"Horror a'la Hizumi" cz.4 + bardzo ważne głosowanie

„Horror a’la Hizumi” cz.4

- Dlaczego zawsze wokaliści? – jęczał znów Karyu.
Jak widać pozostała część zespołu zdążyła się już do tego przyzwyczaić, gdyż nikt nawet się nie irytował z tego powodu.
- Co tam znów wynalazłeś w tej internetowej skarbnicy wiedzy? – Zero uśmiechnął się kwaśno, spoglądając na przyjaciela z politowaniem.
- No dalej nie daje mi to spokoju! Dlaczego zawsze ci cholerni wokaliści? – prychnął gniewnie, krążąc po pokoju niczym rozjuszony kocur, w każdej chwili gotowy rzucić się z pazurami na tego, który odważyłby się podejść zbyt blisko. – Wokaliści często są najbardziej lubianymi członkami zespołu, a przez to także najbardziej rozpoznawalnymi; większość skupia uwagę właśnie na nich – wyliczał na palcach. – Zawsze obowiązkowo występują w paringach w fanfickach, to o nich marzą fanki…
- Oho, chyba znowu spadł mu poziom samouwielbienia, przez co potrzebuje motywacji od osób trzecich – odezwał się Tsukasa przyciszonym głosem do basisty, jednak w taki sposób, aby gitarzysta również mógł to usłyszeć.
- Ja myślę, że to przez wahania cukru – stwierdził Michi niemal niczym lekarz. – Proponuję dać mu coś słodkiego – „szepnął” do perkusisty.
- A wy jak zwykle niczego nie rozumienie! – pisnął rudzielec i przytupnął nogą dla podkreślenia dramatyzmu swojej wypowiedzi, na co pozostali dwaj muzycy zachichotali.
- Widać fanki uważają, że brakuje nam „tego czegoś” – wzruszył ramionami Kenji, który nie wyglądał na niezadowolonego z tego faktu. – Cóż, ja tam wolę stać za plecami Hizu. Szczerze powiedziawszy, czuję się wtedy bezpieczniej – rozłożył ręce, podkreślając tym samym, że powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia.
- Właśnie – zgodził się Shimizu. – Yoshida odstrasza wszystko, co złe... – zawahał się na moment, po czym dodał zdławionym głosem. – Może ta jego zdolność wynika z tego, że sam jest ucieleśnieniem wszelkiego zła, księciem Mordoru i jeźdźcem Cienia, ale właśnie dzięki temu chroni nas przed wszelkimi innymi „mniejszymi” złami i żyjemy sobie w ciszy i spokoju, niemal sielance – poprawił się na hotelowym łóżku, rozglądając niepewnie czy Hizumiego na pewno nie ma w pobliżu. – Zresztą… pamiętasz, co się stało w zeszłym tygodniu, kiedy wspólnie wybraliśmy się do centrum handlowego? – Matsumura w odpowiedzi westchnął ciężko. – Kiedy fanki nas rozpoznały, skupiły swoją uwagę głównie na Hiroshim, przez co mieliśmy czas, aby sami się ewakuować – przypomniał, spoglądając na Yoshitakę zwycięsko.
- Budzenie największego zainteresowania ma też swoje ogromne minusy… po dłuższym zastanowieniu nawet dochodzę do wniosku, że właśnie ma więcej minusów niż plusów, więc może jednak zacznij się cieszyć, Karyu, że nie jesteś na miejscu Hizu, co? – rzucił  Oota nieco rozbawiony dziecinnym zachowaniem przyjaciela. – Poza tym musisz przyznać, że Hizumi ma w sobie „to coś”… „Coś”, czego żaden z nas ani nikt inny nie ma… I „to coś” naprawdę przeraża… - aż zadrżał. – Może fanki po prostu to doceniły?
- Pff… - prychnął rudzielec.
- Zdaje się, że jego zapotrzebowanie na podniesienie własnej samooceny osiągnęło stan krytyczny; już nawet nie myśli logicznie – westchnął basista, „szepcząc” do Tsuśka. – Wybrałby codzienne maratony Hizumiego dla ciut większego zainteresowania fanek, które przekładałoby się na większą ilość opowiadań yaoi z jego postacią niż spokojne, luksusowe życie… - pacnął się otwartą dłonią w czoło, kręcąc głową z politowaniem.
- No, rzeczywiście dzieje się z nim coś niedobrego – Tsu spojrzał podejrzliwie na Karyu, jakby obawiał się, że stan, w jaki popadł gitarzysta może być zaraźliwy, przez co i Kenji mógłby dostać nagle pomieszania zmysłów. – Choć teraz jak patrzę na to z dystansu czasu, to naprawdę współczuję Hiroshiemu… No i w ostatnim czasie też go zostawiliśmy samemu sobie w potrzebie jak ostatnie chamy i zdrajcy… Trochę nieciekawie wyszło… - skrzywił się.
- W sumie masz rację – zgodził się zakłopotany basista. – Jakby nie patrzeć Yoshida nigdy żadnego z nas nie zostawił na pastwę przewrotnego losu… On nawet nigdy się nie użala… - zauważył.
- Właśnie – przytaknął perkusista. – Czy któryś z was słyszał, żeby Hizu kiedykolwiek się na coś skarżył?
- No nie – odparł gitarzysta. – I to też jest w nim straszne. To normalne, że człowiek narzeka; powiedziałbym niemal, że to jedna z części składowych świadczących o przejawianiu człowieczeństwa – skrzywił się.
- Dobra, może i tak – Zero podniósł ręce w obronnym geście – ale to i tak nie zmienia faktu, że nie znamy powodu, dla którego udaje mu się od tego powstrzymać…
- Może on wcale nie jest takim mrocznym pesymistą, za jakiego go uważamy… - rzucił niepewnie Tsukasa. – W końcu, tak jak powiedziałeś, Shimizu, w poprzednim odcinku tego ficka, nie wiemy, co mu tam siedzi w głowie…
- Jasne – rudzielec przewrócił oczyma. – Hizu jest miły i przyjazny jak nóż wbity w plecy – fuknął. – W ogóle największy optymista z naszej czwórki!... o czym świadczą jego depresyjne teksty piosenek, od których nieraz sam mam ochotę podgolić sobie żyły, uwiesić kamień u szyi i wskoczyć do najbliższej rzeki – prychnął.
- No widzisz, ale jest w nim jakaś taka dziwna siła… - Michi zamyślił się. – Może Yoshida przekazuje swoje negatywne emocje w piosenkach tak dosadnie, że niemal nie musi już ich wyrażać w prawdziwym życiu – poddał hipotezę pod weryfikację dwóch pozostałych muzyków.
- To nie takie głupie – przyznał Tsusiek, kiwając głową z uznaniem.
- Ależ oczywiście – Karyu zdawał się być zażenowany debilizmem reprezentowanym przez swoich przyjaciół. – Przywołując w myślach obraz Hizumiego właśnie odpływam do krainy wiecznego szczęścia, latających nosorożców, tęczowego nieba, chmurek z waty cukrowej, domków z piernika i trzęsących się galaretek, pasających się na łące, gdzie za trawę robi czerwona lukrecja i…
- Ta, dużo tych epitetów… - szatyn przerwał tę sarkastyczną tyradę, nim ta rozwinęła się na dobre. – Gadasz zupełnie tak jakbyś wiedział, o czym mówisz. Jesteś pewien, że nigdy tam nie byłeś? – Zero zachichotał złośliwie pod nosem.
- Co się dziwisz – Tsu wzruszył ramionami. – Jak ma się cztery promile krwi w alkoholu to tak jest… - basista popatrzył na chłopaka siedzącego obok niego z niezrozumieniem wypisanym na twarzy. – Tak, nie przejęzyczyłem się. Dokładnie; cztery promile krwi w alkoholu – uśmiechnął się cudnie, a gitarzysta naburmuszył się niczym małe dziecko. Przecież wcale nie przesadzał z alkoholem! No może troszkę… Czasami…
- Cóż, Hizu jest pełny zagadek – podsumował Shimizu, rozkładając bezradnie ręce i zarazem próbując uciąć tę prowadzącą do nikąd rozmowę.
- Zgadza się – podłapał Kenji. – Możliwe, że wszystkich z nich nigdy nie uda nam się zrozumieć – kiwnął głową. – Kurde, zabrzmiało to trochę tak, jakbym mówił o jakiejś obcej formie życia… - zafrasował się.
- O nie! – zaprotestował rudzielec. – To nie może się tak skończyć! W takim wypadku ten odcinek nie miałby żadnej puenty!
- Karyu – zaczął spokojnie perkusista – to jest seria o niczym – spojrzał na przyjaciela pobłażliwie. – Tutaj Zero robi za Google, ty za spanikowaną dziewicę rządną uwielbienia, a Hizu za przerażającego gościa; widzisz w tym jakiś większy sens? Żaden z dotychczasowych odcinków nie niósł ze sobą jakiejś wielkiej nauki czy morału – przewrócił oczyma.
- Ty, Tsusiek, w takim razie, kim ty tu jesteś? – zainteresował się basista.
- Nie wiem – wzruszył ramionami Oota. – Wygląda na to, że jestem takim neutralnym bohaterem. Na wpół racjonalnym jak ty i na wpół rozemocjonowanym jak on – wskazał na gitarzystę. – Wiesz, taki zdrowy umiar we wszystkim.
- Mhm… - mruknął Michi z aprobatą.
- No ej, no przestańcie już! – denerwował się Yoshitaka. – Teraz to już go niemal bronicie! Zaraz wyjdzie, że z nas wszystkich to właśnie Hizumi jest najnormalniejszy, bo nie snuł żadnych chorych wywodów!
- Głównie dlatego, że z nas wszystkich odegrał najmniejszą rolę w tym opowiadaniu – wyjaśnił szatyn. – Właściwie to wszystko kręci się wokół tego, że go obgadujemy.
- No nie, w zasadzie to wyszło, że niby czytał fanficki yaoi ze sobą i naszym basistą – przypomniał perkusista.
- A tak… No było coś takiego. Chyba w trzecim odcinku… nie pamiętam teraz dokładnie – zgodził się Zero.
- No patrzcie państwo, pan Google się zacina! – prychnął naburmuszony Matsumura, gdyż wszystko szło nie po jego myśli.
- No cóż, chmury naszły i mi łącze słabo działa – uśmiechnął się zgryźliwie „pan Google”.
- Swoją drogą to nie uważacie, że trochę to dziwne, iż mimo że ta seria jest w większej mierze właśnie o Hizumim, to on gra w niej najmniej? Właściwie to pojawia się sporadycznie, a przecież nawet w tytule został uwzględniony jego pseudonim – zauważył Tsu.
- To taki trochę eufemizm – odparł szatyn. – Wiecie, takie omówienie niewygodnej rzeczy, obejście tematu dookoła; że niby właściwie to Hizumiego tu nie ma, ale wszyscy i tak wiedzą, że to właśnie on jest tu bohaterem pierwszoplanowym.
- Zero, jakiegoż ty trudnego słownictwa używasz! – zdziwił się gitarzysta.
- Ktoś musi, nie? – zaśmiał się basista. – A tak swoją drogą to jeśli już jesteśmy na tropie tych wielkich odkryć to nie uważacie, że to dziwne pisać niby „horrorową” serię o człowieku, który, mimo iż zbliża się powoli ku czterdziestce, to bez makijażu wciąż wygląda jak dzieciak? – szatyn nie pozostawał dłużny, jeśli chodzi o spostrzeżenia.
- No i fanki nazywają go „chomikiem”, a raczej chomiki też nie są straszne… - mruknął zamyślony Kenji.
- Ale za to jak potrafią dziabnąć! – zajęczał Yoshitaka.
- Dobra, Karyu, skończ już z tymi swoimi mądrościami, co? – prychnął Oota.
- Ej, Tsusiek, spokojnie – Michi położył przyjacielowi dłoń na ramieniu. – Właściwie to jego głupota jest siłą napędową tej serii, więc daj mu głosić w spokoju te swoje mądrości – machnął lekceważąco ręką. – A co do chomików… O tym już było w poprzednich częściach. To akurat o niczym nie świadczy. Pamiętajcie, dla fanek wszyscy idole są kawaii – rozłożył bezradnie ręce.
Wtem drzwi otworzyły się z hukiem. Do pokoju wszedł wokalista, który większą część twarzy miał zalaną krwią. Na ten widok rudzielec aż pisnął ze strachu, jednak pozostała dwójka pozostała niewzruszona, co zdziwiło nowoprzybyłego.
- Pomyliłem scenariusze? – zafrasowany Hizumi podrapał się w nieporadnym geście po karku.
- Może i nie – wzruszył ramionami perkusista – ale my już tak od niego odbiegliśmy, że za bardzo nie wiem, co miało się tutaj zadziać…
- Właściwie to, co ci się stało? – zapytał Shimizu.
- Krew mi z nosa zaczęła lecieć – wyjaśnił wokalista, przyjmując podawaną przez szatyna chusteczkę. – No i trochę charakteryzacji – dodał po chwili. – To przez osłabienie – wyjaśnił, widząc niepewne, zmartwione spojrzenia pozostałych muzyków.
- Chodź tu – basista poklepał miejsce koło siebie w zapraszającym geście, na które chwilę potem brunet klapnął ciężko. – Ostatnio coś byłeś wyalienowany, więc trochę się za tobą stęskniliśmy – posłał mu ciepły uśmiech. Hizu pochylił się do przodu, przykładając kolejne chusteczki do nosa.
- Taka praca, nie? Nic nie poradzisz – zaśmiał się pod nosem.

Bo nie zawsze taki diabeł straszny, jak go malują. Zresztą, kto powiedział, że diabeł sam wybrał sobie właśnie taką a nie inną robotę?


A teraz czas na głosowanie:
Pytanie więc brzmi, które serie, jako pierwsze chciałybyście, abym ukończyła?

a) Tytuł: "Bóg chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia" 
Paring: Aoi x Uruha, Ruki x Uruha (The GazettE)
Opis: Kouyou nie lubi sportu ani rzeczy, które uchodzą za typowo "męskie". Klnąc na to, że akurat na niego spadło to nieszczęście urodzić się jedynym chłopcem w domu państwa Takashima, marzy o tym, żeby stać się kobietą. Widzi same plusy przemienienia się w płeć piękną i... niespodziewanie dostaje to, czego chciał! Kouyou zamienia się w Kiyoko i musi zmierzyć się z wieloma problemami, w których pomaga mu najlepszy przyjaciel - Ruki... ale chwila, czy on aby na pewno pomaga, czy tylko sieje jeszcze większy zamęt w głowie rozemocjonowanego nastolatka zamkniętego w dziewczęcym ciele?

b) Tytuł: "Nawet śmierć nas nie rozłączy"
Paring: Aoi x Uruha (The GazettE)
Opis: Nie warto być złym dla ludzi; szczególnie dla ludzi, którzy nas kochają - Aoi niestety przekonuje się o tym w bardzo brutalny sposób doświadczając tych samych cierpień, których kiedyś przysporzył gitarzyście. Dziwna historia o tym, jak poprzez ból można wybaczyć... A, no i ma ktoś może pomysł, gdzie można ukryć nieprzytomnego wampira zawiniętego w prześcieradło?

c) Tytuł: "Co by było gdyby"
Paring: Aoi x Uruha, Reita x Ruki (The GazettE)
Opis: Aoi zastanawia się, jak wyglądałoby życie każdego z członków z zespołu, gdyby nie udało im się założyć The GazettE, gdyby każdy z nich zostałby tym, kim chciał w szkole. Czy pomimo tego, że nie będą muzykami uda im się spotkać, a nawet zakochać w sobie?

d) Tytuł: "Le Ciel"
Paring: Hizumi x Zero (D'espairsRay)
Opis: Zero jest filologiem francuskim i właśnie odbywa swoją pierwszą podróż po magicznej i romantycznej Francji. Sęk w tym, że ten kraj jest dla niego istnym piekłem, z którego nie potrafi sam się wykaraskać. Okradziony, wbrew własnej woli trafia do domu publicznego, gdzie dodatkowo zostaje wciągnięty w sprawę o morderstwo. Jak z tego wyjdzie urokliwy azjatycki młodzieniec, którego pożądają wszyscy?
Notka autora: Tak serio to teraz trochę się wręcz boję tego kontynuować ze względu na sprawy polityczne... znaczy w tym opowiadaniu Francja nie przypominałaby tego kraju, którym stała się obecnie, a byłaby miejscem, które, prawdę mówiąc, ja wykreowałam, nadając mu jedynie nazwę jednego z krajów europejskich...

e) Tytuł: "Vampire depression"
Paring: HYDE (VAMPS, L'arc~en~Ciel) x Yasu (Acid Black Cherry)
Opis: Yasu jest zagorzałym fanem Hyde. Od lat marzy, żeby go spotkać... aż w końcu jego najskrytsze prośby i błagania zostają wysłuchane. Spotyka swojego idola w dość nietypowych okolicznościach, a jakby tego było mało, sam Hideto okazuje się być dość dziwny... Fakt, iż mieszka pod jednym dachem z dziewczyną, która go szantażuje i niemalże siłą próbuje go w sobie rozkochać, budzi odrazę w Yasunorim. Z tej racji postanawia on za wszelką cenę pomóc wokaliście, nie bacząc na to, jak mroczne sekrety może skrywać Takarai.

f) Tytuł:"Geisha no Furin"
Paring: Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Takanori Nishikawa (T.M.Revolution), Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Atsushi Sakurai (BUCK-TICK)
Opis: Cofnijmy się w czasie do osiemnastowiecznej Japonii, w której panuje właśnie klęska głodu. Takanori jest wygłodniałym, bezdomnym, młodym chłopcem, który w akcie desperacji postanawia okraść jeden z domów w dzielnicy czerwonych latarni. