Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuina. Pokaż wszystkie posty

Miniaturka Kuina x Subaru (Royz)

W sumie to nie miało wyglądać tak... no ale jest jak jest...

Tytuł: ?
Paring: Kuina x Subaru (Royz)
Typ: miniaturka
Gatunek: ?
Beta: -

Przyszedłem do domu cały przemoknięty i zły. Samochód zepsuł mi się pod studiem i musieli go odholować. W tym czasie jednak była wciąż piękna pogoda, dlatego zdecydowałem się iść na pieszo do domu. Zawsze lubiłem rozmyślać podczas spacerów. Setki ludzi mijało mnie na zatłoczonej ulicy, a ja byłem nieobecny i jakby odcięty od ich świata – to dawało pewnego rodzaju osobliwość, która naprawdę lubiłem poczuć… w dodatku wtedy doznawałem odczucia, iż jestem nieco inny, niecodzienny, może wciąż na tyle dziecinny, żeby przenieść się do własnego świata i zignorować ten rzeczywisty, jednak to mnie uszczęśliwiało. Nawet jeśli w tym danym momencie nie miałem na sobie scenicznego stroju ani makijażu i nie wyróżniałem się jakoś znacząco z tłumu – dla obserwatora z wysokości (choćby z wiaduktu) zapewne byłbym tylko kolejnym punkcikiem przewijającym się po szerokim chodniku – to myśl, że jestem wyjątkowy choćby przez umiejętność ignorowania tego, czego nie chcę widzieć, sprawiała, że delikatny uśmiech błąkał mi się na ustach.
Ale ja nie o tym chciałem – wracając do głównego tematu; kiedy tak szedłem ze słuchawkami w uszach, drobne kropelki wody zaczęły osiadać na mnie i wszystkim dookoła. Zaczęło mrzeć. W tym momencie postanowiłem dojechać do domu metrem, jednak zorientowałem się, że nie mam przy sobie portfela, nawet żadnych drobnych w kieszeni, bo wszystko zostało w schowku w aucie… (razem z telefonem i dokumentami, jednak w tym momencie to najbardziej brak pieniędzy mi doskwierał i nie przejmowałem się pozostałymi rzeczami).
Od mojego mieszkania do studia dzieliła mnie odległość niecałych trzech kilometrów. Teoretycznie nie jest to dużo, ale mało też nie… Na przejażdżkę samochodem może trochę za mało (ale biorąc pod uwagę, że zazwyczaj po próbie odwodziłem Kuinę, który mieszka na drugim końcu miasta to jednak nie było to znowu takie bez sensu), jednak na bieg sprintem za dużo. Już jako dzieciak lubiłem dużo chodzić, a jako nastolatek potrafiłem krążyć po mieście przez cały dzień, więc przejście trzech kilometrów nie było dla mnie problemem, nie padłbym gdzieś po drodze ze zmęczenia i barku tchu, jakby to zapewne wyglądało w przypadku basisty, jednak co innego spacerować, a co innego biegać. Nigdy nie byłem dobrym sportowcem, więc nawet nie do opisania jest to, jak bardzo paliły mnie płuca od nadmiernego wysiłku, w głowie huczało, a w boku kuło. Jakby tego wszystkiego było mało, samochód oblał mnie brudną wodą z kałuży, a kiedy już zmaltretowany dotarłem do swojego bloku, poślizgnąłem się na mokrej podłodze i wywinąłem „orła”, po czym mój tyłek bliżej poznał się z twardymi kafelkami w piaskowym odcieniu.
