoseksualne między dwoma mężczyznami. Jeśli nie odpowiadają Ci takie treści, proszę, abyś ją opuścił.
BLOG NIEAKTYWNY.
Wyświetlenia
Translate
Kolejka:
1."Książę z bajki" cz.12 (Hiro [Nocturnal Bloodlust] x Crena Ketsueki [Bird as Oman])
2. "Nowy Świat" cz.18
3."Uważaj, czego pragniesz" cz.7 (Uruha x Aoi, Uruha x Ruki [The GazettE]); Tytuł alternatywny:"Bóg chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia"
4. Mini-seria "Interesy z diabłem" cz.3 Kai (ex Killaneth, TRNTYD:CODE) x Luvia (Canival / Hiz)
5. "世界が急に変わればいい" cz. 2 (jap. "Sekai ga kyuu ni kawaba ii", pol. "Mam nadzieję, że świat nagle się zmieni") (Yohio x Nihit (ex Killaneth), Nihit x Kai (TRNTY D:CODE, ex Killaneth), Nihit x MiA (Mejibray)
Posted by Kita (北) on listopada 09, 2016 with 3 comments
Dziś trochę inny post, bo nie mam dla was żadnego opowiadania, ale przychodzę to was z kolejnym wybitnym talentem, który moim skromnym (ha-ha) zdaniem zasługuje na rozsławienie ♥
Ten akurat szczególny post różni się nieco od tych z tejże samej kategorii, gdyż tym razem nie skupiamy się na żadnym człeku parającym się coverami (czy to wokalnymi, czy też instrumentalnymi), ale zespołem.
Tak, dokładnie - zespołem.
No, ale dlaczego zespół?
Cóż, ZigZag jest nowym i (wydaje mi się) wciąż słabo znanym zespołem, dlatego postanowiłam wam ich przedstawić jako naprawdę wybitną grupę utalentowanych i oryginalnych muzyków :D
Dobra, a więc może zacznijmy od prezencji zespołu i jego członków:
A więc nasza trójca (bo w skład zespołu wchodzą tylko 3 osoby) wyglądała właśnie tak. Musicie przyznać, że wyglądali nieco inaczej niż większość zespołów V-Kei, racja C: ?
Obecnie panowie wyglądają tak i wciąż (moim zdaniem) prezentują się w bardzo ciekawy sposób @.@
Ten oto tutaj przystojniak to Aoshi.
Z kolei ten tutaj to Jin ♥ Jego obecny look dużo bardziej przypadł mi do gustu ~(^-^)~ Ciężko się w nim nie zakochać od pierwszego wejrzenia, prawda?
No i na koniec zostawiłam sobie Mikoto. Czemu na koniec? Bo moim zdaniem wygląda naprawdę ciekawie. Drugie zdjęcie ze względu na ilość ozdób kojarzy mi się nieco z nową ideologią The GazettE i "Dogmą"... ale to dobrze, bo jestem wielką fanką "Dogmy" i "Undying -another fate-", więc jestem jak najbardziej na tak C:
Poza tym nie mogę pozbyć się jakiegoś wrażenia jakby Mikoto był czymś w rodzaju bóstwa, jakiegoś bożka... ^^'' Nie wiem, skąd we mnie to przekonanie (pewnie ma to coś wspólnego z moim spaczeniem dotyczącym starodawnych wierzeń i demonów C'': ) To jak na pierwszym zdjęciu został wysunięty przed pozostałych muzyków oraz to jak góruje nad nimi na drugim zdjęciu jakoś naprowadziło mnie na myśl, jakby był "level wyżej" ^^'' Poza tym na obu zdjęciach jego głowę okala coś w rodzaju "aureoli" czy korony, więc to też działa na moją i tak już wystarczająco nadpobudliwą wyobraźnię x''D
Wygląd Mikoto przypomniał mi też w jakiś sposób o komiksie Kaze-pon ("Beloved enemy" część druga - klik - odsyłam do lektury wszystkich, którzy jeszcze tego nie widzieli; to jest prawdziwe arcydzieło! Nie tylko pod względem wykonania technicznego, ale i pomysłu samego w sobie ♥ Jarają mnie takie rzeczy >.<''). Tam Ruki mierzył się z postacią noszącą ptasią maskę (tą samą z "Undying" i "Dogmy" - tak, ja wciąż, nie wiedzieć dlaczego, uważam, że był to demon ^^''), która w rezultacie okazała się być niejako nim samym - czymś w rodzaju alter ego, jego własnym przeciwieństwem, upersonifikowanymi, tłumionymi i spychanymi do podświadomości myślami i odruchami (lub demonem ^^'') czy jakkolwiek inaczej ktoś ma ochotę i fantazję odczytać pracę Kaze-pon C; (kilk - ta strona jakoś dobrze komponuje mi się z tym postem C'': ).
