Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reita. Pokaż wszystkie posty

Miniaturka "Wywiad z The GazettE"

Tak, tak wiem, wszyscy z pewnością spodziewali się czegoś lepszego niż kolejnego "zapychacza", ale ten już wyjątkowo długo zalega mi na dysku, a ponad to mam pewne problemy techniczne, przez co kiedy naciskam "alt" i "z" robi mi się screenshot zamiast litera "ż", toteż za każdym razem muszę tę piękną literkę wstawiać jako symbol, co oczywiście wybija mnie z rytmu pisania, irytuje i spowalnia... ^^'' Próbowałam już chyba wszystkiego, ale wydaje mi się, że to jakiś program "nieczysto" sobie ze mną pogrywa, tylko teraz muszę jeszcze dość jaki i dlaczego... T^T Postaram się to jakoś odkręcić i w końcu napisać coś bardziej "treściwego" - wspomogłam się już dzisiaj 472394798234328424892341239401328493048203 kalorii, gdyż jutro idę biegać na 21km, więc mój mózg jest doładowany, pogoda piękna, więc niewykluczone, że jeszcze dziś może w końcu uda mi się coś skończyć C'':

Tytuł: Wywiad z The GazettE
Paring: ? (The GazettE)
Typ: miniaturka
Gatunek: komedia (?)
Beta: -

- Witamy ponownie po krótkiej przerwie w audycji radiowej z The GazettE, gdzie odpowiadamy na listy i pytania fanów! – Reita przywitał się entuzjastycznie, za co został nagrodzony krótkim aplauzem ze strony pozostałych muzyków. – Wróćmy zatem do czytania pytań! – wykrzyknął. – Oto kolejne z nich: „Gdybyś był kobietą, z którym z członków zespołu umówiłbyś się i gdzie poszlibyście na randkę?” – na twarzy blondyna pojawił się dziwny grymas, kiedy próbował powstrzymać się od śmiechu. – Odpowiadajmy po kolej; Kai, zacznij, proszę – spojrzał wymownie na lidera, który mocno się zmieszał.
- Em… no… - zająknął się Tanabe. – W sensie… że mielibyśmy się spotkać tak… sam na sam? – upewnił się, nerwowo przygryzając wargę oraz desperacko próbując znaleźć jakieś wyjście z tej niezręcznej sytuacji.
- Dokładnie – przytaknął basista.
- Więc… ten… - perkusista dukał nieskładnie. – Najpierw mam odpowiedzieć, z kim bym się spotkał, tak? – dopytywał, próbując jakoś zyskać na czasie.
- Z kim i gdzie – powtórzył Akira z krzywą miną. Oglądanie zafrasowanego Yutaki było zabawne, jednak jego specjalne granie na zwłokę drażniło go nieco. Suzuki nie miał ochoty, aby niepotrzebnie przeciągać to swoiste „preludium”. Sam czekał z niecierpliwością na odpowiedź kolegi z zespołu, aby zaraz potem móc mu ostentacyjnie wybuchnąć śmiechem w twarz.
- Uch… - westchnął lider. – To trudny wybór… ale myślę, że ostatecznie umówiłbym się z Uruhą-kun – wyznał w końcu z niemałym trudem.
Rei zwrócił się ku gitarzyście, obserwując jego reakcję. Kouyou zagryzł wargi, uciekając gdzieś daleko spojrzeniem. Basista uśmiechnął się promiennie, posyłając pytające spojrzenie muzykowi.
- To… trochę dziwne – wydusił z siebie Shima, rumieniąc się nieco.
- Co podkusiłoby cię do podjęcia właśnie takiej a nie inną decyzji? – dociekał Akira.
- Ponieważ Uruha-kun jest gentelmanem – odparł szybko Kai. – Oczywiście Aoi-kun również jest! – dodał znienacka, jakby nagle sobie o czymś przypomniał. – Ale taką właśnie podjąłbym decyzję jako kobieta… - skinął głową, jakby tym samym przyznając, że zgadza się z własnymi słowami. – Ostatecznie Aoi-kun mógłby się do nas także przyłączyć podczas tej randki, prawda? – zapytał nieco zmieszany perkusista, który widocznie starał się nie wybierać między dwoma gitarzystami. Suzuki zaczął się zastanawiać czy między tą trójką przypadkiem coś nie zaszło…
- Chciałbyś, żeby cię eskortował? – dopytywał basista.
- Tak, myślę, że tak… To mogłoby być coś dobrego, racja? – Yutaka widocznie się czymś stresował. Rei zamyślił się, próbując wyobrazić sobie tę sytuację.

- Dziękuję, że zgodziłaś się spędzić ze mną ten wieczór – Uruha nachylił się nad stołem, kiedy kelner zabrał już ich talerze po skończonym posiłku. W niewymuszonym, bardzo czułym geście nakrył dłoń swojej towarzyszki o długich, kasztanowych włosach oraz uroczych dołeczkach, które ukazywały się, kiedy ta się śmiała. – Naprawdę, spędzanie z tobą czasu to dla mnie czysta przyjemność – mężczyzna uśmiechnął się w powalający sposób, sprawiając, że serce w klatce piersiowej dziewczyny zaczęło swój dziki maraton. Po chwili kelner wrócił z rachunkiem za wykwintną kolację w drogim lokalu ukrytym w gustownym, skórzanym etui. Kobieta chciała po nie sięgnąć, jednak Takashima okazał się szybszy. – Nie ma potrzeby, abyś się tym martwiła – odpowiedział na jej zdziwione spojrzenie. – Proszę, pozwól mi się tym zająć – szatynka powalona intensywnym spojrzeniem swojego towarzysza, niezdolna była wydusić z siebie ani słowa, toteż jedynie potulnie skinęła głową pod naciskiem owego spojrzenia.
Mężczyzna zapłacił, po czym podniósł się ze swojego siedzenia. Nim jego partnerka zdążyła zrobić to samo, ten już znajdował się za jej oparciem, odsuwając jej krzesło. Podał jej dłoń, pomagając wstać. Zaoferował jej ramię, z czego ta skorzystała, łapiąc go pod rękę. Wspólnie skierowali się do wyjścia. Kouyou, jak na prawdziwego gentelmana przystało, otworzył jej również drzwi. Uruha zabawiał swoją towarzyszkę wyszukaną rozmową i niebanalnym żartem. Nim jednak zdążyli postąpić zaledwie kilka kroków w mroku nocy, wtem ktoś zastąpił im drogę.
- Jak mogłaś mi nie powiedzieć o tym, że wychodzisz! – jakby znikąd przed nimi nagle pojawił się Aoi. - …w dodatku z nim – syknął, spoglądając zawistnie na drugiego mężczyznę. Dziewczyna nie chciała mówić Yuu o randce z drugim gitarzystą, gdyż domyślała się jak ten mógłby na to zareagować. Najgorsze w tym wszystkim jednak, iż domniemała, że informacja o tym, iż spotyka się z kimś innym, mogłaby złamać mu serce. – Wystarczy już tego dobrego – Shiroyama odciągnął szatynkę od Takashimy. – Odwiozę cię do domu – zakomunikował. – Nie powinnaś chodzić po nocy… szczególnie w takim towarzystwie – dodał kąśliwie.
Shima nie protestował. Miał swoją dumę. Nie odgryzł się, jednak jego spojrzenie mogło w tej chwili zabijać. Z pewnością planował „odwdzięczyć się” za tę zniewagę brunetowi w jakiś bardziej wysublimowany sposób niżby zwykła sprzeczką czy bójką, która mogłaby tylko zniszczyć obraz tego sielankowego wieczoru w głowie kobiety. O tak, już on wiedział, jak sprawić, żeby zadać cios dużo boleśniejszy od zwykłego prawego sierpowego… chociaż w gruncie rzeczy to też była dość kusząca opcja, musiał przyznać…
Aoi odprowadził dziewczynę do swojego samochodu, otwierając przed nią drzwi. Kouyou obserwował ich z daleka, miażdżąc spojrzeniem swojego rywala. Obaj mieli zacięte miny i wyglądało na to, że ta jedna, krótka chwila zepsuła im humory. Szatynka nie chciała zranić żadnego z nich, nie chcąc wybierać między nimi, jednak wyszło na to, że przez swoje niezdecydowanie, ubodła ich obu…

„Ta… Scena rodem jak z dramy…” – pomyślał Akira.
- No dobra… - mruknął blondyn, odganiając od siebie swoje dziwne myśli. – A co z tobą, Aoi-kun? – rzucił pytanie.
- Co?... Co ze mną?... – gitarzysta wydawał się być jakby wyrwany z amoku.
- Z kim i gdzie chciałbyś pójść? – sprostował Suzuki.
- Och, tak… Na randkę, zgadza się? – upewnił się brunet. Basista przewrócił oczyma, orientując się, że Yuu tak samo gra na zwłokę jak i Tanabe.
- Tak, na randkę – przytaknął, będąc już nieco zmęczonym powtarzaniem w kółko tego samego.
- Tak… sam na sam? – tym razem już nawet Ruki, który jak do tej pory siedział cicho, pozwolił sobie na poirytowane westchnięcie. Z jakiś względów ta rozmowa wydała mu się bardzo ciekawa i koniecznie chciał poznać opinie innych muzyków na ten temat. Z tej racji nie mógł już się doczekać, aby dostać w końcu klarowną odpowiedź ze strony najstarszego członka zespołu.
- No więc… Wybrałby Kaia – oświadczył w końcu główny zainteresowany.
Reszta zespołu wyraziła swoje zdziwienie na te słowa w głośnym: „Uuu!”. Z jakiś nieznanych powodów nawet Reita oczekiwał, iż Shiro wytypuje Uruhę, a tu proszę… takie zaskoczenie… Kto wie, może dla kogoś nawet lekkie rozczarowanie?
- Dlaczego? – dociekał blondyn.
- Cóż… Kai jest duży! – wykrzyknął nagle brunet, na co wszyscy zaśmiali się donośnie.
- W jakim sensie? – drążył basista.
- No… W różnych aspektach… - Aoi zmieszał się, orientując się, że jego wypowiedź brzmiała dość dwuznacznie. – Na przykład… pod względem osobowości – widać, że starał się sklecić na szybko coś, co chociaż mogłoby z grubsza brzmieć jak sensowna odpowiedź.
- Reputacji? – rzucił Rei.
- Co?... – Yuu zdawał się być zagubiony we własnej wypowiedzi. – Ach, tak… W końcu jest liderem, prawda? – Shiroyama zdawał się być bardzo szczęśliwy, iż Akira znalazł nowy sens w jego nieskładnym bełkocie, jednocześnie nieświadomie ratując go z opresji. – Myślę, że to mogłoby mi zaimponować jako kobiecie.
- A co na to nasz „duży” perkusista? – parsknął basista.
- Co mogę powiedzieć? – szatyn poprawił włosy w nerwowym geście. – Dziękuję – wzruszył ramionami, jednak jego twarzy ewidentnie zdradzał, iż Tanabe miał ochotę dodać na końcu tego zdania tak bardzo wymowne „chyba”.
- Okej, a co z tobą Uruha-kun? – Suzuki zmienił swój torturowany obiekt.
- Też wybrałbym Kaia – Takashima odparł bez wahania, co było bardzo zadziwiające.
- Wygląda na to, że Kai-kun cieszy się z nasz wszystkich największym powodzeniem jak do tej pory, co? – basista był zdziwiony.
- Bądź co bądź nasz lider w istocie jest interesujący pod wieloma względami… dla kobiet, oczywiście – dodał szybko. Wszyscy zaśmiali się, zgodnie kiwając głowami na to stwierdzenie.
Reita znów zaczął sobie coś wyobrażać.

