Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Horror a'la Hizumi". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Horror a'la Hizumi". Pokaż wszystkie posty

"Horror a'la Hizumi" cz.4 + bardzo ważne głosowanie

„Horror a’la Hizumi” cz.4

- Dlaczego zawsze wokaliści? – jęczał znów Karyu.
Jak widać pozostała część zespołu zdążyła się już do tego przyzwyczaić, gdyż nikt nawet się nie irytował z tego powodu.
- Co tam znów wynalazłeś w tej internetowej skarbnicy wiedzy? – Zero uśmiechnął się kwaśno, spoglądając na przyjaciela z politowaniem.
- No dalej nie daje mi to spokoju! Dlaczego zawsze ci cholerni wokaliści? – prychnął gniewnie, krążąc po pokoju niczym rozjuszony kocur, w każdej chwili gotowy rzucić się z pazurami na tego, który odważyłby się podejść zbyt blisko. – Wokaliści często są najbardziej lubianymi członkami zespołu, a przez to także najbardziej rozpoznawalnymi; większość skupia uwagę właśnie na nich – wyliczał na palcach. – Zawsze obowiązkowo występują w paringach w fanfickach, to o nich marzą fanki…
- Oho, chyba znowu spadł mu poziom samouwielbienia, przez co potrzebuje motywacji od osób trzecich – odezwał się Tsukasa przyciszonym głosem do basisty, jednak w taki sposób, aby gitarzysta również mógł to usłyszeć.
- Ja myślę, że to przez wahania cukru – stwierdził Michi niemal niczym lekarz. – Proponuję dać mu coś słodkiego – „szepnął” do perkusisty.
- A wy jak zwykle niczego nie rozumienie! – pisnął rudzielec i przytupnął nogą dla podkreślenia dramatyzmu swojej wypowiedzi, na co pozostali dwaj muzycy zachichotali.
- Widać fanki uważają, że brakuje nam „tego czegoś” – wzruszył ramionami Kenji, który nie wyglądał na niezadowolonego z tego faktu. – Cóż, ja tam wolę stać za plecami Hizu. Szczerze powiedziawszy, czuję się wtedy bezpieczniej – rozłożył ręce, podkreślając tym samym, że powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia.
- Właśnie – zgodził się Shimizu. – Yoshida odstrasza wszystko, co złe... – zawahał się na moment, po czym dodał zdławionym głosem. – Może ta jego zdolność wynika z tego, że sam jest ucieleśnieniem wszelkiego zła, księciem Mordoru i jeźdźcem Cienia, ale właśnie dzięki temu chroni nas przed wszelkimi innymi „mniejszymi” złami i żyjemy sobie w ciszy i spokoju, niemal sielance – poprawił się na hotelowym łóżku, rozglądając niepewnie czy Hizumiego na pewno nie ma w pobliżu. – Zresztą… pamiętasz, co się stało w zeszłym tygodniu, kiedy wspólnie wybraliśmy się do centrum handlowego? – Matsumura w odpowiedzi westchnął ciężko. – Kiedy fanki nas rozpoznały, skupiły swoją uwagę głównie na Hiroshim, przez co mieliśmy czas, aby sami się ewakuować – przypomniał, spoglądając na Yoshitakę zwycięsko.
- Budzenie największego zainteresowania ma też swoje ogromne minusy… po dłuższym zastanowieniu nawet dochodzę do wniosku, że właśnie ma więcej minusów niż plusów, więc może jednak zacznij się cieszyć, Karyu, że nie jesteś na miejscu Hizu, co? – rzucił  Oota nieco rozbawiony dziecinnym zachowaniem przyjaciela. – Poza tym musisz przyznać, że Hizumi ma w sobie „to coś”… „Coś”, czego żaden z nas ani nikt inny nie ma… I „to coś” naprawdę przeraża… - aż zadrżał. – Może fanki po prostu to doceniły?
- Pff… - prychnął rudzielec.
- Zdaje się, że jego zapotrzebowanie na podniesienie własnej samooceny osiągnęło stan krytyczny; już nawet nie myśli logicznie – westchnął basista, „szepcząc” do Tsuśka. – Wybrałby codzienne maratony Hizumiego dla ciut większego zainteresowania fanek, które przekładałoby się na większą ilość opowiadań yaoi z jego postacią niż spokojne, luksusowe życie… - pacnął się otwartą dłonią w czoło, kręcąc głową z politowaniem.
- No, rzeczywiście dzieje się z nim coś niedobrego – Tsu spojrzał podejrzliwie na Karyu, jakby obawiał się, że stan, w jaki popadł gitarzysta może być zaraźliwy, przez co i Kenji mógłby dostać nagle pomieszania zmysłów. – Choć teraz jak patrzę na to z dystansu czasu, to naprawdę współczuję Hiroshiemu… No i w ostatnim czasie też go zostawiliśmy samemu sobie w potrzebie jak ostatnie chamy i zdrajcy… Trochę nieciekawie wyszło… - skrzywił się.
- W sumie masz rację – zgodził się zakłopotany basista. – Jakby nie patrzeć Yoshida nigdy żadnego z nas nie zostawił na pastwę przewrotnego losu… On nawet nigdy się nie użala… - zauważył.
- Właśnie – przytaknął perkusista. – Czy któryś z was słyszał, żeby Hizu kiedykolwiek się na coś skarżył?
- No nie – odparł gitarzysta. – I to też jest w nim straszne. To normalne, że człowiek narzeka; powiedziałbym niemal, że to jedna z części składowych świadczących o przejawianiu człowieczeństwa – skrzywił się.
- Dobra, może i tak – Zero podniósł ręce w obronnym geście – ale to i tak nie zmienia faktu, że nie znamy powodu, dla którego udaje mu się od tego powstrzymać…
- Może on wcale nie jest takim mrocznym pesymistą, za jakiego go uważamy… - rzucił niepewnie Tsukasa. – W końcu, tak jak powiedziałeś, Shimizu, w poprzednim odcinku tego ficka, nie wiemy, co mu tam siedzi w głowie…
- Jasne – rudzielec przewrócił oczyma. – Hizu jest miły i przyjazny jak nóż wbity w plecy – fuknął. – W ogóle największy optymista z naszej czwórki!... o czym świadczą jego depresyjne teksty piosenek, od których nieraz sam mam ochotę podgolić sobie żyły, uwiesić kamień u szyi i wskoczyć do najbliższej rzeki – prychnął.
- No widzisz, ale jest w nim jakaś taka dziwna siła… - Michi zamyślił się. – Może Yoshida przekazuje swoje negatywne emocje w piosenkach tak dosadnie, że niemal nie musi już ich wyrażać w prawdziwym życiu – poddał hipotezę pod weryfikację dwóch pozostałych muzyków.
- To nie takie głupie – przyznał Tsusiek, kiwając głową z uznaniem.
