Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BUCK-TICK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BUCK-TICK. Pokaż wszystkie posty

"Geisha no Furin" cz.5

Jak dostanę lacza ze sprawdzianu z matmy, to będzie wasza wina, bo pisałam zamiast się uczyć xD Nie no, żartuję, ale teraz serio muszę iść się uczyć ;_;



Macie tu coś na pobudzenie wyobraźni xD Jest to oczywiście Yuuki z Lycaon, ale przecież też się nada, nie? Gosh, jakiż on uroczy.... @.@

„Geisha no Furin” cz.5

W końcu Hiro znalazł dla mnie dłuższą chwilę (dłuższą niż piętnaście sekund), którą, rzecz jasna, zamierzaliśmy spożytkować na treningi. Dzisiejszego ranka brunet był bardziej przytomny niż wczoraj, jednak nie mogę powiedzieć, żeby wszystko wróciło do normy. Na jego twarzy malowało się już nie tyle niezdecydowanie co obawa – to znaczyło, że coś przede mną zataił; pojawiła się jakaś nowa troska, którą się ze mną nie podzielił.
Szarpnąłem struny, które wydały z siebie niski, wibrujący dźwięk. Stało się to między nami swoistym, umownym znakiem, którym dawałem mężczyźnie do zrozumienia, że przede mną już nic nie uda mu się ukryć. Położyłem płasko dłoń na stronach, wyciszając je i wbiłem przeszywające spojrzenie w mojego nauczyciela, oczekując wyjaśnień.
- O co chodzi? – zapytałem ostro.
Hiro już otwierał usta, aby, zapewne jak zwykle, zbyć mnie jakimś błahym zapewnieniem, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, kiedy niespodziewanie drzwi rozsunęły się z hukiem i do pokoju wpadł Daan, a zaraz za nim przerażona Suzume.
- Tutaj nie wolno wchodzić! – piszczała dziewczyna.
- Do diaska, ucisz się, kobieto! – ryknął wściekle Holender. – Hiro, w końcu cię znalazłem! – odetchnął z ulgą.
- Co się dzieje, Daan? – brunet zacisnął szczęki, co było u niego objawem stresu.
- Yongyǎn oszalał! – wykrzyknął przerażony. – Rozpoczął działania zbrojeniowe, wzywając rodaków do powiększania terytorium swojego kraju! Zmobilizował już armię i zajął Władywostok i Chabarowsk (są to obecne nazwy miast rosyjskich – nie mogłam dojść do nazw używanych w XVIIIw., więc wybaczcie, ale nie jestem pewna czy te miasta tak były nazywane od aut.) i szykuje się do przejęcia Sichote Alin! Zaszył się w twierdzy w Changchun i ani myśli przerwać działań wojennych!
- Wypowiedział wojnę Rosji? – mężczyzna w czerwonym hanfu zbladł.
- Nieoficjalnie – Jassen westchnął ciężko. – Nota dyplomatyczna o wszczęciu wojny została wysłana z Petersburga dopiero wczoraj; Ruìdì zaatakował z zaskoczenia!
- Przeprowadził atak nie wypowiadając wcześniej wojny Rosji? Toż to czysty absurd! – Hiro zacisnął palce na własnym kolanie, siedząc w siadzie skrzyżnym. – Przecież Katarzyna… (chodzi o Katarzynę II Wielką, carycę Rosji w tamtych czasach od aut.)
- Też mnie to zdziwiło – przyznał blondyn. Widząc moją zdezorientowaną minę pospieszył z wyjaśnieniami. - Ruìdì swego czasu jeździł do Rosji. Na carskim dworze poznał Katarzynę, nim ta jeszcze została mianowana obecnym władcą. No i cóż… Jakby to ładnie ująć? Hiro? – spojrzał wymownie na bruneta, który został zmuszony do kontynuowania tej opowieści.
- Yongyǎn miał romans z Katarzyną…
- Ale potem wrócił do ojczyzny i poznał właśnie Hiro – ponownie wciął się de Vries. – No i dalej historię już znasz. Katarzyna została dotkliwie zraniona przez obecnego cesarza Chin, ale nie mogła wywołać wojny z powodu zawiedzionych uczuć, nawet kiedy już objęła władzę w Rosji, dlatego utrzymywała dość chłodne stosunki z Chinami. Poza tym po rozstaniu z Ruìdì ‘m nieco…
- …zdziwaczała – wtrącił się brunet.
- Dokładnie – przytaknął Fryzyjczyk. – Znana jest w Europie ze swoich… ekscentrycznych upodobań seksualnych… a przynajmniej tak głoszą plotki – rozłożył bezradnie ręce.
- Suzume! Przynieś alkohol! – Hiro krzyknął do zdjętej strachem maiko, która jak słup soli nadal stała w progu drzwi. – Zapowiada się długi wieczór…

***

- Hiro, ktoś o tobie wie w pałacu cesarskim w Japonii… - blondyn czknął pijacko. – Słyszałem jak ktoś wymienił twoje imię, kiedy przyjmowano chińskich dyplomatów… Ruìdì chce zająć Sachalin, Kamczatkę i Kuryle, ale obiecał nie naruszać terytorium Japonii. Cesarz podpisał pakt o nieagresji z Chinami – mówił już nieco bełkotliwie. – Musisz się stąd wynosić! I to najlepiej zaraz! Musisz uciec gdzieś daleko! Jak najdalej! – uderzył pięścią w stolik, przy którym siedział, a właściwie półleżał. – Mogę zabrać cię do Holandii…
Spojrzałem na bruneta, który uciekł wzrokiem gdzieś w bok. Był całkowicie zrezygnowany. Nie miał już na nic sił. Cienie na jego twarzy pogłębiły się, przez co wyglądał na dużo starszego niż w rzeczywistości był. Wciąż był blady, mizerny – możliwe, że nawet jeszcze całkiem nie wydobrzał po ostatniej chorobie, która niemal zwaliła go z nóg. W ostatnim czasie praktycznie nie ruszał posiłków. Jego dłonie nieustannie niekontrolowanie drżały, zdradzając jego zdenerwowanie. Jego włosy straciły blask; w ostatnim czasie nawet upinał je niezbyt starannie, zdarzało mu się nawet krzywo zapiąć hanfu, które coraz częściej sznurował w proste supły, gdyż zapewne nie mógł wykonać żadnego z ośmiu tradycyjnych, skomplikowanych wiązań rozdygotanymi palcami. Na ten widok aż serce ściskało mi się w obręczy żeber.
- Nie… - pokręcił głową. – Już dość tego uciekania… - westchnął niemal bezgłośnie. – Nie twierdzę, że cesarz Chin wszczął wojnę z mojego powodu, ale jeśli moja śmierć przyniesie choć chwilowe ukojenie jego wypaczonemu sercu…
- CO TY, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY, WYGADUJESZ! – wrzasnąłem oburzony. – Chcesz zrobić z siebie męczennika?! – sapnąłem wściekle. – Naprawdę myślisz, że to coś zmieni?! Yongyǎn’owi nie chodzi o ciebie! Pewnie już dawno o tobie zapomniał! On jest zwyczajnie obłąkany! – zaprotestowałem.
- Wątpię – wtrącił Fryzyjczyk. – Jeśli chodzi o pamięć Yongyǎn’a, rzecz jasna, nie o jego domniemaną chorobę, o którą też go podejrzewam – sprostował. - O takich rzeczach się nie zapomina… - mruknął pod nosem.
- A więc go popierasz?! – wskazałem oskarżycielsko palcem w stronę bruneta. – Pozwolisz mu się zabić?!
Zadziwiająco sprawnie jak na swój stan de Vries nagle chwycił mnie za gardło i przyciągnął do siebie. Jego zielone oczy błyszczały dziko między pasmami jasnych włosów, które teraz skrywały większą część jego przystojnej twarzy w cieniu. Trzasnął mną o podłogę niczym szmacianą lalką i spojrzał na mnie groźnie z góry.
- Tego nie powiedziałem, dzieciaku – warknął, puszczając mnie. Odkaszlnąłem, łapiąc ponownie powietrza w płuca; w tym samym czasie Hiro dostał w twarz od przyjaciela. Jako że brałem w tej chwili głębszy oddech, aż zachłysnąłem się powietrzem z wrażenia. Brunet wydawał się być niemniej zdziwiony niż ja. – Jeszcze raz wypowiedz tak kretyńskie słowa na głos, a przekonasz się, że to nie Yongyǎn, a ja stanę się twoim najgorszym zmartwieniem! – wrzasnął. – Ani mi się waż, do cholery, umierać! – zmierzył przyjaciela miażdżącym spojrzeniem i jednym łykiem opróżnił całą buteleczkę sake, nie bawiąc się w nalewanie alkoholu do czarki. Hiro w tym czasie z niedowierzaniem dotykał opuszkami palców zaczerwienionego policzka.
- Wybaczcie… - szepnął po chwili brunet, uśmiechając się pod nosem. – Chyba rzeczywiście nieco mnie poniosło…
- Hiro – Daan odezwał się ostro, przykuwając jego uwagę – wiem, że jesteś zmęczony… to ciągnie się już tak długo… - jego głos nabrał łagodniejszego tonu. – Ale na litość Buddy, wszystkich bożków shinto i czego tam sobie jeszcze wymyślisz, nigdy więcej nie myśl w ten sposób! – prychnął. – Nie bądź samolubny – skarcił go. – Może dla ciebie to byłby koniec wszelkich problemów, ale pomyśl o tym, jaki zostawiłbyś po sobie chaos – wymownie spojrzał na mnie. – Poza tym nie myślę, aby ścięcie cię przyniosło pozytywne zmiany w charakterze Ruìdì’ego; wręcz przeciwnie. Gdybyś teraz mu się poddał, poczułby się niczym władca wszechświata, któremu należą się wszyscy i wszystko. Ogłupiałby do reszty – wyciągnął w moim kierunku dłoń, do której wcisnąłem mu kolejne naczynie z alkoholem. – Teraz przynajmniej ma poczucie, że jest chociaż jedna rzecz, jedna osoba, która jest poza jego posiadaniem i której nijak nie może zdobyć.
- Pewnie masz rację – brunet skinął głową i uśmiechnął się delikatnie, jednak nie wyglądał na zbyt przekonanego. Uparty był z niego typ; pewnie i tak wiedział swoje. Poza tym zdawało się, że nadal bił się z własnymi myślami. Wyglądało na to, że zaczął popadać w prawdziwą depresję… z drugiej strony nie było to znowu niczym dziwnym, skoro od dłuższego czasu nieprzerwanie towarzyszyło mu śmiertelne niebezpieczeństwo i stres, który go wykańczał; odbijało się to nie tylko na jego zdrowiu fizycznym, ale także psychicznym.
Kiedy popadłem w letarg, ktoś znów z hałasem wpadł do pokoju, drąc się od progu. Była to Suzume. Na dźwięk jej piskliwego głosu aż podskoczyłem w miejscu, jednak nie zdziwił mnie zbytnio jej widok – zupełnie tak jakbym podświadomie spodziewał się, że, tak jak zapowiedział to Hiro, ten wieczór będzie naprawdę długi, co więc oznaczało, że to nie koniec ekscesów na dziś.
- Hiro-sama! Mama cię woła! – zdyszana oparła się o framugę drzwi. – Ponoć do naszego geisha-ya ma dziś przyjechać sam daimyō!
Brunet jęknął żałośnie, co nie zdarzało mu się często. Z westchnięciem podniósł się z podłogi.
- Nie miał kiedy przyjechać, nie? – mruknął pod nosem niezadowolony, trącając mnie wachlarzem w ramię. – Wybacz Daan, ale, jak widzisz, muszę cię już opuścić razem z moim uczniem. Suzume dotrzyma ci towarzystwa – skłonił się w głębokim ukłonie pełnym sztywnej kurtuazji. – Życzę udanego wieczoru i przepraszam za kłopot – skłonił się raz jeszcze, a ja poszedłem w jego ślady.
Maiko niepewnie podeszła do blondyna i zajęła miejsce koło niego, kiedy my wyszliśmy z pokoju, zasuwając za sobą drzwi. Ruszyliśmy ciemnym korytarzem w stronę pokoju mamy.
- Dlaczego wziąłeś mnie ze sobą? – zapytałem.
- Pomożesz mi się ubrać – wyjaśnił; słysząc to z trudem przełknąłem ślinę. – Proszę wybaczyć najście – odezwał się kurtuazyjnie, wchodząc do pokoju mamy.
Niska kobieta w podeszłym już wieku siedziała na wielkiej skrzyni na środku swojego lokum. Jej proste kimono i włosy w nieładzie świadczyły o tym, że niezbyt dobrze zniosła wiadomość o przybyciu tak wysoko postawionego gościa.
- Wreszcie – kobieta sapnęła, odzywając się skrzekliwym głosem, jednocześnie posyłając skrzynię kopniakiem w naszą stronę. – Hiro – zaczęła groźnie – wszystko w twoich rękach. Cała reputacja mojego okiya spoczywa teraz na twoich barkach! – huknęła. – Jak coś spieprzysz, to osobiście przerobię cię na surimi! – wycelowała w niego długą fajką, którą nieprzerwanie ćmiła, wypuszczając z ust szary obłok dymu.
- To dla mnie zaszczyt – brunet skłonił się raz jeszcze.
- Daj już spokój – podeszła i trzepnęła go w ramię. Zmrużyła oczy, przyglądając się twarzy podopiecznego. Przesunęła dłonią po jego wciąż zaczerwienionym policzku. – Znowu Daan przywracał cię do rzeczywistości? – pokręciła głową z dezaprobatą. – Nie będę cię nawet pouczać. Przecież wiesz, co masz robić dużo lepiej niż ja – machnęła na nas ręką, dając nam znak, że możemy odejść.
Wynieśliśmy skrzynię, zanosząc ją do pokoju Hiro. Z ciekawości we mnie aż wrzało, więc pozwoliłem sobie uchylić wieko, aby sprawdzić zawartość skrzyni. W środku znajdowało się najpiękniejsze i najkunsztowniejsze kimono jakie kiedykolwiek widziałem.
- O dobry Buddo… - jęknąłem zachwycony.
- Pomórz mi to założyć.
Odwróciłem się w stronę mężczyzny, który właśnie zsuwał z siebie najbardziej wierzchnią warstwę hanfu. Delikatny materiał miękko upadł na podłogę, otaczając jego stopy niczym krwawa kałuża. Jego włosy były już rozpuszczone, a srebrna szpila tkwiła zaplątana gdzieś w połach zrzuconego ubrania. Stał przede mną w samej naga-juban (coś w rodzaju bielizny – taka długa, bawełniana halka noszona pod kimonem właściwym, takie jakby „krótsze kimono”, że tak to nazwę, które było wykonane najczęściej z cieńszego [lub na zimę grubszego] materiału, nierzadko również z gorszej jakościowo tkaniny; przypominam, że kiedyś mężczyźni nie nosili bokserek xD od aut.), a ja wpatrywałem się w niego jak zahipnotyzowany i nie mogłem się ruszyć. Był tak piękny…
Nawet żadne sprośności nie zagościły w mojej głowie – po prostu potrafiłem jedynie tam stać i wpatrywać się w niego, zachwycać się jego idealnym widokiem, który dobitnie wyrył się w moich wspomnieniach i zapewne będzie mi towarzyszył jeszcze podczas wielu bezsennych nocy.
- Takanori… - dopiero, kiedy po raz wtóry powtórzył moje imię, a ja przestałem się skupiać jedynie na ruchu jego warg, ale w końcu skupiłem się także na znaczeniu słów, które do mnie wypowiadał, ocknąłem się. Drgnąłem, przytomniejąc.
- Wybacz… - speszyłem się.
Ostrożnie sięgnąłem po kimono, którego kolejne warstwy pomagałem mu założyć. Przesuwałem dłońmi po jego ciele osłoniętym jedynie cienką warstwą materiału. Krążyłem wokół niego, oplatając jego talię pasem obi, przyglądając się przy tym jego ciału wręcz z nabożną czcią. Poprawiałem ciężki materiał kolejnych warstw ubrania, które wręcz wymownie i zachęcająco zsuwało się z jego ramion, muskając przy tym jego delikatną, gorącą skórę. Czułem jak moje serce zaczyna bić coraz szybciej. Zaschło mi w ustach. Nerwowo zagryzałem wargi z rosnącego podniecenia.
W końcu Hiro wsunął ręce w rękawy furisode (najbardziej eleganckie kimono dla panien, które charakteryzuje się bardzo długimi rękawami [od 100 do 107 cm] i wzorami, które zdobią cały materiał. Tak, ubrałam Hiro w kimono dla kobiet… ale skoro już zrobiłam z niego gejszę to chyba się nie obrazi, nie? xp od aut.). Biały materiał przetykany srebrną, połyskującą nicią kojarzył się z mieniącym się w słońcu, skrzącym śniegiem. Ubranie zostało przyozdobione wyszytym motywem błękitnych kwiatów oraz motyli w różnych odcieniach fioletu i granatu. Jego hebanowe włosy ostro kontrastowały z bielą stroju, jednak wyglądało to dobrze; nadawało mu swoistego uroku i sprawiało, że obserwator uważnie przyglądał się nawet najdrobniejszym ozdobom w jego ubiorze.
Brunet usiadł na podłodze, a ja zaraz za nim, mając przy sobie szkatułkę pełną misterne zdobionych kanzashi (spinek do włosów od aut.), grzebieni i szpil. Dokładnie czesałem każde pasmo, rozkoszując się wręcz aksamitną fakturą jego włosów. W końcu nie wytrzymałem i położyłem mu dłoń na karku, która szybko zsunęła się na jego bark, a następnie tors, wsuwając się między kolejne warstwy kimona.
- Co ty ro…? – urwał, kiedy naprałem na jego klatkę piersiową i zmusiłem go, aby odchylił się w tył, opierając plecami o moją klatkę piersiową. Był zdziwiony, zdezorientowany. Uniósł głowę, spoglądając na mnie szeroko otwartymi oczyma. Pogładziłem go po wciąż zaczerwienionym policzku; najwyraźniej Daan nie szczędził siły, kiedy wymierzył mu ten cios.
Nachyliłem się nad nim i pocałowałem czule.
- Daj sobie czasem pomóc – szepnąłem mu do ucha i uśmiechnąłem się pod nosem.
Mężczyzna poruszył ustami, jakby szykował się, żeby coś powiedzieć, jednak ostatecznie zamilkł. Wyciągnął szyję, wyginając się w moją stronę, żeby sięgnąć moich ust raz jeszcze, czym zainicjował salwę gorących pocałunków, którymi najpierw obdarowywałem jego usta, a następnie szyję. Jak już zdążyłem się zorientować, jego słaby punkt mieścił się tuż przy uchu, przy końcu żuchwy. Kiedy całowałem go w tym miejscu, pojękiwał cicho.
- Takanori… - westchnął, obejmując mnie mocniej za szyję, kiedy leżał już pode mną, a ja miałem tę przyjemność wsłuchiwać się w te urwane westchnięcia i jęki. – Nie powinniśmy… - wydusił z siebie.
- Wiem – przytaknąłem, nie przerywając pieszczot. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że potrzebna mu była taka chwila zapomnienia.
Nie mogliśmy niestety poświęcić sobie zbyt wiele czasu, gdyż oczekiwany gość z pewnością niedługo już się zjawi, dlatego też kiedy zabrakło nam tchu, oderwaliśmy się od siebie i wróciliśmy do przerwanych czynności. Hiro wywindował się do siadu i pozwolił mi zająć się swoimi włosami bez słowa. Między nami panowała cisza, jednak nie ona była uciążliwa – miała swoisty intymny, może nawet nieco urokliwy charakter, przez co nawet ona zdawała się smakować niczym zakazany owoc. Tak, doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że to co robimy w ogólnym pojęciu jest złe. Miłość w Yoshiwarze – w dodatku jakby tego było mało między dwoma gejszami; między niedoścignioną tayū i zwykłą jorō… tej samej płci; gdyby ktoś się o tym dowiedział, z pewnością nie uniknęlibyśmy srogiej kary… ale kto by teraz myślał o konsekwencjach? Nigdy nie byłem lekkoduchem, dlatego nigdy też nie rozumiałem jak dla niektórych ludzi może liczyć się tylko „tu i teraz” – w tym momencie jednak to „tu i teraz” było dla mnie centrum wszechświata. Nie istniało nic innego. Byłem wręcz otumaniony, moje zmysły jakby stępiały przez niesamowity zapach bruneta. Jego lśniące, długie włosy przesypywały się między moimi palcami niczym delikatne nicie jedwabiu. Z zachwytem rozkoszowałem się ich aksamitną fakturą wplatając w nie palce i rozczesując je grzebieniem, jednocześnie od czasu do czasu składając krótki pocałunek na jego karku, to na ramieniu, które odsłaniałem z kunsztownego ubrania, a które on na przekór co chwila poprawiał.
W końcu jednak z pomocą kilku grzebieni, szpil i kanzashi upiąłem jego włosy w fryzurę ofuku (jest to jedna z fryzur noszonych przez gejsze – odpowiednie uczesanie zdradzało jej „etap” nauki. Ofuku jest zarezerwowane właściwie dla starszych maiko, ale wybrałam tę fryzurę głównie dlatego, że najbardziej mi się podoba i występowała we wszystkich hagamachi [dzielnicach gejsz]. Prawdę mówiąc jest jeszcze mnóstwo innych uczesań jak wareshinobu, osomemage, oshiyun, yuiwata ect., ale pozwolicie, że już pominę ich opisy. W każdym razie niektóre są niemal identyczne, ale nazywają się inaczej, bo występowały w innych hagamachi. Rozważałam jeszcze tylko maremage, gdyż jest to fryzura dla geiko powyżej trzydziestego roku życia, ale potem stwierdziłam, że nie zrobię Hiro takiego „starego” – pamiętajcie, że jesteśmy wciąż w XVIIIw., gdzie jednak wiek trzydziestu lat nie był uznawany już za taką znowu młodość od aut.). Następnie mężczyzna przeszedł do makijażu shironuri (czyli ten charakterystyczny dla gejsz biały makijaż mający początek w epoce Heian od aut.). Szczególnie uważnie przypatrywałem się jego ruchom, kiedy malował usta, które całe zostały starannie pomalowane na czerwono, co zdradzało jego doświadczenie (młode maiko mogły malować jedynie część dolnej wargi; starsze maiko część dolnej i górnej wargi, młode geiko prawie cały wykrój ust, natomiast doświadczone geiko całe usta – małe usta w Japonii uchodziły niegdyś za atrybut piękna. Ponad to małe usta gejszy miały być obrazem tego, że owa gejsza nie zdradzi powierzonych jej sekretów od aut.), czego jednak wcześniej nie robił. Kiedy pierwszy raz go spotkałem miał pomalowaną jedynie dolną wargę, zupełnie tak jakby specjalnie chciał ukryć się ze swoim doświadczeniem. Mało tego, dotarło to do mnie dopiero teraz, że Hiro na co dzień zazwyczaj nie wykonuje makijażu.
- Jesteś w końcu jikata czy tachikata gejszą (jikata to gejsze, które się nie malują, nie noszą zdobnych strojów; zajmują się głównie grą na instrumentach i śpiewem, ale zazwyczaj nie zabawiają gość, gdyż brak im z nimi obycia. Z kolei tachikata to gejsze artystki, które zaczynają swą karierę dużo szybciej; zostają maiko już w wieku kilku lat. Od tachikaty wymaga się, żeby potrafiła tańczyć oraz grać na instrumencie innym niż shamisen. Musi być także bardzo piękna. Tachikata, która nie wyrośnie na zdolną tancerkę stara się zostać mistrzynią swojego instrumentu od aut.)? – zapytałem w końcu, przerywając ciszę.
- Hm? – brunet odłożył niewielkie lusterko, w którym się przeglądał i spojrzał na mnie zdziwiony. – Co to za pytanie?
- Jesteś mistrzem tańca, gry i śpiewu, jesteś artystą, ale zazwyczaj nie nosisz makijażu ani nawet odpowiedniej fryzury (przypominam, że nigdzie wcześniej nie pisałam jakoby Hiro chodził w tradycyjnym uczesaniu tylko raczej jakiejś „własnej wariacji” byle tylko mu włosy nie leciały do oczu xD ; na ogół nosił jednak bardzo proste fryzury, do których upięcia służyły mu jedynie szpile do włosów od aut.). No i oszukujesz trochę z ustami… - mruknąłem znacznie ciszej.
- Ach, a więc o to ci chodzi – zaśmiał się. – Trochę się odmładzam – zachichotał pod nosem.
- Co? – zdziwiłem się. – To ile ty masz lat? – mój rozmówca nie odpowiedział. Uśmiechając się złośliwie, wrócił do poprawiania makijażu. – A mogę przynajmniej wiedzieć dlaczego nie nosisz zazwyczaj makijażu?
- Bo nie lubię go wykonywać – wyznał. – Poza tym jest dość uciążliwy i rzucam się przez niego w oczy… wolę tego raczej unikać, jak wiesz – posłał mi słaby uśmiech.
- Ach tak… - mruknąłem.
- Nie zamartwiaj się tak – szturchnął mnie w bok. – Idź już. Będziesz musiał przywitać gościa wraz z resztą gejsz z naszego okiya. Niedługo do was dołączę – popchnął mnie w kierunku wyjścia.
- D-dobrze… - odezwałem się niepewnie. Miałem dziwnie, niepokojące przeświadczenie, że stanie się coś złego, dlatego nie chciałem opuszczać Hiro, ale wiedziałem, że sprzeciwianie się mu to czysta głupota. Poza tym wciąż nie wiedziałem, co miało pójść źle; nie miałem żadnych konkretnych podejrzeń…
Zszedłem po schodach, znajdując się w pobliżu wewnętrznego dziedzińca domostwa. Minąłem go i przeszedłem wąskim korytarzem do przedsionka, gdzie swoje stałe miejsce zazwyczaj zajmowały dwie geiko wabiące nowych klientów, podczas gdy teraz stali tu wszyscy mieszkańcy naszego geisha-ya… no oprócz Hiro. Wbiłem się w mały tłumek witający właśnie przybyłego daimyō.
- Cóż tak znamienity gość robi w moich skromnych progach? – zaskrzeczała mama, gnąc się w ukłonach. Wszyscy poszli w jej ślady i również się skłonili.
- Wracając z dworu Ienariego Tokugawy (ówczesny shōgun od aut.) postanowiłem w końcu zobaczyć te osławione gejsze z Yoshiwary – usłyszałem zimny, wyrachowany głos, jednak nie mogłem zobaczyć jego właściciela, gdyż znajdowałem się na końcu „tłumku” gapiów.
- Ah tak, mamy tu wiele uzdolnionych gejsz…
- Nie obchodzą mnie te tanie kurtyzany – właściciel ziemski ostro przerwał mamie, obrażając przy tym zbiorowisko. – Chcę zobaczyć gejszę odpowiednią dla mojego stanu – powiedział twardo.
Skoro był u shōguna, to znaczy, że miesza się do polityki, co jest rzeczą oczywistą, jednak bardziej martwiło mnie samo miejsce jego pobytu niż fakt, że miał coś wspólnego z shōgunatem. Fakt, że tak wysoko postawiona szlachcic, który osiągnął tytuł daimyō przyjeżdża do Edo a nie do Kitoto daje do myślenia – może świadczyć o tym, że Tokugawie w istocie udało się przenieść życie polityczne na swój dwór, co nie jest dobrą informacją ani dla mnie, ani tym bardziej dla bruneta. Co więcej martwiło mnie jego zachowanie. Tak bardzo naciskał na spotkanie z Hiro… a co jeśli ma jakieś powiązania z Chińczykami? Obawiałem się, że to spotkanie mogło się okazać dla mojego nauczyciela felerne…
Moje czarne myśli zostały przerwane przez ten charakterystyczny dźwięk towarzyszący rozsuwaniu drzwi. W progu przejścia prowadzącego do głównej sali stał Hiro zgięty w głębokim ukłonie.
- Wybacz, daimyō-sama, że musiałeś na mnie czekać – gestem ręki zaprosił go do środka.
Gość ruszył w kierunku bruneta. Kiedy odchodził, mogłem dostrzec jedynie jego wysoką, smukłą sylwetkę okrytą prostym, czarnym kimonem oraz niemniej czarne, długie, rozpuszczone włosy, które sięgały niemal do lędźwi właściciela. Jakby wyczuwając na sobie moje ostre spojrzenie wbijające się w jego plecy, odwrócił się na moment w moją stronę, dzięki czemu mogłem dostrzec jego twarz. Jego cera była wręcz chorobliwie blada, jednak bystre, czujne, a przede wszystkim lodowate spojrzenie jego czarnych, bezdennych oczu nie zdradzało, jakoby trawiła go choroba. Przy jego spojrzeniu nawet wzrok Hiro wydawał się być ciepły i przychylny. Coś nie pasowało mi w tym szlachcicu… Wzbudzał we mnie strach.


Jeśli ktoś ma wzrok gorszy niż Hiro, to jest naprawdę źle…

"Geisha no Furin" cz.4

No, i to ja rozumiem! Mój niecny plan się powiódł, z czego jestem niezmiernie szczęśliwa! Trzymam was wszystkie za słowo!
Swoją drogą, wiecie, że ogółem na tym blogu zostało już opublikowanych ponad 2000 komentarzy? ~(^-^)~

Dobra, a teraz z innej beczki, bo mam takie zapytanie: aż tłoczno w ostatnim czasie zrobiło się od quizów typu "jaką postacią z j-rocka jesteś"/"kto jest twoim j-rockowym chłopakiem"/"z kim z j-rocka spędzisz noc" ect. Takie tam głupotki, ale czasem można się uśmiać xD Przede wszystkim przypadł mi do gustu quiz jednej Francuzki, dlatego sama zaczęłam się zastanawiać czy nie zrobić czegoś podobnego tylko w swojej wersji (if you know, what I mean ;p no wiecie, moja wersja xD w moim pojmowaniu wszystko jest inne lol). Co o tym sądzicie? Podkreślę, że chciałabym to zorganizować na blogu, bo byłaby to nieco dłuższa wersja testowa, ale spokojnie nie będzie to coś w rodzaju quizów z gazet czyli "jeśli zaznaczyłaś najwięcej odpowiedzi a, to... a jak b, to...". Co myślicie na temat takiej zabawy? No i przede wszystkim wolałybyście test typu "kto jest twoją pokrewną duszą w świecie j-rcoka" czy bardziej "kto jest twoim facetem (ale jeszcze o tym nie wie xD)"

No a teraz znowu z innej beczki, trochę do "Geisha no Furin" - trochę na temat pojmowania i wyobrażeń odnośnie tego opowiadania, które chciałabym sprostować:

Błagam, broń Boże nie wyobrażajcie sobie Hiro w czymś podobnym do tego~! Ja wiem, że Hiro akurat jest mało androgeniczny, ale litości, litości....

Tak, tak, wiem, Hiro kojarzy nam się przede wszystkim z kaloryferem na brzuchu, potem dopiero z growlowaniem, no i ogólnie raczej pasuje do takiego utartego obrazu muzyka-metala, a nie do androgenicznych Japończyków, więc wielu osobom może nie pasować do roli gejszy, jednak jako że jestem jego ogromną fanką i ukochałam jego głos nad życie, to w czeluściach mojego dysku znajduje się również pierdyriald jego zdjęć, gdzie naprawdę wygląda jakby był wręcz stworzony do tej roli. Oto przykład takowego zdjęcia:
No wyobraźcie go sobie jeszcze w kimonie, albo najlepiej czerwonym hanfu i viola! Krwotok z nosa murowany! 
No a tu to już w ogóle, nawet wiele sobie nie trzeba wyobrażać, wciśnijcie mu jeszcze w łapkę w swojej wyobraźni wachlarz i oto teraz już wiecie, jak wyobrażam sobie Hiro, kiedy opisuję go w "Geisha no Furin". No i co? Czyż on nie jest %*&*&*(* przystojny? Czyż nie nadaje się idealnie do roli gejszy? ^^
No i jeszcze odnoście niego głosu... Tak jak pisałam wcześniej, Hiro raczej kojarzy się z growlowaniem i screamo, ale z pewnością nie ze śpiewaniem tradycyjnych piosenek, więc ktoś mógłby uznać, że dobrałam trochę słabą postać, ale znów odważę się zaprzeczyć. Fakt, Hiro zwyczajnie się drze, ale nie można mu odmówić tego, że potrafi śpiewać, czego przykładami mogą być takie piosenki jak "Libra", "Linaria" czy "Aster" - tak, wiem, że w "Libra" jednak trochę growluje, ale cóż... Taki typ jego muzyki (za co ją uwielbiam xp). Najlepiej jego taki "zwykły głos" słychać właśnie w "Aster" i "Linaria", więc zaczęcam do posłuchania ich ♥
Jeśli jeszcze chodzi o to jak Hiro mówi, jeśli ktoś nie może wyobrazić go sobie jako kłaniającej się gejszy, która zachowuje wszelkie znane światu zasady kurtuazji to proszę bardzo [kilk] tutaj słychać jak... mówi. Tak, to mnie też trochę zdziwiło - pomińmy już ten mało istotny fakt, że później zaczyna grwolować ect. xp
[klik] to macie też jak mówi, ale już tak mniej "finezyjnie", że tak to nazwę, a więc możecie sobie odnieść, że w ten sposób mógł odzywać się do Takanoriego. Pomińmy te kilka szczegółów jak Natsu, który w trakcie nagrania wcinał żelki (?) i karmił nimi Daichiego oraz to, że oglądając ten filmik miałam wrażenie, że Hiro miał kaca giganta, dlatego jego ruchy były nieco opóźnione no i przede wszystkim nie zdjął okularów przeciwsłonecznych xo
Tak swoją drogą to jak mi ktoś znajdzie zdjęcie Hiro w kimonie, gdzie będzie go widać tak od góry do dołu, to po prostu będę po rękach całować i będę u niego (niej) miała dozgonny dług wdzięczności!

 Tak, wiem, że to Alice Nine, ale jakby ktoś nie mógł sobie wyobrazić jak mogą wyglądać takie przystojniaki na tle tradycyjnego domu japońskiego (w wypadku opowiadania geisha-ya) to macie tu taką ładną foteczkę :D Jej, sama zaczęłam fazować na własne opowiadanie...
No i tak jeszcze dla wzmocnienia klimatu takie sobie zdjątko, które może pobudzi waszą wyobraźnię. Nie jest to oczywiście Yoshiwara, a jedna ze "zwykłych" uliczek w Kioto, ale myślę, że zdjęcie jest na tyle udane, że oglądając je ma się wrażenie, jakby samemu stało się na owej uliczce, więc warto je zamieścić. Poza tym, jakby ktoś był ciekawy, to podobnie wyobrażam sobie uliczki w Yoshiwarze, tylko, rzecz jasna, brakuje tu czerwonych latarń no i w opowiadaniu nie ma zimy... jeszcze.
Mam jeszcze dwie foteczki, które przydadzą się do wczucia was w klimat ficzka, ale pokażę wam je dopiero przy następnej części xp Nie będę taka dobra i nie pokażę wam od razu wszystkiego xD

No, to teraz jak już się podzieliłam moją wizją tego opowiadania z wami, to możecie spokojnie zacząć jego kolejną część!:


„Geisha no Furin” cz.4

- Rzeczywiście coś tam znasz się na sokoyoku (tym mianem określa się muzykę wygrywaną na koto od aut.) … - mruknął Hiro.
- Mówiłem ci, że uczyła mnie starsza siostra – przypomniałem mu. – Grała kiedyś w… hm, jak to nazwać? Jakiejś małej grupie muzycznej… Chodziła na zajęcia, gdzie godzinami ćwiczyli te same utwory – przypomniałem sobie. – Oprócz niej do tej grupy należało jeszcze kilka osób, ale nie było ich wiele. Kierował nimi jakiś mężczyzna, jednak już nie pamiętam jego nazwiska… - potarłem kark w nerwowym geście. – Sawada? Suwara?... Nie pamiętam jak mu było…
- Sawai Hikaru (jest to współczesny kompozytor, który gra właśnie na koto. Wspomniałam tu o nim, gdyż jestem oczarowana jego grą ^^ od aut.)?
- Tak! – wykrzyknąłem. – Ale… skąd ty to wiesz? – zdziwiłem się. Brunet potarł brodę w geście zamyślenia.
- Cóż, prawdę mówiąc to nie znam go osobiście, ale słyszałem o nim. Ponoć krąży od miasta do miasta ze swoją wędrowną trupą muzyków, która składa się z wyselekcjonowanych przez niego artystów. Niełatwo się tam dostać; jeśli w istocie twoja siostra ćwiczyła z samym Sawaim Hikaru musiała być bardzo zdolną osobą – wyciągnął wnioski.
Moja siostra wspaniałym artystą? Owszem, była utalentowana, jednak czy mógłbym powiedzieć, że jej talent był aż tak wybitny, aby opiewać go w tak zaszczytne słowa pochwały? Cóż… Szczerze powiedziawszy sam nie wiem. Kiedy Miyo ćwiczyła grę, ja zazwyczaj w tym czasie ganiałem po podwórku z innymi dzieciakami. Siostra była ode mnie o trzynaście lat starsza, więc możliwe, że ciężko było mi docenić jej artyzm będąc jedynie kilkuletnim bachorem, który nie znał się na sztuce; ponad to wychowałem się przy akompaniamencie jej muzyki, więc prawdopodobnie nieświadomie uznałem fakt posiadania tak utalentowanej muzycznie siostry w domu za oczywistość, która nie jest niczym dziwnym – niemniej to nie usprawiedliwiało mnie w moich oczach i nie zmieniało faktu, że byłem ignorantem. Dziwnie było dowiadywać się od Hiro, który w gruncie rzeczy był osobą obcą mojej rodzinie i siostrze, rzeczy, których sam nie wiedziałem o Miyo.
- Co stało się z twoją siostrą? – mężczyzna zaciekawił się. – Odeszła razem z trupą?
- Nie, umarła.
- Z głodu?
- Na gruźlicę.
- Masz może jakieś ulubione utwory, które mógłbyś trenować?
Zwykle, kiedy ludzie słyszą o śmierci bliskiej osoby swojego rozmówcy silą się na kondolencje, czasem jedynie zwyczajne „przykro mi”. Hiro nie wypowiedział tych pustych słów, jednak nie było to brakiem kurtuazji z jego strony. Na jego twarzy nie odmalował się grymas współczucia ani przez chwilę, jednak to również nie było świadectwem braku empatii z jego strony. Jedyną rzeczą, która go zdradziła było nerwowe zaciśnięcie szczęk. Pytanie o ulubione utwory było bardzo przemyślanym krokiem – miało odciągnąć mnie od przykrych wspomnień, nie dopuścić do tego, abym zaczął rozpamiętywać i ubolewać nad przeszłością, pozwolić ponownie skupić się jedynie na przyszłości. Jednocześnie było także wyrazem swoistej troski, którą od pewnego czasu zacząłem dostrzegać w jego oczach – brunet chciał uchronić mnie przed rozdrapywaniem starych ran. Pozorny brak jakichkolwiek emocji z jego strony w dyskretny sposób oddziałując na moją podświadomość miał dać mi do zrozumienia, że ja również nie powinienem podchodzić do tej sprawy zbyt uczuciowo; wydałoby się to niemalże brutalne, kiedy podkreśli się fakt, że miałem nie podchodzić emocjonalnie do kwestii śmierci mojej siostry, ale to wszystko gładko wiązało się w jednolitą całość, w swoistą siatkę, którą mężczyzna chciał mnie ochronić przed bólem przeszłości, który sam potrafiłbym jedynie potęgować. Jeśli nie podchodzę do tego uczuciowo, jeśli o tym nie myślę, nie rozpamiętuję, ponownie skupiam się na teraźniejszości, daję temu spokój, zostawiam stare rany w spokoju, pozwalając im tkwić jedynie gdzieś w głębi mojego umysłu.
To wszystko wydawałoby się pokręcone, ale obserwując Hiro nauczyłem się zwracać uwagę na pozornie nieistotne szczegóły i odczytywać zaszyfrowane przesłania. Poza tym moja powyższa teoria potwierdzałaby także poprzednią, dotyczącą pancerzu bruneta. Jego oziębłość, czyste wyrafinowanie bez krzty zabarwienia emocjonalnego było jego tarczą, maską, za którą chował się przed światem. Nie odsłaniał swojej prawdziwej twarzy, aby nie zostać ponownie zranionym – kiedy zdałem sobie z tego sprawę, zorientowałem się, że dotyka mnie to równie głęboko jak i jego; rani mnie to. Chciałbym mu pomóc, chciałbym odwdzięczyć się za to, co dla mnie zrobił i nadal robi – a czy istnieje na to lepszy sposób niż ukojenie jego bólu i dotarcie do jego zranionego serca?
- Owszem – skinąłem głową. – Lubiłem słuchać jak moja siostra grała „Yume no wa”, „Esoragoto” czy „Ichimen moegiiro” (tę melodię akurat skomponował Yoshimura Hiroshi -> nie mylić z Yoshidą Hiroshi czyli z Hizumim z D’espairsRay; poprzednie dwa utwory zostały skomponowane przez Sawaiego Hikaru od aut.), ale to nie są solowe melodie… - westchnąłem. – Cóż, może w takim razie „Koto tegoto” (polecam tę melodię w wykonaniu Michia Miyagi od aut.)? – mruknąłem. – To trudna melodia, ale myślę, że muszę ją opanować, skoro mam udawać „chłopca ze złotym głosem”, który jest mistrzem gry i śpiewu – stwierdziłem. Mężczyzna powoli, nieco niepewnie skinął głową. – „Tsuki no shizuku” jest równie piękne, jednak do wykonania tego utworu potrzebne jest także shakuhachi, a nie jestem w stanie grać jednocześnie na kin i shakuhachi – rozłożyłem ręce.
- Nie da się ukryć – zgodził się.
- A więc mam ćwiczyć tylko „Koto tegoto”? – upewniłem się. – Czy ten jeden utwór to nie za mało?
- Nie – Hiro skrył się za wachlarzem. – To wystarczająco trudna melodia. Masz się skupić tylko i wyłącznie na niej, na niczym innym. Jeśli będziesz próbował opanować kilka utworów na raz, żadnego nie opanujesz do perfekcji, a przecież chodzi właśnie o to, abyś został mistrzem gry na koto. To, że póki co będziesz specjalizował się tylko w jednej melodii nie ma znaczenia; podczas krótkiego pobytu gości w naszym okiya nikt nie zdąży się nawet zorientować, że póki co będziesz potrafił tylko tyle – wyjaśnił. – A więc na co czekasz? Bierz się do pracy! – posłał mi mrożące krew w żyłach spojrzenie.

***

- Za mało płynności jest w twoich ruchach – kolejny raz zwrócił mi uwagę. – Twoje szarpnięcia strun są niepewne; za dużo nad nimi myślisz, dlatego grasz za wolno, zmieniając tempo, przez co cała melodia traci swój urok – zganił mnie.
Co bardzo dziwne brunet przez cały czas, jaki ćwiczyłem z nim od rana (a było już późne popołudnie), ganił mnie jedynie słownie, nie używał wachlarza. Ani razu mnie nim nie uderzył. Jedynie trzymał go w dłoni i zakrywał sobie nim twarz, jakby w obawie, że mogą pojawić się na niej jakieś grymasy odwzorowujące jego uczucia, czego chciał uniknąć… zupełnie tak jakby sam przestał wierzyć w siebie i w swoje chłodne opanowanie, które, póki co, nie zawiodło go jeszcze ani razu.
Jakby tego było mało mężczyzna wyglądał jakby co chwila odpływał w świat własnych myśli i brutalnie się stopował, sam siebie sprowadzając do parteru rzeczywistości – jakby walczył sam ze sobą. Od razu zauważyłem jego z lekka nieobecny wzrok, nieostre spojrzenie, delikatną mgiełkę, która od czasu do czasu przysłaniała jego oczy. Ewidentnie coś było nie tak…
Przez cały dzień próbowałem się do niego zbliżyć w dyskretny sposób, zmusić do jakiejś bardziej żywej rozmowy, ale on jakby cały czas wymykał mi się z rąk. Odsuwał się ode mnie i stawiał między nami gruby mur, który ja uparcie próbowałem pokonać. W końcu nie wytrzymałem. Mocno szarpnąłem struny, które wydały z siebie niski, przenikliwy dźwięk, który sprawił, że nawet ja drgnąłem. Hiro, który znów gdzieś odpłynął myślami, aż podskoczył zaskoczony i spojrzał na mnie zdziwiony.
- Chyba potrzebuję krótkiej przerwy – wyznałem.
- Aa… - zająknął się, co nigdy wcześniej mu się nie zdarzało. – Racja. Chwila odpoczynku dobrze ci zrobi – zgodził się. Zginałem i rozprostowywałem zdrętwiałe palce, aby je rozruszać, a następnie rozmasowałem także obolałe barki. – Bolą cię ramiona? – zapytał.
- Tylko trochę… - przyznałem.
- To dlatego, że za mocno garbisz się nad instrumentem – zauważył. – Musisz się wyprostować; wtedy także twoja postawa będzie wydawać się bardziej dostojna – poradził. – Ale tymczasem… chodź do mnie – przywołał mnie gestem ręki.
Nie musiał mi tego powtarzać. Momentalnie znalazłem się przed nim. Brunet złożył wachlarz i schował go do obszernego rękawa swojego hanfu. Obrócił mnie do siebie tyłem i zsunął materiał kimona z moich ramion. Jego długie, smukłe palce przesuwały się po mojej skórze powolnymi, okrężnymi ruchami. Miejscami używał więcej siły, przez co moje mięśnie rozluźniały się. Masował mój kark, wplatając palce w moje włosy, których mimo wszystko zazwyczaj nie spinałem, gdyż najzwyczajniej w świecie nie byłem do tego przyzwyczajony.
- Hiro… - szepnąłem, obracając się do niego przez ramię.
Siedział tuż za mną. Dzieliła nas odległość zaledwie kilu centymetrów. Ująłem jego dłonie i splotłem z nim palce. Nachyliłem się nad nim, chcąc go pocałować, jednak udało mi się zaledwie musnąć jego usta, gdyż znów się odsunął.
- Przestań – powiedział ściszonym głosem, choć wystarczająco władczo, abym w istocie zatrzymał się i nie zbagatelizował tego słowa jako zwykłe westchnięcie.
- Dlaczego? – spojrzałem na niego z niezrozumieniem wypisanym na twarzy. – Dlaczego teraz mnie unikasz?
- Nie unikam cię – wziął głębszy oddech. – Po prostu ostatniej nocy pozwoliłem sobie na zbyt wiele – odwrócił wzrok, spoglądając gdzieś w bok. – Wybacz mi tę niesubordynację… Jako twój nauczyciel powinienem dawać ci lepszy przykład…
Hiro właśnie mnie przeprosił… Dziwnie słyszeć takie słowa w jego ustach…
- Jak to na „zbyt wiele”? – drążyłem. – Przecież… - ścisnąłem mocniej jego dłoń, której nie zdołał mi wyrwać.
- Takanori – przerwał mi – wciąż jeszcze tego nie rozumiesz? – spojrzał na mnie z bólem w oczach. – Yoshiwara jest dzielnicą miłość, jednak nie takiej, jaką znasz. Tu chodzi jedynie o dawanie przyjemności czy to swoimi talentami, którymi raczysz innych, czy też za pomocą cielesnych doznań, jak to robią oiran. My, gejsze, jesteśmy tu po to, aby jej dostarczać – ale nie sobie nawzajem, a jedynie naszym klientom. W tak toksycznym miejscu jak to, miłość, o jakiej ty myślisz, nie ma prawa istnieć…
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale” – odezwał się chłodno.
- Jest! – zaprzeczyłem ostro. – Jeśli to nie jest miłość, o jakiej myślę, to co to jest? Co to jest; to, dlaczego zdecydowałeś się tu zostać, pomimo iż jesteś w potencjalnym zagrożeniu? Jeśli teraz Chińczycy przyszliby sprawdzić pogłoski o „chłopcu ze złotym głosem” zapewne zabraliby cię na dwór cesarski w Chinach, gdzie zostałbyś stracony! Na moją prośbę ryzykujesz życiem w zamian otrzymując jedynie moje przyobiecanie pomocy… Jeśli to nie jest miłość… to w takim razie co? W innym wypadku wydaje się to być kompletną głupotą!... nie porwałbyś się na coś podobnego, gdybyś nie miał odpowiedniego powodu, prawda? Ludzie robią głupoty z miłości, a więc…
- Nie próbuj mi niczego wmawiać – warknął. – Tym bardziej jakiegoś irracjonalnego, płomiennego uczucia do ciebie – prychnął z wyższością, jednak doskonale wiedziałem, że jedynie ponownie usiłuje skryć się za swoją maską.
Nie próbując już więcej polemizować z nim słownie, rzuciłem się na niego i pocałowałem namiętnie. Przewaliłem go i uwięziłem pod własnym ciałem. Przyszpiliłem jego nadgarstki do mat tatami. Brunet przez chwilę szamotał się, próbując wyswobodzić, jednak szybko dał za wygraną. Zassałem jego dolną wargę, zlizując z niej czerwony barwnik, którym została podkreślona. Czując, że przestał się wyrywać, poluzowałem uścisk na jego nadgarstkach, wokół których teraz malowały się czerwone ślady, jakie zostawiły po sobie moje palce. Hiro niepewnie przesunął opuszkami palców po moich odsłoniętych ramionach i objął mnie. Moje kimono rozwiązało się prawie całkowicie. Mój pas obi mocno się poluzował, a sam materiał kimona trzymał się już jedynie na wysokości bioder, ukazując moją pierś i brzuch. Mimo iż byłem półnagi, nie wstydziłem się tego. Nie docierało do mnie, że w każdej chwili ktoś nagle mógłby rozsunąć drzwi i wejść do środka. Nie obchodziło mnie to…
Odsunęliśmy się od siebie z Hiro dopiero w momencie, kiedy zabrakło nam obu tchu. Zsunąłem się z niego i poprawiłem swoje ubranie, podczas gdy mężczyzna powoli windował się do siadu. Znów na mnie nie patrzył; tym razem jednak dodatkowo zagryzał wargi.
- Nie powinieneś odrywać się od ćwiczeń, jeśli w rzeczywistości chcesz coś osiągnąć – odezwał się ledwo słyszalnie i czym prędzej wyszedł z pokoju.
Nawet długo po tym jak brunet wyszedł, serce waliło mi jak młotem. Z chęcią pobiegłbym za nim, jednak zdawało się, że tym razem to ja pozwoliłem sobie na zbyt wiele. Wiedziałem, że teraz jedynym sposobem na rehabilitację w jego oczach będą treningi; musiałem się do nich solidnie przyłożyć. Poza tym Hiro w istocie miał rację – nie powinienem biegać za nim po całym geisha-ya i wywoływać ckliwych scenek przy każdym naszym spotkaniu. Możliwe, że zostało bardzo mało czasu, więc muszę się spieszyć. Nie wiadomo, kiedy Chińczycy wpadną do Yoshiwary, a lepiej zawczasu być przygotowanym. Muszę skupić się, aby jak najlepiej odegrać rolę „chłopca ze złotym głosem”.
Nie mogę go zawieść.
Przecież obiecałem, że nie zawiodę.
Jeśli zawiodę… jeśli mi się nie uda…
Nawet nie chcę o tym myśleć. Nie mogę być tym, który wyda na niego wyrok.
Jak zwykle wyszło na to, że brunet miał rację. Muszę na jakiś czas odseparować się od wrzących we mnie emocji – jeszcze przecież przyjdzie czas na ich wyrażanie. Teraz są ważniejsze sprawy do zrobienia…

***

Czas nieubłaganie mijał, a jakby tego było mało w ostatnim czasie, można powiedzieć, że zrobiło się dość tłoczno w Yoshiwarze, przez co Hiro miał ręce pełne roboty. Pojawiły się plotki, że Ienari Tokugawa (ówczesny szogun od aut.) zamierza przenieść stolicę z Kioto do Edo ze względu na swoją okazałą posiadłość, która mieściła się pod miastem i w jego założeniu miała pełnić główny ośrodek polityczny w kraju (jest to oczywiście fikcja – do przeniesienia stolicy jeszcze daleko; jakieś około pięćdziesięciu lat od aut.), a co więcej nikt póki co powstrzymywał go w dążeniu do celu. Gdyby plotki sprawdziły się, mielibyśmy poważny kłopot – w takim wypadku niezależnie od moich starań i wyćwiczonych zdolności muzycznych brunet i tak musiałby uciekać. Miałem jednak nadzieję, że w niedługim czasie okaże się, iż były to jedynie puste słowa…
Z tegoż właśnie powodu do Edo zjeżdżało się coraz więcej majętnych i coraz wyżej postawionych dostojników, którzy nie przypadkiem odwiedzali dzielnicę czerwonych latarń. Takim osobom nie mogła usługiwać byle gejsza czy, jeszcze gorzej, maiko – musiał to być ktoś tak wysoko postawiony jak Hiro, a więc musiała to być gejsza „z najwyższej półki”, czyli tayū. Na całe jego nieszczęście był jedyną gejszą w naszym okiya o tak wysokim statucie, a więc wszystko spadało na jego barki. Jakby tego wszystkiego było jeszcze mało, jak się okazało, do łask znów wrócili otoko-geisha (jest to raczej termin wymyślony przeze mnie, gdyż „otoko” oznacza mężczyznę, a więc samo to wyrażenie oznacza dosłownie męską gejszę, choć w Japonii raczej używało się rozróżnienia na gejsze i onna-geisha, czyli kobiety gejsze; kiedy wypowiadało się samo w sobie słowo gejsza w domyśle rozumiano, że był to mężczyzna – a przynajmniej na początku, kiedy pojawiała się ta grupa i nie została jeszcze zdominowana przez kobiety od aut.) za sprawą swoistej gry, którą prowadzili między sobą klienci. Nie mówiło się o tym głośno, ale łatwo było zauważyć, że „polowanie na chłopca ze złotym głosem” prowadził już nie tylko chiński dwór cesarski; z tegoż powodu Hiro nie raczył gości ani śpiewem, ani grą na instrumentach, a jedynie rozmową, ewentualnie krótkim pokazem tanecznym. Z rozmów, które niosły się echem po geisha-ya, słyszałem czasem jak niektórzy klienci próbowali namówić bruneta na pokaz jego najznakomitszych talentów; jedni tylko prosili, inni próbowali go przekupić czy nawet zmusić, jednak bycie tayū miało ten przywilej, że mężczyzna nie musiał pozostawać całkiem uległy; w przeciwieństwie choćby do mnie, gdybym znalazł się w podobnej sytuacji, ale ja w końcu byłem zwykłym jorō. Kiedy ktoś nie okazywał mu należytego szacunku mógł w każdej chwili zakończyć spotkanie – on jednak częściej wybierał bardziej subtelny, choć może nawet i przy tym bardziej skuteczny sposób dania nauczki zbyt nachalnemu gościowi. Zazwyczaj rzucał jakąś dwuznaczną uwagę, która z jednej strony mogła zostać uznana za zwykłe spostrzeżenie, stwierdzenie prostego faktu, a z drugiej była bardzo złośliwą docinką, która zamykała usta niesubordynowanym pańczykom.
Podczas gdy Hiro rozmawiał o polityce i wykonywał układ kappore, ja całymi dniami ćwiczyłem grę na kin. Kiedy tylko odrywałem się od instrumentu palce drżały mi niekontrolowanie od wielogodzinnych treningów. W międzyczasie próbowałem na własną rękę wyciągać odpowiednie dźwięki, wsłuchując się w brzmienie koto, jednak przyznam szczerze, że byłem nieco zażenowany i w jakiś niezrozumiały sposób ćwiczenie własnego głosu było dla mnie wstydliwe. Brunet wpadał jak burza do mojego pokoju od czasu do czasu, zadając mi jakieś nowe ćwiczenie, które miało pomóc mi wyciągać coraz wyższe i czystsze dźwięki oraz także poprawić pracę mojej przepony i płuc, abym mógł dłużej śpiewać na jednym wydechu. Niepokoiło mnie jednak takie ćwiczenie „z biegu”, że tak to nazwę. Aby stać się perfekcyjnym śpiewakiem potrzebowałem, aby mężczyzna poświęcił mi całą swoją uwagę, ale obecnie było to niemożliwe.
To za mało.
To wszystko za mało.
Wciąż za mało.
Musiałem zrobić coś więcej, żeby stać się wierną kopią Hiro i zasłużyć na miano „chłopca ze złotym głosem” – właśnie w tym momencie uświadomiłem sobie, że porwałem się z motyką na księżyc. Poważnie zwątpiłem w to czy plan, za który brunet mógł przypłacić nawet życiem, jest w ogóle realny…
Choć…
Nie traciłem nadziei tak zupełnie, jednak uświadomiłem sobie również, że w zasadzie… nie słyszałem jak Hiro śpiewa. Widziałem tylko jak tańczy, ale nigdy przy mnie jeszcze nie grał na żadnym instrumencie ani nie śpiewał. To nieco komplikowało sprawę, gdyż musiałem stać się tak dobry jak on, nie znając jego prawdziwych zdolności – to tak, jakbym miał grać w mahjonga z zamkniętymi oczami; nie dość, że nie widzę tabliczek, to tak na dobrą sprawę nie wiem czy moje ruchy mają jakikolwiek sens i czy nie wprowadzają jeszcze większego chaosu na planszy (wybaczcie za to porównanie, ale chciałam, żeby tchnęło trochę późnymi latami XVIIIw., a nie nowoczesnością. Z początku chciałam napisać o puzzlach, ale potem przypomniałam sobie, że w 1787 roku w Japonii nie znali puzzli T.T od aut.).
Wstałem, przeciągając się i wyłamując palce ze stawów. Znów cały zdrętwiałem, garbiąc się nad koto… Ech, w dodatku jeszcze miałem taki mętlik w głowie – kiedy nie było przy mnie bruneta moje myśli uciekały we wszystkie strony, w które nie powinny, przez co nie mogłem skupić się na wykonywanej pracy. Pod jego czujnym okiem nawet moje myśli zdawały się harmonijnie układać, przez co mogłem myśleć jedynie o powierzonym mi zadaniu, jednak teraz kiedy go nie było, nic nie było takie proste.
Wyszedłem z mojego pokoju i skierowałem się do kuchni, mimo iż był już środek nocy. Postanowiłem zaparzyć sobie herbatę na moje skołatane nerwy. Ledwo zdążyłem nalać wody do imbryka (swoją drogą jeden z prezentów z Europy, który zostawił Daan) i zawiesić go nad wciąż niewygasłym głównym paleniskiem, kiedy kuchnię nagle zalał drżący snop światła. Ogarnęła mnie nadzieja, że to Hiro, jednak kiedy się odwróciłem, ku mojemu rozczarowaniu, stanęła przede mną Suzume.
- Co tu robisz po ciemku?! – pisnęła, kiedy mało na mnie nie nastąpiła. – Wystraszyłeś mnie! – wymownie wskazałem na imbryk i nie odezwałem się. Zawód, który spotkał mnie na widok dziewczyny był dziwnie dotkliwy i przygnębiający, nawet jeśli dotyczył tak błahej rzeczy. – Oh… - mruknęła. – Ja też przyszłam po herbatę – odezwała się, chcąc nawiązać rozmowę, ale ja uparcie milczałem. – Ale nie dla siebie – dodała pospiesznie – tylko dla Hiro-sama.
- Dla Hiro? – ożywiłem się.
- Owszem – skinęła głową. – Po tych kilku intensywnych dniach dostał straszliwej migreny. Ma światłowstręt i co chwila targają nim torsje – wyznała. – Chyba… Chyba powinieneś o tym wiedzieć jako jego uczeń… prawda?
- Oh… - jedynie westchnąłem. Zaniepokoiłem się, słysząc w jakim jest stanie. – Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś… a teraz możesz iść już spać. Sam zaniosę mu herbatę – dziewczynie widocznie ulżyło słysząc te słowa; możliwe, że od początku właśnie o to jej chodziło, aby zrzucić powierzone jej zadanie na mnie.
- Dziękuję – skłoniła się i odeszła.
Wziąłem tacę i dwie czarki, przygotowałem herbatę i skierowałem się do pokoju Hiro. Rozsunąłem drzwi, niepewnie zaglądając do środka.
- Przepraszam za najście… - bąknąłem.
- Takanori? – brunet zdziwił się.
- Przyniosłem herbatę – wszedłem do środka.
Mężczyzna półleżał na swoim futonie, wpatrując się we mnie błyszczącymi oczyma. W pokoju było ciemno, ale poruszałem się bez problemu, gdyż moje oczy przyzwyczaiły się już do braku światła. Przez okno wpadał słaby blask księżyca, który oświetlał jego postać. Hiro, ubrany jedynie w proste, białe kimono, z rozpuszczonymi włosami rozsypanymi dookoła niego, był naprawdę niecodziennym widokiem. Wyglądał pięknie, choć na jego twarzy malował się grymas bólu. Uklęknąłem obok niego, wręczając mu naczynie z herbatą.
- Dlaczego tu przyszedłeś?
- Chciałem cię zobaczyć…
Między nami zapanowała cisza. Brunet upił łyk napoju, a potem jeszcze jeden nie wyrażając przy tym żadnego niepochlebnego komentarza na temat naparu, który przygotowałem, co uznałem za niemą pochwałę, mając w pamięci jeszcze to, jak ukarał Suzume, kiedy ta podała mu źle zaparzoną herbatę. Rozlał ją na korytarzu i kazał jej to sprzątnąć, a następnie zaparzyć nową. Tak, ten mężczyzna czasem naprawdę potrafi być straszny…
- Jak się czujesz? – zapytałem w końcu, aby choćby udawać, że mam jakikolwiek powód do tego, aby się odezwać.
- Nic mi nie jest – odparł oschle.
- Polemizowałbym. Powinieneś odpocząć przez kilka dni…
- Nie mam na to czasu – przerwał mi. – Muszę cię szkolić i usługiwać klientom – w końcu położył się, gdyż najwyraźniej utrzymywanie się w pozycji półleżącej było dla niego trudne w takim stanie. Teoretycznie nie wypadało leżeć, podczas odwiedzin drugiej osoby, jednak tym razem mężczyzna chyba naprawdę dał sobie spokój z kurtuazją.
- Nie powinieneś się przemęczać – pouczyłem go. Miałem wrażenie, jakbyśmy na chwilę zamienili się rolami. – Nie forsuj się niepotrzebnie.
- Niepotrzebnie? – prychnął. – Też mi coś…
Przymknął na moment oczy, z czego skorzystałem. Nachyliłem się nad nim i pocałowałem w czoło. Kiedy ponownie się podniosłem, Hiro spoglądał na mnie zszokowany, dotykając miejsca, które przed chwilą ucałowałem.
- Wracaj do zdrowia – wywindowałem się do pozycji stojącej. – Śpij spokojnie – zamierzałem wyjść, ale niespodziewanie brunet złapał mnie za krawędź kimona. Spojrzałem na niego ciekawsko, oczekując, aż wyjaśni mi swoje zachowanie. Widać było po jego minie, że bił się sam ze sobą, jednak ostatecznie podjął decyzję.
- Jeśli chcesz, żebym spał spokojnie… zostań ze mną – szepnął. – Tylko dziś…
Uśmiechnąłem się nieznacznie pod nosem, czego zapewne nie mógł zauważyć. Ułożyłem się obok niego i objąłem go. Brunet przylgnął do mojego torsu. Jego czoło było rozpalone. Jego równy oddech owiewał moją skórę na piersi; w tym momencie zdałem sobie sprawę, że… Hiro potrzebuje kogoś znacznie silniejszego niż ja, żeby dźwignąć się razem ze swoimi problemami.
Czy znajdę w sobie tyle siły, aby mu pomóc?
On zapewne to widzi.
Wie, że nie jestem tym, na kogo czeka, dlatego opiera mi się.

W takim razie kim jest ten, na kogo czeka? Miałem jakieś dziwnie niepokojące przeczucie, że niedługo się o tym przekonam…

"Geisha no Furin" cz.3 z dedykiem dla Akai Haruki

Z dedykacją dla Akai Haruki za zrozumienie i motywację ♡

Geisha no Furin” cz.3



W ostatnich dniach Hiro przepadł jak kamień w wodę. Najzwyczajniej w świecie zniknął. Z początku towarzyszył mi niemal przez cały czas, gdyż większa część mojego dnia była wypełniona treningami pod jego czujnym okiem, dlatego teraz dziwnie się czułem samotnie krążąc po korytarzach geisha-ya - na dobrą sprawę - bez celu. Nie ukończyłem jeszcze mojego treningu, a więc nie mogłem usługiwać gościom. Jedyne co mi pozostało to wciąż ćwiczyć ten przeklęty taniec kappore. Niestety, sam w sobie nie miałem tyle zapału i uporu, aby przez długie godziny powtarzać w kółko ten sam układ – Hiro był o wiele lepszą motywacją… a może raczej jego nieustanne wrzaski i karcące spojrzenie… 

W każdym razie kręcąc się po okiya zdarzyło mi się kilka razy podejrzeć przez niedokładnie zasunięte drzwi ćwiczenia geisha-onna. Z tego co wiedziałem jako ostatni dołączyłem do kręgu mieszkańców tego domu, co wiązało się z tym, że również najkrócej trenowałem, a mimo to już mogłem zauważyć rażące błędy, które popełniały geisha-onna. Cóż, teraz przynajmniej po części rozumiałem irytację mężczyzny… Jak można tyle ćwiczyć i dalej tak nieumiejętnie wykonywać ten prosty układ?

Jednak bardziej niż brak zdolności kobiet z mojego geisha-ya martwił mnie fakt zniknięcia Hiro. Nikt nie wiedział, co się z nim dzieje. Nie pokazywał się od kilku dni, w nocy w jego pokoju nie paliło się światło, nie schodził na posiłki, nie przynoszono mu ich nawet do pokoju. Zdawało się również, że nie zachorował, gdyż nikt się nim nie opiekował, a leki nie zostały zamówione podczas ostatniej wizyty kupca. Zupełnie tak jakby wyparował… może odszedł? – ta myśl napawała mnie strachem. Nie to, żebym się do niego jakoś znacząco przywiązał czy coś, ale zwyczajnie czułem się bardzo niezręcznie będąc jedynym mężczyzną wśród tylu kobiet. Zacząłem zastanawiać się, jak Hiro znosił to przez tak długi czas… Poza tym, jeśli w istocie odszedł nikomu nic przy tym nie mówiąc, kto będzie dalej mnie szkolił? Brunet może i był estetą-perfekcjonistą, ale czy byłby zdolny porzucić mnie tylko dlatego, że nie spełniałem jego oczekiwań? Bądź co bądź nie był znowu aż takim złym człowiekiem…

- Takanori-san – z zamyślenia wyrwał mnie kobiecy głos. Spojrzałem z niemym pytaniem na Suzume. – Mama prosiła, abyś i ty przygotował się należycie do dzisiejszego wieczoru.

- Dzisiejszego wieczoru? – zdziwiłem się.

- Owszem – skinęła głową. – Przybędą dziś goście, których Hiro-sama nakazał potraktować z najwyższą godnością.

Co ty znowu uknułeś, Hiro?



***



Przybyli goście byli… dość niecodzienni jak na standardy naszego okiya, jeśli mogę się tak wyrazić. Składało się na nich kilku zwykłych, prostych marynarzy. Z początku byłem zdziwiony, że brunet kazał specjalnie ugościć tak niedoborowe towarzystwo, tym bardziej, że sam był tayū, a więc tacy zwykli śmiertelnicy nie mieli prawa go nawet oglądać. Czymże zasłużyły sobie te podrzędne wilki morskie na uznanie kogoś takiego jak Hiro?

Minęła dość długa chwila nim całe to zgromadzenie zatarabaniło się do największej sali w naszym geisha-ya, gdzie zwykły się odbywać większe pokazy taneczne, których i tym razem nie zabrakło – bardziej doświadczone gejsze tańczyły, wykonując różne układy, których jeszcze nie poznałem. Łącznie występowało około piętnastu kobiet, które podzieliły się na mniejsze grupy, z których każda jedna w tym samym czasie wykonywała różne tańce, aby nie zanudzić widza. Trzeba przyznać, że odstawiły całkiem ładny spektakl, choć nie mogę powiedzieć, żeby porwało mnie to tak jak pozostałych mężczyzn. Cóż, mając w pamięci występ Hiro, geisha-onna nie mogły mnie oczarować.

Podczas występu wraz z kilkoma innymi maiko nalewałem jedynie alkoholu, co na całe szczęśnie nie należało do trudnych zadań. W pewnym momencie Suzume dyskretnie szturchnęła mnie, wskazując mężczyznę w najbogaciej zdobionym stroju, który siedział na środku pomieszczenia. Zrozumiawszy aluzję, przemknąłem do niego i uklęknąłem tuż przy jego boku, napełniając jego czarkę.

- Ho? – mężczyzna zwrócił na mnie uwagę, odrywając wzrok od pokazu. – A więc to ty jesteś jego uczniem? – uśmiechnął się szeroko.

Owy mężczyzna był wysoki, wyższy nawet od Hiro, ale z pewnością nie był Azjatą. Jego półdługie, blond włosy zostały związane w prosty węzeł. Zielone, przenikliwe oczy taksowały mnie ciekawsko. Ubrany był w typowo zachodnim stylu, a więc w białą koszulę, proste, czarne spodnie, wysokie, oficerskie buty z cholewami sięgającymi kolana oraz fioletową marynarkę z mankietami wyszywanymi złotą i srebrną nicią. U jego boku w pochwie tkwiła wąska szpada o bogato zdobionej rękojeści, która niestety, jak sądziłem, była jedynie ozdobą, gdyż dalej za pasem miał zatknięte dwa rewolwery o krótkich lufach.

Już chciałem prosić go o wyjaśnienie, kiedy nagle w tym samym momencie drzwi rozsunęły się, a w ich progu stanął nikt inny jak Hiro. Dziwnie było go widzieć w podobnym ubraniu, choć zamiast koszuli i marynarki nosił obszerną tunikę w tradycyjnym chińskim stylu. Jego włosy zostały splecione w mocny warkocz, który przerzucony przez jego ramię zwisał niczym gruby sznur. Od razu odszukał wzrokiem blondyna i skierował się do niego szybkim krokiem.

- Daan! – na twarzy bruneta malował się szczery uśmiech. – Jak zwykle mnie uratowałeś! – uścisnął przyjaciela w typowo Europejskim geście przywitania, co jak dla mnie było nieco zbyt wielkim spoufalaniem się.

- Przecież wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć! – owy Daan roześmiał się perliście.

Gdybym powiedział, że byłem po prostu zdziwiony to byłoby zwyczajnie za mało. Najpierw mój nauczyciel gdzieś znika, nie daje znaku życia przez kilka dni, żeby potem od tak wrócić sobie w zupełnie nie pasującym do niego stroju i uczesaniu, organizując przy tym zabawę rodem z jakiegoś festynu świątynnego, zapraszając przy tym stado nieokrzesanych, barbarzyńskich obcokrajowców (przypominam, że jesteśmy w czasach, kiedy Japonia mocno izolowała się od świata i podzielała niekoniecznie pochlebną opinię co do niego. Jest to czas, kiedy obcokrajowcy kojarzyli się z brudem i chorobami, które przenosili właśnie marynarze – stąd opór Takanoriego od aut.). Co tu się, do cholery, wyprawia?!

Wbiłem zdezorientowane, ale jednocześnie rządne wyjaśnień spojrzenie w bruneta, który odpowiedział mi ściągnięciem brwi. Już zapewne szykował się do zganienia mnie za to bezceremonialne wgapianie się, kiedy uprzedził go jego przyjaciel.

- Hiro, spokojnie – poklepał go po ramieniu. – Chłopak pewnie się martwił. Należą mu się wyjaśnienia – jego głos był miękki i łagodny; przyjemnie się go słuchało.

- Cóż… może i masz rację – mężczyzna skinął głową. – Takanori, to jest mój stary przyjaciel Daan de Vries; pochodzi z Fryzji – przedstawił go.

- Ech, a ty dalej to samo – Europejczyk wywrócił oczyma. – Nie z Fryzji tylko z Holandii i nie de Vries tylko Jassen – sprostował.

- Dla mnie i tak zawsze będziesz Fryzyjczykiem – Hiro, który zawsze ganił mnie za brak kurtuazji, bezceremonialnie wzruszył ramionami, a w jego głosie pobrzmiewała mieszanka znudzenia i nonszalancji; zupełnie tak jakby w jednej chwili z półkrwi Japończyka, zmienił się w barbarzyńcę z sąsiedniego kontynentu.

- Tyle razy ci powtarzałem, że musiałem wyzbyć się przywiązania do swojego pochodzenia, żeby objąć to stanowisko. Musiałem poświadczyć, że w pełni czuję się Holendrem a nie Fryzyjczykiem; inaczej nie mógłbym pływać pod flagą Holandii  - wyjaśnił.

- Twoje nazwisko mówi co innego (de Vries dosłownie oznacza „Fryzyjczyk” od aut.) – zauważył burkliwie brunet.

- Dlatego je zmieniłem – zaśmiał się blondyn.

- Na Jassen? – Hiro prychnął. – Z tego co pamiętam to twój ojciec nazywał się Lucas, prawda? (Jassen dosłownie oznacza „syn Jana” od aut.) Cóż za brak poszanowania dla własnej rodziny i pochodzenia! – oburzył się.

- Ech, wy Chińczycy przywiązujecie zbyt wielką uwagę do przeszłości – machnął lekceważąco ręką. – Liczy się przyszłość – uśmiechnął się przewrotnie.

- Za to wy, Fryzyjczycy, w imię bogactwa jesteście w stanie sprzedać swoją własną osobowość i przyjąć nową. Za bardzo asymilujecie się z Holendrami; to przez to wasza kultura zanika, a niedługo może dojść nawet do tego, że zniknie zupełnie – brunet uparcie trwał przy swoim.

- Jak zwykle uparty i wyniosły, co Hiro? – zaśmiał się. – Naprawdę, nic się nie zmieniłeś od czasów, odkąd opuściłeś dwór w Chinach… - pokręcił głową. 

- Ano… - wtrąciłem się nieśmiało. – Jassen-san, długo znasz się z Hiro? – zaciekawiłem się.

- Znamy się od wielu lat! – wykrzyknął uradowany. – Właściwie to można powiedzieć, że wychowałem się na cesarskim dworze słuchając jego śpiewu! – klasnął w dłonie. – Ach, ilekroć brakował mi jego nocnych zawodzeń, kiedy wyjechałem do Petersburga lub kiedy już wróciłem do ojczyzny – zaśmiał się, widząc marsową minę bruneta, która była wymowną odpowiedzią za nazwanie jego śpiewu „nocnymi zawodzeniami”. 

- Byłeś w Rosji, Jassen-san? – dociekałem.

- Owszem – skinął głową. – Jako nastolatek zostałem wysłany wpierw do Chin, a następnie do Rosji, gdzie pobierałem nauki u różnych doświadczonych dowódców wojskowych, aby później sam objąć zwierzchnictwo nad flotą Holenderską. Obecnie odpowiadam także za prowadzenie interesów z Japonią – odparł. Widocznie opowiadanie o sobie wprawiało go w dobry nastrój. – Interesują cię podróże, Takanori-kun? – uśmiechnął się do mnie ciepło. Jego pytanie i sposób, w jaki wymówił moje imię zawstydziło mnie tak bardzo, iż nawet nie zdziwił mnie fakt, że zna moje imię.

- Trochę… - bąknąłem nieśmiało. – A… - zająknąłem się. – Jeśli mogę spytać, przed czym uchronił pan Hiro?

- Uchroniłem? – zdziwił się. – Ja go przed niczym nie chroniłem, to ten drań jak zwykle przecenia moje czyny! – zaśmiał się i znów poklepał Hiro po ramieniu. – Chińska delegacja została wysłana do Japonii, o czym jedynie przezornie go poinformowałem – sprostował.

- To dlatego zniknąłeś? – zapytałem bruneta.

- Musiałem ukryć się, dopóki nie wyjechali; ostrożności nigdy za wiele. Nie wiadomo, który z przybytków w Yoshiwarze zechcieliby odwiedzić – westchnął ciężko. – Ale przynajmniej w tym czasie nie próżnowałem. Udając gościa odwiedziłem kilka innych okiya i poznałem umiejętności tamtejszych gejsz, toteż teraz łatwiej będzie mi cię oceniać i nauczać – posłał mi delikatny uśmiech.

- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że musisz uciekać?! – zdenerwowałem się.

- A od kiedy to ja muszę się przed tobą tłumaczyć? – wyciągnął swój nieodłączny wachlarz z obszernego rękawa i uderzył mnie nim w głowę. Zawyłem z bólu. – Ciesz się, że w ogóle dowiedziałeś się czegokolwiek!

- Nic się nie zmieniłeś, naprawdę, nic się nie zmieniłeś! – Daan roześmiał się po raz wtóry. – Wciąż nosisz ten wachlarz od Ruìdì’ego? – Hiro drgnął nagle i spojrzał na przyjaciela zdziwiony. Blondyn wykorzystał tę chwilę nieuwagi i wyjął mu z dłoni owy wachlarz. Rozłożył go i przyjrzał mu się krytycznie. – Musiałeś o niego naprawdę dbać, skoro pomimo upływu czasu nawet atrament nie wyblakł. Pewnie wielokrotnie poprawiałeś te znaki, co? – dopiero w tym momencie zauważyłem, że na kremowym papierze wachlarza w rzeczywistości coś jest napisane i ku mojemu zdziwieniu było to haiku! (zostawienie wachlarza z haiku w sypialni ukochanej było znakiem, że jej oblubieniec przyjdzie do niej w nocy od aut.) Zdaje się, że Hiro nie tylko uwiódł cesarza Chin, ale także się w nim zakochał, skoro zachował tę pamiątkę dawnego romansu. Kiedy jego były kochanek wydał na niego wyrok śmierci i zmusił do ucieczki z kraju z pewnością złamał mu tym serce… W tym momencie zacząłem myśleć o brunecie nieco inaczej. Może ta jego pozorna oziębłość była swego rodzaju pancerzem, który miał odstraszyć innych, aby się do niego nie zbliżali i nigdy więcej nie zranili? Spojrzałem na mojego nauczyciela, którego jeszcze nigdy nie widziałem w takim stanie. Hiro, zawsze dumny i władczy, teraz jakby skulił się w sobie i zmarniał. Wbił wzrok w maty tatami, na których siedzieliśmy, a na jego twarzy malował się grymas bólu spowodowany otworzeniem starej rany. Wydawał się być teraz taki kruchy i delikatny… - Piękno połączone z użytecznością – ciągnął Jassen, wyciągając ze wzmocnionych stalą żeberek wachlarza (przez które uderzenia były tak bolesne) ukryte w nich senbon (długie igły służące za broń. W ich używaniu szkolili się m.in. ninja z rodu Fūma od aut.). – Najlepszy prezent, jaki można sobie wyobrazić, prawda? Co jak co, ale trzeba przyznać, że Yongyǎn miał gust… - mruknął. Zapanowała niezręczna cisza. Hiro zagryzł dolną wargę i przymknął oczy, zapewne bezskutecznie próbując odepchnąć od siebie przykre wspomnienia. – No – odezwał się z powrotem Holender, oddając brunetowi jego własność – ale skro zostałem już twoim prywatnym informatorem, to zdradzę ci jeszcze jedną rzecz, która może ci się przydać.

- O co chodzi? – zainteresował się mężczyzna. – Mam nadzieję, że żadna afera nie wybuchła na cesarskim dworze w Chinach?

- Póki co żadne podobne wieści do mnie nie dotarły – Europejczyk wzruszył ramionami. – Tym razem jednak nie powinieneś przejmować się Chinami.

- W takim razie czym?

- Jak zapewne wiesz port jest wspaniałym miejscem do zasięgnięcia języka. Przybywają tam ludzie z całego kraju, więc właściwie możesz zdobyć informacje z różnych regionów, wystarczy tylko dobrze poszukać. Port jest także wylęgarnią plotek i największym skupiskiem marzeń o pięknych i utalentowanych gejszach…

- Do rzeczy – Hiro wrócił już do swojego poprzedniego stanu.

- Zauważyłem, że w ostatnim czasie coraz więcej mówi się o niejakim „chłopcu ze złotym głosem” z Yoshiwary – przybrał poważny wyraz twarzy. – Nie chcę cię straszyć na zapas, Hiro, ale dobrze by było gdybyś jednak nie rósł w sławę, gdyż to może sprawić, że skupisz na sobie uwagę swoich wrogów zza morza. Pozwolę sobie przypomnieć ci, że zniknięcie „złotego głosu” z cesarskiego dworu w Chinach wywołało niemałe poruszenie, a Yongyǎn z pewnością nie przepuści okazji, żeby sprawdzić chociażby plotki o tym chłopcu ze złotym głosem. Nie wiem czy rozsądnie nie byłoby dla ciebie przenieść się do Shinmachi na jakiś czas… - potarł brodę w geście zamyślenia. – Jesteś jednym z niewielu mężczyzn, którzy pracują w Yoshiwarze, a więc nietrudno będzie cię znaleźć…

Brunet zasępił się.



***



- Hiro, proszę, odpowiedz mi!

- Jak mam ci odpowiedzieć, kiedy nie podjąłem jeszcze decyzji?! – huknął na mnie, rozgniewany.

- Nie możesz wyjechać! – złapałem go za poły hanfu. – Proszę, nie rób tego! – mężczyzna westchnął ciężko.

- Chyba będę musiał… -  westchnął raz jeszcze. – Jeśli mnie tu znajdą, mama będzie miała kłopoty… Przyjęła mnie pod swój dach, wiedząc kim jestem. Nie chcę sprawiać jej problemów… - rozmasował obolałe skronie.

- Więc zabierz mnie chociaż ze sobą! – wykrzyknąłem, nie myśląc nawet o tym, co mówię.

Cóż, mogłem się oszukiwać, że go nie znoszę i że nie przywiązałem się do niego, ale w gruncie rzeczy było inaczej. Hiro może i był wymagający, a przy tym potrafił irytować jak nikt inny na świecie, ale to dzięki niemu teraz miałem dach nad głową i pełny żołądek. Gdyby tamtej nocy, kiedy przyszedłem okraść jego okiya, wydał mnie, co najmniej straciłbym rękę o ile nie głowę. Nawet gdyby pozwolił mi odejść, nie pożyłbym zapewne zbyt długo, gdyż udało mi się zwinąć jedynie przyprawy, a więc pewnie nie uniknąłbym śmierci głodowej i wróciłbym do swojej zabłoconej uliczki, w której nieustannie unosił się kwaśny odór śmierci. Trenował mnie, aby mama pozwoliła zostać mi w swoim geisha-ya na stałe, żebym już nigdy nie musiał obawiać się o to, że czegoś mi zabraknie. Był pierwszą osobą, która okazała mi litość. Był pierwszą osobą, która potraktowała mnie jak człowieka, a nie jak zwierzę.

Nie mogłem dać mu od tak po prostu zniknąć z mojego życia, dopóki nie spłaciłem swojego długu.

- Nie – odpowiedział ostro. – Nikt inny niż ja nie powinien odpowiadać za moje poczynania. Nie wciągnę cię w to.

Zacisnąłem szczęki i dłonie w pięści, czując jak paznokcie wbijają się w skórę. Nagle jakby zabrakło powietrza w pomieszczeniu. Zaczerpnąłem go łapczywie, mrugając, aby łzy nie popłynęły po mojej twarzy – niestety, nie udało się. Pierwsze krople spłynęły po moich policzkach, skapując na materiał mojego prostego kimona, znacząc go ciemniejszymi plamami w miejscu, w który upadły.

- Czemu płaczesz? – Hiro przysunął się do mnie i wierzchem dłoni otarł moje łzy. – Tobie nic się nie stanie, obiecuję – uśmiechnął się łagodnie. – Możesz tu spokojnie zostać.

- Nie dbam o to, co stanie się ze mną! – wykrzyknąłem niemalże desperacko, dając upust wrzącym we mnie emocjom. – Nie chcę, aby to tobie coś się stało! – spojrzałem na niego poprzez łzy. – Jak długo zamierzasz jeszcze znosić samotnie wszystkie cierpienia tego świata?! – ukłoniłem się przed nim głęboko, niemalże dotykając czołem podłogi. – Proszę, pozwól mi wziąć choćby ich część! Chcę być ci przydatny!

- Huh… - brunet pogładził mnie po włosach. – Wzrusza mnie twoja postawa, ale nie mogę ci tego zrobić. Poza tym, nie ma nic, co mógłbyś zrobić dla mnie w tej chwili. Przykro mi to mówić, ale mógłbyś mi jedynie przeszkadzać. Z reguły łatwiej ukryć się jednej osobie niż dwóm. Jeśli w istocie chcesz mi pomóc, zostań tu i żyj własnym życiem – złapał mnie za podbródek i zmusił, abym ponownie wywindował się do siadu. – Sam pewnie jeszcze nieraz narobisz głupot, których później będziesz żałował i za które przyjdzie ci zapłacić; nie potrzeba ci dodatkowych zmartwień w postaci moich problemów. 

- Nie mów tak! – wyszarpnąłem się. Jego ręka opadła bezwładnie. Dopiero w tej chwili dostrzegłem, jak bardzo Hiro jest zmęczony tym ciągłym uciekaniem i życiem w nieustannym stresie… - Dlaczego niby masz płacić za to, że jakiś idiota jest niezrównoważony psychicznie i wydał rozkaz, aby cię zabić?! Dlaczego masz płacić za to, że nie urodziłeś się ani jako pełnokrwisty Japończyk, ani Chińczyk?! Przecież żadna z tych rzeczy nie jest twoją winą!

- Przyszło mi za to zapłacić, bo ten idiota jest obecnym cesarzem Chin – zaśmiał się niewesoło. – Taki już mój los – wzruszył ramionami, rozkładając bezradnie ręce – i ty go nie zmienisz. Możesz za to zmienić swój los, więc skup się raczej na tym – podniósł się z miejsca i skierował ku wyjściu.

- Hiro, proszę cię! – wrzasnąłem, ale on pozostał niewzruszony. Nim zdążył wyjść, dopadłem go i objąłem od tyłu, przytulając się do jego pleców. – Proszę cię, nie odchodź… - szepnąłem cicho. Kątem oka mogłem dostrzec jego zasmucony wyraz twarzy. Brunet obrócił się w moich objęciach przodem do mnie i uśmiechnął boleśnie.

- Też cię polubiłem – odgarnął moje włosy i pocałował mnie w czoło. – Zostałbym z tobą, gdyby to tylko było możliwe…

Oparłem głowę o jego tors, pozwalając by moje łzy moczyły kosztowny materiał jego ubrania. Niekontrolowanie drżałem, choć nieco uspokoiłem się, kiedy Hiro również mnie objął. Dlaczego ze wszystkich ludzi na świecie to właśnie on musiał zniknąć z mojego życia; właśnie on, który je uratował?


I wtem doznałem olśnienia!

Mężczyzna poluzował uścisk, chcąc mnie puścić, jednak ja tylko mocniej zacisnąłem palce na jego hanfu i ponownie uniosłem głowę, spoglądając w jego czarne, puste oczy.

- Jest coś, co mogę dla ciebie zrobić! – odezwałem się, a mój głos był pewny, nie zadrżał ani przez chwilę.

- Niby co takiego? – spojrzał na mnie z politowaniem.

- Mogę cię zastąpić! 

- Co proszę? – zdziwił się.

- Krążą plotki o „chłopcu ze złotym głosem”, tak? Ale nikt nie wie jak on wygląda! Naucz mnie grać na instrumentach, naucz mnie śpiewać, a zajmę twoje miejsce! Kiedy nawet pojawiliby się Chińczycy, pomyśleliby, że od samego początku chodziło o kogoś zupełnie innego! – ożywiłem się.

- Takanori… - westchnął. – To niemożliwe. Nie wiadomo, kiedy Chińczycy się pojawią, a ja nie jestem w stanie nauczyć cię grać i śpiewać w kila dni! – pokręcił głową.

- Moja starsza siostra grała na koto (lub kin - instrument wywodzący się z Chin. Składa się z wielkiego ok. 2-wu metrowego pudła rezonansowego, na którym naciągnięte są jedwabne struny – na ogół jest ich siedem, choć zdarzały się nawet trzynastostrunowce od aut.) i kiedyś co nieco mnie uczyła! W muzyce nie jestem tak beznadziejny jak w tańcu! – próbowałem go przekonać. Hiro jedynie zaśmiał się cicho pod nosem. – Błagam cię, będę się starał! Będę ćwiczył całymi dniami, tylko zgódź się! Z pewnością cię nie zawiodę!

Brunet spojrzał na mnie badawczo. Widząc w moich oczach prawdziwe zaangażowanie w końcu skinął głową.

- Daję ci półtora tygodnia. Jeśli po tym czasie nie oczarujesz mnie swoją grą i śpiewem, będę musiał uciekać z Yoshiwary – postawił warunek.

- Z pewnością cię nie zawiodę! – wykrzyknąłem, mocno go ściskając. – Możesz mi zaufać!

Uśmiechnąłem się do niego najpiękniej jak potrafiłem. Hiro również odpowiedział mi uśmiechem. Między nami zapanowała bardzo intymna atmosfera. Nasze ciała były tak blisko siebie… Czułem jego gorący oddech na policzku. Sam już nie wiem czy to ja, czy może on zainicjował pocałunek. Pamiętam tylko jak jego gorące usta powoli przesuwały się po moich i jak wspaniale czułem się w tamtej chwili. Nogi się pode mną ugięły, ale na całe szczęście brunet znów wzmocnił uścisk. Czułem jak jego serce szybko i nierówno kołacze się w jego piersi i to w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób napawało mnie szczęściem. 

Nie zawiodę cię…

… z pewnością nie zawiodę…