- Nie, Kai-kun, wybierz mnie! – brunetka ciągnąca mężczyznę za prawą rękę próbowała przeciągnąć go na swoją stronę.
- Nie możesz! – zaoponowała ruda dziewczyna (tak, wiem, Uruha nie ma już rudych włosów, ale w mojej wyobraźni i tak na zawsze pozostanie już rudzielcem, bo takiego go pokochałam od aut.). – Umów się ze mną! – ta z kolei próbowała przyciągnąć go do siebie.
- Dziewczęta, spokojnie! – Yutaka starał się jakoś uspokoić rozeźlone kobiety, jednak te dały ponieść się ferworowi kłótni, praktycznie nie zwracając już na niego żadnej uwagi.
- Odwal się od niego! – wrzasnęła ruda.
- Ty się odwal! – odkrzyknęła druga.
Tanabe westchnął ciężko. Wyglądało na to, że z tej sytuacji nie było dobrego wyjścia. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że kobiety ciągały go już tak drugą godzinę, przez co rwanie w barkach powoli stawało się nie do wytrzymania, a przecież dzisiaj wieczorem czekał go jeszcze koncert, na którym musiał dać z siebie wszystko…

- A co z tobą, Ruki? – zapytał basista, wracając do rzeczywistości ze swojego małego, urojonego światka.
 - Hm, gdybym to ja miał się umówić z jednym z tej czwórki, rozmowa byłaby dla mnie bardzo ważna, więc wybrałbym ciebie, Rei-kun – odparł niezawstydzony. – Moglibyśmy rozmawiać, przechodząc się podczas pełni księżyca… - wokalista się nieco rozmarzył.
- Wygląda jak scenariusz dla zakochanych – skwitował blondyn.
- Tak… - przyznał nieco zgaszony tymi słowami najniższy z zespołu.
- Jeśli chodzi o mnie, moglibyśmy rozmawiać w nieskończoność, a je pewnie i tak bym tego nie zauważył – basista ponownie się odezwał, chcąc nieco podnieść na duchu Takanoriego, na którego twarzy odmalował się zawód. Matsumoto słysząc te słowa, posłał mu pełen wdzięczności uśmiech. To było coś, co oczekiwał usłyszeć. – Dobra, więc przejdźmy do następnego pytania…
- Ej, czekaj, a co z tobą? – w zdanie wciął mu się Kai. Reita nie był zbyt zadowolony, iż ktoś zauważył, że chciał wywinąć się od odpowiedzi na to pytanie. Sam chciał mieć ubaw z innych, ale niekoniecznie chciał, aby inni mogli nabijać się z niego. To było… zawstydzające…
- Nie mogę powiedzieć, kiedy wszyscy są dookoła, nie? – mruknął kwaśno Rei.
- Dlaczego? Czy w tym wypadku nie powinieneś mi odpowiedzieć, tym samym wybierając mnie? – Taka spojrzał wyczekująco na Akirę.
- Gdybym wybrał ciebie, to mogłoby być trochę zbyt realne, prawda? – Suzuki rzucił jednoznaczne spojrzenie wokaliście, który odpowiedział mu szerokim uśmiechem.
- Dobra, skończmy to w tym miejscu! – zaoponował szybko perkusista, nie będąc do końca pewnym czy chce usłyszeć finał tej rozmowy.

Niska dziewczyna o czarnych włosach z czerwonymi końcami przechadzała się po plaży z chłopakiem podczas pełni księżyca. Para trzymała się za ręce. Byli dość głośni, gdyż cały czas rozmawiali, a co jakiś czas któreś z nich wybuchało także gromkim śmiechem. Zdawało się, że świetnie się razem bawili.
W końcu zmęczeni długim spacerem usiedli na piasku – blisko, koło siebie, tak, że ich ramiona stykały. Dziewczyna wyciągnęła przed siebie szczupłe nogi, pozwalając, aby morska woda obmywała jej stopy. Ułożyła wygodnie głowę na ramieniu swojego towarzysza, wpatrując się niczym zaczarowana w ogromną tarczę księżyca, który przypominał jej zdezelowany zegar bez wskazówek. W ich przypadku fakt, iż owy zegar ich nie posiadał, działał na ich korzyść, gdyż żadne z nich nie liczyło czasu. Oboje po prostu cieszyli się wspólnie spędzanym czasem, próbując czerpać z tego jak najwięcej.
- Kocham cię – szepnął Akira, zaciągając się cudownym zapachem swojej ukochanej.
- Ja ciebie też – dziewczyna odpowiedziała mu na wyznanie.
Chłopak chciał pocałować ją w czubek głowy, jednak ta w tej chwili uniosła ku niemu twarz. Uśmiechnęła się do niego pięknie, po czym objęła go za szyję, przyciągając go do siebie. Ich usta złączyły się w namiętnym, pełnym pasji i uczucia pocałunku.

Reita wstał ze swojego miejsca po dość długiej chwili, którą spędził na obserwowaniu Rukiego. Podszedł do wokalisty, który zajęty przeglądaniem jakiś kartek wciąż niewzruszony siedział na wysokim stołku z mikrofonem tuż przy ustach. Suzuki odsunął zbędne urządzenie, nachylając się nad mężczyzną, który spojrzał na niego zdziwiony.
- Naprawdę cię kocham – szepnął, po czym pocałował swojego ukochanego.

- Więc może to już czas na następną piosenkę?! – rzucił spanikowany lider, szybko wciskając przycisk, który rozpoczynał przygotowaną wcześniej playlistę. Dzięki temu słuchacze byli już tylko w stanie usłyszeć melodię, gdyż w tym przypadku mikrofony wyłączały się, sprawiając, że to, co o czym rozmawiali muzycy przez tę chwilę, pozostawało ich sekretem. 

Miniaturka "Lekcja dobrego wychowania i jej skutki" Reita x Aoi (The GazettE)

Zgodnie z obietnicą... Mocno spóźnione, ale cóż...
Pisane w trakcie oczekiwania na część rejonową konkursu biologicznego - wszyscy uczą się ziół, a ja piszę miniaturki na bloga... Chyba nie jestem normalna...

Tytuł: „Lekcja dobrego zachowania i jej skutki”
Paring: Reita x Aoi (The GazettE)
Typ: miniaturka
Gatunek: obyczajowy
Bata: -

Znasz to uczucie, kiedy wracasz do domu w nocy, kiedy jest tak cholernie ciemno, że nie widzisz czubka własnego nosa, a w tej nieskończonej ciemności zdaje ci się, że jest tylko jeden realny punkt - punkt światła. I jest nim oczywiście nic innego, jak mdłe światło lampki nocnej wścibskiej sąsiadki, która nawet o tak później porze pełni rolę monitoringu miejskiego?
Jeśli tak, to wiesz, jak bardzo cierpiałem w tym momencie.
Westchnąłem ciężko, przyglądając się, jak mój oddech staje się ulotnym, białym kłębem pary. Wcisnąłem ręce głębiej w kieszenie, rozpaczliwie próbując nie poddać się osaczającemu mnie chłodowi. Pokręciłem głową, próbując przekonać sam siebie, że nie będzie gorzej niż zwykle.
No tak, miałem wrócić do domu przed północą, ale się nie wyrobiłem. Wyciągnąłem telefon i spojrzałem na wyświetlacz, który mało mnie nie oślepił. 2:54. Tragedia…
Starsza kobieta wyglądająca z okna wciąż mnie obserwowała, co doprowadzało mnie do szału - poniekąd dlatego że w istocie była strasznie irytująca, ale głównie dlatego że moja złość została skropiona alkoholem. Co prawda szedłem prosto o własnych siłach i miałem wrażenie, że z każdym wdechem, podczas którego wypełniałem swoje płuca mroźnym powietrzem, trzeźwiałem, jednak sake zawsze podsycało moje zachowania; dobry humor zamieniało w euforię, a zły w nerwicę.
Zakląłem pod nosem na myśl o tym, że mimo iż jej mieszkanie (tak samo jak moje) mieściło się na trzecim piętrze, to ona doskonale widziała stamtąd, jaki maiałem kolor skarpetek. Cholera, byłem tego pewny!...
A może po prostu na starość w człowieku budziły się jakieś nadludzkie mocne?
Nie, głupie gadanie. Gdyby tak było w rzeczywistości, to ta stara… jak jej tam było? Shimora? No coś w ten deseń… W każdym razie nie potrzebowałaby za każdym razem pomocy w przyniesieniu zakupów oraz przejściu przez ulicę…
Wszedłem do odpowiedniego bloku i wjechałem windą na trzecie piętro. Kierowałem się do własnego mieszkania, kiedy dokładnie trzy kroki przed drzwiami starej Shimory zaczął ujadać jej głupi kundel. Ten pies był tak samo irytujący jak ona sama! W dodatku miał jakieś dziwne pole rażenia niczym przeciwnik w grze MMORPG – zaczynał szczekać zawsze kiedy stałem idealnie trzy kroki przed drzwiami. To samo działo się w drugą stronę – gdybym stał przez cały dzień trzy kroki za jej drzwiami, pies ujadałby przez cały ten czas. Niemniej gdybym wykonał jeden krok w przód – cisza jak makiem zasiał. Podsumowując, jego pole rażenia wynosiło sześć kroków (w mojej mierze). Ten pies też był nienormalny… W dodatku chyba potrafi wzrokiem przenikać przez drzwi albo miał wbudowany detektor ciepła, bo nawet jeśli się nie poruszałem, a stałem w jego „polu rażenia”, to on wciąż szczekał.
Już miałem przejść obok mieszkania Shimory szybkim krokiem, kiedy nagle zreflektowałem się. Obudziła się we mnie cząstka agenta 007. Przylgnąłem do ściany niczym maskujący się kameleon (pomińmy to, że ściana była biała, a ja ubrany prawie cały na czarno) i zamierzałem tym razem niezauważony przemknąć pod jej drzwiami. Niestety nie udało się. Piskliwe szczekanie zdawało się być nienaturalnie głośne w ciszy, którą jak do tej pory mącił tylko odgłos przesuwającego się kaptura mojej zimowej kurtki po ścianie. Wtem w szczelinie między drzwiami a podłogą dostrzegłem wąziutki paseczek światła - już wiedziałem, że poległem sromotnie.
Drzwi otworzyły się z hukiem, a w przejściu stanęła gruby babsztyl i wbił we mnie świdrujące spojrzenie małych oczek, zupełnie tak, jakby chciała zabrać mi duszę. Przewróciłem oczyma, na co ona zaczęła się „na dzień dobry” wydzierać:
- Trochę szacunku, młody człowieku!
- Taa… - mruknąłem.
- Gdzie ty się szlajasz po nocach?! Czy twoja matka wie o tym i ci na to pozwala?!
- No tak, teraz już z pewnością wie – wzruszyłem ramionami i odwróciłem się w stronę ciemnego korytarza, na którego końcu mieściły się drzwi do mojego mieszkania. Stamtąd dobiegł mnie cichy odgłos przekręcanego klucza w zamku. Chwilę potem w progu drzwi ukazała się moja mama w koszuli nocnej i szlafroku z zaniepokojoną miną. – Wielkie dzięki… - syknąłem.
- Bezczelny!
- Ta, już to dzisiaj słyszałem jakieś sześć milionów czterysta dziewięćdziesiąt jeden razy – pokiwałem głową, jakby podkreślając, że zgadzam się z własnymi słowami.
- Cham!
- O, poszerzamy swój słownik wyzwisk? – rzuciłem jadowicie.
- Akira! – krzyknęła moja mama. – Skończ!
- Z wielką przyjemnością – machnąłem lekceważąco ręką i skierowałem się w stronę rodzicielki.
- Jak mogła pani go tak nie wychować! On absolutnie nie umie się zachować! – wciąż wydzierała się Shimora.
- A przepraszam, kiedy przeszliśmy na „ty”, bo nie zauważyłem? – jak zwykle musiałem się odezwać, przy czym byłem całkowicie świadom tego, iż sam kopałem sobie grób.
- Akira! – ponownie upomniała mnie kobieta, kładąc mi rękę na ramieniu.
- No co? – prychnąłem, po czym udałem się do łazienki w celu wzięcia długiego i gorącego prysznica.
Po drodze całkowicie zignorowałem oburzone spojrzenia starszej siostry i ojca. No tak, wszyscy już zostali obudzeni… Pięknie, jutro prawdopodobnie zostanę wydziedziczony…