- Ależ oczywiście – Karyu zdawał się być zażenowany debilizmem reprezentowanym przez swoich przyjaciół. – Przywołując w myślach obraz Hizumiego właśnie odpływam do krainy wiecznego szczęścia, latających nosorożców, tęczowego nieba, chmurek z waty cukrowej, domków z piernika i trzęsących się galaretek, pasających się na łące, gdzie za trawę robi czerwona lukrecja i…
- Ta, dużo tych epitetów… - szatyn przerwał tę sarkastyczną tyradę, nim ta rozwinęła się na dobre. – Gadasz zupełnie tak jakbyś wiedział, o czym mówisz. Jesteś pewien, że nigdy tam nie byłeś? – Zero zachichotał złośliwie pod nosem.
- Co się dziwisz – Tsu wzruszył ramionami. – Jak ma się cztery promile krwi w alkoholu to tak jest… - basista popatrzył na chłopaka siedzącego obok niego z niezrozumieniem wypisanym na twarzy. – Tak, nie przejęzyczyłem się. Dokładnie; cztery promile krwi w alkoholu – uśmiechnął się cudnie, a gitarzysta naburmuszył się niczym małe dziecko. Przecież wcale nie przesadzał z alkoholem! No może troszkę… Czasami…
- Cóż, Hizu jest pełny zagadek – podsumował Shimizu, rozkładając bezradnie ręce i zarazem próbując uciąć tę prowadzącą do nikąd rozmowę.
- Zgadza się – podłapał Kenji. – Możliwe, że wszystkich z nich nigdy nie uda nam się zrozumieć – kiwnął głową. – Kurde, zabrzmiało to trochę tak, jakbym mówił o jakiejś obcej formie życia… - zafrasował się.
- O nie! – zaprotestował rudzielec. – To nie może się tak skończyć! W takim wypadku ten odcinek nie miałby żadnej puenty!
- Karyu – zaczął spokojnie perkusista – to jest seria o niczym – spojrzał na przyjaciela pobłażliwie. – Tutaj Zero robi za Google, ty za spanikowaną dziewicę rządną uwielbienia, a Hizu za przerażającego gościa; widzisz w tym jakiś większy sens? Żaden z dotychczasowych odcinków nie niósł ze sobą jakiejś wielkiej nauki czy morału – przewrócił oczyma.
- Ty, Tsusiek, w takim razie, kim ty tu jesteś? – zainteresował się basista.
- Nie wiem – wzruszył ramionami Oota. – Wygląda na to, że jestem takim neutralnym bohaterem. Na wpół racjonalnym jak ty i na wpół rozemocjonowanym jak on – wskazał na gitarzystę. – Wiesz, taki zdrowy umiar we wszystkim.
- Mhm… - mruknął Michi z aprobatą.
- No ej, no przestańcie już! – denerwował się Yoshitaka. – Teraz to już go niemal bronicie! Zaraz wyjdzie, że z nas wszystkich to właśnie Hizumi jest najnormalniejszy, bo nie snuł żadnych chorych wywodów!
- Głównie dlatego, że z nas wszystkich odegrał najmniejszą rolę w tym opowiadaniu – wyjaśnił szatyn. – Właściwie to wszystko kręci się wokół tego, że go obgadujemy.
- No nie, w zasadzie to wyszło, że niby czytał fanficki yaoi ze sobą i naszym basistą – przypomniał perkusista.
- A tak… No było coś takiego. Chyba w trzecim odcinku… nie pamiętam teraz dokładnie – zgodził się Zero.
- No patrzcie państwo, pan Google się zacina! – prychnął naburmuszony Matsumura, gdyż wszystko szło nie po jego myśli.
- No cóż, chmury naszły i mi łącze słabo działa – uśmiechnął się zgryźliwie „pan Google”.
- Swoją drogą to nie uważacie, że trochę to dziwne, iż mimo że ta seria jest w większej mierze właśnie o Hizumim, to on gra w niej najmniej? Właściwie to pojawia się sporadycznie, a przecież nawet w tytule został uwzględniony jego pseudonim – zauważył Tsu.
- To taki trochę eufemizm – odparł szatyn. – Wiecie, takie omówienie niewygodnej rzeczy, obejście tematu dookoła; że niby właściwie to Hizumiego tu nie ma, ale wszyscy i tak wiedzą, że to właśnie on jest tu bohaterem pierwszoplanowym.
- Zero, jakiegoż ty trudnego słownictwa używasz! – zdziwił się gitarzysta.
- Ktoś musi, nie? – zaśmiał się basista. – A tak swoją drogą to jeśli już jesteśmy na tropie tych wielkich odkryć to nie uważacie, że to dziwne pisać niby „horrorową” serię o człowieku, który, mimo iż zbliża się powoli ku czterdziestce, to bez makijażu wciąż wygląda jak dzieciak? – szatyn nie pozostawał dłużny, jeśli chodzi o spostrzeżenia.
- No i fanki nazywają go „chomikiem”, a raczej chomiki też nie są straszne… - mruknął zamyślony Kenji.
- Ale za to jak potrafią dziabnąć! – zajęczał Yoshitaka.
- Dobra, Karyu, skończ już z tymi swoimi mądrościami, co? – prychnął Oota.
- Ej, Tsusiek, spokojnie – Michi położył przyjacielowi dłoń na ramieniu. – Właściwie to jego głupota jest siłą napędową tej serii, więc daj mu głosić w spokoju te swoje mądrości – machnął lekceważąco ręką. – A co do chomików… O tym już było w poprzednich częściach. To akurat o niczym nie świadczy. Pamiętajcie, dla fanek wszyscy idole są kawaii – rozłożył bezradnie ręce.
Wtem drzwi otworzyły się z hukiem. Do pokoju wszedł wokalista, który większą część twarzy miał zalaną krwią. Na ten widok rudzielec aż pisnął ze strachu, jednak pozostała dwójka pozostała niewzruszona, co zdziwiło nowoprzybyłego.
- Pomyliłem scenariusze? – zafrasowany Hizumi podrapał się w nieporadnym geście po karku.
- Może i nie – wzruszył ramionami perkusista – ale my już tak od niego odbiegliśmy, że za bardzo nie wiem, co miało się tutaj zadziać…
- Właściwie to, co ci się stało? – zapytał Shimizu.
- Krew mi z nosa zaczęła lecieć – wyjaśnił wokalista, przyjmując podawaną przez szatyna chusteczkę. – No i trochę charakteryzacji – dodał po chwili. – To przez osłabienie – wyjaśnił, widząc niepewne, zmartwione spojrzenia pozostałych muzyków.
- Chodź tu – basista poklepał miejsce koło siebie w zapraszającym geście, na które chwilę potem brunet klapnął ciężko. – Ostatnio coś byłeś wyalienowany, więc trochę się za tobą stęskniliśmy – posłał mu ciepły uśmiech. Hizu pochylił się do przodu, przykładając kolejne chusteczki do nosa.
- Taka praca, nie? Nic nie poradzisz – zaśmiał się pod nosem.

