Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Motywacja. Pokaż wszystkie posty

Wzmocnijmy szeregi polskiego yaoi! - MOTYWACJA dla was wszystkich


Ludki moje kochane, mam dla Was złą wiadomość... Nie, nie - nie zawieszam bloga ani nie odchodzę! (Chyba ktoś musiałby mnie zabić, żebym przestała pisać, mój Wen ma się świetnie [a kiedy on miewał się źle? O.o], choć trochę i tak ponarzekam, ale to później xD)

Chodzi o to, że wszyscy, nie no dobra, nie wszyscy... Więc może zacznę jeszcze raz: Chodzi o to, że dużo autorek blogów o tematyce yaoi/shounen-ai odchodzi, usuwa blogi, czy zawiesza je... To smutne! W dodatku polski portal yaoi (yaoi.pl) również upada (ale tam to wina adminów, więc nie będę się na ten temat wypowiadać).

Wiem, że każdy ma gorszy czas (ale to już jest przesada - mamy jakiś ogólnopolski okres depresyjny dla yaoistek?) - ja też nieraz miałam ochotę to wszystko rzucić i powiedzieć "pier$%^&* wy się wszyscy, niech pisze kto inny, bo ja się do tego nie nadaję!", ale zapewniam, że to nie jest rozwiązanie. Jeśli zamkniecie bloga, przestaniecie pisać to... sto procent i gwarancja na dwa lata z doczepionym paragonem, że będziecie żałować. Wiem, bo sama kiedyś chciałam zakończyć działalność i teraz bardzo cieszę się, że tego nie zrobiłam.

Teraz możecie uważać inaczej - ale kiedyś wspomnicie moje słowa (przeraża mnie to, że wypowiadam się jak moja własna prababcia...). Jeśli pisanie bloga sprawia Ci przyjemność - to pisz! Pisanie to nie mordęga ani nic z tych rzeczy. Ja, na przykład, czerpię wielką satysfakcję, kiedy od czasu do czasu przeglądam własne opowiadania i strzelam klasyczne "face palm", widząc jakie błędy popełniałam; mimo wszystko jestem dumna z siebie, że już ich nie popełniam. Teraz to, co kiedyś było nie do pojęcia, nie do przyswojenia, jest dla mnie błahostką, łatwizną.
Powiem Wam w tajemnicy (co niektórzy [czyt. ci, którzy ze mną piszą] wiedzą), że miałam zostać dyslektykiem. Polonistka w podstawówce stwierdziła, że jestem... że miewam poważne problemy, że tak to ładnie ujmę, i nic nie da się z tym zrobić - a dziś? Kiedy od tak, kiedyś odwiedziłam starą szkołę i pokazałam jej jedynie objętościowo mojego wydrukowanego mega-shota (60 stron, a "Liceum ma już 64 mimo że jeszcze się nie skończyło), to jej zrobiło się głupio, a nie mi - ale do czego piję? Już wyjaśniam: moja mama uparła się, że będzie ze mną ćwiczyć ortografię i gramatykę - poległa sromotnie. Potem zaczęłam czytać dużo książek - co nieco mi się tam poprawiło, ale nie za wiele. Jeszcze później zaczęłam czytać blogi i trafiłam na fanficki; pomyślałam: "Skoro inni piszą i wychodzi im to dobrze... to dlaczego ja mam nie spróbować?". I tak oto się zaczęła moja przygoda z pisaniem - i to tylko i wyłącznie dzięki temu nie kalam dziś swojego języka ojczystego aż tak bardzo jak moi rówieśnicy.

Właśnie... rówieśnicy - jeśli ubolewasz nad tym, że nie możesz nikomu powiedzieć o tym, o czym piszesz lub grono osób, które wie o tym jest bardzo małe, to pocieszę Cię - z całej szkoły, do której chodzę, prawie wszyscy widzą, że piszę bloga. O czym? Wie tylko jedna osoba poza mną. Codziennie słyszę prośby, typu: "Daj linka! No podaj ten link!", a co wtedy robię? Uśmiecham się ładnie, kiwam głową, odwracam się na pięcie i odchodzę.

Wiadomo, że wszystko po jakimś czasie może nam się znudzić, jak np. czekolada. Nie znam osoby, która by jej nie lubiła (nie mówię tu o osobach uczulonych) - ale jeśli codziennie któraś z nas by ją jadła i to w dodatku w kilogramach -> wiadomo, że to by nam się znudziło, przejadło, zniesmaczyło, a nawet zaszkodziło. Więc jeśli piszesz bloga, a nie masz weny - to zrób sobie wolne! Dwa tygodnie bez pisania i czytania jakiegokolwiek bloga - przerzuć się na książki, pooglądaj telewizję, spotkaj się ze znajomymi... Odpocznij. Zobaczysz, głowa znów zapełni ci się pomysłami! Nie zmuszaj się do pisania, bo możesz zrazić sama siebie!

Ja akurat jestem taką dziwną istotą, która nigdy nie spotkała się z problemem braku weny, bo ja po prostu siadam do laptopa, wygłaszam swój tradycyjny tekst "nie wiem, o czym napiszę, ale coś napiszę", włączam word'a i zaczynam nawalać w klawiaturę, dopóki mnie palce nie zaczną boleć! W takim razie, ktoś zapyta, z jakiej racji mam prawo wypowiadać się na ten temat - bo mnie też dotykają problemy! Można powiedzieć, że ja również przechodzę teraz gorszy okres, mimo że moja wena od ponad dwóch lat miewa się tak samo dobrze. Kiedyś, kiedy czytałam bądź pisałam (szczególnie kiedy pisałam) miałam wyobrażenie tego, jak co wygląda. Mimo iż nigdy nie byłam w Japonii (i pewnie nigdy tam nie pojadę) to, kiedy opisywałam, że ktoś tam skręcił z głównej ulicy na blokowisko, gdzie mieszkał, to ja nie pisałam sobie tego "od tak" - ja to naprawdę widziałam oczyma wyobraźni. Nazwijcie mnie wariatką, ale ja nie patrzę się w monitor ani na klawiaturę, kiedy piszę - wpatruję się w punkt powyżej monitora, w czerwoną ścianę mojego pokoju, choć... za dobrze jej nie widzę (i wcale nie chodzi o to, że jestem krótkowidzem - spokojnie, noszę soczewki). Chodzi o to, że nie widzę tak wyraźnie tej ściany, gdyż zakrywają mi ją półprzezroczyste obrazy z mojej fantazji. Kiedy piszę, że np. "Ruki wszedł do pokoju", to nie zawsze opisuję już dalej jak ten pokój wyglądał, ponieważ... jest to dla mnie zbyt oczywiste. (Oczywiście, kiedy chcę podkreślić, że w tym pokoju coś jest lub nie ma, lub jego wystrój był jakiś szczególny to zwracam na to uwagę) To jest dla mnie tak jakbym... zaprosiła Was to siebie. Skoro byłaś u mnie w domu, widziałaś jak tam jest, to nie na następnym spotkaniu, kiedy coś bym Ci opowiadała, nie musiałabym Ci mówić: "No wiesz... Ja to w przedpokoju mam taką komodę, która stoi zaraz przy drzwiach. Ona jest wykonana z ciemnego drewna i ma metalowe uchwyty. To właśnie tam położyłam klucze, a potem podeszłam do takiej dużej szafy, wykonanej z podobnego drewna i z podobnymi uchwytami i odwiesiłam tam płaszcz na niebieski, plastikowy wieszak" - po co niby miałabym Ci opisywać te meble, skoro byłaś u mnie i widziałaś jak to wygląda? Mogłabym po prostu powiedzieć: "Położyłam klucze na komodzie, a następnie odwiedziłam płaszcz do szafy". Więc jeśli opisuję np., że "Gara skręcił w lewy korytarz, choć myślałem, że skieruje się w prawy, do wyjścia (...)" to ja to naprawdę widzę. Widzę korytarz główny i dwa boczne od niego odchodzące; widzę, że te korytarze są zaciemnione, a przez małe okna wpada miękkie, słabe światło gasnącego już słońca; widzę, że na ścianie prawego korytarza jest graffiti, choć może nie zawsze o tym napiszę. Jakoś podświadomie wiem, że prawy korytarz prowadzi do wyjścia, a lewy w głąb budynku - skąd to wiem? Nie mam bladego pojęcia.
Kiedyś było to dla mnie oczywiste i myślałam, że inni też tak mają. Potem okazało się, że to tylko ja jestem taka dziwna. Teraz to zanika... Kiedy patrzę się w czerwoną ścianę mojego pokoju to... widzę głównie czerwoną ścianę mojego pokoju. Mogłabym z tego powodu zamknąć bloga, czy go zawiesić - ale tego nie zrobię.

Jest jeszcze jedna sprawa, która mnie wkurza i jednocześnie dobija - ilość polskich fanficków. Jest ich naprawdę mało... Znów podam przykład dotyczący mojej szanownej, wywyższającej się osoby - jak pewnie się zorientowałyście uwielbiam D'espairsRay, a moim ulubionym paringiem jest Zero x Hizumi, który niestety w polskich opowiadaniach występuje rzadziej niż rzadko. Lubię język angielski i trochę go już tam znam, dlatego też... czytam ficki w języku angielskim (nie, nie używam google tłumacz, jakby się ktoś pytał)! Smuci mnie to, że nie mogę poczytać nawet dobrego yaoi w języku polskim.
Dobra, kit z Zero x Hizumi - mówię teraz już ogólnie. Nowe ficki w języku polskim przybywają z prędkością cieknącej krwi z mojego nosa, kiedy dostałam w twarz piłką od szczypiorniaka. U nas miewa się to zazwyczaj tak - prolog, rozdział pierwszy, w szaleńczych i jakże nieprzyzwoitych porywach rozdział drugi i THE END lub zawieszenie na czas nieokreślony, co równa się THE END'owi. Boże, niedługo będę się musiała nauczyć się szwabskiego, żeby przeczytać jakieś yaoi! Ludzie, ja nienawidzę niemieckiego! Nie karzcie mnie tak! *płacze rzewnie*
Ale w tym podpunkcie muszę poruszyć jeszcze jeden temat - polskość z nas wychodzi! W sumie to mogę powiedzieć z Was albo ich, bo teraz zwracam się głównie do osób, które nigdy nie napisały choćby jednego zdania pojedynczego lub jego równoważnika na temat yaoi - nie ważne, czy to zdanie lub równoważnik zostało opublikowane w internecie czy też nie.
Coraz częściej dostaję maile, smsy, czy wiadomości na facebook'u o treści: "Kita! No weź coś napisz, bo nudą wieje!" albo "Weź coś naskrob, bo nie mam co czytać!" - a może, cholera, ty coś "naskrobiesz"? Hm? Może teraz ja coś przeczytam? Tak, Polacy lubią od innych wymagać, ale jak mają sami coś od siebie dać to - broń Boże! Nudzi Ci się? Siedzisz już przy tym komputerze to otwórz word'a czy notatnik i zacznij pisać! Jedni piszą lepiej, inni gorzej, ale ważne, żeby chociaż spróbować - poza tym nie będzie Ci się już nudzić. Teraz ktoś z kolei mógłby powiedzieć: "Bo tobie to łatwo powiedzieć, bo ty już "znana" jesteś". Gów%^ prawda! Obserwatorów nie przybywa wcale, wejść jest coraz mniej, ludziom komentarzy nawet nie chce się pisać... To wszystko jest demotywujące, ale cóż zrobić? No przecież nie powieszę się z tego powodu... Ostatnio dostałam także takiego maila: "Chciałam zacząć pisać, ale potem znalazłam twojego bloga i załamałam się. Przeczytałam wszystkie twoje opowiadania - łącznie z tymi najstarszymi, "najgorszymi" i załamałam się. Zrezygnowałam jednak z pisania, bo stwierdziłam, że przy tobie to bym się jedynie zbłaźniła...". Że tak powiem z francuskiego (którego nigdy w życiu się nie uczyłam) "la face palm"! "Zbłaźniłabym się przy tobie"? A co ja jestem? Steven King czy Agata Christi? Zbłaźnić to się możesz jak przy chłopaku, który ci się podoba wyrżniesz się i wylądujesz twarzą w błocie albo dostaniesz okresu, kiedy będziesz miała białe spodnie, a na twoim tyłku nagle pojawi się flaga Japonii... Tak jak pisałam już wyżej, jedni piszą trochę lepiej, inni trochę gorzej - ale wszystko da się wytrenować. Ja akurat jestem humanistą, ale nie każdy w końcu musi nim być. Z kolei z matematyki jestem gorzej niż tępa i do dziś nie znam tabliczki mnożenia. Umiem jedno, nie umiem drugiego - i co robię? Wzruszam ramionami, bo matma jest mi obojętna, a zresztą mam kalkulator w telefonie. Ty na maturze, czy teście gimnazjalnym nie będziesz miała opracowania lektury przed nosem, czy Sienkiewicza, który napisałby wypracowanie za Ciebie. Zdziwiona?
 A ja będę mogła mieć kalkulator na testach.
Jeżeli czytasz (cokolwiek, nawet zwykłe babskie szmatłwace), to znaczy, że w pewnym sensie interesujesz się słowem pisanym. Więc może pomyśl, żeby coś napisać albo zastanów się dwadzieścia razy, czy chcesz z tym skończyć.
I przypominam, że ja też kiedyś nie lubiłam języka polskiego i nie umiałam pisać. Jestem na blogu już prawie dwa lata, przez pół roku chowałam moje prace do szafki. Potem je ujawniłam - przeczytałam blogi innych dziewczyn, które pisały znacznie dłużej ode mnie - i również się załamałam. Też chciałam usunąć swoje teksty, kiedy nagle pojawił się pierwszy przychylny komentarz... a potem drugi... a potem zaczęły one wyskakiwać jak grzyby po deszczu i stwierdziłam, że może do Kinga, który pisze czterotomową sagę na kiblu, kiedy ma laptopa pod ręką i porządne rozwolnienie, się nie umywam, ale skoro ktoś czyta to, co piszę, to będę jednak pisać. Tak minął tydzień, miesiąc, dwa, trzy... pół roku, rok, aż w końcu strzeliło dwa lata i mogę nazwać się "weteranem". Napisałam dość sporo, a każde moje opowiadanie, każda kolejna część jest lepsza od poprzedniej - i to daje mi satysfakcję. To, dlatego nie usuwam sowich starych prac, mimo że są miliardy razy gorsze od tych, które piszę obecnie - czasem po prostu lubię do nich wracać i szczerzyć się jak dziecko z tego, że rozwijam się i sama mogę to zauważyć. Kiedy zaczynałam pisać, potrafiłam zrobić błędy we własnym nazwisku, dziś uczę ortografii i gramatyki moją młodszą siostrę i cioteczne rodzeństwo.

 A nawiązując do tych testów i matury... Tak jak mówię - nikt za Was nie napisze tego. Za mnie też nikt nie policzy, ale cóż... Nie chcecie chociaż spróbować sowich sił w humanie? Wiadomo, że każda z nas ma innego historyka, polonistę - jedna ma miłego i pomocnego, druga chamskiego i wiecznie naburmuszonego. Nauczyciele potrafią zrazić do swoich przedmiotów, ale na litość Boską, nie patrzcie na nich! Mnie też nie odpowiada moja historyczka, ale zaciskam zęby i brnę z tematem do przodu, bo a nóż, widelec znajdę coś ciekawego, co mnie zainteresuje!
Nie poznasz odpowiedzi, dopóki nie spróbujesz.

Zachęcam wszystkich do pisania w jakiejkolwiek formie! Już nie mówię tylko o yaoi, ale piszcie cokolwiek! Choćby liściki na lekcjach i bawcie się w pocztę pantoflową!

Ej! I pamiętajcie, że są osoby, które od Was "lepiej" piszą i jeśli boicie się, że się "zbłaźnicie" (nie no, nie mogę tego przeżyć...) to napiszcie do kogoś! Nie mówię już, że macie pisać do mnie, ale do kogokolwiek, kto was zainspirował, kogo uważacie za lepszego "pisarza" od Was, do kogoś, kogo chcecie poprosić o pomoc. Zapewniam Was, że nikt nie odpisze Wam: "Sorry, jestem lepsza, a Ty wywal te swoje wypociny, bo mi dysk normalnie się stopił, kiedy to czytałam"... Nikt nie gryzie i Was nie pobije, tym bardziej, że w internecie jesteście anonimowe, więc... gdzie problem?