***

Po długiej rozmowie w stylu „narady rodzinnej”, podczas której byłem wytykany palcami dla podkreślenia, że to właśnie ja (nikt inny!) byłem winowajcą zaistniałej w nocy sytuacji, zostałem skazany na przymusowe prace, aby odkupić swoje winy. Ponad to matka stwierdziła, iż konieczne muszę zacząć uczęszczać na lekcje dobrego zachowania. Kiedy usłyszałem ten „werdykt”, pacnąłem się otwartą dłonią w czoło, co tylko zmotywowało mamę do tego, aby iść w zaparte.
Po skończonej pracy, na którą składało się odkurzenie, umycie oraz nawoskowanie (litości!) dwóch samochodów, pozmywania podług, pościerania kurzu wszędzie, gdzie tylko on osiadł, wymienieniu pościeli w całym domu oraz pozmywaniu po obiedzie padłem ledwo żywy na łóżko. Ukryłem twarz w poduszce. Plusem tego wszystkiego było to, że przynajmniej czysta pościel przyjemnie pachniała kwiatowym płynem do płukania.

***

Ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
- Czego? – warknąłem wciąż ledwo żywy po karze nałożonej przez rodziców.
Siedziałem na podłodze oparty plecami o nogi łóżka. W rękach trzymałem kontroler konsoli, który i tak co chwila spadał z hukiem na podłogę, przez co moja postać raz po raz ginęła albo przynajmniej zostawała poważnie ranna. Do pokoju weszły dwie osoby właśnie wtedy, kiedy znów moje zdrętwiałe palce zawiodły, a postać zginęła.
- Cholera… - syknąłem pod nosem.
Spojrzałem na nowoprzybyłych. Pierwsza weszła dziewczyna. Była niezbyt wysoka, miała krótkie czarne włosy i duże ciemne oczy. Urodą nie powalała na łopatki, ale brzydka też nie była. Pod maską grzecznej dziewczynki czaił się dyktator; zauważyłem to za pierwszym razem – w końcu sam miałem starszą siostrę, która przybierała identyczną minę. Dzięki nabytemu doświadczeniu już dawno nauczyłem się rozróżniać miłą dziewczyną od tej, która tylko takową udawała.
Za brunetką szedł o głowę wyższy od niej chłopak. Miał takiego samego koloru włosy oraz oczy; byli do siebie podobni, przez co wnioskowałem, że musieli być rodzeństwem. Chłopak miał kolczyk w wardze i szczerze powiedziawszy to on sam bardziej podobał mi się niż dziewczyna. Półdługie, wycieniowane włosy nadawały mu niegrzecznego wyglądu, a ładnie wykrojone, pełne usta wyglądały dość ponętnie…
Zamrugałem kilkakrotnie orientując się, że w moim pokoju stoi dwójka osób, których kompletnie nie znam.
- Wycieczka się zgubiła? – prychnąłem. – Jeśli tak, to mogę zagwarantować, że to nie jest kolejny punkt zwiedzania – sarknąłem i znów sięgnąłem po kontroler.
- Mam uczyć cię dobrego zachowania, młocie – warknęła dziewczyna i bez pardonu trzasnęła drzwiami, po czym padła na łóżko.
- Niby z jakiej racji? – spojrzałem na nią jak na kosmitkę odrywając się od gry, przez co po raz miliardowy moja postać została zabita.
- Bo mi babcia kazała – westchnęła. – Też nie jestem z tego powodu zadowolona – skrzywiła się. – A tak w ogóle to jestem Shiemi Shiroyama – przedstawiła się.
- Jestem Reita – przedstawiłem się kwaśno. – A ty to kto? – spojrzałem na chłopaka, który sięgnął po drugi kontroler i włączył się do gry.
- Yuu Shiroyama, ale wolałbym Aoi – uśmiechnął się cierpko. – Jestem jej bratem i zostałem wysłany jako rycerz cnoty Shiemi, bo, cholera, nie mam nic ciekawszego do roboty tylko łazić za nią krok w krok – wywrócił oczyma.
- Ty klniesz, – wskazałem na Yuu – ona w ogóle nie przestrzega żadnych zasad dobrego zachowania, a mimo to macie mnie czegoś nauczyć? – zaśmiałem się. – Wolne żarty – prychnąłem. Nagle coś do mnie dotarło… - Ta stara jędza to wasza babcia? – wypaliłem. – Oj, sorry… Nie chciałem być aż taki grubiański…
A rękę dałbym sobie uciąć, że ona nazywa się Shimora, a nie Shiroyama… No cóż; dobrze, że się z nikim o to nie zakładałem, bo straciłbym rękę i ciężko byłoby mi grać na konsoli…
- Nie przejmuj się – mruknął chłopak wciskając kolejne przyciski. – Też za nią nie przepadamy; szczególnie, że nasi rodzice postanowili zwiać do gorących źródeł, a nas zostawić na jej pastwę – pokręcił głową, jakby wciąż nie mógł się z tym pogodzić. – Szczególnie nie znoszę jej, kiedy każe mi kąpać tego durnego pchlarza… - warknął pod nosem.
- Albo sprzątać po nim, kiedy zesra się na dywan – dodała dziewczyna ukrywając twarz w dłoniach. – Zresztą… Serio myślisz, że przeprowadzę ci jakąkolwiek lekcję? Z dwojga złego wolę siedzieć tu niż u babci.
- Shiemi tylko przy rodzicach, babci i nauczycielach jest miła i potulna. Między nami jest coś w rodzaju zmowy. Kiedy ja nie dostanę tego, czego chcę, wysyłam Shiemi. Ona robi słodkie oczka i oddaje mi to, co dadzą jej rodzice, za co pobiera ode mnie „prowizje” – wyjaśnił Shiroyama.
- W sumie… niegłupie – pokiwałem z uznaniem głową. – Szkoda, że z moją siostrą nie da się dojść do takiego konsensusu…
- Dlaczego? – dociekała dziewczyna. – To jest czysty biznes. Wystarczy, że ładnie się uśmiechnę, co nic dla mnie nie znaczy, a on  - wskazała na brata – płaci mi za to. Same zyski.
- No, a jakby nie patrzeć gitary elektrycznej nigdzie nie znajdę za pięć tysięcy jenów (ok. stu złotu od aut.) – kontynuował Aoi. – Wystarczy, że Shiemi powie, że „zaraziłem” ją miłością do muzyki, a tata kupuje jej gitarę. Postoi tydzień w jej pokoju, potem ona mówi, że już jej przeszło, więc gitarę rekwiruję ja, a ona jest pięć tysięcy do przodu.
- Niby fajnie, ale moja siostra woli dolewać oliwy do ognia, kiedy już mam kłopoty. Ona też jest córeczką tatusia, ale wykorzystuje to jedynie dla swoich potrzeb. Mnie ma w głębokim poszanowaniu… no chyba, że może się na mnie wyżyć, bo ja i tak nie mogę nic jej zrobić; zaraz szlaban i tak dalej… - westchnąłem ciężko. – Właśnie, ta egocentryczka chyba jest u siebie w pokoju; Shiemi, nie chcesz z nią pogadać? Jako dwie dziewczyny chyba lepiej się dogadacie, nie? – zaproponowałem.
- Gdzie jest jej pokój? – dziewczyna zwlekła się z łóżka. – Nudzi mnie ta wasza gra…
- Następne drzwi po lewej – odparłem. – Cholera… - warknąłem, kiedy znów przegrałem, na co Yuu zaśmiał się. – I czego rżysz?
- Jesteś do dupy – parsknął śmiechem.
- Jakbyś wykonał tyle prac domowych, co ja dzisiaj, też palce nie działałyby ci poprawnie – fuknąłem. – Ledwo utrzymuję kontroler w rękach…
- Pomogę ci – zaoferował i przysunął się bliżej. Uruchomił grę od początku i naciskał odpowiednie przyciski lub poruszał dżojstikiem, kiedy ja nie zdążyłem tego zrobić.
- Niezły jesteś – przyznałem z uznaniem.
- Dzięki – uśmiechnął się pod nosem. – Aa – mruknął, jakby coś właśnie się mu przypomniało. – Ale od mojej siostry wara – warknął.
- I vice versa – zaznaczyłem. – Inaczej będę miał znów problemy – westchnąłem. – Zresztą, spokojnie; jakoś nie interesuje mnie twoja siostra.
- Wolę zaznaczyć to na początku, żeby potem nie było zdziwienia w razie, gdyby coś nagle ci się odwidziało – spojrzał na mnie uważnie. – Ty też nie musisz martwić się o to, że zainteresuję się twoją siostrą.
- Nawet jej nie widziałeś – zauważyłem. – Aż tak bardzo zniechęcił cię do niej mój opis? – zaśmiałem się.
Nastała chwila ciszy.
- Żadna dziewczyna nie jest w moim typie – wydusiliśmy z siebie w jednym momencie.
Spojrzeliśmy na siebie zdziwieni, przestając interesować się grą. W oddali słychać było odgłos towarzyszący śmierci postaci, ale żaden z nas nie zwrócił na to uwagi.

*kilka miesięcy później*

Naciskałem wszystkie przyciski na kontrolerze z prędkością dźwięku, jakby od tego zależało moje własne życie. Z niepokojem obserwowałem, jak pasek z punktami HP mojej postaci zmniejszał się w zastraszającym tempie. Z tego powodu aż zapomniałem kontrolować także tegoż samego paska u mojego przeciwnika, dlatego nawet nie możecie wyobrazić sobie mojego zdziwienia, kiedy na ekranie telewizora pojawił się napis obwieszczający moją wygraną.
- Co…? – wydusiłem z siebie zdziwiony zanim chwilę potem zacząłem drzeć się jak opętany, ciesząc się ze zwycięstwa. – W końcu mi się udało! – krzyknąłem uradowany skacząc w miejscu. – Siedem miesięcy zajęło mi opracowanie taktyki, jak cię pokonać! – zaśmiałem się, a Yuu uśmiechnął się pod nosem.
- Taktyka polegająca na wciskaniu wszystkiego co popadnie? – podniósł jedną brew.
- Grunt, że skuteczna! – założyłem ręce na piersi.
- Masz rację – przysunął się do mnie i pocałował mnie krótko. – Cieszę się, że ty się cieszysz.
Nieważna jest taktyka; grunt, żeby była skuteczna – i nieważne czy dotyczy to lekcji dobrego zachowania, czy gry video. Bo faktem jest, że mojemu zach0waniu nie można było już nic zarzucić, a i podszkoliłem się w grach video… 
No i co najważniejsze zyskałem nowego chłopaka, którego nazwiska byłem stuprocentowo pewny – Shiroyama.
Yuu Shiroyama.

Takie sobie coś, co żyje własnym życiem...


Ten pomysł podsunęła mi Amidamaru – dlatego to właśnie jej to dedykuję J

W sumie miał to być już dawno zapowiedziany epilog do "Liceum", jednak niekoniecznie ma to związek z tą serią. To, tak jak już wspomniałam, żyje własnym życiem i jest zbieraniną wszystkiego i niczego; równie dobrze może być one-shotem o... niczym konkretnym w sumie?

