Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Więzienie". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Więzienie". Pokaż wszystkie posty

Wiezienie cz.4

I | II | III |



Stanąłem, jak wryty i spojrzałem na dziewczynę ze zdziwieniem malującym się na twarzy. Yuu niewiele rozumiał z tego, co się działo i przenosił wzrok to na mnie, to na Omi szukając w naszych twarzach jakiś odpowiedzi.
-To twoja sprawka?- szepnąłem.
-Tak- odparła z wyższością w głosie, która była dla niej tak charakterystyczna.- Szczerze, myślałam, że wrócisz w gorszym stanie- wstała z łóżka i zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów. Prychnęła i wyszła z sypialni, potrącając mnie w drzwiach i wciskając w rękę jakieś zdjęcie.- Nie zapomnisz mnie! Obiecuję!- krzyknęła z przedpokoju, następnie opuszczając moje mieszkanie.
Spojrzałem na zdjęcie, które mi wręczyła. Prehistoryczne czasy, kiedy jeszcze byliśmy parą. Blondynka siedziała mi na kolanach okrakiem i namiętnie całowała, a ja obejmowałem ją w pasie. Pamiętam- choć byłem wtedy pijany- to był najgorszy wieczór w moim życiu. Właśnie tego pamiętnego wieczoru wyznała mi, co do mnie czuje, a ja, jako zwierz potulny i nie chcący nikogo skrzywdzić, nawet takiej wiedźmy, jaką była Omi, zgodziłem się zostać jej więźniem (czyt. chłopakiem). Wiedziałem, że później będę tego żałował… ale żeby aż tak?
-Kto to był?- moje rozmyślenia przerwał słaby głos czarnowłosego.
-Mo… Moja była- wydukałem.
Aoi spojrzał mi przez ramię i skrzywił się widząc zdjęcie.
-Wiesz… Ja chyba jednak wrócę do domu… W końcu po tylu latach przydałoby się pokazać- mruknął i już chciał się skierować do wyjścia, kiedy zamknąłem jego nadgarstek w stalowym uścisku.
-Nie idź… proszę- spojrzałem na niego wzrokiem zbitego szczenięcia.
Yuu posłusznie zatrzymał się i jeszcze raz rzucił okiem na zdjęcie, które trzymałem w drugiej ręce. Widząc, jaki dyskomfort sprawia mu to uwiecznienie mojej głupoty, nie namyślając się długo podarłem zdjęcie. Puściłem jego rękę i zabrałem album z łóżka, po czym to wszystko wyrzuciłem do kosza. Kit z tym, że w tym albumie mieściły się jeszcze jakieś inne zdjęcia- teraz najważniejszy był Shiro i przekonanie go, że nie przywiązuję wagi do tych bardzo dawnych dziejów. Żeby uświadomić mu to w pełni, podszedłem do niego i mocno pocałowałem. Wepchnąłem język do jego ust zakładając mu ręce na szyję. Chłopak oddał pocałunek i objął mnie w pasie. Czułem, jak jego serce zwalnia i wraca do swojego naturalnego tempa, jak wszystkie mięśnie napięte do granic możliwości rozluźniają się, a on sam niemalże osuwa mi się w ramionach
-Dlaczego to zrobiła?- zapytał mój ukochany, kiedy już odsunęliśmy się od siebie.
-Bo jest głupia, a jej rodzice mają znajomości. I jest wiedźmą- wzruszyłem ramionami i z powrotem wepchnąłem Yuu do sypialni.
-Wiedźmą?- zdziwił się.- Mówisz tak, jakbyś jej nigdy nie kochał…- zauważył.
-Bo taka jest prawda…- mruknąłem, popychając go na łóżko i siadając na nim okrakiem.
-W takim razie dlaczego w ogóle z nią …
-Cicho- przerwałem mu.- Nie przejmuj się nią- ponownie złączyłem nasze usta w gorącym, lecz krótkim pocałunku.
-Kiedy ja nie mogę, Uruha!- zbulwersował się.- Jakaś piczka wsadza cię do pierdla za nic, a potem przychodzi do ciebie do domu i jeszcze grozi, że ją popamiętasz. A jeśli szykuje coś jeszcze gorszego? Jeśli coś ci się stanie?- przeląkł się.- Martwię się o ciebie…
-Wiem- uśmiechnąłem się.- Od pierwszego dnia, kiedy się spotkaliśmy, non stop się o mnie martwisz. Zrób sobie dziś wakacje- szepnąłem mu na ucho i przygryzłem jego płatek.- W sumie to musimy jej podziękować…
-Niby za co?!- oburzył się czarnowłosy.
-Gdyby nie ona, nie poznałbym cię- uśmiechnąłem się figlarnie i otarłem o niego, znów sięgając jego cholernie kuszących warg. Ten pocałunek był bardziej delikatny i zmysłowy.
-Też racja- zetknął się ze mną czołem.- Kocham cię- uśmiechnął się.
-Ja ciebie też- odpowiedziałem, a moja ręka wylądowała na jego kroczu. Yuu jęknął, co wywołało u mnie triumfalny uśmiech zwycięstwa.
-Kou-chan, czy ty się dobrze czujesz?- zapytał nagle.
-Tak, bo co?- wyszczerzyłem zęby i zacisnąłem dłoń na jego męskości. Aoi odchylił głowę, przymknął oczy i ponownie wydał z siebie jęk rozkoszy. Przysunąłem się do niego i zacząłem obdarzać jego szyję pocałunkami.
-Bo nie wiem, gdzie podział się ten mój bezbronny, cichy i słodki Uruha- uśmiechnął się, kiedy przygryzłem jego skórę.
-Zastąpił go Uruha-napaleniec- zachichotałem i przejechałem językiem wzdłuż jego grdyki. Mężczyzna pode mną zadrżał z przyjemności.
-Masz ochotę?- wyszczerzył się figlarnie.
-Cholerną- dał mi mocnego klapsa, na co odwdzięczyłem mu się pokaźną malinką tuż przy lewym obojczyku.
Wtedy wszystko potoczyło się tak naturalnie. Tak, jakby było to naszą codziennością. Yuu ściągnął ze mnie bluzkę i zaczął gładzić moje plecy w okolicach krzyża. Ja również pozbyłem się górnej części jego garderoby i przejechałem dłonią po torsie, na którym pięknie rysowały się delikatne mięśnie. Moja ręka zjechała niżej, na brzuch partnera. Warto podkreślić, że idealnie płaski brzuch, na którym można by zerować poziomice. (pewnie robi szóstkę weidera, też mam idealnie płaski xd – przypis bety). Kiedy dotarłem do jego podbrzusza, Shiroyama westchnął i przymknął na chwilę oczy. W tym momencie zająłem się rozpinaniem jego rozporka. Robiłem to bardzo powoli, przy czym jednocześnie masowałem jego krocze przez materiał bokserek. Chłopak był już nieźle podniecony. W końcu pozbawiłem go spodni i nachyliłem się nad nim, zaledwie muskając gorące usta. Ułożyłem się między jego nogami, ściągając z niego bokserki. Oblizałem lubieżnie wargi, widząc erekcję - miał się czym pochwalić. Nie żebym ja nie miał, ale to taka anegdota… Uśmiechnąłem się figlarnie i od razu wziąłem ją do ust. Wkrótce do zabawy dołączyłem jeszcze język, wzmacniając tym samym pieszczotę. Aoi odruchowo wypchnął biodra w moją stronę. Mężczyzna jęczał donośnie wplatając palce w moje włosy i nadając moim ruchom swoje ulubione tempo. Lizałem go i ssałem, ale przeważnie podgryzałem. Byłem ostry, wręcz brutalny, ale z jego odgłosów mogłem wywnioskować, że źle mu raczej nie było. Po chwili Shiro doszedł w moich ustach, niemalże krzycząc. Przełknąłem jego nasienie i wyprostowałem się, uśmiechając szeroko. Mój kochanek miał wypieki na twarzy i zamglony wzrok, a jego czoło było zroszone błyszczącymi w świetle perełkami potu- również się uśmiechał. Niespodziewanie przewrócił mnie, tak, że teraz to on był na górze.