Wygrzebałem z kieszeni klucze i otworzyłem drzwi mieszkania. Wszedłem do środka i zdjąłem przemoczone buty oraz kurtkę w przedpokoju. Miałem zamiar przejść do łazienki, kiedy nagle moją uwagę przykuło lustro – a raczej jego odbicie. Matko Boska obojętnie, z którego kościoła! Mało sam się nie wystraszyłem własnego wyglądu! Istnie siódme dziecko baby jagi… Potargane, mokre włosy przyklejone do skroni, czoła i karku, wciąż zaczerwienione policzki od morderczego biegu, czarne smugi na policzkach od tuszu do rzęs, który się rozmazał, bluzka, która prześwitywała… Westchnąłem ciężko i załamany pokręciłem głową. Nie marzyłem teraz o niczym innym, jak o ciepłej kąpieli, gdyż byłem zziębnięty; jednak tak, jak łatwo się domyślić, to nie był mój szczęśliwy dzień, dlatego nie dane było mi to zrobić, gdyż doszedł mnie głos z salonu.
- Subaru! – do przedpokoju wszedł Kuina, przecierając oczy. – Jakoś długo ci dziś zajęło dotarcie do domu. Czekałem na ciebie tak długo, że zas… - urwał, kiedy w końcu na mnie spojrzał. – Zadarłeś z yakuzą?
- Nie – odpowiedziałem głosem wypranym z wszelkich emocji.
- Próbowali cię zgwałcić?
- Nie.
- W takim razie nie pozostała żadna inna opcja; kałamarnica próbowała cię wciągnąć pod wodę i zabić w odwecie za wszystkie sushi, które zjadłeś z jej braćmi, siostrami, bratanicami, bratankami, siostrzenicami, siostrzeńcami, rodzicami, dziadkami, wujkami, ciotkami, córkami, synami, mężami lub żonami (albo jedno i drugie),…
- Nie – przerwałem mu.
- Jeszcze nie skończyłem! – oburzył się. – I wnukami – dodał.
- Nie – powtórzyłem.
- No to nie wiem – rozłożył ręce w bezradnym geście.
- Opowiem ci wszystko, jak się wykąpię, dobrze? – zaproponowałem.
- Nie – chłopak złapał mnie za rękę i poprowadził do salonu. – Najpierw mi opowiesz! Wiesz, że jestem ciekawski i jeśli mi wszystkiego nie wyjaśnisz to zacznę snuć swoje chore domysły…
- Kuina… - westchnąłem, stojąc nad nim, podczas gdy fioletowowłosy zdążył już umościć się na kanapie w pozycji półleżącej. – Jestem cały mokry, gdybyś nie zauważył.
- Zauważyłem, zauważyłem – machnął ręką. – Nie przeszkadza mi to w niczym – zmusił mnie, żebym usiadł obok niego, po czym założył nogi na moje kolana, tak jak miał to w zwyczaju robić.
Ponownie westchnąłem i w telegraficznym skrócie opowiedziałem to, co miało miejsce, wiedząc, że nie ma sensu się z nim kłócić. Zresztą nawet nie miałem na to siły. Kiedy tylko usiadłem uleciały ze mnie resztki energii, dzięki którym jeszcze chwilę temu trzymałem się na nogach. Zrobiłem się senny. Zamknąłem oczy i z pewnością bym zasną, gdyby nie to, że przeszkadzał mi fakt, iż ubranie klei się do mojego ciała, jestem mokry i brudny.
- To lepiej niżby miała cię zaatakować kałamarnica – podsumował, kiedy skończyłem mówić.
- No niby tak… - mruknąłem. – Przynajmniej ty nie miałeś dzisiaj pecha.
- Fakt. Moje szczęście – zaśmiał się, po czym spoważniał. – Chociaż dziś chodzą mi po głowie jakieś dziwne myśli…
Oj, w tym momencie zorientowałem się, że basista już szykuje się, żeby podzielić się ze mną tymi swoimi dziwnymi, „błyskotliwymi” myślami. W naszym zespole fioletowowłosy był nazywany „filozofem”, właśnie ze względu na rzeczy, nad którymi rozmyślał i sentencje, którymi lubił się z nami dzielić.
- Jakież to myśli? – mój jeden kącik ust podniósł się.