Miałam wstawić to już w nowym roku, tak, żebyście mogły się od pierwszego pośmiać z mojej głupoty, jednak postanowiłam, jednak, że dodam ten post dzisiaj, żeby samotni na sylwestra mieli krótką lekturkę, a poza tym teraz zgadza mi się ilość postów napisanych w ciągu całego roku - 69. Wymowne, prawda?
Przypadek?
Nie sądzę xD

Występują (wszyscy są ustawieni w kolejności wokalista-basista-gitarzysta-perkusista):

The GazettE: Ruki, Reita, Uruha, Aoi, Kai.
D’espairsRay: Hizumi, Zero, Karyu, Tsukasa.
Mejibray: Tsuzuku, Koichi, MiA, Meto.
Born: Ryoga, Kifumi, K, Ray, Tomo.
Matenrou Opera: Sono, Yuu (więcej postaci z tego zespołu nie występuje)


LICEUM EPILOG


- Wreszcie skończyła się ta przeklęta seria… - mruknął pod nosem Ruki.
- Daj spokój, mnie się tam podobała – wzruszył ramionami Reita. – Nie oszukujmy się, tobie mało która rola odpowiada… - dodał ciszej, za co został zrugany wzrokiem przez niższego blondyna.
- Swoją drogą to jestem ciekaw, co teraz Kita-pon wymyśli – wokalista zaczął głośno myśleć. – Przydałoby się jakiś one-shot…
- Ta, lepszy one-shot niż seria; na one-shot krócej zrzędzisz, a na dłuższe opowiadanie krzywisz się i narzekasz aż do jego końca – tym razem nie skończyło się jedynie na morderczym wzroku, ale na rękoczynach. Basista oberwał porządnie w głowę. – Ał! – jęknął, rozmasowując obolałe miejsce.
Takanori przyspieszył kroku i pomaszerował przed siebie z zadartą głową do góry. Stanął pod drzwiami prowadzącymi do pokoju Kity. Już chciał nacisnąć na klamkę, jednak zreflektował się i zatrzymał w połowie gestu. Przybrał wizerunek zadowolonego z życia człowieka, gdyż nawiedzanie autorki z kwaśną miną zazwyczaj nie kończyło się dobrze. Matsumoto przypomniał sobie ten piorunujący wzrok przekrwionych oczu od wpatrywania się w ekran laptopa Kity i jej głos, który nie wyrażał absolutnie żadnych emocji: „ZNÓW coś nie odpowiada?”. Wzdrygnął się na samo wspomnienie… A najgorsze w tym wszystkim było to, że autorka wpatrywała się i mówiła do niego, a nie przestawała pisać! Wciąż w szaleńczym tempie stukała w klawiaturę, mimo iż oderwała wzrok od ekranu. To było… dziwne… (to akurat moja prawdziwa zdolność. Wiem, że nie jest może zbyt oryginalna, jednak moich znajomych potrafię tym przerazić xD od aut.)
Ruki w końcu odważył się i wszedł do środka. Widok, który tam zastał, zdziwił go, delikatnie rzecz ujmując. Na łóżku autorki leżał Zero i miał w rękach jej telefon. Grał w jakąś grę, a na nim leżał z kolei Hizumi, który,  zdawało się, przysypiał. Karyu tęsknie wyglądał przez okno, a Tsukasa przepadł w czeluściach internetu i sprawdzał nowe możliwości swojego tableta. Uruha siedział na podłodze, na dywanie usytuowanym przed łóżkiem i oparty plecami o jego ramę, przeglądał rysunki, których autorką również była Kita-pon. Aoi z kolei siedział na szafce i podłączył duże słuchawki nauszne do radia, przesłuchując kolejne płyty stojące na półce. Kai przeglądał zawartość dwóch regałów. Jeden z nich posiadał drzwiczki wykonane z białego, nieprzezroczystego szkła, przez co można było łatwo wywnioskować, że znajdowały się tam prywatne rzeczy, nie przeznaczone do oglądania dla osób postronnych, jednak perkusista miał to w poszanowaniu. Wertował kolejne książki, a kiedy to mu się znudziło, skupił uwagę na żarówiastej żółtej torbie, która rzucała się w oczy. Otworzył ją i ze środka wyjął lustrzankę.
- Hm… W sumie… może się przydać – wzruszył ramionami, przekładając pasek torby przez ramię. Najwyraźniej przywłaszczył sobie już aparat.
Koichi z kolei zadowolił się szafą. Przeglądał różne ubrania, na fotelu nawet leżała sterta, którą zdążył już przymierzyć, jednak nie był tak zachłanny jak perkusista The GazettE – jedynie przymierzał, ale jeszcze niczego nie zdążył zabrać… a bynajmniej nie wyglądało na to. Meto siedział na wielkim misiu pod oknem, który w istocie był fotelem i bawił się jednym z pluszaków, którego zwinął z parapetu. MiA uczepił się grzejnika, domagając się ciepła, a Tsuzuku bawił się wyśmienicie raz zakręcając ogrzewanie, to znów rozregulowując je tak bardzo, jak tylko to było możliwe i naśmiewał się z gitarzysty swojego zespołu. Ryoga wyciągał z szuflady wszystkie kosmetyki i je wypróbowywał.  K zachwycał się wspaniałymi woniami świeczek zapachowych, dlatego w kącie w którym siedział zrobiło się niemal duszno, gdyż chłopak odpalił wszystkie świeczki na raz. Tomo zajmował się leżeniem plackiem na podłodze i wykonywaniem… bliżej nieokreślonej czynności. Z początku wydawało się, że członek zespołu BORN nie żyje, jednak (na nieszczęście Ray’a) nie mogło być tak pięknie. Drugim wyjaśnieniem, jakie nasuwało się na myśl było to, że chłopak po prostu śpi, jednak kiedy dłużej się go poobserwowało, z łatwością można było dostrzec, że on… jedynie leży. Możliwe, że jedynie mu się nudziło i z desperacji zajął podłogę, gdyż Hizu i Zero uprzedzili go, i zagarnęli dla siebie dwuosobowe łóżko. Ray wyżywał się na Tomo wbijając mu palce w plecy czy między żebra, jednak tamten pozostawał na te zaczepki absolutnie niewzruszony, co strasznie irytowało ciemnowłosego. Kifumi siedział nieruchomo pod ścianą i obserwował denerwującą go muchę, która latała pod sufitem. Początkowo miał ochotę rozprawić się z owadem tak jak Yoshida w szóstej części „Closer to Ideal”, jednak nie nosił przy sobie zestawu akcesoriów kuchennych, a Kita-pon także nie przetrzymywała ich w sypialni. Sono zajął się czytaniem książki, która bardzo go wciągnęła i poruszyła, czego dowodziło to, iż na jego twarzy wciąż malowały się nowe miny (niekiedy głupie, jednak to można pominąć) i emocje. Yuu z kolei zasiadł na niskim stołeczku, chwycił pierwszy lepszy długopis i kartkę z biurka autorki, i zaczął uwieczniać dziwaczą pozę Kity na rysunku (to, że w istocie rysunek przedstawiał patyczaka również nie jego godne uwzględnienia w tekście). Reszta zespołu Matenrou Opera była nieobecna.
Jednym słowem panował tutaj spory tłum. Ruki domyślił się, że każdy z muzyków czeka na nowy scenariusz. Kolejka po odbiór tekstów była długa, a Kita-pon… zwyczajnie spała na biurku z głową na klawiaturze laptopa. Wokalista domyślał się, że nikt nie był na tyle zdesperowany, aby igrać ze śmiercią i ją obudzić, dlatego w ciszy i spokoju czekali aż ona sama się wybudzi.
Reita w końcu go dogonił i ogarnął wzrokiem zebrane w pokoju towarzystwo. Dwaj blondyni przez pewien czas stali w progu drzwi i nie bardzo wiedzieli, co myśleć o tym, co właśnie zobaczyli, jednak nie widząc innego wyjścia, również weszli do środka.
Akira szeptem przywitał się ze znajomymi i zajął miejsce obok Uruhy. Matsumoto przez chwilę szukał sobie wzrokiem miejsca, ale nie zostało go już zbyt wiele… Szczerze powiedziawszy to nawet mucha pod sufitem, którą Kifumi wciąż zabijał bezskutecznie spojrzeniem nie miała zbyt wiele przestrzeni dla siebie. Mimo to coś przykuło wzrok blondyna – laptop autorki. Ruszył w jego kierunku i poruszył myszką, dzięki czemu na ekranie pokazał się niezapisany plik z dokumentem tekstowym. Takanori pobieżnie przeczytał początek ficka i wywrócił oczyma, wzdychając cierpiętniczo…
- Znów to samo… - mruknął sam do siebie, po czym zaczął kopiować poszczególne litery, niekiedy całe słowa, budując nowe zdania, dorabiając część tekstu. Nie mógł pisać na klawiaturze, z tej racji, że na niej leżała głowa Kity.
Zdawało się, że wszyscy nagle wstrzymali oddech i spojrzeli z niedowierzaniem na Rukiego, który igrał z ogniem – w przenośni i dosłownie, albowiem Kita-pon posiadała pokaźną kolekcję zapalniczek i zapałek, a także miała destrukcyjne zapędy rzeźnika i pirotechnika-sadysty.
- Zawsze chciałem wymachiwać bronią… - dalej mówił do siebie ryzykant, dopisując kolejne wersy. Słysząc to z podłogi podniósł się rozbudzony Tomo.
- Ja chciałbym prowadzić czołg przeciwpancerny! Weź mnie tam uwzględnij! – odezwał się błagalnie.
- To ja chcę być wampirem!
- A ja chcę mieć swój harem!
- Chcę mieć w opowiadaniu kucyka! (100 punktów dla tej z was, która zgadnie, kto to powiedział xD od aut.).
- W sumie to zawsze zastanawiałem się jak to jest mieć skrzela…
- Chciałbym zagrać rolę podobną do Tarzana! Lubię naturę!
- Życzę sobie wyglądać jak panda! Pandy są takie kawaii!
- Chcę choć raz zamiast iść na spacer, odwiedzić siłownię!
- Napisz, że nasz następny album będzie hitem!
I tak oto padały kolejne życzenia; bezmyślnie jeden zaczął przekrzykiwać drugiego. Takanori starał się nadążyć za wszystkimi i spełnić ich oczekiwania, jednak to nie było takie proste. W wyniku zgiełku i zamieszania, jakie powstało Kita się obudziła. Kiedy tylko drgnęła Ruki odskoczył od niej jak oparzony, zatrzymując się dopiero na przeciwległej ścianie, aby uniknąć kary. Autorka podniosła się powoli i złapała za głowę, w której jej huczało. Ponownie zapadła idealna cisza, nawet mucha nie odważyła się poruszyć i wypełnić pokoju swoim irytującym bzyczeniem. Kita-pon zmierzyła wszystkich obecnych swoim słynnym spojrzeniem jak zwykle przekrwionych oczu, którego tak panicznie chciał uniknąć wokalista The GazettE. Na szczęście tym razem skończyło się jedynie na wykrzykiwaniu wiązek niecenzuralnych słów i wysłaniu wszystkich do diabła (z czego Hizumi wciąż nie rozbudził się, dlatego został bezpardonowo wyniesiony przez Zero). Autorka nie miała nawet zbytnio siły ani ochoty na użeranie się z niewdzięcznymi bohaterami jej fanficków, dlatego nawet się nie ruszyła i poczekała aż wszyscy wyjdą z jej sypialni. Przez chwilę zastanawiała się czy zamierzają wyjść razem z framugą drzwi, gdyż chłopcy zaczęli się przeciskać i wszyscy rzucili się ku wyjściu „na hura”, ale obyło się bez tego i drzwi pozostały na swoim miejscu. Planowała nikogo nie karać, gdyż w końcu goniły ją terminy, jednak zauważyła, jak Kai próbuje wyjść razem z jej torbą z aparatem.
- KKKKKAAAAIIIII~! – wydarła się tak głośno, iż zdawało się, że zadrżały fundamenty budynku; a bynajmniej takie wrażenie miał nieszczęsny perkusista, którego mimo wszystko dosięgła kara w postaci angst’a (bardzo smutnego, depresyjnego opowiadania zazwyczaj kończącego się śmiercią – jakby ktoś nie wiedział od aut.).