W każdym razie całe to nawiązanie do "Beloved enemy" sprowadza się do tego, że postać w masce wydawała mi się być czymś "ponad", czymś silniejszym, "wyższym"... jeśli wiecie (lub przynajmniej możecie się domyślić), o co mi chodzi (jeśli nie to też się nie przejmujcie - w ostatnim czasie coraz częściej łapię się na tym, że ciężko mi ogarnąć samą siebie ^^'') - przy ZigZag i Mikoto odniosłam podobne wrażenie, mając poczucie, jakby ten był jakąś potężniejszą istotą... tak, w ostatnim czasie skupiłam się na pisaniu fantasy, więc stąd moje wspaniałe rozkminy zmierzające w tym kierunku oraz fakt zastoju i pustki na blogu ^^''
Okej, to skoro już wiemy, jak panowie wyglądają, to chyba nadszedł czas, żeby trochę zapoznać się z ich twórczością:
Tutaj znajdziecie oficjalny kanał ZigZag na youtubie. Niemniej, wygląda to tak, jakby chłopcy mało co nagrali i wciąż nie bardzo było się czym zachwycać - a to dlatego, że znacznie większa część ich piosenek została opublikowana na kanale japan Vkei.
Przy okazji dorzucę wam także linka do ich oficjalnej strony internetowej. Niestety wszystko jest po japońsku (dosłownie wszystko - nie znajdziecie niemal pojedynczego słowa po angielsku T^T), więc przeciętny fan V-kei z Europy musi poruszać się po owej stronie "po omacku" >.<''
Z tego, co ja bym wam polecała przesłuchać to:
1.-真天地開闢集団-ぽんぽこたぬき合戦」(- Ma tenchikaibyaku shūdan - pon po ko tanuki
gassen)
Przyznam, że w jakiś magiczny sposób ta piosenka mnie zahipnotyzowała ♥
2. 愛シ貴女狂怪性/真天地開闢集団 (Ai shi kijo-kyō kai-sei/ ma tenchikaibyaku shūdan)
Mnie osobiście strasznie podobają się takie klimaty (które w pewien sposób polegają na mieszaniu starojapońskiej muzyki instrumentalnej z rockowymi kawałkami). Poza tym przyznać trzeba, że ZigZag plasuje się bardziej po tej "mocnej" stronie V-kei, za co ich niezmiernie uwielbiam ♥ W ostatnim czasie brakowało mi czegoś mocniejszego :D
3.死んでほしい(アルバムver)/真天地開闢集団 (Shinde hoshī (album ver)/ ma tenchikaibyaku shūdan)
No i żeby nie było, ZigZag nagrali też coś bardziej melodycznego i spokojniejszego ♥
Podsumowując:
Co myślicie o zespole? Mnie się wydaje, że będą to moi ulubieńcy kilku następnych miesięcy :D
Posted by Kita (北) on listopada 29, 2015 with 9 comments
No cóż, dziś trochę nietypowo, bo
postanowiłam zrobić coś naprawdę dziwnego; mianowicie, przedstawić wam zespół,
który wszyscy dobrze znamy, jednak (mam nadzieję) z troszkę innej strony.
Wydawałoby się to bezsensowne i bezcelowe, ale w moim mniemaniu w jakimś
stopniu również genialne (xD). Niemniej podarowałabym to sobie, gdyby nie to,
że pewnej nocy nawet śnił mi się wokalista tegoż zespołu, który tak mnie
zbeształ we śnie, iż czułam się zawstydzona jeszcze przez długą chwilę nawet po
przebudzeniu... ^^''
Więc bardzo, bardzo ładnie proszę,
doczytaj do końca, drogi czytelniku, nawet jeśli w którymś momencie nie
będziesz się ze mną zgadzać ♥ Bo w tym misz-maszu jeszcze jest dużo moich
tłumaczeń i innych takich :''D
Dobrze, ale w takim razie cóż to za
zespół? (werbel proszę) To... (cisza wzmagająca niepewność i napięcie) ...The
GazettE.
Nie żartuję.
I nie, nikt mi za to nie zapłacił.
Nikt też nie kazał mi tego robić pod
przymusem.
Serio.
Wiem, że dla wielu to naprawdę dziwne,
gdyż w końcu swego czasu zarzekałam się, że teraz to nie to samo, tra-ta-ta, ram-pam-pam i
inne takie pierdoły... ale w gruncie rzeczy w tamtym okresie była to dla mnie
szczera prawda. Cóż skłoniło mnie w takim razie do zmienienia zdania? Krótko
mówiąc, był to album "Dogma"
(który odkryłam niedawno - tak, wiem, świetne wyczucie czasu, ale niestety
uprzedzenia [szczególnie te bezpodstawne] robią swoje). Nie zrozummy się jednak
źle, nie zamierzam ich ponownie gloryfikować ani nic z tych rzeczy; po prostu
obwieszczam wszem i wobec, że "Dogma"
jest naprawdę kawałem świetne odwalonej roboty. Jest utrzymywana w dużo
cięższych klimatach niż poprzednie płyty, co bardzo mi odpowiada. Z tego
właśnie powodu szybko się do niej przekonałam i dlatego też obecnie
praktycznie non stop leci ona w moich słuchawkach. Ponad to nie tylko ich
najnowszy album, ale także "Ugly"
czy "Depravity", a nawet „Last Heaven” również przypadły mi do gustu.