- Zastanawiałem się dzisiaj dlaczego okrągła pizza pokrojona w trójkąty jest pakowana w kwadratowe pudełko… dlaczego nie można zrobić trójkątnej pizzy pokrojonek w trójkąty i zapakowanej w trójkątne opakowanie?... albo dlaczego bułka nazywa się „bułka”, a nie chleb kółko; przecież to prawie jedno i to samo! (wiem, że to głupie i że w Japonii chleba praktycznie wcale się nie je, ale to są moje, polskie „rozkminy”, za które przepraszam xD od aut.) – wyrzucił ręce w powietrze. Spojrzałem na Kuinę i zaśmiałem się cicho pod nosem, jednak to nie był koniec; chłopak zdawał się być w „ferworze walki”. – Poza tym, jak ciebie nie było, oglądałem przez chwilę telewizję. Akurat leciało to nowe PV Mejibray („Decadence”, kto jeszcze nie posłuchał – polecam! od aut.). Przyglądałem się tak im wszystkim… I wiesz, co zauważyłem?
- Co? – zapytałem od niechcenia.
- Że wszyscy mają zasłonięte jedno oko! Meto guzikiem, Tsuzuku różą, Koichi przepaską a’la pirat, MiA taką nieco inną, grubszą przepaską… Nie uważasz, że to dziwne? Zastanawiałem się czy nie pogadać o tym z Koichim… - mruknął. – Zresztą to jest takie nie fair! Ja też noszę przepaskę, bo chcę być wyjątkowy, a ich cały zespół tak ma… Czuję, jakby moja dusza została zgwałcona… - wzdrygnął się. – Dlaczego nigdy nie udaje mi się być wyjątkowym? – jęknął żałośnie.
- A to, że masz fioletowe włosy i prawie trzydzieści kolczyków w całym ciele (różni fani podają różne liczby – jedni mówią, że ma 24, inni, że 27… Ja osobiście doliczyłam się 26, ale nie chcę przekłamać, dlatego rzuciłam tu taki ogólnik od aut.) nie czyni cię wyjątkowym?
- Nie – odpowiedział z miną naburmuszonego dziecka.
Tym razem roześmiałem się znacznie głośniej. Spojrzałem na muzyka, który zdawał się być urażony moją reakcją. Spojrzałem na niego miękko i pokręciłem głową z politowaniem, a jednocześnie delikatnym uczuciem.
- A to, że jesteś mój? – przybliżyłem się znacznie do niego. – To również nie sprawia, że jesteś wyjątkowy?
Kuina delikatnie się zarumienił i uśmiechnął nikle. On również przysunął się do mnie. Nasze usta złączyły się w krótkim, czułym pocałunku.
- Wybacz, że tego nie uwzględniłem – szepnął i musnął moje wargi ponownie.
Odsunęliśmy się z powrotem na nasze poprzednie miejsca. Zadrżałem z zimna, co nie uszło uwadze basisty. Wsunął dłoń pod moją bluzkę i położył ją na moim brzuchu. Jego skóra była taka gorąca… wręcz upajałem się tym. Chłopak podwinął materiał t-shitru i zdjął go ze mnie. Nachylił się i zaczął całować moją szyję. Odchyliłem głowę do tyłu, ułatwiając mu tym samym do siebie dostęp. Jednocześnie rozpinał moje spodnie, których szybko się pozbył.  Masywna sprzączka paska wydała z siebie nieprzyjemny dźwięk, kiedy uderzyła o podłogę. Opuszkami palców musnął moje krocze przez materiał bokserek, przez co przeszedł mnie dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Przesunął dłonią po wewnętrznej stronie mojego uda, a w momencie, kiedy już myślałem, że się mną zajmie…
- Marsz to łazienki! – podniósł się i wskazał mi palcem odpowiednie drzwi. – Żebym musiał cię rozbierać do kąpieli!... Naprawdę, Subaru, ile ty masz lat? – wywrócił oczyma.