A epilogiem okazał się ten wpis dlatego, iż była to ostatnia (z poprawkami Rukiego o wampirze ze skrzelami, który jeździł czołgiem, wymachiwał bronią, miał swój harem i kucyka, przypominał nieco Tarzana z makijażem a’la „panda” i chodził na siłownię, a jego kolejny album muzyczny stał się hitem) praca Kity-pon, gdyż po tym wybryku pracodawca wypowiedział jej umowę o pracę.

Liceum cz.15

Tak, tak w końcu się doczekałyście kolejnej części. Jest to zarazem ostatnia część, ewentualnie (na życzenie - piszcie w komentarzach czy chcecie, czy też nie) mogę dopisać epilog. Z dedykacją dla Rena, prawdopodobnie jedynego czytelnika płci męskiej mojego bloga :) Dziękuję jeszcze raz za kontakt Pisane przy akompaniamencie piosenki „Calm Envy” i „D.L.N” (przede wszystkim przy tej drugiej). Dobrze czyta się przy tym, ale to moja taka prywatna uwaga. Mam nadzieję, że mnie nie zlinczujecie i będziecie czytać inne opowiadania równie chętnie, jak to!

"Liceum cz.15"

[Ruki]

Właśnie kończyłem wykonywać makijaż, kiedy dobiegło mnie stukanie. Jeszcze raz przeciągnąłem szczoteczką pokrytą czarnym tuszem po rzęsach, mrucząc pod nosem:
- Chwileczkę…
- Taka, bo tu zaraz zlecę! Będziesz mnie zbierał z asfaltu!
Westchnąłem niezadowolony z tego, że nie mogłem dokończyć makijażu i wstałem z obrotowego krzesła, które przysunąłem sobie do małej toaletki mieszczącej się w rogu pokoju. Podszedłem do okna i otworzyłem je, a Akira zwinnie wskoczył do środka. Usiadł na parapecie i odetchnął z ulgą. Ostatnio spodobał mu się ten sposób odwiedzania mnie. „A bo przez okno szybciej.” – zawsze się tak tłumaczył. Spojrzałem na blondyna przez chwilę posyłając mu obrażone spojrzenie, po czym wróciłem na swoje miejsce przed lustro i zacząłem poprawiać włosy. Chłopak pokręcił głową z politowaniem i zaśmiał się pod nosem.
- Dla mnie nie musisz się malować – stanął za mną i położył mi dłonie na ramionach, delikatnie je masując. – I tak jesteś piękny.
- Czy chcesz mnie udobruchać tym dennym tekstem z telenoweli? – spojrzałem na niego jak na idiotę. – Nie gramy w jakimś podrzędnym yaoi, więc bez takich tekstów, proszę – wywróciłem oczyma. – Spiąć włosy czy zostawić rozpuszczone?
- Spiąć – odpowiedział, nie reagując na moje docinki.
- Więc zostawię rozpuszczone – zadecydowałem i wstałem z krzesła.
- W takim razie, po co w ogóle pytałeś mnie o zdanie?
Suzuki zaczął krążyć po pokoju. Zatrzymał się na chwilę przy biurku i rzucił okiem na to, co znajdowało się na jego blacie. Teoretycznie panował tam chaos, ale ja, tylko i wyłącznie ja wiedziałem, gdzie się co znajduje.
- Nie wiem… Tak jakoś – wzruszyłem ramionami.
Aki pozwalał mi być trochę zarozumiałym w ramach „rekompensaty” za to, jak mnie wcześniej traktował. Pozwalał mi na to ze względu na to, iż doskonale wiedział, że długo nie potrafię udawać „księżniczki na ziarnku grochu” i mimo wszystko zaraz zacznę się do niego przytulać, i wymagać od niego tego samego. Zwyczajnie czułem… niedosyt mojego chłopaka? Coś w ten deseń… Nasza rozłąka trwała długo, a nasze stosunki przed wejściem w życie licealisty zmieniły się praktycznie z dnia na dzień. Chciałem się nim po prostu nacieszyć. Może podświadomie wciąż bałem się, że zaraz go stracę… że ktoś tam na górze, nieważne jak go nazwiecie, włączy „replay” i cała historia powtórzy się, a ja znów zostanę sam; outsider. Z zamyślenia wyrwał mnie głos blondyna:
- Ostatnio żywisz się zieloną herbatą, czekoladkami w kształcie misiów i żelkami… Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale to nie są ani najpożywniejsze, ani najzdrowsze rzeczy – zauważył, spoglądając na mnie z naganą, ale jednocześnie i troską.
- Pozwól, że uświadomię ci, iż doskonale o tym wiem, jednak to jest dobre – podniosłem jeden palec w górę zupełnie tak, jakbym wpadł na jakiś genialny pomysł czy obwieszczał nową naukową tezę, która zaprzeczałaby wszelkim prawom, które do tej pory poznał człowiek.
- Chyba powinienem zabrać cię na jakiś normalny obiad – mruknął bardziej do siebie niż do mnie, po czym wyciągnął jedną ze sterty kartek, które zostały zmyślnie ukryte przed światłem dziennym pod grubą warstwą szeleszczących, kolorowych papierków po cukierkach i kilku kubkach z niedopitymi herbatami.
Już chciał zacząć czytać, kiedy wyrwałem do przodu i niemalże rzuciłem się na niego. Wyrwałem Reicie kartkę i zgniotłem ją w dłoni.
- To nic godnego twojej uwagi! – uśmiechnąłem się, a ów uśmiech miał potwierdzać moje słowa.
Kątem oka jednak zauważyłem własne odbicie w lustrze i oceniłem, że bezsprzecznie była to najgorsza imitacja uśmiechu, jaką kiedykolwiek widziałem w życiu. Była ona tak sztuczna, iż nawet prawie ślepy nauczyciel w-f’u, któremu przez dwa lata wciskałem kity, że zawsze sumiennie ćwiczyłem na jego zajęciach, zauważyłby, że coś jest nie tak. Dodatkowo ta moja nagła reakcja… Fakt, mogłem popisać się bardziej swoimi zdolnościami aktorskimi…
Akira spojrzał na mnie zdziwiony, po czym zamrugał kilkakrotnie. W chwilę potem wybuchnął gromkim śmiechem i przytulił mnie do siebie bez słowa.
- Wstydzisz się pokazać mi swoje piosenki i wiersze? – parsknął.
Położyłem głowę na jego torsie i objąłem go w pasie, jednocześnie wciąż gniotąc kartkę za jego plecami. „Gdybyś tylko wiedział, że to nie jest żadna piosenka ani wiersz…” – pomyślałem.
- Ja… Ja ostatnio zacząłem spisywać swoje… ee… sny… - wydukałem zawstydzony.
- Ach, więc to jeden z twoich snów? – uśmiechnął się ciepło i cmoknął mnie w czoło. – Co ci się takiego śniło, że nie chcesz mi tego pokazać? - W odpowiedzi jedynie zaczerwieniłem się po same uszy i mocniej wtuliłem w chłopaka, próbując ukryć twarz. Rei zaśmiał się dźwięcznie, gładząc mnie po dolnych partiach pleców. Jeszcze nigdy nie byłem tak zażenowany. - Chyba rozumiem – ujął moją twarz w dłonie, po czym pocałował mnie czule w usta.

***wersja alternatywna ***
(można pominąć, gdyż nie wnosi to nic do oryginalnej fabuły)

Jak już wspomniałem wcześniej, nie potrafiłem udawać obrażonego księcia zbyt długo. Fakt, przyjemnie czasem było wydawać komuś rozkazy, jednak w związku to było dla mnie nie do pomyślenia. Gdyby moje relacje z Akim jedynie opierały się na rozkazach, tzn. „przynieś, wynieś, pozamiataj”, to nie miałoby żadnego sensu;  bynajmniej nie dla mnie. Może to trochę dziwne, kiedy mówię to akurat ja z racji tego, że zawsze byłem zaborczy, jednak… prawda jest taka, że Reita był dla mnie kimś ważniejszym od wszystkich. Wiedziałem to już w chwili, kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy… A może jedynie mi się zdawało? Nie byłem do końca pewien… W sumie to… nawet nie pamiętam naszego pierwszego spotkania! Drgnąłem zdziwiony własnym… zapominalstwem? Ignorancją? Nie wiedziałem, jak to określić… Znaliśmy się już tyle lat, że… zwyczajnie wyleciało mi to z głowy. Strzeliłem klasycznego „face palma” ubolewając nad swoją krótką pamięcią i nieprzywiązywaniem wagi do drobiazgów. Miało być już pięknie i w ogóle zakończenie rodem z jakiegoś tandetnego yaoi, gdzie głównych bohaterów, w tym wypadku mnie i Reiego, miałaby otaczać serduszkowa aura po wsze-czasy. Po czternastu dramatycznych częściach seria ta miała zakończyć się tak, aby wszystkie czytelniczki (ewentualnie jeden czytelnik) zaczęły rzygać tęczą, srać brokatem i piszczeć: „KAWAII!” tak głośno, żeby sąsiad mieszkający piętro wyżej noszący aparat słuchowy, który w gruncie rzeczy za wiele mu nie pomagał, zacząłby walić jedną z kul w podłogę i drzeć się, aby ta „niewychowana młodzież zamknęła japę”. Mieliśmy odjechać zakochani w stronę zachodzącego słońca i to miał być koniec – ta część miała być epilogiem!... a zamiast tego wszystkiego wyszedłem na idiotę… a przynajmniej we własnych oczach…
- Coś się stało? – blondyn stanął za mnę i objął mnie od tyłu, splatając dłonie na moim brzuchu. Oparłem się o jego tors i przymknąłem na chwilę oczy, zdychając ciężko.
- Autorka chyba mnie nienawidzi – wyznałem cicho. (zUa Kita xD od aut.)
- Co ty pleciesz – prychnął chłopak. – Lubi cię, lubi. Z pewnością.
- To niby dlaczego, co chwila zmienia scenariusz? Ona bawi się mną i chce zrobić ze mnie ofiarę losu albo idiotę! Albo jedno i drugie na raz… - zacząłem się żalić.
- Ciesz się, że nie jesteś na miejscu Yuu. To on z początku miał być ratunkiem dla ciebie, a wyszło, że to on był tym czarnym charakterem i publiczność go nienawidzi. Jestem pewien, że przynajmniej połowa czytelników miała ochotę nabić go na pal albo spalić na stosie – odpowiedział lekko i oparł głowę na moim ramieniu.
- Najlepiej to masz ty! – krzyknąłem z cieniem wyrzutu. – Wszyscy myśleli, że jesteś zły, a kiedy mnie obroniłeś, pokochali cię – nadąsałem się. – Też chcę, żeby publiczność mnie kochała!
- Już cię kocha – wzruszył ramionami. – Właśnie za to, że jesteś taki pokrzywdzony, a dzięki temu jednocześnie słodki.
- Chcę mieć jakąś normalną rolę! I lepszą pamięć… Miałem teraz strzelić jakiś ckliwy monolog, odwołując się do naszego pierwszego spotkania, a… ja zwyczajnie go nie pamiętam… - przyznałem cicho.
- To może zamiast uskuteczniania jakiś ckliwych monologów porozmawiasz ze mną? – zaproponował. – Zresztą, nie narzekaj na swoją rolę. Yune zazwyczaj gra dziwkę- zauważył.
 - Yune nie występuje w tym opowiadaniu.
- Występuje. Na samym początku. Jest uwzględnione, że należy do koła plastycznego i jest dziwakiem. W dodatku to twoja kwestia – wytknął mi.
- Moja przeklęta skleroza… - jęknąłem żałośnie. – Moim zdaniem fajną rolę to ma Uruha. Zawsze gra bogacza, który ma wszystkiego pod dostatkiem, a nawet w nadmiarze – pokiwałem głową, jakbym potwierdzał tym własne słowa.
- A nie zauważyłeś, że nasz kochany Uru zazwyczaj jest debilem?
- Też racja… Nie chcę być kretynem… A Kai?
- Co Kai? On nie występuje w połowie opowiadań!
- Jak nie kijem, to pałką… - westchnąłem cierpiętniczo. – Nie ma dobrego rozwiązania tej sytuacji! A właśnie… co ja mam zrobić, skoro nie pamiętam swojej kwestii? – zapytałem załamany.
- Nie wiem, napisz do Autorki, żeby dawała ci krótsze role.
- Nie… - pokręciłem głową. – Jeszcze mnie wyrzuci z opowiadania… Muszę się jakoś wywinąć… Tylko jak?
- Może zrzućmy tę sprawę na Aoia i Uruhę, co? – zaproponował Akira.
- Świetny pomysł! – wykrzyknąłem uradowany. – Więc… jakby to ładnie ująć w słowa… Tym czasem u Yuu i Kouyou – wykonałem gest dłonią, jakbym zapraszał czytelników do wejścia do pomieszczenia.