-No chyba sobie nie myślisz, że to ty będziesz seme- zaśmiał się i pocałował mnie, jednocześnie zdejmując ze mnie spodnie wraz z bielizną.
-Nie? A już miałem nadzieję- zachichotałem i otarłem się o niego. Oboje zadrżeliśmy pod wpływem przyjemnego dreszczu przechodzącego wzdłuż kręgosłupa.
Czarnowłosy rozejrzał się za czymś do nawilżenia. Wysunąłem szufladę szafki nocnej i wyjąłem z niej truskawkowy balsam podając go ukochanemu. Aoi odkręcił pojemniczek i nawilżył trzy palce.
-Będziesz ładnie pachniał- zaśmiał się, całując mnie po torsie.
-Sugerujesz, że teraz nie pachnę ład… Ach!- urwałem, kiedy dotknął zimnymi, nawilżonymi palcami mojego penisa. Wiedział, jak mnie uciszyć…
Mężczyzna uniósł mnie delikatnie i wbił we mnie pierwszy palec. Zachłysnąłem się powietrzem zaciskając mocno powieki.
-Zaraz przestanie boleć- szeptał mi uspakajające słówka, nadal nie przestając mnie całować.
-Aaa… Mhm…- kiwnąłem głową.- Drugi! Dodaj drugi!- to nie była prośba, tylko rozkaz.
-Jeszcze chwilka, kochanie…
-Teraz!- krzyknąłem, a Aoi posłusznie wykonał moje polecenie.- AAA!- wrzasnąłem. Boże, jakie to było przyjemne… Nie do opisania słowami.- Mmm…- mruczałem mu do ucha.- Trzeci! Chcę trzeci!- pośpieszałem go.
-Poczekaj jeszcze. W ten sposób nie zmniejszysz bólu…- próbował mnie przekonać, jednak ja wiedziałem swoje. Zresztą nie chodziło tutaj o ból, a przyjemność. Sama świadomość, że choć jedna mała JEGO część, choćby tak mało intymna, jak palce, znajdowała się we mnie, sprawiała mi radość.
-Dodaj ten cholerny trzeci palec!- poruszałem biodrami, jeszcze bardziej nabijając się na jego palce.
-Ale…
-Już!- wykonał polecenie, a ja krzyknąłem, całkiem tracąc kontrolę nad swoimi biodrami.- Mmm… Dobrze mi- szepnąłem mu do ucha, gryząc je.- A teraz chcę…- specjalnie nie dokończyłem i dotknąłem jego żołędzia.- Tylko mocno…
Yuu spełnił i to życzenie, tym razem darując sobie wszelkie gadki. Wszedł we mnie jednym płynnym ruchem, a ja krzyknąłem jego imię. Odchyliłem głowę do tyłu i założyłem mu ręce na kark.
-Taaak…- jęknąłem i zacząłem poruszać biodrami, tym samym dając mu znak, że może już zacząć.- Uderz mnie…
-C… Co?- zdumiał się, wykonując we mnie pierwsze, powolne ruchy.
-Uderz mnie… Mocno!- powtórzyłem, a czarnowłosy na chwilę się zmieszał. W końcu jednak uśmiechnął się i wymierzył mi siarczysty policzek.- Cudnie…- sapnąłem zadowolony, kiedy przyśpieszył ruchy.
-Masochista- zachichotał i ugryzł mnie mocno w ramię. Syknąłem. Jedną ręką chwycił mnie za włosy i mocno szarpnął, odchylając moją głowę do tyłu.- A teraz, skarbie… Czyj… Czyją jesteś suką?- uśmiechnął się wrednie. Chyba wreszcie zrozumiał, o co mi chodzi.
-Twoją…
-Nie słyszę- mocniej szarpnął mnie za włosy.
-Twoją- powtórzyłem głośniej. Nagle Aoi zwolnił i zaczął ze mnie wychodzić. Wymierzył mi jeszcze jeden cios w twarz, tym razem w drugi policzek.
-Coś mówiłeś?- udawał, że niedosłyszał.
-Ach… Yuu, nie rób mi tego! Ach, ach… Twoją, twoją! Słyszysz, jestem twoją suką!- wrzasnąłem na całe gardło, a ukontentowany czarnowłosy wszedł we mnie najmocniej jak potrafił i od razu zaczął się szybko poruszać.- Tak, tak! Rżnij mnie!- jęczałem głośno.
-Co mam robić?- znów zwolnił.
-Yuu, ty świnio!- teraz to ja wymierzyłem mu siarczysty policzek.- Ujeżdżaj mnie! Rżnij mnie! Spełnię każde twoje życzenie, tylko rób mi tak!- wiłem się pod nim, błagając o jeszcze więcej przyjemności.
-A jeśli nie chcę?- zapytał ironicznie.
-Zrób  to, bo…
-Bo co?- zaśmiał się.
W odpowiedzi przewróciłem go na plecy. Usiadłem na nim okrakiem i nabiłem się na jego członka od razu szybko poruszając biodrami w górę i w dół. Obaj głośno dyszeliśmy i jęczeliśmy. Mężczyzna nawet nie próbował mnie stopować, dobrze wiedział, że jestem już na granicy wytrzymałości i gdyby jeszcze się ze mną droczył, mógłbym stać się nieobliczalny, zrobić coś nieprzewidywalnego.
Shiro wypychał biodra do góry, wchodząc we mnie jeszcze mocniej. Wrzasnąłem z przyjemności, kiedy trafił w prostatę i zacisnąłem na nim mięśnie. Obaj doszliśmy w tym samym momencie. Opadłem na niego wykończony. Aoi objął mnie i zaczął gładzić po mokrych włosach i plecach. Regulowaliśmy oddechy.
-Byłeś boski- uśmiechnąłem się do niego.- Wiedziałeś, czego chciałem- ciepłym oddechem owiałem jego szyję.
-Ty też byłeś wspaniały- wczepił palce w moje włosy, masując skórę głowy.- Co nie zmienia faktu, że jesteś masochistą- zaśmiał się.- Zawsze taki byłeś w łóżku, czy masz tak tylko z facetami?
-To był mój pierwszy raz z mężczyzną- wyznałem, moszcząc się wygodniej na jego rozgrzanym torsie.
-Co?!- zdziwił się.
-Nom- spojrzałem na niego, będąc już jedną nogą w krainie Morfeusza.
-Nigdy bym się nie domyślił. Byłeś taki… ostry. Skąd wiedziałeś, co zrobić? W końcu… Ty to wszystko zacząłeś- zauważył.
-Nawet, kiedy jeszcze się uważałem za hetero, czy Bi, czytałem dużo yaoi- wyszczerzyłem się.- Zresztą mój przyjaciel jest homo.
-Ten, ten… Reita? Dobrze mówię? Ten, który odwiedził cię w więzieniu, o którym mi opowiadałeś?
-Nie. To był Ruki. Ruki jest z Reitą- wyjaśniłem.
-Aha, pomyliło mi się- mruknął i pocałował mnie w czoło.- Nigdy nie zapomnę tej nocy- uśmiechnął się.
-Ja też nie- objąłem go ciaśniej.
-Mój słodki, bezbronny Uru demonem seksu- zaśmiał się.- Podoba mi się to- musnął moje wargi, po czym oboje usnęliśmy zmęczeni dzisiejszymi zakupami, spotkaniem z Omi, no i wspaniałym seksem.