Westchnąłem zawiedziony, jednak mimo wszystko usłuchałem go. Już w samej bieliźnie poszedłem do łazienki i odkręciłem kurek z wodą, przygotowując sobie kąpiel w wannie. Dodałem mojego ulubionego płynu do kąpieli o zapachu białej czekolady i obserwowałem, jak na tafli tworzy się piana. Kiedy wody było wystarczająco dużo, zdjąłem z siebie bokserki i wszedłem do wanny. Nie powstrzymałem jęku przyjemności, który wydał się z moich ust, gdy zanurzyłem się w ciepłej wodzie. Zamknąłem oczy. Rozkoszowałem się ciepłem, które pieściło moje ciało, kiedy niespodziewanie usłyszałem ciche kliknięcie. Otworzyłem oczy i spojrzałem na Kuinę, który był już bez spodni. Spojrzałem na niego zdzwiony, na co on odpowiedział mi szelmowskim uśmiechem.
- Musisz mi wynagrodzić ten czas, który kazałeś mi na siebie czekać – zaśmiał się cicho, po czym zdjął koszulkę i usiadł na brzegu wanny. – Musisz się mną zająć – zachichotał.
- Z wielką przyjemnością – odpowiedziałem mu z szerokim uśmiechem i wciągnąłem go do wanny. Przyciągnąłem go do namiętnego, gorącego pocałunku, jednocześnie ściągając z niego bieliznę.

Może tok myślenia fioletowowłosego był w istocie nieco dziwny i nie zawsze posiadał jakiś sens, jednak to było to, co go wyróżniało, przez był wyjątkowy. Na dodatek wiedział, jak poprawić mi nastrój, a teraz tylko to się dla mnie liczyło. Może Kuina nie zostanie nigdy Platonem XXI w., ale jako filozof seksu jest wspaniały i niezrównany… a co najważniejsze, jest mój.

Oneshoot "Bath time with Tomoya & Kuina" Tomoya x Kuina (Royz)

Tak jak widzicie zmieniłam tło - tym razem na Garę z Merry. Ślicznuchno to wyszedł, ne? :3 Tak kawaii... *fangirl* Dobra, nieważne,... W każdym razie chciałam się wytłumaczyć, że to tło to wramach przeprosin dla Gary i Tetsu za to, że zaniedbuję ich serię i już dawno nic z nimi nie napisałam... No cóż... Życie; bywa (/.-)''
Tak jak obiecałam wrzucam shota z Royz, którego zapowiadałam już wcześniej. Do napisania tego natchnęło mnie to oto zdjęcie ;D




Tytuł: Bath time with Tomoya and Kuina
Paring: Tomoya x Kuina (Royz)
Typ: oneshoot
Gatunek: komedia (?), yaoi/shounen-ai (zależy jak kto interpretuje pewne sceny)
Beta: Hoshii.

- Miło, że wybrałeś się ze mną do łaźni – Kuina uśmiechnął się, odwracając do mnie przodem.
- No wiesz… Ciężko było się nie zgodzić, kiedy praktycznie uwiesiłeś się na mnie, drąc do ucha, że jak tego nie zrobię, to mnie zabijesz – mruknąłem rozbawiony. Fioletowowłosy wywrócił oczyma. – W sumie, dlaczego tak bardzo zależało ci, żebym poszedł z tobą do łaźni?
- Bo jesteś moją wymówką! – klasnął w dłonie i aż podskoczył z radości. – W końcu uwolniłem się od Subaru!
- Czyżby nasz wokalista cię nachodził? – zaśmiałem się, spoglądając na gitarzystę, który wymachiwał rękami na wszystkie strony.