***koniec wersji alternatywnej***

[Aoi]

Kiedy obudziłem się, coś mi nie pasowało… Łóżko było zbyt miękkie, przez co bolały mnie plecy, a pościel była satynowa. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek gustował w satynie… Było mi ciepło… nie gorąco, jednak cieplej niż ciepło. Nie wiem, jak trafnie to ująć… W każdym razie to ciepło było takie… specyficzne… Takie, którego nie potrafi wytworzyć żaden przedmiot nieożywiony jak choćby kaloryfer ani żadne zwierzę. Przede wszystkim pościel nie była przesiąknięta zapachem ani psa, ani kota, więc żaden z domowych pupilów nie mógł być źródłem tego ciepła. To było takie charakterystyczne ciepło, które mogła dać tylko druga osoba… Bardzo ważna, bliska mi druga osoba. Wciąż zaspany eksperymentalnie otworzyłem jedno oko. Pierwszym, co zobaczyłem była burza rudych włosów w nieładzie. Uśmiechnąłem się pod nosem i mocniej objąłem wątłe ciało, które właśnie w tym momencie wygodnie mościło się na moim torsie. Uruha mruknął niczym kot, wiercąc się i wzdychając. Pogładziłem go po plecach, następnie przeciągnąłem palcami wzdłuż jego kręgosłupa, na co chłopak wygiął się rozkosznie.
- Dzień dobry – szepnąłem w jego włosy, po czym ucałowałem go w czubek głowy.
- Nie – odpowiedział zachrypniętym od snu głosem.
Zakrył się kołdrą, zwijając w kłębek i usiłował zasnąć. Na całe jego nieszczęście wybrał sobie jako legowisko mnie, co wiązało się z tym, że nie pozwoliłem mu ponownie zasnąć. Znów gładziłem go po plecach; tym razem z tą różnicą, że umyślnie moje ręce zsunęły się niżej. Zacząłem go dotykać i prowokować. Takashima cichutko skomlał i prężył się pod wpływem mojego dotyku, jednak wciąż nie chciał dać za wygraną. Zaciskał oczy, licząc, że jeśli nie okaże mi zainteresowania, wkrótce się nim znudzę. Cóż za fatalna pomyłka. Kiedy moje dłonie zawędrowały między jego nogi, w końcu nie wytrzymał. Podniósł się z mojego torsu i spojrzał na mnie z reprymendą w oczach, a jednocześnie figlarnym uśmieszkiem na ustach.  
- No wiesz co… - prychnął rozbawiony. – Tak obłapiać swojego ukochanego z samego rana – wywrócił oczyma wciąż się uśmiechając.
– Przecież mamy dla siebie cały dzień – ponownie położył się na moim torsie i objął mnie za szyję. - Nie mów, że ci się nie podobało – wplątałem palce w jego włosy.
- Nie bądź taki pewien siebie, panie Shiroyama – ponownie prychnął, owiewając moją szyję gorącym oddechem. – A co jeśli w istocie nie podobało mi się? – podniósł się do siadu.
- W takim razie kłamiesz mi w żywe oczy – pogładziłem go po odsłoniętym udzie, z racji tego, że rudzielec sypiał jedynie w samych bokserkach.
- Czemu jesteś tak cholernie pewny siebie? Nawet nie mogę się z tobą podroczyć! – jęknął zawiedziony i założył ręce na piersi.
- Cóż… jakoś zbytnio nie ukrywałeś tego, jak bardzo podobało ci się – uśmiechnąłem się zwycięsko.
- Czy to dziwne, że podoba mi się, kiedy mój chłopak się mną zajmuje? – powiedział niby zadziornie, jednak zdradziły go delikatne rumieńce na twarzy.
- Ależ nie ma się czego wstydzić, kochanie. To całkowicie zrozumiałe i normalne – zaśmiałem się, za co oberwałem z pięści w ramię.
- Może zamiast głupkowato rżeć bez powodu w końcu byś mnie pocałował, co? – burknął obrażony, na co parsknąłem śmiechem.
Ponownie oberwałem w obolałe ramię, jednak nie przejąłem się tym. Kiedy w końcu przestałem się śmiać, przyciągnąłem do siebie chłopaka, a następnie zmieniłem nasze pozycje tak, że teraz to on leżał na dole. Nachyliłem się nad nim i musnąłem jego usta. Z początku delikatnie i powoli smakowałem jego warg, jednak z czasem pragnienie wzięło górę. Całowałem go namiętnie i z pasją, a on oddawał pieszczotę. Zaplótł mi ręce na karku, przyciągając jeszcze bliżej siebie. Rozchylił wargi w zapraszającym geście, z czego z chęcią skorzystałem. Wsunąłem język do jego ust. Przeszły mnie przyjemne dreszcze podniecenia. Nasze języki splotły się, wzajemnie prowokując, kiedy nagle… nie, wcale nie skończyło nam się powietrze. Ktoś nam przerwał, pukając do drzwi.
- Przepraszam, że nachodzę w takiej sytuacji… - niska kobieta, której wiek oceniłem na miej więcej trzydzieści lat stała w progu drzwi i zarumieniona po same uszy uparcie wpatrywała się w podłogę. – Próbowałam wyjaśnić, że to nieodpowiedni moment, jednak… goście byli bardzo nachalni… - dokończyła szybko, po czym jeszcze szybciej zmyła się z naszego pola widzenia, a do pokoju Kyou weszło dwóch chłopców. Szczerze powiedziawszy to szybciej spodziewałbym się zobaczyć batalion wojska nazistowskiego niż tą dwójkę razem, jednak, cóż… stało się.
- Cześć – przywitał się szatyn podczas gdy rudzielec jedynie taksował mnie nieprzyjemnym spojrzeniem.
- Suga, Shimizu…? Co wy tu robicie…? – wydusiłem z siebie po dłuższej chwili.