Ale spokojnie, zacznijmy od początku -
skąd ten poprzedni bulwers i obecne "nawrócenie się"? No sprawa
wydaje się prosta jak budowa cepa; The GazettE było pierwszym zespołem, który
skradł moje przegniłe serce, który wprowadził mnie w świat visual-kei i
j-rocka, a przede wszystkim jednym z ulubionych twórców. Z tej właśnie racji
jakoś bardzo emocjonalnie przeżyłam to, że "Fadeless"
czy "Remember the Urge"
jakoś niekoniecznie wbiły mnie w fotel. Nie powiem, żeby te piosenki nie
pasowały mi wcale, ale twórczość Gazetto z tego krótkiego okresu nie ujęła mnie
też za serce, tak jak to miała w zwyczaju robić w przeszłości. Dodajmy do
tego wszystkiego wyrzut hormonalny, bolesny okres i moją naturę tsundere,
dzięki której lubię na wszystko narzekać - bo taki ze mnie typ człowieka. Można
powiedzieć, że odebrałam to niemalże personalnie jako... jako takie ugodzenie
(?)... czy coś... Obecnie to już nie wiem… w każdym razie ostatni rok był dla
mnie naprawdę dziwny i ciężki, przez co moje zachowanie pozostawiało wiele do
życzenia. Co więcej, jak czasem zdarzy mi się przeczytać coś, co wysmarowałam w
tamtym czasie, to po prostu mam ochotę pochlastać sama siebie i walić głową o
blat biurka (które już mam, a będę mieć jeszcze lepsze C: Pełnia szczęścia).
Niemniej uważam, że pewne rzeczy przychodzą z czasem, jak na przykład
zrozumienie czegoś, więc... no... Powiedzmy, że potrzebowałam trochę czasu,
żeby dorosnąć, bo w gruncie rzeczy sama wciąż zapatruję się na siebie jak na
dzieciaka - bo fakt, że co roku lat mi tylko przybywa w metryczce, to nie
znaczy, że tak naprawdę zachowuję się jakoś poważniej. I właśnie z tym
mijającym czasem, prowadzeniem bloga czy nawet oglądaniem youtuberów, zaczęłam
pojmować, że nie da się nigdy wszystkich uszczęśliwić. Zawsze ktoś będzie
wybrzydzał, a czasami tylko dla powodu, że musi sobie zrobić od czegoś przerwę
- bo to tak jakbyśmy wciąż jedli to samo. Niby czekolada jest dobra, ale
gdybyśmy bez ograniczeń zażerali się nią na śniadanie, obiad i kolację dzień w
dzień to raz, że w końcu by nas zemdliło, dwa, że nie wyszłoby nam to na
zdrowie. Zaczęłam powoli przyswajać, że podczas długiej działalności zespołów
zawsze pojawia się taki czas, kiedy ktoś krzyknie: "Hej, to już nie jest
to samo!", a parę osób przytaknie mu i powiedzą zgodnie, że więcej nie
będą tego słuchać. Niekiedy zdarzało mi się zobaczyć podobne komentarze na
jakimś forum czy gdziekolwiek indziej pod twórczością D'espairsRay, ale wtedy
wydawało mi się to być nielogiczne. No bo jakże ci "heretycy" jedni
mogą nie słuchać takiego kultowego zespołu? No znowu rzecz prosta i
nieskomplikowana, ale najpierw trzeba ją zrozumieć. Ludzie są różni. Ludzie się
zmieniają. I wiecie co? I to jest w tym wszystkim właśnie najlepsze, tylko
trzeba nauczyć się to akceptować. Nasze upodobania z czasem się zmieniają i
przez to, to co kiedyś nam bardzo odpowiadało, dziś już niekoniecznie musi się
nam podobać. Czasem wystarczy też zrobić sobie tylko krótką przerwę od czegoś, aby wrócić do tego owego czegoś z nowym zapałem i entuzjazmem.