- On mnie molestuje! – tak się oburzył, że machnął ręką w bok, przez co mężczyzna przechodzący obok nas oberwał w ramię. – Oj, przepraszam! – zawstydził i ukłonił się nisko w geście przeprosin. – Naprawdę nie chciałem!... A to o molestowaniu nie było o panu! – podniósł ręce w obronnym geście. Zdziwiony facet zamrugał kilkakrotnie, po czym pokiwał głową w pobłażliwy sposób, jak do dziecka, które mówi, że widziało krasnoludki w ogrodzie i potwora w ubikacji. – Naprawdę! To nie było o panu! – zarzekał się. – Nie mam w zwyczaju obgadywać ludzi, których nie znam…
- Wystarczy – zachichotałem, przerywając chłopakowi i ciągnąc go za rękę. – Jeszcze raz przepraszam za niego – skinąłem głową mężczyźnie, który odszedł, odwracając się za nami jeszcze kilkakrotnie. – Wystarczyło tylko powiedzieć „przepraszam” i odejść – pouczyłem go.
- Ale ten facet mi nie wierzył! On myślał, że go obgadywałem i posądzałem o molestowanie! Widziałem to w jego oczach! – zbulwersował się. – No, ale… dobra, nieważne. Ta niedowierzająca żmija już sobie poszła – odwrócił się w kierunku, w którym podążył ówfacet. – Na czym to ja wcześniej skończyłem? Ach, tak! Subaru mnie molestuje! – i znów się zamachnął. Zapewne uderzyłby ręką w wózek z dzieckiem prowadzony przez kobietę, gdybym w porę nie uwięził jego nadgarstka w stalowym uścisku.
- Ty jesteś niebezpieczny dla otoczenia! – parsknąłem śmiechem. – Kupię ci kajdanki; co ty na to? Przynajmniej twoje pole rażeni trochę się zmniejszy – poklepałem go po ramieniu.
- Nie! Żadnych kajdanek, bo Subaru je wykorzysta! – krzyknął przerażony.
- Niby jak mógłby je wykorzystać?
- Niecnie… Bardzo niecnie… A tak dokładnie to wykorzystałby mój tyłek bardzo niecnie, jeśli dorwałby się do tych kajdanek i przykułby mnie do jakiejś rury czy coś… - chlipnął, a ja objąłem go po przyjacielsku.
- To jest aż tak źle? Subaru usiłuje cię zgwałcić czy jak? – zaśmiałem się, kiedy wyobraziłem sobie naszego wokalistę jako gwałciciela… W sumie... pasowałoby to do niego…
- Zdrajco! – uderzył mnie łokciem w żebra. – Ciebie to bawi?! Koudai też mnie wyśmiał! Jak Subaru mnie niecnie wykorzysta i trafię do zakładu psychiatrycznego z traumą, będziecie musieli znaleźć zastępstwo na moje miejsce w zespole oraz uporać się ze skandalem seks-afery, to już nie będzie wam tak do śmiechu! – obraził się i przyspieszył kroku, lawirując między ludźmi.
Westchnąłem i pokręciłem głowa, po czym dogoniłem go i złapałem za rękę. Kuina próbował mi się wyrwać, jednak nie udało mu się to.
- No nie gniewaj się na mnie – uśmiechnąłem się do niego przyjaźnie. – Przecież wiesz, że nie chciałem cię urazić – cmoknąłem go w policzek na przeprosiny. – Może być? – upewniłem się, że taka rekompensata za moją „zniewagę” będzie mu odpowiadać.
- Może być… - zarumienił się słodko i stanął bliżej mnie.
- Ale nie posądzisz mnie za to o molestowanie? – zaśmiałem się.
- Nie, no co ty! Ciebie nie! – zapewnił.
W końcu dotarliśmy do łaźni. Weszliśmy do środka i skierowaliśmy się do męskiej szatni, gdzie nikogo oprócz nas nie było.