THE END

Wiezienie cz.3

I | II |



-Takashima!
-Jestem!- wychrypiałem.
-Zbieraj się!
-Jak?
-Z rzeczami! Masz pięć minut!
Co?!?! Przenoszą mnie do innej zony? Innej celi? Ja nie chcę! Od tamtego pamiętnego pocałunku z Yuu, ten mały, więzienny światek stał się nawet do zniesienia. Aoi, tak jak obiecał, w magiczny sposób przemycał całe opakowania (!) leków, które przynosił dla mnie jego ojciec, więc czułem się już trochę lepiej, choć o odzyskaniu pełnego zdrowia jeszcze mówić nie mogę. Poznałem kilku innych więźniów, zrozumiałem, jakie zasady tutaj obowiązują, zacząłem nawet grać w karty i udało mi się wygrać kilka razy. Po całym, szarym, zwykłym dniu, wręcz z pasją czekałem na wieczór, kiedy wracaliśmy do swoich cel. Wtedy byłem sam na sam z moim czarnowłosym i beztrosko mogliśmy okazywać sobie nawzajem uczucie, które się między nami zrodziło. „Tutaj wszystko przychodzi szybciej; przyjaciele, miłość, śmierć”- jak to ujął Shiro. W istocie zdarzało się, że ktoś popełnił samobójstwo albo zmarł na kiłę, ale w momencie, kiedy byłem z Yuu, nie obchodziło mnie to.
-A… Ale dlaczego?- zapytałem słabym głosem, spoglądając ze śmiertelnym przerażeniem w oczach na Shiroyamę.
-Trzy minuty!- warknął klawisz, nic mi nie wyjaśniając.
***
Jak się później okazało, nie zostałem nigdzie przeniesiony, tylko… wypuszczony. Tak, zwolnili mnie z więzienia. Odzyskałem swoje ubranie, telefon i pieniądze, co prawda niepełną sumę, jaką miałem na początku, ale to drobiazg.
Przyjechała po mnie cała eskorta- rodzice, Ruki, Reita i Kai. Pojawił się nawet Yune, który przyjechał do mnie aż z Kyoto. Nastąpiła seria uścisków i radosnego świergotu- wszyscy wypytywali mnie jak się czuję i jak sobie tam poradziłem, że wychodzę z więzienia w jednym kawałku i to w dodatku o własnych siłach. Każdy chciał wiedzieć jak najwięcej i poznać odpowiedzi na nurtujące go pytania, jednak ja milczałem. Z żalem ostatni raz obejrzałem się i spojrzałem na szary budynek. A co z Yuu? Przecież on jeszcze nie odsiedział swojego wyroku- kurwa, nawet nie wiem, ile mu jeszcze zostało! Nie chcę żeby tak to się skończyło- żeby pomyślał, że wykorzystałem go ze względu na jego wysoką pozycję w więziennej hierarchii i ojca lekarza… przecież on nadstawiał za mnie karku- przynosząc mi leki, wstawiał się za mną, kiedy wybuchała jakaś awantura przy grze w kartach. Robił to bezinteresownie… już od pierwszego dnia- oddał mi swoją koszulę i ogrzał własnym ciałem. Był dla mnie taki dobry, nawet, kiedy ja byłem dla niego wredny, czy niewdzięczny, on nie tracił humoru i zawsze się uśmiechał… Chyba właśnie dlatego udało mi się przetrwać w więzieniu- dla jego uśmiechu. Potrafił uszanować to, że źle się czułem i miałem wszystkich dość. Ba, nie tylko to tolerował, ale wtedy jeszcze bardziej się mną opiekował! Czułem się strasznie, wiedząc ile on dla mnie zrobił, a ja? A ja nie zrobiłem nic… i w dodatku teraz wychodzę i zostawiam go samego.
Omiotłem spojrzeniem budynek więzienia i spojrzałem w jedno z okien, w którym znajdowały się kraty- tam była kantyna, teraz pewnie jedzą coś na kształt śniadania. Spojrzałem i… nie wierzę! Yuu! Czemu on tam stoi? Boże, i tak już jest mi wystarczająco ciężko, więc niech nie patrzy na mnie takim wzrokiem! Chłopak spróbował się uśmiechnąć, ale zamiast tego na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. Widocznie czuł się równie źle, jak ja, o ile nawet nie gorzej. W dodatku jeszcze go zaraziłem… Zaraz, zaraz… On coś mówi! Zmrużyłem oczy, żeby lepiej przyjrzeć się ruchowi jego warg i wyczytałem z nich coś na kształt: „Żegnaj Uruha”… Tak, to moje nowe przezwisko. Na początku wszyscy mówili na mnie „lala” albo „laleczka”, ale „szef” spacerniaka zmienił mi ksywę na „śliczny”, gdyż widział, jak za każdym razem się wkurzałem, kiedy ktoś porównywał mnie do Barbie. Aoi odszedł od okna. Był smutny, a chciałem żeby znów się uśmiechał…
***
Nie mogłem uwierzyć, że spędziłem w więzieniu aż miesiąc! Przy Shiro czas pędził jak szalony, nie odczuwałem tego. Żyłem w przekonaniu, że mamy dla siebie jeszcze dużo czasu, a tu… proszę, wszystko zbuntowało się przeciw naszym planom. No cóż…
Pierwsze, co zrobiłem po wyjściu z mamry, to skierowanie się do szpitala. Tym razem byłem bardziej uważny i obserwowałem, czy jacyś dwaj funkcjonariusze z pałkami nie czają się, aby znów mnie szczenić… znaczy złapać. Na szczęście tym razem nie doznałem żadnych rewelacji w izbie przyjęć. Zostałem skierowany do gabinetu 21. Zapukałem i po głośnym „wejść!”, nacisnąłem na klamkę. Jeszcze przed wejściem spojrzałem na tabliczkę, wiszącą na drzwiach. „doktor Shiroyama”- przeczytałem i aż oniemiałem. Mężczyzna w podeszłym wieku siedzący za wielkim biurkiem zawalonym stosem papierów, wskazał mi fotel. Posłusznie usiadłem i wlepiłem w niego wzrok.
-Co panu dolega?- zaczął formalnie.