Z czasem pojęłam też, że nie ma sensu
zarzucać komuś czegoś w rodzaju: "Sprzedałeś się!", "To nie to
samo co kiedyś!" albo "To tylko komercja!" - i tu nie chodzi
tylko o muzykę, ale o wszystkich ludzi, którzy tworzą coś i poddają to owe coś do
publicznego osądu. Powód tego jest taki, że nawet jeśli jest to tylko i
wyłącznie komercja, to co z tego? Ludzie muszą się sprzedawać (tak, wiem, brzmi
to strasznie xp), bo inaczej nie robiliby tego... co robią, no; bo musieliby
znaleźć sobie pełnoetatową inną pracę, która przynosiłabym profity. Co więcej, każdy z nas chyba zrobił już coś w życiu tylko i wyłącznie dla
"komercji", to znaczy, tylko po to, aby dana rzecz przyniosła nam
korzyść, podczas gdy nie wkładaliśmy w nią ani krzty uczucia czy duszy. I jakby
jeszcze tego wszystkiego było mało, to jeśli mówimy w jakiś sposób o sztuce
(czyli w tym o muzyce również), to jest to bardzo subiektywne. Niby jest to
prawdą oczywistą, że to, co dla mnie jest komercją, dla kogoś innego może być
po brzegi wypełnione uczuciem i odwrotnie (a ponad to wszystko nie wiemy
jeszcze, co tak naprawdę myślał twórca, kiedy pracował nad swoim dziełem), ale
właśnie chodzi o to, żeby nie tylko gadać o tym i to powtarzać, ale zrozumieć i
przyswoić. Mnie osobiście udało się to dopiero dość niedawno (choć w
przyszłości pewnie i tak moje zdanie jeszcze wiele razy ulegnie zmianie i za
rok czy za dwa moje prawdy fundamentalne wywrócą się raz jeszcze do góry
nogami). Poza tym, jeśli ktoś powie, że się "obraża" i nie będzie
tego słuchał/oglądał, to... cóż, go ahead, chciałoby się powiedzieć. Nikt nie
będzie z tego powodu płakać ani próbować nas odwieźć od swojej decyzji. Z
jednej strony trochę to smutne, bo czasem chciałoby się (dobra, ja bym
chciała), żeby ktoś właśnie za nami zapłakał albo próbował nas zatrzymać w
jakiś sposób, bo to jest swoisty przejaw tego, że temu komuś na nas zależy i ten
nasz owy ktoś dba o nas. Niestety takie ckliwe scenki to nie tutaj.
Ale odbiegając już od ogółów, a
przechodząc do szczegółów: tym, co mnie zaskoczyło (pozytywnie, rzecz jasna) w
The GazettE raz jeszcze i sprawiło, że ponownie popadli oni w moje łaski to, to
że przybrali na "agresywności", że tym razem skupili się na takich
mocniejszych brzmieniach. Ktoś powie, że się powtarzam, ale tym razem
uwzględniam to raczej w takiej kwestii, iż z czasem większość zespołów
traci swój „pazur”, tworząc coraz lżejsze melodie, a tu wszystko właśnie poszło
na opak – i to mi w jakiś niewytłumaczalny sposób zaimponowało.
A potem znalazłam przypadkiem w skarbnicy
dóbr wszelakich (czyt. internecie) ten filmik. Taki przekrój przez ich
działalność jest fajnym podsumowaniem nie tylko tego, jak muzycy z czasem się
zmieniali, ale jak zmieniała się również ich twórczość. Tak patrzyłam na nich i…
nagle zdziwiona odnotowałam, jak bardzo pomysłowi, kreatywni, a wręcz
innowacyjni byli członkowie Gazette na przestrzeni lat. Jasne, ich sukces nie
jest zasługą wyłącznie ich piątki, bo przecież w ich cieniu stoi cały tłum „bezimiennych
siepaczy”, z których każdy z nich w mniejszym lub większym stopniu pomógł im
się wybić. Niemniej zespół ten jest obecnie jednym z najbardziej znanych i
rozpoznawalnych grup nie tylko Visual-kei, ale po prostu japońskiej sceny
muzycznej. Stali się wręcz ikoną, co nie jest byle jakim osiągnięciem. Myślę,
że chociażby za to, że udało im się wybić na rynku muzycznym, należy im się
pewna doza uznania. Poza tym pojmujecie to, że The GazettE gra już razem od 13 lat? Bo mnie to jakoś osobiście ciężko przychodzi... Trzynaście lat... Szczerze mówiąc to większa część mojego życia. To nawet dłużej niż działało D'espairsRay. Wyobrażacie sobie wstawać codziennie i niemal każdego dnia widzieć te same osoby? Jasne, w tym momencie wiele osób może spekulować odnośnie tego, jak mogą wyglądać relacje muzyków w prawdziwym życiu (bo przecież nie tak jak w fickach =.=''), ale niezależnie od tego... to jest 13 lat - naprawdę kawał czasu. Jest to dla mnie niesamowita rzecz z tej racji, że mnie nigdy nie udało się zatrzymać żadnego człowieka przy sobie na jakiś dłuższy czas, a już tym bardziej nie na całe 13 lat! No bo niby znam wciąż nawet ludzi z przedszkola, ale to nie jest dla mnie "ten" rodzaj znajomości; to znaczy, że nie piszemy czy nie spotykamy się regularnie, utrzymując znajomość. Moje relacje międzyludzkie są niestety bardzo słabe i kończą się niesamowicie szybko, toteż stanie u boku kogoś przez ponad dziesięć lat wydaje mi się być niemalże czynem godnym orderu. Oczywiście, łączy ich przede wszystkim praca, ale nie oszukujmy się też, że gdyby w końcu skłócili się do tego stopnia, że nie mogliby znieść wzajemnie swojej obecności, w pewnym momencie zdecydowaliby się na rozwiązanie działalności. Ja, na przykład, zdaję sobie doskonale sprawę, że nawet gdyby udałoby mi się założyć zespół, to jego żywotność ograniczyłaby się do kilku miesięcy ze względu na kłótnie i nieporozumienia... a tu 13 lat... Co więcej, z tego, co się orientuję, to chyba żaden z członków Gazetto nie prowadził w międzyczasie solowego lub jakiegokolwiek innego projektu (jeśli się mylę, to mnie poprawcie - a mylić się mogę, bo głowy za to sobie uciąć nie dam), więc oni cały czas pracują razem, widzą się non stop, spędzają ze sobą mnóstwo czasu podczas tras koncertowych, zdjęć, nagrań... Po prostu w pewien sposób mi to imponuje, gdyż utrzymanie znajomości (na jakimś znośnym stopniu) wymaga zaangażowania obu osób - trzeba dać coś z siebie i oczekiwać możliwych do spełnienia przez tą drugą osobę rzeczy. Kiedy o tym piszę (a wy czytacie - znaczy mam nadzieję, że czytacie xD), sprawa wydaje się naprawdę skomplikowana jak prosty drut, ale jak nie od dziś wiadomo, łatwiej mówić (pisać), niżby zrobić coś w rzeczywistości. W realnym świecie dużo rzeczy okazuje się być trudniejszymi do zrealizowania niż moglibyśmy sobie początkowo wyobrażać. No i na koniec znalazłam komentarz Rukiego do piosenki "Dogma", który brzmiał tak: "Miejsce, w którym teraz znalazło się The GazettE i nasz stan, kiedy próbujemy przedrzeć się przez to miejsce. Ten tytuł oddaje to najlepiej. Jednocześnie wiąże się z tym pewna antyteza." - okej, tłumaczenie nie jest idealne, co więcej nie mogłam znaleźć tego w oryginale ani na angielskiej stronie (może słabo szukałam), toteż został mi tylko taki polski przekład. Z początku chciałam nadać temu wywodowi trochę polskiej logiki i poprawić gramatykę, żeby brzmiało to trochę bardziej spójnie, ale potem sobie darowałam. Śmiem twierdzić, że został tu użyty google translator, toteż szyk zdania etc. pozostawiają trochę do życzenia, ale to nie jest najważniejsze - w skrócie opisując "Dogmę", mogę powiedzieć, że jest to dość ciężka piosenka nie tylko pod względem brzmienia, ale i przekazu, który niesie. Z tego właśnie powodu można wnioskować, że po tylu latach zespół ten może przeżywać swój "wewnętrzny" kryzys, o którym nie informuje mediów (albo po prostu moja wyobraźnia fanowska działa na zwiększonych obrotach; to też jest bardzo możliwe). Może chłopcy (tak, uwielbiam określenie "chłopcy" w odniesieniu do dorosłych mężczyzn xp) po tak długim okresie współdziałania troszkę zaczęli się spierać, a może chodzi o coś zupełnie innego; kto wie? (Pewnie Ruki xD) Niemniej, ja doszukuję się w długim okresie ich działalności i słowach Matsumoto jakiegoś wspólnego punktu zaczepienia, ale, rzecz jasna, fakt, że ja widzę w tym jakąś swoją pokrętną logikę, nie oznacza, że wy też musicie się ze mną zgadzać ^^'' Uch, matko, czytałam już to tyle razy i wciąż wydaje mi się to wszystko takie bez składu i ładu... (/.-)'' Jest tyle rzeczy, o których chciałabym wam powiedzieć, ale tak trudno jest to zrobić w jakiś logiczny sposób, aby przelane na (wirtualny) papier moje myśli chociażby mogły udawać, że nie są wypowiadanymi w totalnym chaosie pierwszymi lepszymi słowami, które przyszły mi na myśl!... No, tak, muszę zacząć pracować nad składnią ^^'' i chyba zacząć robić notatki, odnośnie tego, co chcę wam przekazać, żeby potem móc jakoś usystematyzować tą pracę C'': Tymczasem:
Także
tak, to była promocja, a teraz czas na część bardziej informacyjną: mianowicie, ze względu na przywrócenie The
GazettE w łaski, chciałabym wznowić serię „Bóg
chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia”, bo to takie lekkie, fajne
opowiadanko. Oczywiście zamierzam to zrobić tylko za waszą aprobatą, więc
piszcie w komentarzach, co sądzicie o tym pomyśle. A tak swoją drogą, to jeśli
już ktoś jest za, to prosiłabym też, żeby się zastanowił nad inną nazwą dla tej
serii, bo przydałoby się ją skrócić ^^’’ Niestety moje zatwardzenie mózgu nie
pozwala mi wymyślić nic sensowniejszego – tytuły takie jak „Dziewczyną być” brzmią
niestety strasznie dennie i są zupełnie niechwytliwe xD
No
i teraz najważniejsze na koniec (tak, nie ma to jak odwrócona kolejność xp): tak teraz już na sto
dziesięć procent postanowiłam „powrócić do życia”; między innymi życia
społecznego. Nazwijmy to wciąż wersją „eksperymentalną”, ale powoli znów będę
się w to wdrażać – tym razem jednak będę się starać nie narzekać zbyt dużo ^^’’
Zapisałam się na siłownię, więc jak coś mnie wkurza, to idę to wybiegać, a nie „warczę”
dookoła; znaczy… staram się C’’: Tym samym wracam też do czytania innych blogów,
więc jak ktoś tam coś pisał i coś chciał, to ten… to od teraz powracam i
zamierzam się jakoś znowu udzielać… „jakoś znowu udzielać” – tak, to dobre
określenie xD „jakoś” xp
No… z moją naturą tsundere nie będzie
ławo, ale ponoć wszystko, co jest coś warte, nie przychodzi prosto xp
W ogóle doszłam do wniosku, że zamiast
wszystko od tak kończyć i zawieszać, to lepiej byłoby to dokończyć w pewnych
partiach. Mam na myśli to, że dobrze byłoby powiedzieć, że teraz będę pisać,
dajmy na to „Closer to Ideal”, „Nowy Świat” i „Książę z bajki”, a jak już
skończy się na przykład jakaś seria, to „dobieramy” sobie kolejną
zawieszoną/niedokończoną i tak, żeby w końcu wyjść na zero i zacząć z nową
kartą… ale to moje zdanie – o waszą opinię proszę, rzecz jasna, w komentarzach.
Na dzień dzisiejszy lista nieskończonych
lub porzuconych opowiadań wygląda tak:
1.„Bóg
chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia”, paring: Aoi x Uruha, Ruki x Uruha (The GazettE) [status: zawieszone]
2.„Nawet
śmierć nas nie rozłączy…”,
paring: Aoi x Uruha (The GazettE) [status:
zawieszone]
3.„Co
by było gdyby…”, paring: Reita x Ruki, Aoi x Uruha (The GazettE) [status: zawieszone]
4.„Le
Ciel”, paring: Hizumi x
Zero (D’espairsRay) [status: zawieszone]
5.„Vampire
depression”, paring: HYDE
(VAMPS, L’arc~en~Ciel) x Yasu (Acid Black Cherry) [status: zawieszone]
6.„Geisha
no Furin”, paring: Hiro
(Nocturnal Bloodlust) x Takanori Nishikawa (T.M.Revolution), Hiro (Nocturnal
Bloodlust) x Atsushi Sakurai (BUCK-TICK) [status:
zawieszone/kontynuowane(?)] –
sama nie wiem
7.„Dorośnij!”, paring: Maya x Aiji (LM.C) [status: zawieszone]
8.„Hayakki-yokō”, paring: Shoya x Yo-ka
(DIAURA) [status: kontynuowane]
9.„Książę
z bajki”, paring: Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Crena Ketsueki (Bird as
Omen) [status: kontynuowane]
10.„Closer to Ideal”, paring: Hizumi x Zero
(D’espairsRay) [status: kontynuowane]
Jak widzicie dodałam też etykiety, żeby w tym gąszczu moich opowiadań można było się lepiej odnaleźć (mam nadzieję, że to komuś pomoże w jakiś sposób xp) oraz zakładkę "Brudnopis" - jeśli chcecie wiedzieć, po co została ona stworzona, to musicie już do niej przejść w głównym menu ♥
Mam nadzieję, że ktoś dobrnął do końca tego posta… C’’:
Posted by Kita (北) on listopada 25, 2015 with 1 comment
No to tego... Tak jak już kiedyś wspominałam (przy "promowaniu" talentu Creny) słaba jestem w wymyślaniu spotów reklamowych (głównie dlatego, że moje nazwy są ekstremalnie długie), ale cóż... spróbujmy raz jeszcze xD
Poznałam w ostatnim czasie kolejnych trzech wykonawców, którzy parają się coverami w stylu visual-kei (z czego z dwoma miałam okazję także poznać się niemalże "prywatnie", bo napisali do mnie na facebook'u O.o''). Muszę jednak przyznać, że żaden z nich nie dorównywał Ketsuekiemu pod żadnym względem - talentu wokalnego, obróbki muzycznej swoich coverów czy choćby wyglądem. Póki co nie ma się czym za bardzo zachwycać, więc nie będę wam zawracać nimi głowy, choć dla zaspokojenia własnej ciekawości postanowiłam dalej ich obserwować, gdyż niewykluczone przecież, że pewnego pięknego dnia osiągną taki poziom, iż w końcu będę mogła wam ich zarekomendować.
Niemniej to jeszcze nie teraz.
Z tej właśnie racji chciałabym przedstawić twórcę coverów zupełnie innego sortu - bo po pierwsze jedyną częścią ciała tego artysty, jaką możemy zobaczyć są ręce. Ponad to nie mamy możliwości poznania jego imienia ani nawet głosu. Więc właściwie kim jest ten owy tajemniczy jegomość?
Jest to człek, który założył kanał na youtube pod nazwą magdalene613. Dziewczyna ta (wnioskuję po nicku, że jest to przedstawicielka płci pięknej) wykonuje covery linii melodycznych dla pianina znanych piosenek takich wykonawców jak HYDE, VAMPS, L'arc~en~Ciel, Acid Black Cherry, SID, Ken, hide, Siam Shande, Plastic Tree, Die in Cries czy BUCK-TICK i jeszcze kilku innych. Wydawałoby się, że może nie są to tak ekscytujące covery jak te Creny, poza tym na youtube można znaleźć wielu innych muzyków, którzy odtwarzają pojedyncze linie melodyczne dla odpowiednich instrumentów swoich ulubionych piosenek, jednak... cóż, ta pianistka (znów podkreślę, że mam nadzieję, iż nick nie jest mylący xp) naprawdę mnie urzekła. Osobiście mam takie okresy i zależnie od nastroju mogę raz słuchać Nocturnal Bloodlust a raz samych podkładów pianistycznych. Sama przez wiele lat grałam na pianinie, dlatego może podwójnie podziwiam tę dziewczynę za to, jaki trud włożyła w odtworzenie odpowiednich melodii, gdyż są one naprawdę skomplikowane. Odkryłam ją przez przypadek, nudząc się na lekcjach IT Music - z tego powodu nauczyciel pozwolił mi używać wirtualnych instrumentów i zająć się graniem, żebym się nie siedziała bezczynnie. Niestety folder z nutami, który dał mi do przejrzenia, zawierał utwory przeznaczone tylko i wyłącznie dla gitary (geniusz ^^''). Niemniej z tego powodu zaczęłam szukać czegoś w internecie na własną rękę i wtedy wpadłam na myśl: "Hej, dlaczego nie zająć się jakimiś piosenkami visual-kei?", jednak zdobycie nut do poszczególnych piosenek okazało się nie takie proste jak przewidywałam. Między innymi trzeba zakupić całą książkę z utworami danych muzyków lub poszczególne zapisy nutowe dla danych piosenek oddzielnie - niemniej za wszystko to trzeba płacić; i ta dziewczyna wykosztowała się na to (dobra, milionów nie wydała, ale zawsze coś jednak xp) - i za to plusiki dla niej ♥ Oczywiście w skarbnicy dóbr wszelakich (czyt. internecie) można znaleźć wszystko, a więc uparci (czyt. między innymi ja) mogą znaleźć także darmowe arkusze z nutami utworów X Japan czy The GazettE, jednak wiecie... jak naprawdę bardzo mocno chce się nauczyć grać konkretnej piosenki swojego idola, to jednak trzeba się wykosztować...
Poza tym warto napomknąć, że... cóż, różni muzycy reprezentują różny poziom. Z tego, co zdążyłam się zorientować w większość piosenki X Japan czy HYDE mają dużo prostsze linie melodyczne niż na przykład The GazettE (ta, osobiście, jak zobaczyłam nuty do "Pledge" to mało z krzesła nie spadłam, a na usta cisnęło mi się: "O kur... znaczy o dobry Kouyou, coś ty tu znowu natworzył?!", także... no ^^'')
To chyba moja ulubiona melodia w ostatnim czasie, którą nawet ściągnęłam sobie na telefon xD Oczywiście wszystkie są świetne, ale ta mi jakoś tak wyjątkowo pasuje C:
Nie będę tutaj wrzucała nie wiadomo, ile filmików - jeśli jesteście zainteresowane, to odsyłam was na kanał magdalene613 na youtube ^^
A teraz ważne, ważne, ważne~!
Znaczy może nie do końca teraz... bo tak naprawdę takie super-super-super-super ważne informacje pojawią się dopiero w niedzielę razem z notką - więc proszę was bardzo (i od razu uprzedzam), zarezerwujcie sobie kilka minut w ostatni dzień weekendu na przeczytanie czegoś w rodzaju ogłoszeń parafialnych... i nie tylko ♥
Posted by Kita (北) on lipca 03, 2014 with 6 comments
Wiem, że ostatnio nie piszę nic na temat, ale cóż... Tak jakoś samo wychodzi. Wakacje, pustka w głowie, a w dodatku komentarzy tyle, co kot napłakał - nie, wcale znów nie marudzę! Ja tylko stwierdzam fakty! W każdym razie powinnam czekać, aż do pojawienia się pod każdym postem dziesięciu komentarzy, a ja co; litościwa (czy może raczej niekoniecznie...) ja cały czas coś wstawia w odróżnieniu od innych, co sobie jakieś wakacje urządzili ^^''
COŚ WAŻNEGO
(a bynajmniej tak mi się zdaje):
Dobra, ale ja jak zwykle nie to, co chciałam - może zanim jeszcze przejdę do części właściwej tego wpisu to powiem, że od 11.07 mnie nie ma. Do kiedy mnie nie będzie? Nie mam bladego pojęcia, w każdym razie jak już wrócę do cywilizacji,to się odezwę. Może przerwa od desperackiego szukania pomysłów znów natchnie mnie na tyle, żeby wciąż pisać tak jak kiedyś; to znaczy, żeby nie wyrabiać na zakrętach z ilością pomysłów, nie nadrabiać pisaniem za myśleniem...
CZĘŚĆ WŁAŚCIWA:
TA-DAM, REKLAMA!
A co, mój blog to se mogę robić reklamy, nie? xD Dzisiaj chciałam pokazać wam przemiłego pana o pseudonimie artystycznym Crena - ma fantastyczny głos! Uwielbiam jak growluje! Niestety, jak widać poprzestał na razie na rozpowszechnianiu swojego talentu na youtube, nie ma podpisanego kontraktu z żadną z wytwórni, buli za wszystko z własnej kieszeni, nie koncertuje... (a szkoda, bo poszłabym na jego koncert ♥). Jako że uważam to za niesprawiedliwość, że taki talent się marnuje, a jakieś tam amerykańskie gwiazdki, które górnego "c" nie potrafią wyciągnąć mają te cholerne kontrakty i się sławią tym na cały świat. Nie od dziś wiadomo, że ten świat jest niesprawiedliwy...
Tak, tak wiem, taka reklama na jakimś blogu to żadna reklama, ale zawsze coś - wystarczy, że zainteresują się nim dwie-trzy osoby, a już będzie to jakiś sukces.
Dobra, uprzedzam też lojalnie, że w coverach Crena słychać nieco remiksu, a nawet oryginalnych głosów wokalistów, ale proszę, nie zajeżdżajcie go z tego powodu!... może głównie dlatego, że żadna z nas by tak nie zaśpiewała, a i trzeba docenić jego cywilną odwagę za to, że pokazał się w internecie, wystawił na krytykę, hejty ect. Trochę popracowałabym też na jego miejscu nad wysokimi dźwiękami, ale już się zamykam, bo ja śpiewać nie umiem i nie będę pouczać lepszych ode mnie, bo to w końcu mija się z celem.
Żeby nie być gołosłownym, macie kilka jego wykonań:
(sorry, że linki, ale coś się blogger zbuntował i nie mogłam tego znaleźć w liście wyszukiwania w youtube)
No wiadomo, może jeszcze to mistrzostwo świata nie jest, ale ma dobre zadatki na to. Popełnia jakieś tam drobne błędy, ale kto z nas nie? Moim zdaniem i tak jest rewelacyjny i za to należą mu się oklaski. Urzekł mnie - absolutnie mnie urzekł, bo nie tylko potrafi czarować głosem, ale także podoba mi się jego postać; te tatuaże, makijaż... w ogóle przystojniak jak dla mnie C:
NA KONIEC ZNÓW KILKA WAŻNYCH SŁÓW:
Ostrzegam zawczasu. Crena bardzo mi się spodobał, tak bardzo, że... utkwił mi w głowie już od dłuższego czasu. Z tegoż też powodu może napiszę z nim jakiegoś ficzka? A co mi tam! Nikt pewnie tego nie przeczyta, bo ja nie wiem, co robi te 106 obserwatorów, ale przynajmniej ja będę usatysfakcjonowana! Zresztą same gwiazdy sceny visual-kei przyznają, że mierzą swą popularność w ilości fanficków, jak np. Royz, którzy wręcz prowokują fanki zdjęciami do pisania o nich yaoi.
Crena widziałabym w paringu z Hiro z Nocturnal Bloodlust z tej racji, że uwielbiam ten zespół, znalazłam o nich tylko jednego shota (mojego, notabene) i zdaje się, że Crena wykonał najwięcej coverów właśnie zespołu Hiro. Widziałam jak wykonywał jakieś piosenki zespołów, których nie znałam, jakąś Mansona, The GazettE... a Nokuruby piosenki ma na koncie aż trzy! O czym to świadczy? O tym, że Kita-pon ma zryty mózg... :D
I tą sensacyjną wiadomością kończymy na dziś.
Ha, żartowałam. Zapomniałam o jeszcze jednym: w poszukiwaniu weny do ficzka Crena x Hiro może zlecieć mi troszkę czasu, niewykluczone, że pojawi się on dopiero po moim powrocie do cywilizacji z "urlopu". Kolejnym wpisem będzie... *buduję napięcie* "Monsters"! Tak część piętnasta! W końcu wskrzeszę to opowiadanie... Nie będę teraz przepraszać za jego porzucenie, bo zrobiłam to już na wstępie do opowiadania. Ale jest jeden warunek, bo inaczej zrobię bunt, foch z przytupem i półobrotem ext.: pod "Monsters" naprawdę życzę sobie dziesięciu komentarzy. Kropka. Nie zlituję się nawet nad dziewięcioma. Będę nieugięta... chociaż wy już znacie to moje nieugięcie, huh... =.='' Ale tym razem nie żartuję. Serio, to już ostatnia część "Monstersów", więc pożegnacie ciepło Hizu i Zero za to, że tak długo z wami wytrzymali, a wy z nimi; oni wam podziękują ładnymi scenkami, obiecuję :)