- Jakoś tu cicho, nie? – zagadnąłem po pewnym czasie. – Trochę za cicho…
- Jakby nikogo oprócz nas nie było tutaj… - mruknął fioletowowłosy. – To mała i rzadko odwiedzana łaźnia, ale chyba powinno być tu trochę więcej osób…
- No nic, cieszmy się spokojem, póki go jeszcze mamy – wzruszyłem ramionami i ściągnąłem bluzkę. Odwróciłem się w stronę Kuiny, który wpatrywał się we mnie wielkimi, błyszczącymi oczami. – Co jest? Nie rozbierasz się? – przekrzywiłem głowę.
- Tak… Ja… Znaczy… Już, już… - dukał, ale w końcu i on zaczął się rozbierać.
- Więc jestem twoją wymówką przed Subaru, tak? – zagadnąłem po chwili, żeby podtrzymać rozmowę, gdyż cisza panująca wokół niemalże raniła moje uszy.
- Tsa… Subaru zawsze chce ze mną chodzić do łaźni, na basen, wprasza mi się do domu, ostatnio nawet do łazienki, kiedy brałem prysznic! Ech… - westchnął. – Jest strasznie nachalny, przez co mnie męczy… Chciałem w końcu wyjść gdziekolwiek z kimś innym – spojrzał na mnie przelotnie. – Poza tym chciałem, żebyś poszedł ze mną do łaźni, bo kiedy nasz wokalista zapytał czy może mi towarzyszyć, szybko wykręciłem się, że idę z tobą. Wiedziałem, że tym go odstraszę i zyskam chwilę relaksu z przyjacielem – uśmiechnął się do mnie pięknie, na co odpowiedziałem mu tym samym. – No i nie będę molestowany…
- Subaru naprawdę cię molestuje? – owinąłem się ręcznikiem w pasie, tak jak mój towarzysz i razem poszliśmy do najbliższych natrysków, gdzie wstępnie opłukaliśmy się. Następnie skierowaliśmy się w stronę kąpieliska, które również było puste.
- Zawsze chce być blisko mnie, łapie mnie za tyłek, gładzi po udach, liże, całuje… - wywrócił oczyma. – Ostatnio nawet zaczął mnie gryźć!
- Może zakochał się w tobie? – zrzuciliśmy z siebie ręczniki i weszliśmy do gorącej wody. Zajęliśmy miejsca naprzeciw siebie, aby dobrze nam się rozmawiało.
- Koudai mówił mi to samo, tylko jest jeden problem… - odchylił głowę do tyłu, rozkoszując się przyjemnością, jaką dawała mu gorąca woda.
- Nie interesują cię chłopcy? – zgadywałem.
- Nie, nie o to chodzi. Szczerze, wolę chłopców, ale… mam już upatrzonego tego swojego chłopca, a nie jest to Subaru. Dlatego, że zakochałem się w innym, jego czułości tak mi przeszkadzają… - westchnął.
- A kim jest ten twój upatrzony chłopiec? – zapytałem z ciekawości, jednak nie odpowiedział mi. Zamknął oczy i zdawał się mnie ignorować, udawał, że nie dosłyszał pytania. Przysunąłem się do niego i dotknąłem delikatnie jego uda. – Hej, przecież jesteśmy przyjaciółmi – uśmiechnąłem się, kiedy Kuina otworzył oczy. – Możemy mówić sobie o takich rzeczach, nie? Chyba, że mi nie ufasz…
- To nie tak… To po prostu… jest trochę skomplikowane – mruknął, spoglądając na mnie niepewnie. – A ty lubisz chłopców?
- Szczególnie nagich, w łaźni, z fioletowymi włosami i masą kolczyków – wyszczerzyłem się, a chłopak przewrócił oczyma. – Nie żartuję. Lubię chłopców, więc nie musisz się krępować. Możesz mi powiedzieć – zachęcałem go.
- No nie wiem… Tomoya, to nie jest takie proste jak się wydaje! – zarumienił się. Był trochę spanikowany. Przysunąłem się do niego jeszcze bliżej i przesunąłem dłonią po całej długości jego uda, docierając aż pod krocze.
- Więc dowiem się dzisiaj, kto to jest? – uśmiechnąłem się figlarnie, a on zarumienił się jeszcze bardziej i rozejrzał, czy aby na pewno nikogo nie ma w pobliżu.
- Zamknij oczy – wykonałem jego polecenie. – Wybacz, ale nie mam odwagi tego powiedzieć. Mam nadzieję, że nie obrazisz się, jeśli przekażę ci to tak obrazowo… - szepnął mi do ucha, a następnie polizał je i musnął moje usta.
Pocałunek był tak delikatny i szybki, że prawie nic nie poczułem. Otworzyłem oczy i spojrzałem na chłopaka, który już szykował się, żeby wyjść z kąpieliska. Uniemożliwiłem mu to, łapiąc go za bark i przyciągając do siebie. Posadziłem go sobie na kolanach, a następnie przeniosłem dłoń na jego kark i złączyłem nasze usta; tym razem w długim i namiętnym pocałunku. Mocno przylgnąłem do jego warg, nie pozwalając mu nabrać tchu. Drugą, wolną dłonią masowałem jego plecy, za co on w rewanżu, objął mnie za szyję. Polizałem jego dolną wargę, zahaczając o wszystkie kolczyki, a on w odpowiedzi uchylił usta. Wsunąłem w nie język, smakując. Przyciągnąłem go mocniej do siebie, a że byliśmy nadzy Kuina zachłysnął się powietrzem, kiedy otarliśmy się o siebie. Odsunął się ode mnie zarumieniony – pytanie czy te rumieńce powstały przez otaczającą nas gorącą parę wodną, zawstydzenie czy dlatego, że przydusiłem go podczas pocałunku? Przeszły go dreszcze przyjemności.
- Tomoya… - jęknął wręcz błagalnie. – Jeeszcze… Proszę, chcę więcej – szepnął, a następnie zaczął całować mnie po szyi.
- Spokojnie, nigdzie ci nie ucieknę. Zamierzam cię zaspokoić – uśmiechnąłem się, po czym ponownie złączyłem nasze usta. Fioletowowłosy wplótł palce w moje włosy. Mruczał, kiedy pieściłem językiem jego podniebienie i drażniłem palcami stwardniałe sutki. – Chcesz zrobić to tutaj, czy biegniemy do hotelu albo mieszkania któregoś z nas?
- Tutaj! Nie wytrzymałbym drogi do hotelu czy mieszkania… - odpowiedział zdyszany. Chłopak był już podniecony, tak samo jak i ja. Postanowiłem mu pomóc, dlatego moja ręka ponownie zawędrowała na jego udo i szybko zbliżała się do krocza.
- Zgwałciłbyś mnie na ulicy? – zaśmiałem się.
- Żebyś wiedział! ACH! – jęknął, gdy chwyciłem jego męskość w dłoń i zacząłem nią bardzo powoli poruszać. Przesuwałem palcami po całej długości prącia. – Bawisz się mną… - stęknął, wyprężając się. – Szybciej, proszę… Tomoya, no zlituj się! – krzyknął opadając na mnie.
- Jak zaczniesz głośniej jęczeć, to przyspieszę – zaszantażowałem go.
- Jak przyspieszysz, to będę głośniej jęczeć – odgryzł się.
- Uparty… - pokręciłem głową, po czym to on mnie pocałował.
Całowaliśmy się namiętnie, a Kuina jęczał wprost w moje usta, co jeszcze bardziej mnie podniecało. Miałem wrażenie, że woda stała się jeszcze bardziej gorąca. Fioletowowłosy również zaczął mnie onanizować ręką, a gdy byłem już bliski spełnienia, zaprzestał pieszczot. Uniósł odrobinę biodra, chcąc się na mnie nabić.
- Ej, spokojnie, napaleńcu – zganiłem go, chwytając mocno za biodra i uniemożliwiając jakikolwiek ruch. – Jeszcze cię nie przygotowałem – mruknąłem mu zmysłowo do ucha, przejeżdżając palcem między jego pośladkami.