Przez chwilę biłem się z własnymi myślami- zapytać, nie zapytać? W końcu przełamałem się.
-Przepraszam, ale czy ma pan syna o imieniu Yuu?
-Tak- powiedział i podniósł na mnie wzrok.- A co to ma do pana choroby?
-Czy Yuu nie odsiaduje przypadkiem wyroku w więzieniu?- drążyłem.
-Możliwe, ale co to ma do rzeczy?- zirytował się.- Książkę pan pisze? Jestem lekarzem, a nie jakąś gwiazdą i nie życzę sobie żadnych wywiadów dotyczących mojej rodziny!
Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Yuu dzielił ze mną celę. To dla mnie przemycał leki- powiedziałem cicho, a mężczyzna zdębiał.
-To ty jesteś ten Uruha?
-Tak- kiwnąłem głową.
-O matko! Yuu wiele mi o tobie pisał! W ostatnim liście wspomniał, że cię ni z gruszki, ni z pietruszki wypuścili, tak samo jak cię usadzili…- chciał coś dodać, ale przerwałem mu.
-A co z Yuu? Ile mu jeszcze zostało wyroku do odsiedzenia?
-Niecały rok.
Boże, jak długo! Nie wytrzymam tyle bez niego!
-To niedługo!- dla kogo niedługo, dla tego niedługo…- Czy nie można wpłacić kaucji, żeby wyszedł szybciej?
-Można. Już na początku było można, ale nie zrobiłem tego- wzruszył ramionami.
-Dlaczego?- oburzyłem się. Jak można nie wpłacić kaucji za własnego syna?!
-To miała być dla niego nauczka, żeby nigdy więcej nie kradł. Zapewne opowiedział ci całą swoją historię i znasz przyczynę, dlaczego to robił. Wiesz, że była to również po części moja wina, jednak zrobił coś złego i musiał ponieść tego konsekwencje- powiedział obojętnym tonem głosu.
-Co?!- moje oczy zrobiły się nienaturalnie wielkie ze zdziwienia.- Przecież pan mu tym zniszczył życie! Gdzie go po takiej przerwie przyjmą do szkoły albo do pracy? Nigdzie!- lamentowałem.
-Prawda, jednak mógł zdobywać pieniądze w inny sposób…
-Inne sposoby widocznie okazały się nie pomocne…- syknąłem.
***
Nie miałem czasu na chorobę, dlatego nawet przestałem ją odczuwać. Dziennie wypijałem z dwadzieścia kaw i masę napojów energetycznych, żeby cały czas móc pracować na pełnych obrotach. Nie jadłem, nie miałem czasu na posiłki. Latałem od jednej kancelarii do drugiej, a w przerwach, jakimi były korki, w których nieraz utykałem, studiowałem prawo, jedną ręką prowadząc auto, drugą trzymając książkę i lewą nogą, co jakiś czas dociskając gaz (w Japonii jest lewostronny ruch i w samochodach kierownice są po prawej stronie od aut.). Mimo to moje wysiłki okazały się owocne- po dwóch tygodniach i wpłaceniu dwóch milionów jenów, Aoi wyszedł na wolność!
Czekałem na chłopaka na parkingu przed więzieniem. Wyszedł po dość długiej chwili i skierował się w moją stronę. Podbiegłem do niego i rzuciłem mu się na szyję, następnie namiętnie całując w usta.
-Ale się za tobą stęskniłem!- objąłem go jeszcze mocniej.
-Ja za tobą też- odpowiedział skołowany.- Ale… Uru… Co się stało? Kto wpłacił za mnie kaucję? Chyba nie ojciec?
-Nie- pokręciłem głową i odsunąłem się od niego.- Ja za ciebie zapłaciłem- poinformowałem go.
Shiro zaciął się. Spojrzał na mnie zszokowany, a następnie mocno mnie pocałował.
-Boże, Kouyou, nie musiałeś tego robić! Jak ja ci się odwdzięczę?! Ile zapłaciłeś?!
-Musiałem- szepnąłem mu na ucho, przytulając się do niego.- Nie wytrzymałbym bez ciebie- uśmiechnąłem się i musnąłem jego usta.
-Ile zapłaciłeś?- powtórzył pytanie.- Oddam ci, obiecuję!
-Nic mi nie musisz oddawać, ale… ale obiecaj mi jedno…
-Co takiego, skarbie?
-Nigdy mnie nie opuścisz…
-Przyrzekam- szepnął i pogładził mnie po włosach, a po moich policzkach popłynęły łzy, tym razem łzy szczęścia. To była najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałem w życiu.
***
Dotarliśmy do mojego mieszkania. Yuu nie chciał wracać do swojego rodzinnego domu, a nie miał gdzie się zatrzymać, więc zaciągnąłem go do siebie. Oczywiście winda była zepsuta i musieliśmy drałować po schodach na szóste piętro, obładowani, jak wielbłądy, różnymi torbami i torebeczkami, gdyż zabrałem Aoi’a na zakupy. Przecież chłopak nie miał w czym chodzić, a moje ciuchy byłyby na niego za duże. Oczywiście Shiroyama bronił się rękami i nogami, że i tak już za dużo na niego wydałem, jednak ja się uparłem. Co prawda wizja Shiro będącego ciągle nago w moim mieszkaniu bardziej mi się podobała, jednak wiedziałem, że to niemożliwe.
Stanęliśmy pod drzwiami do mojego mieszkania. O dziwo, drzwi były otwarte. Przecież pamiętałem, jak rano je zamykałem- ktoś się włamał? Po cichu weszliśmy do mieszkania. Rozejrzałem się po kuchni- pusto. Aoi przeszedł do salonu- telewizor był włączony, jednak w pokoju nikogo nie było. Razem weszliśmy sypialni. Boże… mało zawału nie dostałem!
-Omi! Co ty tutaj robisz?!- wydarłem się na dziewczynę siedzącą na moim łóżku i przeglądającą jakiś stary album.
Tleniona blondynka spojrzała na mnie z uśmieszkiem, jednak jej wyraz zaraz się zmienił, gdy przeniosła wzrok na Aoi’a.
-Wycieczka do więzienia podobała się?- zapytała tym swoim słodkim głosikiem, którego tak nienawidziłem.