Bo nie zawsze taki diabeł straszny, jak go malują. Zresztą, kto powiedział, że diabeł sam wybrał sobie właśnie taką a nie inną robotę?


A teraz czas na głosowanie:
Pytanie więc brzmi, które serie, jako pierwsze chciałybyście, abym ukończyła?

a) Tytuł: "Bóg chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia" 
Paring: Aoi x Uruha, Ruki x Uruha (The GazettE)
Opis: Kouyou nie lubi sportu ani rzeczy, które uchodzą za typowo "męskie". Klnąc na to, że akurat na niego spadło to nieszczęście urodzić się jedynym chłopcem w domu państwa Takashima, marzy o tym, żeby stać się kobietą. Widzi same plusy przemienienia się w płeć piękną i... niespodziewanie dostaje to, czego chciał! Kouyou zamienia się w Kiyoko i musi zmierzyć się z wieloma problemami, w których pomaga mu najlepszy przyjaciel - Ruki... ale chwila, czy on aby na pewno pomaga, czy tylko sieje jeszcze większy zamęt w głowie rozemocjonowanego nastolatka zamkniętego w dziewczęcym ciele?

b) Tytuł: "Nawet śmierć nas nie rozłączy"
Paring: Aoi x Uruha (The GazettE)
Opis: Nie warto być złym dla ludzi; szczególnie dla ludzi, którzy nas kochają - Aoi niestety przekonuje się o tym w bardzo brutalny sposób doświadczając tych samych cierpień, których kiedyś przysporzył gitarzyście. Dziwna historia o tym, jak poprzez ból można wybaczyć... A, no i ma ktoś może pomysł, gdzie można ukryć nieprzytomnego wampira zawiniętego w prześcieradło?

c) Tytuł: "Co by było gdyby"
Paring: Aoi x Uruha, Reita x Ruki (The GazettE)
Opis: Aoi zastanawia się, jak wyglądałoby życie każdego z członków z zespołu, gdyby nie udało im się założyć The GazettE, gdyby każdy z nich zostałby tym, kim chciał w szkole. Czy pomimo tego, że nie będą muzykami uda im się spotkać, a nawet zakochać w sobie?

d) Tytuł: "Le Ciel"
Paring: Hizumi x Zero (D'espairsRay)
Opis: Zero jest filologiem francuskim i właśnie odbywa swoją pierwszą podróż po magicznej i romantycznej Francji. Sęk w tym, że ten kraj jest dla niego istnym piekłem, z którego nie potrafi sam się wykaraskać. Okradziony, wbrew własnej woli trafia do domu publicznego, gdzie dodatkowo zostaje wciągnięty w sprawę o morderstwo. Jak z tego wyjdzie urokliwy azjatycki młodzieniec, którego pożądają wszyscy?
Notka autora: Tak serio to teraz trochę się wręcz boję tego kontynuować ze względu na sprawy polityczne... znaczy w tym opowiadaniu Francja nie przypominałaby tego kraju, którym stała się obecnie, a byłaby miejscem, które, prawdę mówiąc, ja wykreowałam, nadając mu jedynie nazwę jednego z krajów europejskich...

e) Tytuł: "Vampire depression"
Paring: HYDE (VAMPS, L'arc~en~Ciel) x Yasu (Acid Black Cherry)
Opis: Yasu jest zagorzałym fanem Hyde. Od lat marzy, żeby go spotkać... aż w końcu jego najskrytsze prośby i błagania zostają wysłuchane. Spotyka swojego idola w dość nietypowych okolicznościach, a jakby tego było mało, sam Hideto okazuje się być dość dziwny... Fakt, iż mieszka pod jednym dachem z dziewczyną, która go szantażuje i niemalże siłą próbuje go w sobie rozkochać, budzi odrazę w Yasunorim. Z tej racji postanawia on za wszelką cenę pomóc wokaliście, nie bacząc na to, jak mroczne sekrety może skrywać Takarai.

f) Tytuł:"Geisha no Furin"
Paring: Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Takanori Nishikawa (T.M.Revolution), Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Atsushi Sakurai (BUCK-TICK)
Opis: Cofnijmy się w czasie do osiemnastowiecznej Japonii, w której panuje właśnie klęska głodu. Takanori jest wygłodniałym, bezdomnym, młodym chłopcem, który w akcie desperacji postanawia okraść jeden z domów w dzielnicy czerwonych latarni. Na całe jego nieszczęście jeden z mieszkańców owego domostwa przyłapuje go na próbie kradzieży - nie wydaje go jednak z tego powodu w ręce władzy, ale postanawia przygarnąć oraz nauczyć zawodu gejszy. Hiro, nauczyciel Nishikawy, bardzo chce przywrócić swojemu zawodowi utraconą świetność. Nie może pogodzić się z tym, że obecnie kobiety w większej mierze zastąpiły wyuczonych chłopców do towarzystwa. Z czasem jednak Takanori ma okazję przekonać się, iż Hiro nie jest zwykłą gejszą, o czym może świadczyć choćby fakt przybycia samego daimyo Sakuraiego Atsushi do ich okiya.

g) Tytuł:"Dorośnij!"
Paring: Maya x Aiji (LM.C)
Opis: Aiji dostaje od cichej wielbicielki czekoladki z orzechami, ale jako że jest na nie uczulony, oddaje słodycze Mayi. Zdawałoby się, że muzyk odwrócił się tylko na chwilę, kiedy niespodziewanie... puff! I wokalista gdzieś zniknął. Zamiast niego pojawia się dziecko - łudząco podobne do Mayi, które w dodatku rośnie zastraszająco szybko; jeden dzień jest dla niego odpowiednikiem jednego roku. Na całe nieszczęście Aiji nie potrafi opiekować się dziećmi, a w dodatku ich nie lubi. Jak potoczą się losy Aijiego i mini-Mayi?

h)Tytuł:"Hayakki-yoko"
Paring: Yo-ka x Shoya (DIAURA)
Opis: Yo-ka to młody pisarz powieści z dreszczykiem, którego nieszczęśliwie opuściła wena. Chłopak nie docenia rodzimej kultury, uznając ją za stek bezsensownych bajek, których nie może wykorzystać nawet w swoich książkach, więc wciąż wzoruje się na Zachodzie. Niespodziewanie do mieszkania obok, które od miesięcy stało puste, wprowadza się chłopak, który intryguje młodego pisarza od samego początku... Yo-ka, jak się później okazało, wybrał sobie zły obiekt zainteresowania, gdyż po części przez niego, a po części przez prześladujące go w ostatnim czasie nieszczęście, sam zostaje uwikłany w historię, która mogłaby mu posłużyć do napisania wielu książek. Mrok skrywa wiele tajemnic... Shoya również wiele mu zawierzył, o czym Yo-ce niestety przyjdzie się przekonać osobiście. Przez odbytą przygodę młody pisarz zostaje brutalnie uświadomiony, że starojapońskie wierzenia i obawy wcale nie są bezsensownymi bajkami, a czystą prawdą... ale skoro Shoya obraca się wśród tych osobliwych stworzeń takich jak nuribotoke (sczerniałe zwłoki ze zwisającymi oczyma) czy yubikajiri (demon pożerający głowy) to... to kim on sam tak właściwie jest?

i) Tytuł:"Książę z bajki"
Paring: Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Crena Ketsueki (Bird as Omen)
Opis: Bycie sławnym to czysta przyjemność, na którą jednak trzeba sobie zapracować. Niemniej, kiedy już osiągniesz status celebryty, nie pozostaje ci nic innego, jak pić i bawić się na potęgę; ale czy aby na pewno? "Nowa krew" pojawiająca się regularnie w budynku wytwórni muzycznej nie wie, czego się spodziewać. Młodzi muzycy śnią o Elizejskich Polach i chwale pod niebiosa. Niestety przewrotny los na drogę początkującego wokalisty zespołu Bird as Omen zsyła "starego wygę" Hiro, który burzy wszystkie jego senne wyobrażenia i mrzonki, sprowadzając go do parteru rzeczywistości. Wokalista Nocturnal Bloodlust stara się być obojętny na wszystko, niczego nie zauważać... ale czy tym razem rzeczywiście uda mu się pozostać niewzruszonym na absolutnie wszystko?

j) Tytuł: "Closer to Ideal"
Paring: Hizumi x Zero (D'espairsRay)
Opis: Kto z nas nie chciałby uchodzić w oczach innych za istny ideał? Zabawny, towarzyski, odważny, wygadany, umiejący walczyć o swoje... w dodatku artysta i świetny muzyk! Taki obraz wykreował sam sobie Hizumi - jednak zawsze jest osoba, która widzi więcej. Co kryje się pod tą maską utkaną z ideałów?
k) "Nowy Świat", paring: postać autorska x jeden z muzyków, którego wybierzecie w innym głosowaniu (xD)

Swoje odpowiedzi piszcie, rzecz jasna, w komentarzach!

Swoją drogą też, Akai Haruki podsunęła mi dwa pomysły na zmianę nazwy (za co baaaardzo dziękuję ♥): "Bóg chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia", gdyż jest ona bardzo długa. Akai zaproponowała: "Kara boska" lub "Uważaj, o co prosisz". Mnie osobiście bardziej przypadła do gustu ta druga opcja - a co wy o tym sądzicie? Który tytuł bardziej wam się podoba? A może kogoś nagle jeszcze olśniło i ma ochotę zaproponować coś innego?

No i na koniec: jak podoba wam się nowy szablon (widoczny tylko w wersji na komputer)? Mam nadzieję, że nie jest najgorszy... Osobiście urzekł mnie ten rysunek Ruksona... Tak sobie, patrzy na ten taks, podpiera się i za każdym razem, kiedy na niego spojrzę, mam wrażenie, że jego wzrok mówi: "Co ty tam, do ciężkiej cholery, znowu napisałaś?! I dlaczego ja w tym wszystkim muszę brać udział?!" xp

Horror a'la Hizumi cz.3

Dlaczego? No dlaczego wy nie czytacie tego, co piszę na samym początku? Przecież zaznaczałam w "Vampire depression", że seria jeszcze nie została ukierunkowana ani na typowo obyczajową serię, ani na typowo fikcyjną. Mówiłam, żeby się nie sugerować - a wy nie czytacie! Jak czytam komentarze typu: "myślałam, że jesteś za dobra na wampiry" ect. to nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. No przecież piszę, powtarzam, że sama jeszcze nie wiem, jak potoczy się dalej ta seria! ;-; Niby Hyde pasuje mi do wampirów, ale szczerze powiedziawszy to nie przepadam za nimi, bo jak dla mnie są zbyt przereklamowane, a nie chciałabym stworzyć czegoś banalnego jak "Zmierzch" w wersji yaoi... =.=''

A tak z innej baczki to powiem, że mam już prolog tego "półautorskiego" opowiadania i nawet narysowałam główną postać. Może podzielę się z wami moimi gryzmołami, chociaż niczego nie obiecuję, bo za pękające ekrany komputerów nie chcę odpowiadać, a poza tym skaner mi nawalił i do dyspozycji pozostał mi jedynie lustrzanka (rozładowana, a jej ładowanie trwa około dwóch godzin...) lub aparat w telefonie - no i rzecz jasna ja-leniwiec zapewne porwałabym się na tę drugą wersję -.-'' Chociaż niczego nie obiecuję, bo ostatnio jakoś strasznie ciężko jest mi się określić w jakiejkolwiek kwestii (/.-)''
Ponad to napisałam już pierwszą część, chociaż... prawdę mówiąc ma ona dwie wersje. Nie wiem, na którą się porwać - tym bardziej, że druga dopiero istnieje w mojej głowie. Przewiduję, że wstawię dwie wersje i dam wam do oceny, która wam się bardziej spodoba. Początek zapewne będzie bardzo podobny lub niemalże identyczny.

Bez dalszych wstępów: Endżoj!


Horror a’la Hizumi cz.3

- Nie zastanawiało was nigdy, dlaczego w opowiadaniach fanek główną postacią jest zazwyczaj wokalista? W tych ich hetero-wymysłach fanka spotyka wokalistę i oboje się w sobie zakochują, a w yaoi wokalista jest z kimś spiknięty – zagadnął Karyu.
- Bo wokalista w ich wyobrażeniu jest uczuciowym typem, który przelewa swoje emocje na papier, a potem je wyśpiewuje na scenie – wyjaśnił basista.
- Zero, coś bardzo dużo wiesz na temat fanek… - mruknął nieco zaniepokojony Tsukasa. – Poza tym… Karyu, co cię to interesuje? Znów masz jakiś stan depresyjny wywołany za niskim poziomem uznania wśród fanek? – spojrzał sceptycznie na gitarzystę.
- Za spostrzegawczość dam ci +5 do fejmu (nie ma to jak spalszczać angielskie słowa xD Cóż za słeg (/.-)’’ Zabijcie mnie… od aut.) – zaoferował Shimizu. – Już ci lepiej?
- Nie – prychnął naburmuszony rudzielec. Nie spodobało mu się to, że został tak szybko przejrzany przez kolegów z zespołu. – Znaczy… Wcale nie chodzi o moje uznanie wśród kobiet! Tak… Tak po prostu mnie to zainteresowało – wzruszył ramionami.
- Jasne… – Kenji wywrócił oczyma.
- To są fanki, niekiedy psycho-fanki; tego nie ogarniesz – Michi machnął lekceważąco ręką.
- Ale to głupie; zakładać, że idol jest koniecznie uczuciowy – wydął usta. – Spójrzcie choćby na takiego Hizumiego; czy on wygląda na jakiegoś romantyka?
- Nigdy nie wiadomo, co mu tam siedzi w głowie – basista wzruszył ramionami. - To są fanki, niekiedy psycho-fanki; tego nie ogarniesz; kuźwa, ile razy jeszcze będę musiał powtórzyć to zdanie w tym opowiadaniu? – westchnął ciężko.
- Poza tym Hizumi ma coś w sobie z romantyka; tylko takiego ponurego – zauważył Tsu. – Zero ma rację, nie wiadomo, co siedzi mu w głowie, a ponad to nie wiadomo, przez co przeszedł. Możliwe, że kiedyś był bardzo zakochany, ale został odrzucony i to jakoś na niego wpłynęło…
- Wpłynęło na niego w ten sposób, że sam Hanibal uciekłby z krzykiem niczym mała dziewczynka, gdyby zobaczył Hiroshiego w ciemnej uliczce po zmroku? – sarknął Matsumura.
- Daj spokój, Karyu – zaoponował szatyn zanim Yoshitaka rozkręcił się na dobre. – Szukaj pozytywów. Przynajmniej możesz czuć się bardzo bezpiecznie w towarzystwie Yoshidy i zwiedzać z nim nawet najciemniejsze zakamarki Tokio, bo nikt cię nie napadnie! – klasnął w dłonie.
- Jest tylko jeden mały problem; sam się go boję! – wrzasnął gitarzysta, wyrzucając ręce w powietrze.
- Nieważne – uciął perkusista. – Wracając do poprzedniego tematu; fakt, Hizu nie jest zbyt wylewny, ale możliwe, że to tylko powierzchowna powłoka. Zresztą, to tylko marzenia fanek, którym muszą dać w jakiś sposób upust. Ty oglądasz porno, one piszą – proste – wzruszył ramionami.
- Skoro Kyo z Dir en Grey może być dla nich kawaii, to Hizumi może być uczuciowy – dodał Michi. – To tylko fikcja i wymysły; nie ma się czym przejmować.
- Zrozum, im nie przeszkadzają nawet zęby Toshiyi – wzruszył ramionami Oota.
- Ta, a Mana-sama jest męski – dodał szatyn.
- Sugizo ma wiecznie dwadzieścia lat…
- Hide żyje…
- Kurde… W takim razie fanki naprawdę potrafią skutecznie wyeliminować to, czego nie chcą widzieć – pokiwał z uznaniem głową gitarzysta.
- Tak, można powiedzieć, że są w tym specjalistkami – przyznał Tsukasa.
- Pisząc fanficki po prostu przedstawiają wizję świata, w jakim zapewne same chciałyby żyć. Ponad to jest jeszcze coś takiego jak „kompleks boga”; to znaczy, że satysfakcjonuje cię to, że masz nad kimś absolutną władzę – w tym wypadku nad postaciami z opowiadania – wyjaśnił basista.
- Zero, twoja wiedza na temat fanek jest naprawdę niepokojąca… - zauważył Karyu.
- Można powiedzieć, że w tym ficku jestem kimś w rodzaju encyklopedii – wzruszył ramionami.
- Raczej kimś w rodzaju „Google” – poprawił go Tsu.
- Jak kto woli – powiedział obojętnie Michi.
- Ale wracając do poprzedniego tematu – wtrącił się rudzielec. – Nie interesuje was to choćby w jakimś stopniu, jak fanki nas widzą? – zagadnął.
- Skoczyć ci do apteki po jakieś antydepresanty? – zaproponował Shimizu.
- Tu nie chodzi o mnie! – zbulwersował się Yoshitaka. – Myślałem bardziej o Hizumim…
Pozostali dwaj muzycy wzruszyli ramionami, co Matsumura przyjął za zgodę. Sięgnął po laptopa i jak zwykle zaczął wyszukiwać „mądrości” w przepastnej wyszukiwarce. Cała trójka nachyliła się nad ekranem i śledziła kolejne wersy tekstu na stronie, która właśnie się załadowała.

„Hizumi uśmiechnął się przepięknie, a moje serce zabiło mocniej. Jego oczy błyszczały radośnie; ich wejrzenie było tak głębokie, jak nigdy dotąd. W otaczającym nas mroku, który mącony był jedynie przez słabe światło latarni ulicznej jego tęczówki wydawały się być czarne i bezdenne; topiłem się w nich, a co najdziwniejsze, nie chciałem, żeby ktoś mnie ratował. Chciałem się w nim zatracić. Chciałem patrzeć w te oczy do końca moich dni…
Jego ciemne włosy mokre od mżącego deszczu, przyklejające się do wilgotnych skroni, czoła oraz karku wręcz prosiły się o to, żeby wplątać w nie palce i przeczesać nie nimi. Jego gładka, delikatna, niemalże alabastrowa skóra wręcz korciła, żeby przesunąć po niej opuszkami palców, a usta… Och, jego wspaniałe usta, zdawało się, że krzyczały do mnie, żebym przysunął się do niego i złożył na nich pocałunek! Lustrując uważnie jego przystojną twarz biłem się z własnymi myślami. W końcu, wciąż pełen obaw, niepewnie postąpiłem krok w jego stronę i chciałem zrobić to, czego tak bardzo chciały i moje, i jego usta, kiedy nagle…
- Hizumi! Tsukasa! – usłyszeliśmy krzyk Karyu. – Wreszcie was znalazłem!
W tym momencie miałem ochotę go zamordować…”

- Czemu?! Czemu to zawsze mnie chcą wszyscy zamordować?! – żalił się rudzielec.
- Bo jesteś irytujący – odparł z uśmiechem basista.
Teraz z kolei przyszła pora na zgryźliwy tekst perkusisty. Wszyscy czekali, aż Kenji odezwie się, jednak ten uparcie milczał. W końcu obaj muzycy uważniej przyjrzeli się brunetowi, który krył się za długimi pasmami swoich włosów. Mimo jego starań i tak było widać, że… zarumienił się.
- Boże, z kim ja pracuję?... – westchnął ciężko Michi. – Gitarzysta ma kompleksy, bo fanki nie rzucają mu się na szyję i na co drugiej stronie nie wypisują o swoich erotycznych fantazjach z nim, a perkusista zawstydza się po przeczytaniu nic nie znaczącego opowiadania yaoi ze sobą w roli głównego bohatera… Coś czuję, że w następnym odcinku albo wezmą mnie żywcem do nieba za tą anielską cierpliwość, którą do was przejawiam, albo zaciągną mnie na oddział zamknięty…
- Łatwo ci mówić – burknął Karyu. – Ty jesteś rozchwytywany – prychnął.
- Poza tym paring Zero x Hizumi jest rzadki w fandomie yaoi – dodał naburmuszony Tsu (taka jest prawda – wśród zagranicznych ficków dominuje paring Zero x Karyu, rzadziej zdarza się Hizumi x Tsukasa, jednak Zero x Hizumi jest prawdziwym białym krukiem; w sumie, to chyba dlatego zaczynałam o nich pisać od aut.).
- Ta, mnie łączą z nim – pokazał palcem za siebie, gdzie siedział Matsumura. – Kto ma gorzej?
- Przypominam, że wciąż tu jestem! – obraził się Yoshitaka.
- No nikt z nas nie ma różowo… - mruknął po chwili zastanowienia Oota. – Choć uważam, że między tymi dwoma paringami nie da się ustalić skali porównawczej, która pokazałaby, kto ma gorzej – wydedukował.
- W sumie, racja – zgodził się Zero. – Ja jestem z idiotą, a ty z Władcą Ciemności – wywrócił oczyma.
- Odezwał się Pan Wszechwiedzący – fuknął urażony gitarzysta. – Założyłeś koalicję względem mnie i Hizu z tym cynikiem? – wskazał na Kenjego. – Pamiętajcie, że nawet jeśli dojdzie między nami do starcia, to ja mam po swojej stronie Hiroshiego, co jest adekwatne z tym, że z góry wygrałem – wystawił im język i uśmiechnął się triumfalnie.
Perkusista wymamrotał coś niezrozumiale pod nosem, co mogło brzmieć jak: „Cholera, ma rację…”.
- Nieważne – Shimizu machnął ręką, pasując. – Znajdź coś innego, bo nam się Tsusiek znowu zarumieni.
Karyu posłuchał. Znalazł innego bloga. Otworzył kartę z jednym z najnowszych wpisów i zaczął czytać gdzieś w połowie.

„Hizumi przeciągnął się rozkosznie, moszcząc się wygodniej na Zero. Wtulił twarz w jego tors, zaciągając się oszałamiającym zapachem basisty. Był wyczerpany, ale szczęśliwy. Cieszył się, że w końcu znaleźli dla siebie chwilę czasu, gdyż ostatnio brakło go nawet na drobne, czułe gesty, takie jak całus w policzek czy otarcie dłoni. Teraz jednak nadrobili wszelkie zaległości z nawiązką. Wokalista uśmiechnął się pod nosem, kiedy szatyn zaczął głaskać go w okolicach lędźwi. Jego ręka powoli zsuwała się na pośladki, by następnie zacisnąć się na nich w zaczepnym geście. Hiroshi zachichotał i podniósł głowę, spoglądając w roześmiane oczy Shimizu.
- Masz ochotę na powtórkę, skarbie? – zaproponował, jednocześnie zamieniając się miejscami z kochankiem, tak, że teraz to Hizu znów był na dole. Delikatnie gładził jego uda po wewnętrznych stronach, jednocześnie rozsuwając jego nogi, między którymi się ułożył.
- Oczywiście – zgodził się Yoshida, a chwilę potem wydał z siebie przeciągły jęk przyjemności…”

- To było dość… pikantne – podsumował perkusista, spoglądając znacząco na Michiego, który za wszelką cenę starał się wyglądać na niewzruszonego. Karyu zaśmiał się cicho.
- Pikantne? – ktoś prychnął nad ich głowami. – Zrąbała całą akcję! – oburzył się Hizumi, który nachylał się nad struchlałą trójką muzyków. – Znacznie za szybko się pogodzili! – fuknął. – Muszę obsmarować tę autorkę w komentarzu! Przecież to dopiero dwudziesty szósty rozdział! – krzyknął i wyszedł z pokoju, zapewne w poszukiwaniu swojego laptopa lub telefonu.
Między muzykami przez długi czas panowała cisza. Pierwszym, który wrócił do rzeczywistości był Tsukasa.
- On cały czas tu stał? – zapytał ze zgrozą w głosie.
- Mnie tam bardziej dziwi to, że Hizumi czyta yaoi… o sobie i naszym basiście – odezwał się Karyu.
- Mówiłem przecież, że nie wiadomo, co mu tam w głowie siedzi… - mruknął cicho szatyn.
- No… to dowodzi na to, że w jakimś stopniu Yoshida rzeczywiście jest romantykiem – podsumował Oota.
- Ty się lepiej pilnuj – rudzielec poklepał Shimizu po ramieniu – i unikaj ciemnych uliczek. Wiesz, w końcu to jest Hiroshi… Po nim nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać, a nuż może jeszcze będzie chciał to yaoi urzeczywistnić?

Zero zbladł, a pozostała dwójka postanowiła zostawić go samego na jakiś czas, aby mógł oswoić się z tą niewygodną myślą i ewentualnie obmyślić jakąś taktykę obronną przed wokalistą.

Horror a'la Hizumi cz.2 (mini-seria)

A tak na Hallowen macie "horrorek" o Hizu xD
Propo; ktoś się wybiera na słodycze czy jestem jedyną tak dziecinną (i zachłanną) osobą? ;p




Tak, jestem genialna i potrafię natchnąć sama siebie xD Ten shot został zainspirowany poprzednią częścią „horror a’la Hizumi” oraz tym zdjęciem, które znalazłam gdzieś w czeluściach mojego dysku ;p

Tytuł: „Horror a’la Hizumi” cz.2
Typ: mini-seria
Gatunek: komedia (?)
Beta: -

- Jak to możliwe? – Zero przyjrzał się dokładniej zdjęciu na ekranie komputera, nie chcąc i nie mogąc uwierzyć, że przedstawia ono ich wokalistę. – To naprawdę Hizumi? – powtórzył to pytanie chyba dziesiąty raz.
- Podpis na to wskazuje – mruknął Karyu, który mimo iż musiał przyznać, że Hizu wyglądał na tym zdjęciu słodko to jednak zachowywał sceptycyzm. W końcu to był Hizumi.
Hizumi.
Hizumi.
Nie!
Hizumi nie jest słodki!
Hizumi jest straszny!
Gitarzystę przeszły dreszcze.
- Skąd wytrzasnąłeś to zdjęcie? – spytał basista, przekręcając laptopa „do góry nogami”, jakby to miałoby mu w czymś pomóc.
- Z jakiegoś forum o muzyce metalowej. Ktoś rozpoczął dyskusję na nasz temat; na początku kilka słów o muzyce, dyskografia, a potem włączyły się fangirle i zaczęły się teksty typu: „jaki to Tsukasa jest umięśniony i seksowny”, „jaki to Zero jest cudowny i seksowny”, a zaraz po tym… „jaki to Hizumi jest KAWAII i seksowny” i dołączone to zdjęcie. Rozumiesz to? Kto normalny nazwałby Hizumiego KAWAII?!
- Fangirl to fangirl. Zrozum to. One wszystkie nazywają swoich idoli kawaii. Nawet Kyo według nich jest kawaii – szatyn nie wydawał się być tym wstrząśnięty.
- Dobra, może nie znam się za dobrze z Kyo, ale przyznaj… Hizumi jest straszniejszy… - szepnął rudzielec, któremu nagle głos uwiązł w gardle.
- Prawda. Hizu jest szczególnie straszny z makijażem – Zero przełknął głośno ślinę (odsyłam do zdjęcia zamieszczonego przy pierwszej części „Horror a’la Hizumi” od aut.), ale zaraz się opanował, kiedy dołączył do nich Tsukasa. Perkusista usiadł na łóżku obok Michiego i zajrzał mu przez ramię, spoglądając na monitor.
- Ale kawaii chłopczyk! – wykrzyknął Tsu, wyrzucając ręce w powietrze. Na jego twarzy momentalnie namalował się uśmiech. – Kto to jest?
- Czytać nie umiesz? – Shimizu wskazał palcem na różowy (!) podpis na zdjęciu. – Czekaj, czekaj… Karyu, a na tym forum nie było nic wspomniane o tobie? – dociekał szatyn.
- No właśnie nie… - burknął gitarzysta, a Zero już rozumiał przyczynę dzisiejszego złego humoru rudzielca. Yoshitaka został urażony tym, że fanki nie zachwycały się nim tak, jak pozostałą częścią zespołu.
Michi westchnął i zignorował to, że Matsumura ponownie spochmurniał. Znów skupił się na zdjęciu, które prawdopodobnie przedstawiało Hizumiego. Ponownie chciał przekręcić laptopa na kolanach, kiedy kątem oka dostrzegł minę perkusisty. Wytrzeszczone oczy, otwarte usta, wysoko podniesione brwi… Zdaniem basisty była to mina, która pasowałaby do sytuacji, gdyby Oota nakrył jego i Karyu masturbujących się do tego zdjęcia, a nie do samego zerknięcia na nie.
- To. Nie. Jest. Hizumi. – wydusił z siebie, dobitnie oddzielając każde słowo. – Jestem. Tego. Tak. Pewien. Że. Dałbym. Sobie. Za. To. Rękę. Uciąć.
- W takim razie straciłbyś jedynie rękę. Nie umiesz czytać ze zrozumieniem? – zganił go gitarzysta.
- Daj spokój! – oburzył się perkusista. – Napisać można wszystko! Gdyby ktoś napisał pod zdjęciem rudowłosej modelki na wybiegu „Yoshitaka Matsumura”, a pod zdjęciem Świętego Mikołaja z supermarketu „Shimizu Michi” też byś w to uwierzył? – Kenji spojrzał na gitarzystę jak na osobę niespełna rozumu. – To pewnie ktoś inny, tylko jakiś fangirl dorobił napis „Hizumi” i wstawił do Internetu!
Po wykładzie Tsukasy nastała chwila ciszy i konsternacji, podczas której napięcie między muzykami zelżało; i to znacznie. Wszyscy czuli, jakby kamień spadł im z serca. To tylko photoshop. Ich wokalista wciąż jest straszny i tak pozostanie na wieki. I tak ma być, bo… w sumie to przyzwyczaili się już do tego Hizu, który został niemalże wyciągnięty żywcem z horroru, i takiego go chyba właśnie pokochali; bo choć Yoshida był straszny to jednak z czasem się z nim zżyli – zresztą, nie można zaprzeczyć, że był z niego dobry przyjaciel.
Po tej pokrzepiającej myśli, że Hiroshi wciąż jest niezmiennie straszny nawet Michi pozwolił sobie na delikatny uśmiech pod nosem. W jednej chwili wszyscy wypuścili głośno powietrze i na powrót uspokoili się.
W tym oto momencie Hizumi zdążył także wyjść z łazienki po długiej i gorącej kąpieli. Kiedy tylko otworzył drzwi kłęby białej pary uleciały do ich wspólnego pokoju. Pary było tak dużo, że siedząca na łóżku trójka przez chwilę widziała jedynie zarys postaci ciemnowłosego. Karyu zadrżał, gdyż ten widok przypominał mu scenę z horroru, jaki niedawno oglądał. W ów horrorze wampir wychodził ze swojej krypty z cmentarza w obłokach gęstej mgły – w tym wypadku nie miało znaczenia czy to rzeczywiście wychodził wampir z krypty czy Yoshida z łazienki; oba przypadki były tak samo straszne.
Na szczęście para o wiele szybciej rozniosła się w powietrzu niż mgła, więc chwilę potem muzycy dostrzegli wokalistę. Hizumi miał umyte, wysuszone i jedynie rozczesane włosy – nie tak jak zawsze natapirowane – nie miał makijażu, a ubrany był jedynie w za duży, czarny podkoszulek oraz bokserki. Miał zaróżowione policzki od wysokiej temperatury panującej w łazience jak i od własnej wysokiej temperatury, bo zaziębił się i miał gorączkę. Uchylił usta, gdyż chciał coś powiedzieć, jednak głos uwiązł mu w gardle, albowiem ból i drapanie w nim nasiliło się. Hiroshi przeklął w myślach; nienawidził chorować.
Jednak w oczach Karyu, Zero i Tsukasy Hizu wcale nie wyglądał na chorego. On wyglądał słodko. Wyglądał… KAWAII…!
Matsumura zląkł się jeszcze bardziej i zwinął w kulkę, uciekając pod samą ścianę i bujając się w przód i w tył, aby się uspokoić. Shimizu mało nie zasłabł na ten widok. Laptop spadł mu z kolan, ale nikt się tym nie przejął. Michi pobladł gwałtownie i chwycił się za serce, które nagle odmówiło posłuszeństwa i, zdawało mu się, że przestało bić.  Jedyny, któremu udało się zachować względny spokój był Oota.
Hiroshi znów nie wiedział, co go ominęło, jednak po ostatnim incydencie w restauracji przy śniadaniu, wiedział, że wypytywanie gitarzysty i basisty to tylko strata czasu. Zwrócił się więc do perkusisty:
- Co im się stało? – wykrztusił z siebie zachrypniętym głosem, próbując nie poddawać się nieopisanemu bólowi zdartego i zainfekowanego gardła.
Przy tak słodkim wyglądzie głos wokalisty był jeszcze bardziej przerażający niż normalnie. Szczególnie, że akurat w tej chwili nie był normalny, a zachrypnięty i niższy; Tsu przypomniało się anime, które ostatnio oglądał – występował tam seryjny morderca, którego seiyuu* miał właśnie taki głos. Nie mógł już dłużej walczyć z przemożną chęcią ucieczki, więc… po prostu wybiegł z pokoju jak oparzony.
Yoshida spojrzał ze zdziwieniem na zamykające się z trzaskiem drzwi za Tsukasą. Przez chwilę jeszcze stał w bezruchu i próbował zrozumieć, co za sytuacja miała tu miejsce, jednak odpuścił. Uznał, że nigdy nie zrozumie pozostałej trójki i… najzwyczajniej w świecie poszedł spać.


*osoba podkładająca głos pod anime

Horror a'la Hizumi cz.1 (mini-seria), oneshoot Hizumi x Zero

Ha, Kita-pon powróciła! Nie miałam komputera (w naprawie był), więc nie miałam dostępu do internetu, ale w końcu powróciłam i mam dla was część pierwszą mini-serii oraz miniaturkę z D'Ray. Czuję się jakbym na powrót ożyła...  Tak mi cię brakowało Internet-san! ;_;
Obiecuję nadrobić wszelkie zaległości w czytaniu i komentowaniu tego, co zdążyło się pojawić podczas mojej nieobecności. Co prawda nie odzyskałam internetu "stale", ale przynajmniej przeczytam, a komentowaniem zajmę się później x.x

A tak btw. cieszycie się, że zaczyna się nowy rok szkolny? Bo ja teoretycznie nie, ale w sumie to tak... (Tak, wiem tyko polonista-Kita potrafi się tak logicznie wypowiedzieć; zabijcie mnie, dziś nie myślę, jak i przez całe wakacje)... Nie ciągnie mnie jeszcze do szkolnej ławki, ale biorąc pod uwagę moją organizację podczas wakacji, a tak naprawdę to jej brak... to w sumie dobrze, że wakacje się kończą. Nie wiem dlaczego, ale w nawale pracy potrafię się jakoś lepiej zorganizować - to dotyczy się również pisania. Wraz z wrześniem mam nadzieję, że znów będę prowadzić tego bloga w miarę przyzwoicie. Życzcie mi powodzenia (/.-)''




Tytuł: „Horror a’la Hizumi” cz.1
Paring: Zero x Karyu (D’espairsRay) + na razie tylko w tym parcie
Typ: mini-seria
Gatunek: komedia (?)
Beta: -



- Michi… - jęknął płaczliwie Karyu, kopiąc lekko chłopaka w kostkę.
- Co? – mruknął Zero, który usiłował zasnąć.
Jakimś cudem i niefartem Shimizu, i Matsumura musieli razem dzielić pokój. Jakby tego było mało to w dodatku zamiast dwóch pojedynczych łóżek w pokoju zastali jedno, wielkie, małżeńskie łoże. Mimo awantury, jaką zrobił basista w recepcji, nie udało im się zdobyć innego, więc skazani byli spędzić tę jedną noc wspólnie.
- Wiesz… Ja się boję… - wyznał cicho rudzielec.
- Niby czego? – prychnął rozbawiony Michi.
- Hizumiego.
- A… To zmienia postać rzeczy – szatynowi uśmiech spełzł z ust, gdyż prawda była taka, że wokalista napawał strachem nawet jego.
Zero był wredny i nie znał takiego słowa jak „empatia”, przeważnie wszystko miał w głębokim poważaniu. Tsukasa był oziębłym perfekcjonistą, potrafiącym katować człowieka niekończącymi się próbami dopóki któryś z członków zespołu nie padł z wycieńczenia. Przy basiście i perkusiście Karyu wyglądał jak potulny baranek, którym w istocie był. Gitarzysta był miły, ciepły i otwarty, a wyżej wymieniona dwójka potrafiła go przestraszyć i przyprawić o palpitacje serca, ale Hizumi… on był zdecydowanie najgorszy. W sumie to… wokalista nie był ani przesadnie wredny, czasem wykazywał się empatią, interesował się sprawami, nawet tymi, które go nie dotyczyły, nie był oziębły, a jego perfekcjonizm dało się znieść ze względu na to, że dotyczył tylko jego osoby, więc Yoshida katował tylko siebie, jednak… Hiroshi był po prostu straszny. Nie ma możliwości, aby to wyjaśnić. Po prostu, kiedy spoglądało się na niego człowiekowi jeżyły się włoski na karku, serce zamierało, oddech stawał się płytki i nierówny, mięśnie przestawały reagować na polecenia wydawane z mózgu, a źrenice rozszerzały się…
- Mam czasami wrażenie, że on urwał się z jakiegoś horroru… - wyznał Shimizu. – I to takiego naprawdę, naprawdę dobrego horroru…
- On mnie przeraża… - chlipnął rudy.
- Ale… właściwie to, dlaczego mi to mówisz? Chyba nie ma na świecie osoby, którą Hizumi mógłby nie przestraszyć. Ba! Zdziwiłbym się, gdyby on sam siebie się nie bał…
- Bo... Bo mi telefon spadł pod łóżko, więc się po niego schyliłem i… i wtedy usłyszałem taki jakby charkot i błysnęło coś w tych ciemnościach pod łóżkiem! Tak na biało błysnęło! I wtedy przypomniały mi się te białe soczewki Hizumiego, które zasłaniały jego tęczówki i źrenice… (takie jak na zdjęciu powyżej od aut.)
I oto nadeszła pamiętna chwila, albowiem Zero przejawił jednak objaw empatii. Przysunął się do roztrzęsionego gitarzysty i objął go ciasno. Karyu położył głowę na ramieniu basisty, który zaczął gładzić go uspakajająco.
- Myślisz… Myślisz, że on może być pod łóżkiem? – zapytał niepewnie Matsumura.
- A kto go tam wie? Jak się urwał z horroru to w sumie nawet byłoby wskazane, żeby tam siedział… - „wydedukował” Zero.
- Więc już nie odzyskam swojego telefonu? – Karyu rozpłakał się niczym małe dziecko, któremu zabrano lizaka. – Zaraz… Jak on tam siedzi… To znaczy, że to wszystko słyszał?
W ciszy, która na moment zapanowała między nimi słychać było jedynie głośne przełknięcie śliny oraz dwa, zawrotnie szybkie bicia serc.
- Myślisz, że on…?
- Na pewno się zdenerwował…
- Mógłby chcieć się zemścić?
- Z pewnością…
- Pewnie będzie czekał aż zaśniemy…
- Więc nie możemy sobie na to pozwolić!
Z tą wojowniczą myślą muzycy przetrwali bezsennie całą noc. Kiedy zrobiło się już widno, ostrożnie zajrzeli pod łóżko. Przestrzeń pod nim była pusta, przez co Zero zdenerwował się i już chciał trzepnąć w łeb gitarzystę, jednak ten zaraz znalazł „genialne” wyjaśnienie, że Hizumi pewnie przyjmuję swoją „horrorową” postać jedynie w nocy, a wraz z pierwszymi promieniami słońca znów zmienia się w człowieka, jednak jego mordercza aura pozostaje i to właśnie ona tak przeraża innych. Ponadto „horrorowa” postać wokalisty miała znikać w promieniach światła dziennego niczym wampir, a jego ciało miało ponownie powrócić do miejsca, gdzie została pozostawiona ludzka wersja Hizumiego i znów się w nią zmienić. Michi był tak śpiący, że za wiele nie zrozumiał z tego wyjaśnienia, jednak przytaknął, zgadzając się z tym, co mówił Matsumura, uznając, że jeśli gitarzysta ma jakiekolwiek wytłumaczenie to ta sprawa nie może być jednak taka idiotyczna i gdzieś to ziarenko prawdy musi tkwić.
Umyci i ubrani zeszli na śniadanie. Przy jednym ze stolików czekali na nich wokalista i perkusista, którzy zdążyli już zjeść. Tsukasa właśnie kończył kawę, a gdy ją wypił postanowił ponownie napełnić kubek – w tym celu udał się do stołu, gdzie stał ekspres do kawy. Basista i gitarzysta zostali sam na sam z brunetem.
- Co się tak gapisz? – zapytał Hizumi znad swojego kubka z kawą, rzucając spojrzenie Karyu.
Rudzielec spiął się, a krew odpłynęła mu z twarzy. Następnie zerwał się z krzesła i ledwo powstrzymując się od panicznego krzyku, wybiegł z restauracji, mieszczącej się na najwyższym piętrze hotelu.
- A jemu co odwaliło? – ponownie odezwał się wokalista, tym razem spoglądając w stronę Shimizu, który chwilę później poszedł w ślady gitarzysty







Oto „Tsukasa-duch” xD Rzecz jasna on po prostu ruszał się, kiedy zdjęcie było wykonywane, ale to natchnęło mnie do napisania tej miniaturki ;p
Tytuł: „Nadprzyrodzone moce Tsukasy”
Paring: Zero x Hizumi (D’espairsRay)
Typ: miniaturka
Gatunek: komedia (?)
Beta: -

- Aach… Michi… - westchnął przeciągle Hizumi przyparty do zimnych kafelek studyjnej toalety. – Nie… Nie powinniśmy tego tutaj… - dukał i miarowo coraz głośniej wzdychał, kiedy kolano basisty mocniej napierało na jego krocze.
- Daj spokój, Yoshi-chan – szatyn przesunął dłonie na pośladki partnera i zaczął je ugniatać. Hizumi odchylił głowę, pięknie eksponując swoją szyję, do której przylgnął Zero. – Tsukasa-tyran zwalił się do naszego mieszkania, więc nawet nie mogę się na ciebie rzucić we własnym domu – rozżalił się. – A ja mam ochotę… Tak wielką ochotę… na ciebie… - mruknął zmysłowo.
Yoshida objął partnera za szyję i mruczał, wbijając paznokcie w plecy chłopaka, które wciąż były zasłonięte przez materiał czarnej koszulki z logiem ich zespołu.
- Ale Zero… Naprawdę nie powinniśmy… Poczekaj jeszcze te kilka dni, a Oota wyprowadzi się już. Seks w publicznej toalecie nie jest szczytem moich marzeń – wyznał, spoglądając z naganą na kochanka.
- Przecież ty też masz ochotę – na potwierdzenie tych słów Shimizu przesunął dłonią po kroczu Hiroshiego. – Pozwól i mi, i sobie ulżyć – cmoknął go krótko w usta, po czym ponownie powrócił do obdarzania pocałunkami jego szyi.
- Michi… Proszę cię, ja naprawdę czuję się niekomfortowo…
- Nie bój się, nie my pierwsi będziemy kochać się tutaj – pocieszył go Zero, gładząc jego boki ciała i biodra.
- Nie, nie o to mi chodzi… Wiesz… Mam wrażenie, że wiecznie jesteśmy obserwowani. Nie wiem czy to przez to, że Tsukasa pomieszkuje u nas już drugi tydzień i towarzyszy nam praktycznie we wszystkim, czy może dlatego, że…
- Rozluźnij się – przerwał mu Michi, masując delikatnie jego spięte barki. – I przestań myśleć o Tsu. Skup się na mnie – uśmiechnął się cwaniacko, po czym pocałował go. – Zostało nam ledwo pół godziny przerwy, a później znów zaczyna się próba… Hizu-chan, później nie będziemy mieli okazji…
- Ale zrozum! Tsukasa jest jak duch! Jesteś sam w pokoju, obracasz się, a on nagle stoi za tobą! Wydaje ci się, że jesteś z kimś sam na sam, a na zdjęciu w tle pojawia się Tsu… On jest wszędzie i to mnie przeraża! – zaskomlał wokalista.
- Dobra, przyznaję ci rację, Kenji najprawdopodobniej ma jakieś nadprzyrodzone moce, ale teraz naprawdę go tu nie ma!
- A skąd wiesz? Na tym właśnie polega jego sztuczka; kiedy myślisz, że go tu nie ma, on się pojawia! A jakoś uprawiać seks przy publiczności to mi się nie widzi… - Hiroshi wygiął brzydko usta.
Chwila ciszy.
Konsternacja.
- W końcu przestaliście się kłócić na mój temat? – usłyszeli tak znajomy i przerażający głos. Basista i wokalista w jednym momencie spojrzeli na perkusistę, który stał w drzwiach łazienki i opierał się niedbale o framugę. – W takim razie świetnie. Zaczynamy ponownie próbę – poinformował ich swoim wystudiowanym, zimnym niczym lód głosem, który świadczył, że lider obraził się.
Obaj chłopcy ze spuszczonymi głowami w pokorze powlekli się za Ootą. Zero westchnął ciężko, będąc niezadowolonym z tego, że do niczego nie doszło. Hizumi trącił go łokciem między żebra.
- Widzisz, mówiłem, że on jest wszędzie! – szepnął do ukochanego.
Shimizu zaczął poważnie zastanawiać się nad nadprzyrodzonymi umiejętnościami Tsukasy i zaczęło go to przerażać. W istocie, ten chłopak potrafił pojawić się wszędzie, jednak zawsze wybierał tą najmniej odpowiednią chwilę…