- Och, przestań, chcę już poczuć cię w sobie – spojrzał na mnie błagalnie, jednak byłem nieugięty.
- Będzie bardzo bolało, jeśli zrobimy to bez przygotowania… - polizałem go po obojczyku. – A przecież nie chcę zrobić ci krzywdy, a sprawić przyjemność – uśmiechnąłem się i cmoknąłem go w nos.
Nie czekając na jego przyzwolenie zacząłem napierać na jego wejście. Powoli zacząłem wsuwać w niego pierwszy palec, a chłopak wzdychał i kręcił się niespokojnie. Objąłem go mocniej wolną ręką, unieruchamiając. Kuina położył głowę na moim ramieniu.
- Widzisz, to dopiero pierwszy palec, a ty…
- Dawno tego nie robiłem – wytłumaczył się, przerywając mi. – Ach! – westchnął, owiewając gorącym oddechem moją szyję.
Wsunąłem w niego palec zaledwie do połowy, kiedy niespodziewanie usłyszeliśmy kroki… znaczy, ja usłyszałem kroki, gdyż Kuina przeniósł się w świat słodkiej ekstazy i jedyne, co był w stanie robić to jęczeć, wzdychać, powtarzać moje imię i zaciskać na mnie mięśnie. Po chwili kroki ucichły, a ja stwierdziłem, że musiało mi się albo uroić, albo ktoś na ulicy bardzo głośno tupał lub szurał nogami. Skupiłem się na kochanku, który właśnie tego oczekiwał. Kuina ugryzł mnie w ramię, dlatego spojrzałem na niego z niemym pytaniem, na co on odpowiedział mi uśmiechem. Sięgnął ponownie moich ust, kiedy nagle…
- Co do…
Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na dwójkę mężczyzn w granatowych uniformach. Jeden z nich taszczył skrzynkę z narzędziami, drugi dość sporych rozmiarów pudło. Spojrzeli na nas z przerażeniem, na co my jedynie zarumieniliśmy się i spuściliśmy głowy. Wyjąłem palec z wnętrza chłopaka i ułożyłem niewinnie ręce na jego biodrach, jedynie go przytulając. Chłopak jęknął cichutko, kiedy wyjąłem palec.
- Także tego… - wymamrotałem mało inteligentnie. Jakoś nie wyglądali na takich, którzy również chcieliby wziąć kąpiel, więc co tu, do cholery, robili? I, co ważniejsze, czy nie mogli przyjść później?!
- Przyszliśmy wymienić instalację – wyjaśnił facet z narzędziami, jakby czytając w moich myślach. – Nie widzieli panowie informacji na drzwiach, że w dniu dzisiejszym łaźnia będzie nieczynna?
- No… Jak widać, raczej tego nie zauważyliśmy… - bąknąłem. – Kuina, wychodzimy – pociągnąłem chłopaka za rękę.
- Co? – spojrzał na mnie przerażony. No tak, nasze erekcje rzucały się nieco w oczy.
Nie myśląc wiele złapałem nasze ręczniki, które leżały nieopodal i rzuciłem jednym z nich w fioletowowłosego.
- Mocno zaciśnij ręcznik na biodrach – szepnąłem mu na ucho.
Odwracając się tyłem do mężczyzn, owinęliśmy się ręcznikami. Obaj mocno je zacisnęliśmy i ekspresowymi tiptopkami*  wparowaliśmy do szatni. Obaj oparliśmy się o ścianę, oddychając ciężko. Po chwili zaśmiałem się dźwięcznie.
- Więc tak wygląda nasz magiczny, pierwszy raz? – parsknąłem śmiechem. – Widzisz, teraz nie masz wyboru; musisz wytrzymać aż dojdziemy do hotelu – powiedziałem dobitnie, obejmując chłopaka w pasie i całując go w skroń.



*no wiecie, takimi malutkimi kroczkami xD