CDN

Wiezienie cz.2

I |



Obudziło mnie walenie pałką po kratach, czego skutkiem był ogłuszający huk. Zerwałem się z pryczy jak oparzony. Yuu popatrzył na mnie jak na idiotę, jednak zachował spokój i nie zaczął się śmiać.
- Przyzwyczajaj się - mruknął, przeciągając się, przez co jeszcze bardziej wyeksponował swój tors i brzuch, gdyż nadal miałem na sobie jego górną część garderoby.
Po niecałych dziesięciu minutach wszyscy zostali wypuszczeni ze swoich cel i nastąpiło odliczanie, mające na celu sprawdzenie, czy nikt nie wpadł na genialny pomysł ucieczki. Następnie przeszliśmy na wydzielony kawałek podwórza, ogrodzony wysokim płotem i drutem kolczastym. Wypuścili nas, bo temperatura nie była niższa niż dziesięć stopni, choć wiał przeszywający wiatr. Usiadłem na resztkach trawy pod jedną ze ścian więzienia i obserwowałem, co robią inni więźniowie – jedni grali w kosza, drudzy w karty, a jeszcze inni po prostu siedzieli i rozmawiali. Po jakimś czasie podszedł do mnie Aoi z jakimś gburowatym osiłkiem. Serce podskoczyło mi do gardła.
- To jest Szef spacerniaka - Shiro przedstawił swojego towarzysza. - Trzeba się go bezwzględnie słuchać- dodał.
- Zamykają szczeniaki!- zaśmiał się ochryple „szef”.- A za co szczenili go?
- Mówi, że ni chuja zgadnąć nie może- odpowiedział mu czarnowłosy, po czym zwrócił się do mnie.- Teraz Szef wyjaśni ci trochę zasad, jakie tu obowiązują- przysiadł się do mnie.
- To Lalka, słucha - w tej zonie, gad sam knaja na kipisze- zaczął.
- Co on mówi?- zapytałem ledwo słyszalnie, gdyż już prawie nie mogłem mówić.
- Nie jorgasz nawijkę?- zdziwił się gbur.
- Nic nie rozumiem z tego, co on do mnie gada- wzruszyłem ramionami.
- Hm… No dobra, będę ci tłumaczył- zaoferował się Aoi.- Najpierw powiedział, że w tym obozie naczelnik osobiście nadzoruje rewizję. „Nie jorgasz nawijkę”, znaczy, czy nie znasz grypsery.
- A co to jest ta „grypsera”?- zapytałem.
- Więzienny żargon- wyjaśnił.- Dawaj, recytuj!- ponaglił osiłka mającego więcej wspólnego z małpą niż człowiekiem.
- Orzeł spadł na kabaret, strzegaj się nie spaść tam- ciągnął „szef”.
- Więzień o pseudonimie Orzeł trafił karnie do pojedynczej celi, uważaj żeby nie skończyć tak, jak on- tłumaczył mój współlokator.
- W szpitalu szamunek w normie, nawet gołdę idzie zakirać.
- W szpitalu jedzenie w normie, nawet wódki można się napić- wiernie powtarzał czarnowłosy.
- Aoi, a jak kurwy będą chciały ssuczyć go?- nagle zapytał człowiek paleolitu.
- On to charakterniak- odpowiedział niewzruszony chłopak i szturchnął mnie w ramię.
- Zaręczysz?
- Zaręczę- kiwnął głową Yuu.
- To daj mu się napatrzeć na zon. Niech zapozna teren- rzucił i odszedł.
- A teraz o czym mówiliście?
- Pytał, co będzie jeśli strażnicy będą chcieli namówić cię, żebyś donosił. Odpowiedziałem, że jesteś twardy i się nie złamiesz. Mam nadzieję, że dobrze powiedziałem? Radzę ci nie gadać z klawiszami, zaręczyłem za ciebie- powiedział i wstał, a potem skierował się w kąt, gdzie grano w karty.
***
- Takashima!- wrzasnął strażnik, otwierając drzwi mojej celi.
- Jestem!- wychrypiałem, podnosząc się z pryczy.
- Zwijaj się…
- Jak?
- Lekko- odpowiedział.
W ciągu niecałych ośmiu dni dowiedziałem się, że można wywoływać z celi „lekko” (śledczy, adwokat, widzenie- wszystko w obrębie), „sezonowo” (proces, komenda, wizja lokalna, ogólnie wyjazd) albo „z rzeczami” (inna cela, inna zona, wolność)
- Ręce do tyłu! Twarzą do ściany!
To nie poniżenie, a jedynie formalność. Wystarczy lekki ruch rąk nad ciałem, imitujący przeszukanie. Po co klawisz ma podłapać wszy albo pluskwy? W każdym razie skuł mnie i wyprowadził z celi. Przeszliśmy jednym korytarzem, potem drugim… i trzecim…
- Dokąd idziemy, naczelniku?- zapytałem po długiej chwili.
- Tam dokąd dojdziemy- zaśmiał się. Tak, więzienne poczucie humoru… nie rozumiałem tych żartów, ale cóż…- Stój!- krzyknął mi niemalże do ucha i wyjął pęk kluczy.
Otworzył drzwi przede mną i weszliśmy razem do jakiejś małej celi. Nie, to nie była cela, raczej pokój odwiedzin. Na środku stał mały stolik i dwa krzesła po przeciwnych jego stronach. Wskazał mi jedno z siedzisk. Posłusznie usiadłem. Strażnik wyszedł, po pewnym czasie do pomieszczenia wszedł… Ruki!
- Boże, Kouyou, w coś ty się znowu wpakował?!- jęknął, przytulając się do mnie, a następnie siadając na drugim krześle.
- Sam nie wiem! Poszedłem do lekarza, tak jak mi kazałeś i nagle przychodzą gady i wsadzają mnie do więzienia!- zacząłem lamentować.- Przecież ja nic nie zrobiłem!
- Co to są „gady”?- zapytał, ściągając brwi. Widać więzienny żargon dopadł i mnie.
- Klawisze. Matko, Taka, jak mnie znalazłeś i jak załatwiłeś sobie widzenie?
- Ech… To długa historia… Na początku, kiedy nie wracałeś, pomyślałem, że może zostałeś u kogoś na noc albo byłeś na jakiejś imprezie... Ale kiedy nie było cię już trzeci dzień, zacząłem się martwić. Obdzwoniłem wszystkie szpitale, bałem się, że może miałeś jakiś wypadek, a ja nic o tym nie wiem. W każdym razie w żadnym szpitalu cię nie było, więc zacząłem dzwonić po posterunkach. W końcu ktoś powiedział mi, że zostałeś zatrzymany i jesteś w areszcie. Nikt nie chciał mi powiedzieć, dlaczego cię zamknęli. Zapytałem, czy mogę się z tobą zobaczyć, a wtedy policjant, z którym rozmawiałem, nagle zmienił zdanie i powiedział, że już cię zwolnili, ale wzięli cię śledczy. Zacząłem panikować, że naprawdę zrobiłeś coś złego. Odchodziłem już od zmysłów, zresztą tak samo, jak twoi rodzice. Wynajęliśmy kilku prawników, ale każdy potrafił tylko wyrwać nam pieniądze z ręki, a gdy już to zrobił, rzucał sprawę i rozkładał bezradnie ręce. W końcu jednak coś się ruszyło i facet zadzwonił do mnie, że wie, gdzie jesteś. Nie pytaj, ile łapówek musiałem zapłacić, żeby się tutaj dostać! Do końca życia mi się nie wypłacisz!- pokręcił głową.- Ta sprawa jest jakaś dziwna… Nikt nie chce się jej podjąć, ani powiedzieć, o co chodzi. Dowiedziałem się, że nie miałeś nawet sprawy sądowej, więc starałem się ci to jakoś załatwić. W końcu istniałaby wtedy jakaś nikła szansa, że adwokat mógłby cię wybronić, jednak nikt nie chce nawet słyszeć o twoim procesie i odkładają to. Już usłyszałem sześć terminów, z czego dwa mają się odbyć za pięć lat!