***

- Nie wiem czy to dobry pomysł… - westchnąłem nieco spięty. – Może ty powinieneś z nimi pogadać… - próbowałem się wywinąć, za co odstałem od Uruhy w łeb. – Ał… - jęknąłem.
- I co? Zamierzasz unikać Rukiego i Reity do końca życia? – prychnął. – Nie oszukujmy się, Reita jest wszędzie; a jeśli nie osobiście to są tam jego „oczy”. Wiele osób go zna, choć nie każdy się przyznaje. Jeśli nagle mu się o tobie przypomni i w dodatku zachce wziąć odwet, to wierz mi na słowo, że znalezienie cię nie zajmie mu więcej niż dziesięć minut. Zadziała tu poczta pantoflowa. Reita zapyta czy ktoś cię widział, ten ktoś tam zapyta kogoś jeszcze innego… i tak w kółko aż wyjdzie, że dwudziesta osoba przed chwilą cię widziała, a Akira się o tym dowie. Szybciej niż myślisz – pouczył mnie.
- Nie przesadzaj – mruknąłem. – W końcu nie każdy donosi informacje Akirze…
- Fakt, nie każdy. Reita żyje w swoim małym światku i interweniuje tylko wtedy, kiedy ktoś narusza ustaloną przez niego harmonię. Nie słyszałem, żeby wymuszał od kogoś jakiś informacji czy pobił kogoś w nie swojej sprawie, ot tak, „dla zabawy” – przewrócił oczyma. – Między innymi jest to przyczyną tego, że Reita nie jest AŻ tak straszny. Jest prosta zasada, do której trzeba się zastosować, aby nie mieć z nim kłopotów: nie wchodzić mu w drogę. Spokojnie możesz obok niego przejść, nawet jeśli potrącisz go ramieniem, ale powiesz „przepraszam”, to nic ci nie zrobi. W przeciwieństwie do Kyo. Nie znam go osobiście i raczej nigdy, na szczęście, nie będę miał tej przyjemności go poznać. Znaczy… To jest bardziej zawiła sprawa niż mogłoby początkowo się wydawać. Ta dwójka, Reita i Tooru, są przewodnikami swoich grup. Rei dopuszcza do siebie tylko osoby, z którymi chce się zadawać i ma coś wspólnego; łączy się to z tym, że jego grupa nie jest zbyt duża. Nishiimura z kolei, można powiedzieć, że ma własny gang. Może przesadzam i trochę dramatyzuję, ale… taka prawda. Do Kyo może dołączyć się każdy, o ile jest na tyle silny, aby wytrzymać w tamtym towarzystwie. Zresztą… Tooru jest starszy, skończył już szkołę i nie boryka się z takimi problemami jak Reita. Zdaje mi się, że to również wina tego, że Kyo trafił do ośrodka wychowawczo-poprawczego i… tam się nauczył być takim, jakim jest obecnie. To głównie dlatego walczyliśmy tak, aby Akira nie został przeniesiony…
- No dobra, rozumiem. Ale co ma to wspólnego ze mną? – wcisnąłem ręce w kieszenie bluzy, po czym znów dostałem w łeb.
- Ignorancie, próbuję ci coś właśnie wytłumaczyć! W każdym razie chodzi mi o to, że tak samo Nishiimura jak i Reita odpowiadają za „swoich ludzi”. Jeśli ktoś z bandy Kyo pobił jakąś osobę, to ludzie przekręcają i mówią, że zrobił to osobiście Tooru. Wiąże się to z tym, że wizja złego Kyo jest bardzo przerysowana, jednak osoby postronne są do tego stopnia ogarnięte strachem, że nie potrafią tego zrozumieć. Ba, nawet nie próbują… Tooru wzbudza większy strach, więc kiedy jedna osoba powie, że „jestem od Kyo” reszta drętwieje, zaczynają paplać i oddawać wszystko, czego ów osoba pragnie. Jeśli taki strach wywołują przydupasy Tooru, to wyobraź sobie, jaki strach wywołuje on sam. Wystarczy, że Reita się do niego pofatyguje, a nie omieszkam ci wspomnieć, że są przyjaciółmi, Nishiimura skinie palcem, a Akira dostanie wszystkie informacje na temat twojego aktualnego pobytu. Ha, nawet jestem pewien, że przy takim obrocie spraw Tooru jeszcze dopomoże Reiemu.
- Czy nie powinieneś mnie wspierać, a nie jeszcze bardziej straszyć i dobijać? – spojrzałem na rudego dość chłodno.
- A co? Mam ci wmawiać, że jeśli spotkasz się z Reitą i Rukim, powiesz ładnie „przepraszam”, to obaj zamienią się w wielkie pluszowe misie i cię wyściskają? Puknij się w czoło, Yuu! – znów mnie uderzył. – Mówię ci prawdę! To chyba lepsze od pocieszeń, nie? Przynajmniej wiesz, na czym stoisz!
- Przestaniesz mnie w końcu bić? – spojrzałem na niego wymownie.
- Jak zmądrzejesz, to przestanę – wzruszył ramionami, po czym ujął mnie pod rękę i przytulił się do mojego ramienia. – Zimnooo… - przeciągnął. Wysunąłem jedną rękę z kieszeni i złapałem jego dłoń. Była lodowata.
Mimo tego, że jeszcze przed chwilą mnie bił, pouczał niczym matka małe dziecko i strofował, zrobiło mi się go szkoda. Objąłem Kouyou w pasie i przyciągnąłem do siebie, chcąc aby choć trochę zrobiło mu się cieplej. Westchnąłem ciężko wciąż myśląc o tym, co mnie czeka.
- Dobra, rozumiem, że nie mogę zostawić tak tej sprawy. Sam do wszystkiego doprowadziłem i sam wszystko muszę posprzątać, jeśli nie chcę, żeby Reita, Kyo lub ktoś z jego bandy mnie zatłukł…
- Otóż to – wtrącił Uru, przerywając mi w pół słowa.
- …ale możesz mi wytłumaczyć, z jakiej racji mam z nimi rozmawiać w imieniu Sugi i Shimizu?
- Z takiej, że wplątałeś w to Sugę, jego brat został przeniesiony do zakładu wychowawczo-poprawczego, a Shimizu jesteś to winny za okropne traktowanie – wyjaśnił.
- Ej, dlaczego zrzucasz na mnie winę Sugi? – oburzyłem się.
- Przecież tego nie robię – bronił się Takashima.
- Jak nie? Przedstawiłeś sytuację tak, jakbym zmuszał do tego Sugę. Robił to dobrowolnie. Rozumiesz? D-O-B-R-O-W-O-L-N-I-E – przeliterowałem. – Przecież on nie jest wcale święty. Opowiedział się przeciwko mnie i działał na własną rękę, chcąc pomóc Sakiemu. Doskonale wiesz, że on zrobiłby Rukiemu krzywdę… o wiele gorszą niż ja – dodałem ciszej.
- Zgadzam się, Suga nie jest niewinny, ale gdybyś TY nie wymyślił tego całego zamieszania z Rukim, do niczego by nie doszło – zauważył.
- Kyou, jak już jesteś takim obrońcą uciemiężonych i pokrzywdzonych, to wiedz, że Suga zachowywał się tak samo. Ma chłopaka Ōtę, którego zdobył w ten sam sposób – poinformowałem go… i ponownie oberwałem w głowę.
- Cicho! Suga odpokutował, broniąc Akirę na sprawie sądowej. Wiesz, jaki trzeba mieć tupet, żeby opowiedzieć się za chłopakiem, przez którego zostaniesz rozdzielony z bratem bliźniakiem? Wiesz, ile trzeba mieć w sobie pokory, aby się tak zachować? – wciąż mnie pouczał.
Z każdym kolejnym jego zdaniem czułem się jak dziecko, które odważyło się zjeść ciastka przed obiadem i teraz musiało słuchać wielogodzinnych wykładów, dlaczego nie można tak robić… Przewróciłem oczyma, za co znów dostałem po głowie.
- Przestań mnie w końcu bić! – sapnąłem wściekle. – W ten sposób Suga odpokutował też za Ōtę, którego wciąż przy sobie trzyma?
- No… nie – przyznał z oporem rudzielec.
- Więc co z Ōtą?
- Nie wiem. Nie znam go. Nie mam, jak mu pomóc. Zresztą… to nie moja sprawa – wymigał się.
W ciszy wspięliśmy się po schodach na punkt widokowy. Jesienna pogoda nie sprzyjała spacerom, jaki sobie urządziliśmy. Było szaro. Niebo zasnuło się ciężkimi, popielatymi chmurami, które w każdej chwili były gotowe zesłać na mieszkańców Kanagawy obfity deszcz. Wiatr był zimny i porywisty. Jak można było się spodziewać na punkcie widokowym wiatr smagał nas jeszcze dotkliwiej. Uruha mocniej się we mnie wtulił, dygocząc z zimna. Stanąłem jak wryty w ziemię, jednak przyczyną tego nie była oszałamiająco niska temperatura czy wiatr, który stawiał taki opór, iż zdawało mi się, że aby postąpić kolejny krok do przodu, musiałem przebrnąć przez błotniste podłoże. Przyczyną tego były osoby, które znajdowały się na punkcie widokowym. Dwie postacie opierające się o barierkę, rozmawiające i śmiejące się wesoło. Z daleka poznałem te dwie tlenione głowy. Przełknąłem gulę, która nagle wezbrała mi w gardle. Może przeznaczenie dopadło mnie szybciej niż myślałem. Czy to jakieś przeklęte fatum?! Na domiar złego, rzecz jasna, nie mogło mi się udać uciec niezauważonym. Pierwszą tego przyczyną był zatrzymujący mnie w miejscu Kouyou, który przyczepiony do mnie niczym kotwica, obwiązał mnie sznurem ramion. Drugim powodem z kolei było to, że jedna z postaci właśnie odwróciła się w moją stronę. I oczywiście musiał to być on.
Reita.
Blondyn powiedział coś do niższego chłopaka, jednak nie dosłyszałem tego ze względu na dzielącą nas odległość oraz dudniący mi w uszach wiatr. Ruki nieśmiało wyjrzał zza pleców Akiry, po czym jeszcze mocniej wtulił się w swojego chłopaka. Ruszyli w naszą stronę. Takanori ociągał się nieco, szorując nogami po ziemi i stopując blondyna, który w głowie zapewne miał wizje, jak mnie zabić na sto jeden różnych sposobów. Zatrzymali się jakieś dziesięć kroków przed nami. Reita puścił Takę i sam wystąpił naprzód. Zachowałem się tak sam jak on. Uruha, zdawało się, że dopiero zorientował się, co się wokół niego dzieje i podniósł głowę. Wyglądało na to, że był zdziwiony widokiem Reity i Rukiego w tym miejscu… a może po prostu miał słaby wzrok? Ostatnio coraz częściej zwracałem uwagę na to, że aby coś dojrzeć musiał mrużyć oczy…
- Co tu robisz? – zapytał obojętnym tonem Suzuki.  
- Ja… - zaciąłem się. – Znaczy my – wskazałem na Uruhę, który stał obok mnie – wyszliśmy się przejść i… widocznie jakoś tak przypadkiem na siebie wpadliśmy – wydukałem.
Kouyou szturchnął mnie w ramię, dając mi znać, że mam powiedzieć to, o czym rozmawialiśmy po drodze, gdyż była ku temu dobra okazja.
- Aki, wracajmy do domu – Takanori bezszelestnie zbliżył się do blondyna i położył mu dłoń na ramieniu. Reita rzucił mi ostatnie niepewne spojrzenie, po czym bez słowa kiwnął głową. Objął go w pasie. Już mieli ruszyć przed siebie, jednak w tym samym momencie odważyłem się ponownie odezwać. Wziąłem głęboki wdech i postawiłem wszystko na jedną kartę, gdzieś w podświadomości cicho licząc na rozgrzeszenie z ich strony.
- Zaczekajcie… - spuściłem głowę, wbijając wzrok w ziemię. – Ja… Wiem, że to może komicznie zabrzmi po tym wszystkim, czego się dopuściłem, jednak… chciałem was przeprosić. Naprawdę szczerze przeprosić – ukłoniłem się nisko. – Ciebie, Akira, za to, że…
- Nie masz mnie za co przepraszać – Reita przerwał mi w pół słowa. – Nie chcę twoich przeprosin. Jeśli masz już je do kogoś kierować to z pewnością nie do mnie, a do Takanoriego.
Na chwilę podniosłem wzrok i omiotłem nim postać Matsumoto . Blondynek wczepił się w swojego chłopaka, kurczowo zaciskając dłonie na połach jego skórzanej kurtki. Patrzył na mnie z pewną obawą, a jednocześnie bólem. Z pewnością poczuł się urażony moją postawą – i miał do tego prawo.
- Takanori, naprawdę przepraszam – ponownie się ukłoniłem. – To, co zrobiłem było ogromnym błędem. Wszystko nie potoczyło się tak, jak powinno i…
- Gdyby było tak jak zaplanowałeś to na początku, nie miałbyś teraz za co przepraszać – z kolei teraz to niższy blondyn mi przerwał.
Rzucił mi spojrzenie pełne dystansu i niechęci. Poczułem się… naprawdę okropnie. Dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że ten chłopak cały czas czuł się zagrożony, miał mętlik w głowie i na dobrą sprawę, nie wiedział, komu może zaufać. Dochodząc do tego wniosku, zrozumiałem także, dlaczego jest tak bardzo przywiązany do Suzukiego. Mówiąc w wielkim skrócie, Reita nigdy go tak na dobre nie porzucił. Uruha odciął się od Taki zajmując swoimi sprawami, tak samo jak Kai, jednak o Tanabe wolałem się nie wypowiadać z tej racji, że nie widziałem go od dobrych dwóch miesięcy. Może gdzieś wyjechał?...
Wracając do głównego tematu: Akira może nie był w tak dobrych stosunkach z Rukim jak w gimnazjum, jednak… cóż, nie odciął się od niego. Ich znajomość ograniczała się do ostrej wymiany zdań, ale kiedy dokładniej przeanalizować to wszystko, łatwo dostrzec, że Reita zawsze chronił Matsumoto – choćby przed pobiciem przez własną grupę. Dbał, aby nic mu się nie stało, dlatego kiedy bez jego wiedzy jego banda dopadła Takę, wpadł w furię. Kiedy pojawiłem się na horyzoncie i zacząłem zbliżać do blondynka Suzuki był… zwyczajnie zazdrosny.
Zaskakujące, że pojąłem to dopiero teraz.
Zaskakujące, że… dopiero teraz zaczęły obchodzić mnie cudze uczucia…
Wcześniej zwyczajnie się z nimi nie liczyłem. Dążyłem, przysłowiowo, po trupach do celu. Co się we mnie zmieniło? Czy złamałem się w momencie, kiedy Saki i Suga opowiedzieli się przeciwko mnie? Może tuż po tych dwóch pobiciach, kiedy pod bramą biblioteki znalazł mnie Uruha? Może wtedy, kiedy zabrał mnie za miasto i mimo iż byłem takim chamem i intrygantem, to on potrafił okazać mi ludzkie uczucia? Może…
Może zamiast pytać „kiedy” powinienem zapytać „dzięki komu”? Może to zwyczajnie zasługa Takashimy?
- Nie, to nie tak miało zabrzmieć! – wybroniłem się. Jeszcze raz obrzuciłem spojrzeniem Takanoriego następnie Akirę i Kouyou. – Może nie chcesz moich przeprosin, Reita; może nie chcesz mnie już znać, Ruki, jednak… czuję się w obowiązku, aby was przeprosić. Przysporzyłem wam ogrom problemów; w tym również tobie, Kyou-chan – spojrzałem na rudzielca, uśmiechając się delikatnie pod nosem. – Macie prawo żywić do mnie urazę i całkowicie to rozumiem… a nawet popieram. W każdym razie… Eh… Jeszcze raz bardzo przepraszam. To na razie tyle, ile mogę dla was zrobić, jednak jeśli zdarzy się okazja, abym mógł jakoś odkupić swoje winy, to z pewnością to zrobię – dałem słowo.
- Prawisz niczym klecha – zaśmiał się pod nosem buntownik, wywracając oczyma. Widząc uśmiech na twarzy blondyna, Matsumoto również nieco się rozpromienił i oprał głowę o jego bark.
- Myślę, że już nie będzie ku temu okazji, abyś cokolwiek mógł dla nas zrobić – odezwał się ponownie Takanori.
- Dlaczego? – zdziwiłem się.
- Zostaję w męskiej szkole z internatem. Nie wracam z powrotem. Aki nie został odesłany do poprawczaka, jednak mimo wszystko wyrzucili go ze szkoły, dlatego jako następną wybrał tą, do której uczęszczam od pewnego czasu – wyjaśnił.
- Nie chcę zostawiać go samego – włączył się do rozmowy Reita. – Co prawda Suga opowiedział się za mną nawet na mojej sprawie sądowej, jednak… kto wie, co i komu strzeli tam do łba. Wolę mieć oko na Rukiego… i mieć pewność, że nikt nie wpadnie na „genialny” pomysł zawiązania nowej „trójki wspaniałych” – spojrzał na mnie wymownie, a ja ponownie spuściłem głowę w pokorze. – Było minęło – machnął ręką, widząc, że znów sposępniałem. Pozwoliłem sobie na nikły uśmiech pod nosem, widząc, że Suzuki jednak nie zacietrzewił się w nienawiści do mnie, tak jak to pesymistycznie przewidywał mi Uru.
- W takim razie Suga również nie będzie miał już okazji, aby wam przeszkodzić – odezwał się rudy.
- Jak to? – zapytał Ruki.
- Przenosi się do naszej obecnej szkoły. Tak samo jak Shimizu. Obaj przyszli do nas dziś rano właśnie po to, aby nas o tym poinformować – przekazał wiadomość, przysuwając się do mnie.
- Więc wychodzi na to, że… nasze drogi rozdzielają się w tym momencie? – upewnił się blondynek .Zapadła chwila niezręcznej ciszy, podczas której każdy pogrążył się w swoich myślach i wyobrażeniach o przyszłości.
- Niekoniecznie – odezwałem się w tym samym momencie z Reitą. Spojrzeliśmy na siebie, po czym na nasze drugie połówki. Widząc, jak Matsumoto i Takashima trzęsą się i szczękają zębami z zimna, doszliśmy niewerbalnie do porozumienia, że należałoby się zbierać do domu.