- Co?! Pięć lat?! Ja tu prędzej zgniję!- załamałem się.- Ruki, zrób coś!
- A co ja mogę?!- westchnął.- Próbuję, próbuję… ale efektów ani widu, ani słychu… Na razie siedź cicho i staraj się nie wyróżniać, a tym bardziej nikomu nie podpaść. Jeszcze dzisiaj spakuję ci kilka rzeczy i wyślę paczkę, więc jutro powinna do ciebie dojść- powiedział.- Czego potrzebujesz?
- Valium- jęknąłem. (lek uspakajający od aut.)- I masę antydepresantów… I kawy, dużo kawy. I leków!- wymieniałem na palcach.
- Nie macie tutaj szpitala, czy jakiegoś lekarza?
- No niby coś tam jest, ale zawsze mnie spławiają- zakaszlałem donośnie, aż w gardle poczułem żywy ogień.- W ogóle dziwnie mnie tu traktują… Znaczy klawisze, bo więźniowie się mną nie interesują i chwała za to Bogu…
- A na ziemi pokój ludziom dobrej woli- wywrócił oczami Matsumoto. – Traktuję cię „dziwnie”, to znaczy jak?
Zaledwie blondyn skończył wypowiedź, do pokoju weszło dwóch strażników. „Czas minął”- oznajmił jeden z nich i wyprowadził mnie, kierując do mojej celi, a drugi zaprowadził Takanoriego do wyjścia.
***
W nocy wierciłem się niespokojnie. Smród materaca lub jego odpowiednika przeszkadzał mi jeszcze bardziej niż dotychczas. Yuu chyba to zauważył.
- Co się tak kręcisz?
- Nie mogę zasnąć. Boże, przecież to nie są warunki dla ludzi tylko dla zwierząt!- jęknąłem słabym głosem. Aoi zaśmiał się gorzko.
- Nie narzekaj i tak masz dobrze, bo od razu trafiłeś do dwójki- dwuosobowej celi. Shiro, mimo iż znał „normalny” język i nie zawsze wysławiał się grypserą, czasami używał skrótów myślowych, do których zdążyłem już przywyknąć. I tak podziwiałem go, że po tylu latach wciąż potrafi porozumiewać się jak człowiek.- Ja na początku trafiłem do szóstki- sześcioosobowej celi.- Tam mieliśmy przesrane, bo nie dość, że sześć osób ledwo się mieściło w celi, to jeszcze dosłali nam dwóch nowych. To więzienie jest malutkie i często brakuje miejsca, dlatego upychają ludzi, jak się da. My i tak mamy luksus- westchnął i założył ręce pod głowę, jakby chciał podkreślić tym swoje słowa.
- Dlaczego cię tutaj przenieśli? -zainteresowałem się.
- Specjalnie wywołałem bójkę. Oczywiście wszyscy wskazali, że to ja zacząłem i trafiłem na kabaret, czyli do pojedynczej celi, izolatki. Tam to dopiero jest syf- pokręcił głową i skrzywił się z obrzydzenia do własnych wspomnień.- Brudna woda aż po kostki, czasem nawet koi nie ma- zmarszczył nos- i nieziemski smród. Po pewnym czasie, jak klawisze uznali, że jestem już na tyle cywilizowany, że mogę opuścić izolatkę, mieli dylemat, gdzie mnie upchnąć. Do mojej starej celi już wcisnęli kogoś innego, więc rad, nie rad, musieli dać mi ten zaszczyt mieszkania w dwójce. O jakie było moje zdziwienie, kiedy otworzyli drzwi, a tu- pusto. Mieszkałem niczym król- zaśmiał się- choć teraz też nie mam najgorzej- popatrzył na mnie i uśmiechnął się.- Przynajmniej mogę pogadać… i się pogapić- wyszczerzył się, a ja poczułem, jak zaczynają piec mnie policzki. Zdawało mi się, że mimo mroku nocy Yuu zauważył moje rumieńce. Zawsze po zmroku Aoi wydawał mi się inny - bardziej tajemniczy, intrygujący… Cały czas przyglądał mi się, a jego wielkie, brązowe oczy lśniły, mimo, że aktualnie w celi nie było żadnego źródła światła.
Chłopak podniósł się i podszedł do mnie. Przyłożył mi zimną dłoń do czoła. Ledwo powstrzymałem się od westchnięcia.
- Jesteś rozpalony i gorzej się czujesz- oznajmił.
- Skąd to wiesz?- zdziwiłem się. Medium jest, czy co?
- Ledwo mówisz. Jesteś słaby i zasypiasz na stojąco. Nie wiem, dlaczego cię spławiają w szpitalu… To nielogiczne- mruknął sam do siebie.- Przy następnym widzeniu z ojcem postaram się załatwić ci jakieś leki- obiecał.
- Jak to zrobisz?
- Mój stary jest lekarzem. W liście opisałem mu twoje objawy i zachowania. Odpisał mi, że to może być zapalenie oskrzeli albo nawet płuc- pogładził mnie po włosach.
Pisał o mnie w liście do ojca? Dziwnie się poczułem… Zazwyczaj w takich korespondencjach nie pisze się o bzdetach typu samopoczucie współlokatora… Więc dlaczego to zrobił?
- Wiesz… Jesteś dla mnie ważny- powiedział, jakby czytając w moich myślach. Odsunąłem się lekko, robiąc mu miejsce. Czarnowłosy od razu zrozumiał i ułożył się obok mnie.- Sam nie wiem dlaczego… Ale znaczysz dla mnie dużo więcej, niż powinieneś…- szepnął i spojrzał mi w oczy.
Yuu uśmiechał się lekko. Nie byłem w stanie nie odwzajemnić tego gestu. Shiroyama widząc, że moje kąciki ust podnoszą się, przysunął się do mnie i objął jedną ręką w pasie. Ogarnęła mnie dziwna myśl, że już nie robi tego tylko po to, żeby mnie ogrzać. W następnym momencie moje domysły potwierdziły się, gdyż chłopak pocałował mnie. Delikatnie musnął moje wargi i odsunął się. Spojrzałem na niego zaskoczony i… nagle zawładnęła mną wielka ochota kontynuowania pocałunku. Teraz to ja przysunąłem się do niego i wpiłem się w jego usta. Całowaliśmy się namiętnie, z każdą chwilą wkładając w to coraz więcej pasji i… uczucia? Nie wiem, czy to dobre określenie, jednak… W tej chwili czułem, że w tej pieszczocie jest również jakieś uczucie. Shiro położył się na mnie, a ja założyłem mu ręce na kark. Chłopak polizał moją dolną wargę, a ja uchyliłem usta. Wsunął język między moje wargi, na co moje ciało zareagowało dreszczem podniecenia. Całowaliśmy się leniwie, niespiesznie- w końcu z tego, co mi powiedział Ruki, proces mam za pięć lat, a Yuu jeszcze nie odsiedział całego wyroku, więc… mieliśmy dużo czasu. Oderwaliśmy się od siebie dopiero wtedy, kiedy zabrakło nam już tchu. Aoi położył się obok mnie, a ja ułożyłem głowę na jego torsie i zamknąłem oczy. Poczułem jeszcze, jak jego ręce obejmują mnie w pasie, a później zasnąłem i już nic mi nie przeszkadzało- ani smród materaca, ani warunki, w jakich przebywaliśmy.

CDN

Wiezienie cz.1

Tytuł: Więzienie
Paring: Aoi x Uruha
Typ: Mini seria (przewiduję 3-4 odcinki, choć jak wyjdzie w praktyce, to jeszcze zobaczymy… xD)
Gatunek: kryminał, obyczajowe, yaoi

-Kouyou Takashima?- usłyszałem za sobą.
-Tak- odpowiedziałem lekko zachrypniętym głosem, odwracając się.
Za mną stało dwóch postawnych policjantów z pałkami w rękach. Przełknąłem głośno ślinę, co spowodowało ostry ból gardła Starałem się mówić spokojnie:
-O co chodzi?- zapytałem.
-Będzie pan musiał iść z nami- rzucili, nic mi nie wyjaśniając.
***
I tak oto się tutaj znalazłem. W labiryncie betonowych korytarzy, oświetlonych jedynie zwisającymi gdzieniegdzie pojedynczymi żarówkami o słabym, żółtym świetle. Po długim i wyczerpującym dla mnie marszu, gdyż byłem chory, zatrzymałem się z tymi samymi dwoma policjantami, którzy zatrzymali mnie w przychodni, przed ciężkimi, metalowymi drzwiami. Jeden z funkcjonariuszy wyjął klucze i otworzył owe drzwi, następnie wpychając mnie do pomieszczenia mieszczącego się za nimi. Była to oczywiście cela. Mała, nie mogę powiedzieć jakie miała dokładnie wymiary, ale mniej więcej wyglądała, jak przyzwoitych rozmiarów łazienka. Żadnego okna, a pod sufitem, tak samo, jak na korytarzu, naga żarówka, która wyglądała, jakby się miała zaraz przepalić. W celi mieściły się jeszcze dwie prycze, stojące przy przeciwległych ścianach. Na jednym z łóżek leżał jakiś młody chłopak. Miał kruczoczarne włosy, kolczyk w dolnej wardze i przenikliwy wzrok. Spojrzał na mnie ciekawsko, a ja nie odzywając się, usiadłem na drugim legowisku i podciągnąłem nogi pod brodę, następnie ukrywając twarz między kolanami. Za co?- pytałem sam siebie, powstrzymując łzy.- Za co mnie zamknęli? Przecież nic nie zrobiłem! Moje jedyne wykroczenie, jak dotąd popełniłem to parkowanie w niedozwolonym miejscu, ale jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby za to kogoś zamknęli w więzieniu! Więc, za co…? I jeszcze tak bez żadnego procesu?
Długo zajęły mi rozmyślania na ten temat. Po chwili usłyszałem donośny krzyk kogoś na korytarzu: „Jest 22;00! Cisza nocna!” i nagle wszystkie światła zgasły. Nadal siedziałem na swojej pryczy skulony, ubolewając nad swoim losem. Jeszcze w dodatku jestem chory i prawie nie mogę mówić… pięknie. Zginę tu, jak nic…
-Radzę ci się położyć. Wcześnie tu budzą- poinformował mnie czarnowłosy, który nadal leżał na swoim łóżku i podpierając głowę na dłoni, przyglądał mi się.
Prychnąłem z pogardą- jeszcze tego mi brakuje, znajomości z jakimiś przestępcami! Wywróciłem oczami i odwracając się do niego tyłem, ułożyłem się na przepoconym, zniszczonym materacu, który w ogóle nie powinien zostać dopuszczony do użytku. Skrzywiłem się- FUJ!
-Ej, Lala, za co siedzisz?- zapytał mój nowy współlokator. Mam nadzieję, że poprzedni współlokator, z którym dzieliłem mieszkanie, Ruki, kapnie się, że jest coś nie tak i zacznie mnie szukać…
Nie raczyłem odpowiedzieć na zadane mi pytanie. Mocno zacisnąłem powieki, walcząc z wielką ochotą wybuchnięcia płaczem. Po jakimś czasie, poczułem, że chłopak, który był już tutaj przede mną, siada na brzegu mojej pryczy.
-Lala, pytałem się, za co tu trafiłeś?- powtórzył.
-Nie chcę być niegrzeczny, ale sam mówiłeś, że wcześnie tutaj jest pobudka, więc możesz już iść spać i dać mi święty spokój?- starałem się być grzeczny. Nie chciałem mu zaleźć za skórę, tego by jeszcze brakowało, żeby coś mi zrobił. Ciężko było mi się opanować, gdyż miałem wielką ochotę wydrzeć się na niego, dać upust wszelkim uczuciom, gotującym się we mnie w tym momencie.
-Cierpię na bezsenność- oświadczył beznamiętnie.- Więc, za co takie Lale tutaj wrzucają?
-Nie dasz mi spokoju?- wywróciłem oczyma.- Jeśli już jesteś taki ciekawski to powiem ci, że sam nie wiem. Byłem u lekarza, kiedy nagle podeszło do mnie dwóch policjantów i zaprowadzili tutaj- westchnąłem. Naprawdę ciężko było mi nad sobą panować…
-Nieźle- prychnął.- Poważnie nie wiesz, za co tu jesteś, Lalka?
-Nie wiem- warknąłem.- I nie nazywaj mnie „lala” ani „lalka”, ok.?
-Em… No dobra- wyszczerzył się.- Ale wiesz… Jesteś taki zadbany i w ogóle… Takich nie ma tutaj w więzieniu, więc od razu na twój widok nasunęła mi się myśl o Barbie- zachichotał.
-Dzięki- fuknąłem.
-Oj, lala ma muchy w nosie- zaśmiał się.
-Tylko nie „lala”!- burknąłem.
-Och, jasne- wyszczerzył się. O dziwo nie miał wcale krzywych, żółtych zębów, jak to się przyjęło w stereotypie niezadbanego przestępcy. Miał bardzo ładny uśmiech. Białe, zadbane zęby… a może on był z yakuzy?!!! Przeraziła mnie ta myśl, że mogę dzielić celę, Bóg wie, jak długo, z seryjnym mordercą, gwałcicielem albo kimś jeszcze gorszym… A, jak on się na mnie w nocy rzuci?!!
-A ty, za co siedzisz?- zapytałem, chcąc się dowiedzieć z kim mam do czynienia.
-Kradzieże i fałszerstwo- odpowiedział, a mnie przeszedł dreszcz. Chłopak przyłożył rękę do mojego czoła.- Masz wysoką gorączkę i wypieki na twarzy. Źle się czujesz? Jesteś chory?
-Mhm…- mruknąłem niezrozumiale.
-Zimno ci?- zapytał, choć był to dość głupie pytanie, gdyż był już koniec jesieni, a w celach nie było ogrzewania. W dodatku miałem na sobie jedynie jakiś głupi, szary strój, który nosili wszyscy więźniowie i bieliznę. Nic więcej pod spodem nie można było mieć. Zabrali mi moje prywatne ciuchy, komórkę, pieniądze… wszystko…
Złodziejaszek nie czekając na moją odpowiedź, zdjął z siebie coś na rodzaj koszuli, która stanowiła jego górną część garderoby więziennej i okrył mnie nią. Spojrzałem na niego zadziwiony. Miłosierdzie? W dodatku w takim miejscu?
-A tobie nie będzie zimno?- zmartwiłem się.
-Teraz i tak jest jeszcze ciepło. Poczekaj aż nadejdzie zima, dopiero będziesz się trząsł i szczękał zębami- zaśmiał się, a ja założyłem jego ubranie.- Może za dużo się nie ogrzejesz, ale zawsze coś- wzruszył ramionami, a ja przyjrzałem się jego klatce piersiowej. Miał ładnie wyrzeźbiony tors i płaski brzuch. No tak, cóż innego można było robić w więzieniu oprócz ćwiczenia, pisania listów i czytania?
-Ile tutaj już jesteś?- zapytałem.
-Prawie trzy lata-odpowiedział i ułożył się obok mnie, czym wywołał u mnie niemały szok.- Coś ty taki zdziwiony? Homoseksualizm jest tutaj na porządku dziennym, więc się przyzwyczajaj- zaśmiał się i objął mnie jedną ręką.- Nie bój się- dopowiedział, widząc moją przerażoną minę.- Nic ci nie zrobię, chcę tylko żebyś się rozgrzał- wyjaśnił.
-Dlaczego tak o mnie dbasz? Przecież w ogóle się nie znamy!- spanikowałem.
-Bo tak należy. W takim miejscu, jak to wszystko jest trudne, bo musisz na to zapracować od początku. Musisz mieć kogoś, kto się „wdrąży” w życie codzienne, że się tak wysłowię… Inaczej sobie nie poradzisz.
-I tak, i tak sobie nie poradzę- prychnąłem.
-Jestem Yuu Shiroyama- przedstawił się po chwili ciszy.- Ale wszyscy mówią na mnie Aoi. Wszyscy tutaj mają swoje pseudonimy, żeby gady się nie połapały o kim mowa.
-Kouyou Takashima, i co to są te „gady”?
-Ach… Sorry to język więzienny- naleciałości. Gady to policjanci- wyjaśnił.- Jesteś chory i nie zaprowadzili cię najpierw do lekarza więziennego?- zaciekawił się.
-Nie- pokręciłem głową.
Aoi zafrasował się, widać, że coś podejrzewał, jednak nie chciał mnie martwić, szczególnie w takim stanie. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że przez ten cały czas tulę się do jego nagiego torsu, łaknąc jego ciepła, jak kotek żądny więcej pieszczot. Chłopak pogładził mnie go głowie. Powoli usypiałem będąc zmęczony chorobą, uczuciami opadającymi już we mnie i przeżyciami dzisiejszego dnia. Mimo że niepewność, co przyniesie następny dzień przyprawiała mnie o palpitacje serca, powieki zaczęły mi już ciążyć.
-Dlaczego kradłeś?- postanowiłem kontynuować rozmowę, nie chcąc zasnąć.
-Nie miałem pieniędzy. Mój stary był bogaty, ale rozszedł się z moją matką, którą sprawy sądowe i rozwód niemalże doprowadził do bankructwa. Ojciec się od nas odciął, więc nie mogliśmy na niego liczyć. Matka pracowała całymi dniami za psie grosze, tak samo, jak ja. Po jakimś czasie rzuciłem szkołę i zacząłem kraść. Przez pewien krótki czas było fajnie. W końcu mogłem sobie pozwolić na rzeczy, które dotychczas były dla mnie niedostępne. Jak każdym zawładnęła mną pazerność i zacząłem kraść coraz to kosztowniejsze rzeczy: auta, kamienie szlachetne… w końcu wplątałem się w produkcję lewych pieniędzy, co okazało się jedynie pułapką policji i całą moją grupę wsadzili do więzienia. Ja tym przewodniczyłem dlatego dostałem najdłuższy wyrok…- powiedział to tak lekko, że w pewnym momencie myślałem, że mówi o dzisiejszej pogodzie.
-A jak twój ojciec zareagował, kiedy dowiedział się, że jego syn siedzi w pierdlu?
-Najpierw się wściekł, ale kiedy matka wyjaśniła mu dlaczego to robiłem, zrozumiał i odpuścił. Podobno nawet zaczął pomagać matce i mojemu starszemu bratu. Czasem nawet mnie odwiedza.
-A twoja mama nie próbowała cię od tego odwieść?
-Nic o tym nie wiedziała. Z początku… Potem zaczęła się domyślać, kiedy zacząłem znosić do domu coraz większe sumy i nie chciałem powiedzieć, skąd mam pieniądze. Najpierw podejrzewała mnie o hazard i prostytucję, a potem znalazła łomy i inne takie badziewia, których używałem do kradzieży i wszystko stało się jasne- wzruszył ramionami.
-Dlaczego tak łatwo o tym opowiadasz?
-Tutaj wszyscy opowiadają, za co trafili przed sąd, a następnie dostali wyrok. Ciebie też będą wypytywać- ostrzegł. Och… Nie ma to, jak uciąć sobie miłą pogawędkę z przestępcami… Jej, już się cieszę…
Wtuliłem się w niego jeszcze mocniej i, sam nie wiem kiedy, moje ręce oplotły szczupłe ciało chłopaka. Mimo starań, jakich dokładałem, aby nie zasnąć, przegrałem z sennością i usnąłem w ramionach Yuu.

CDN