***

- I jak się czujesz po tym spotkaniu? – zagadnął Uru z uśmiechem na ustach, wskakując pod kołdrę i kładąc się obok mnie.
- Dobrze. Czuję się… nieco lepiej – przyznałem i przyciągnąłem go do siebie, krótko całując w usta.
- Widzę, że zmądrzałeś – zachichotał, po czym cmoknął mnie w policzek. – Obiecuję, że już nie będę cię bić – dał słowo.
- Mam nadzieję – odetchnąłem z ulgą i przeciągnąłem się. Rudzielec wykorzystał ten moment i ułożył się na moim torsie. Przeczesałem palcami jego miękkie, wciąż wilgotne po kąpieli włosy, wdychając przyjemny, charakterystyczny zapach chłopaka pomieszany z zapachem żelu pod prysznic i szamponu do włosów.
- Pozostaje jeszcze jedna nieprzyjemna kwestia do omówienia… - zaczął dość niepewnie.
- Jaka?
- Twój powrót do domu – wyjaśnił. Skrzywiłem się pod nosem. – Co zamierzasz zrobić z tą sprawą? – dociekał. – Nie to, że cię wyganiam, gdyż bardzo na rękę jest mi to, że mieszkasz u mnie, jednak… twoi rodzice na pewno bardzo się martwią. Należy im się choćby jakieś wyjaśnienie.
- Niby racja, jednak…
- Yuu! – Kouyou uderzył mnie w ramię.
- Miałeś mnie nie bić! – zauważyłem.
- Miałeś zmądrzeć! – odgryzł się.
- Dlaczego ty zawsze musisz mieć rację i nakłaniać mnie do dobrych rozwiązań, które dla mnie tak trudne?... – jęknąłem zrezygnowany.
- Bo cię kocham – odpowiedział rozbrajająco i pocałował mnie w czoło. – Zrób to dla mnie, dobrze? Nie chcę, żebyś miał potem problemy…
- Dla ciebie wszystko – powiedziałem prześmiewczo, udając aktora z teatru grającego w jakimś ckliwym dramacie o miłości. Takashimie nie przeszkadzał mój ton głosu. Nachylił się nade mną i ponownie pocałował, tym razem w usta.
- Zobaczysz, nie będzie tak źle – uśmiechnął się pięknie. – Będę przy tobie – obiecał.
- Będzie dobrze, póki będziesz przy mnie. Wierzę w to – odpowiedziałem już poważnie i przytuliłem się do niego, ukrywając twarz w zagłębieniu jego szyi.

[Ruki]

Siedziałem na parapecie i wpatrywałem się w ciemne niebo pokryte gwiazdami niczym ciemna tkanina drobnym brokatem. Na kolanach trzymałem zeszyt i układałem tekst kolejnego wiersza. Ten był pozytywny – pierwszy pozytywny tekst od dłuższego czasu, który napisałem. Kiedy kończyłem szóstą strofę w oknie pojawił się odwrócony widok Reity, który zwisał głową w dół z okna swojego pokoju. Zapukał w szybę, po czym gestem dłoni dał mi znak, abym do niego przyszedł. Pokręciłem głową, niezliczony raz z rzędu, dając mu do zrozumienia, że najzwyczajniej w świecie bałem się wspinać po oknach. Zdecydowanie wolałem tradycyjne schody czy windę. Blondyn nie zwracając uwagi na moje protesty, z powrotem wrócił do siebie. Westchnąłem ciężko i otworzyłem okno na oścież, wychylając się przez nie i spoglądając w górę. Akira stał w swoim oknie piętro wyżej i opierając się przedramionami o framugę okna, wyczekiwał mnie.
- Nie wejdę tędy – zaprotestowałem.- Nie bój się. Pomogę ci – zaoferował.
- Nie! – pisnąłem.
- Taka-chan, proszę… Wszyscy już śpią, a chciałbym abyś mi pomógł w pakowaniu się – uśmiechnął się rozbrajająco.
- Jeszcze się nie spakowałeś? – przewróciłem oczyma.
Przez chwilę się wahałem, jednak ostatecznie postanowiłem zaryzykować i zaufać mojemu chłopakowi. Niepewnie stanąłem na zewnętrznym parapecie, przytrzymując się ściany i okna. Zachwiałem się, jednak utrzymałem pion. Aki wyciągnął ręce w moją stronę, więc i ja zrobiłem to samo. Kiedy mocno mnie złapał za nadgarstki, wciągnął mnie przez okno do swojego pokoju. Ostatecznie straciliśmy równowagę i z hukiem wylądowaliśmy na podłodze; znaczy, Rei na podłodze, a ja na nim. Uderzyłem głową o jego obojczyk, przez co czułem nieznośne pulsowanie w okolicy skroni. Wywindowałem się do pozycji siedzącej, krzywiąc z bólu.
- To bardzo nieprzyzwoita pozycja, nie uważasz, kochanie? – zagadnął blondyn.
Przez dłuższy moment zastanawiałem się, o co mu chodzi, jednak w końcu zrozumiałem. Siedziałem na nim okrakiem, opierając się dłońmi o jego tors, podczas gdy on trzymał mnie w pasie. Gdyby ktoś nieproszony wszedł w tym momencie do pokoju z pewnością pomyślałby, że…
- Uh! – prychnąłem, rumieniąc się obficie na tę myśl.
Zszedłem z Reity i usiadłem na podłodze obok. Chłopak zaśmiał się pod nosem. Rozejrzałem się po jego pokoju. Większość półek tak samo jak blat biurka były już puste. Zdziwiłem się, gdyż blondyn poprosił mnie o pomoc przy pakowaniu się, a wyglądało na to, że już sam sobie z tym poradził. W tym przekonaniu utwierdziła mnie duża torba leżąca w kącie pokoju, niedaleko drzwi.
- Oszukałeś mnie – mruknąłem pod nosem. - Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe – zbliżył się do mnie i cmoknął w czoło. – Zwyczajnie chciałem spędzić tę ostatnią noc w tym miejscu razem z tobą – powiedział czarująco, owiewając moje ucho gorącym oddechem.
Moje oczy zrobiły się dwa razy większe. Spojrzałem zdumiony na Akirę, który przyglądał mi się jak zaczarowany. Po chwili zaczął mnie całować po szyi.
- Znaczy, że… chcesz dzisiaj.. – dukałem, siedząc w jego objęciach jak sparaliżowany.
Sam nie wiedziałem, czego się tak obawiałem, tym bardziej biorąc pod uwagę, że już kiedyś kochaliśmy się. Tym razem jednak obleciał mnie strach i czułem się tak jak na koniec gimnazjum – byłem pewien obaw, pewien, że jeśli się poruszę, coś spieprzę.
- Ach… - Rei westchnął, odrywając się od mojej skóry. – Źle mnie zrozumiałeś – uśmiechnął się szeroko. - Nie mam żadnych niecnych planów względem ciebie – zaśmiał się, po czym wstał z podłogi i pomógł mi zrobić to samo. – Po prostu chcę cię przytulić – wyjaśnił.
- A… Acha… - mruknąłem znów rumieniąc się ze wstydu.
Wtuliłem się w Akiego, obejmując go za szyję. Rei objął mnie w pasie, jednak jego ręce szybko zsunęły się na moje pośladki. Ledwo powstrzymałem westchnięcie. Blondyn podniósł mnie i z powrotem posadził na parapecie. Zamknął okno i oparł głowę na moim ramieniu. Przez chwilę wpatrywał się w niebo, na którym, zdawało mi się, że gwiazdy zalśniły jaśniej. Następnie pocałował mnie w policzek i stojąc za mną, splótł dłonie na moim brzuchu.
- Myślisz, że to już koniec? – zapytałem niemalże szeptem.
- Koniec czego? – dopytywał.
- No tego… wszystkiego…
- „Wszystkiego”? – powtórzył zdziwiony. – Wszystkiego z pewnością nie. Może po prostu zamknęliśmy jeden z tych mniej przyjemnych rozdziałów.
- Może? Więc myślisz, że to jeszcze nie koniec?
- A kto to tam wie? – wzruszył ramionami, uśmiechając się delikatnie. – Życie pisze różne scenariusze. Zresztą… jakby nie patrzeć, to nawet liceum jeszcze się nie skończyło – zauważył.
- Masz racje. Może ten sam rozdział wciąż będzie się ciągnął, tylko że w innym liceum? – wysunąłem hipotezę.
- Może, może… - mruknął zamyślony.
"Pamiętaj...Nic się nigdy nie kończy... W głębokim śnie"*

KONIEC...
?

*fragment tekstu piosenki "Pledge"


A tak btw. to mam jeszcze pytanie. Kilka osób bardzo chciało, żeby zrobić z tego oneshoota serię. Skoro "liceum" zostało zakończone to moje pytanie brzmi; czy wciąż chcecie, abym zrobiła na podstawie tego oneshoota serię z paringiem Ruki x Reita?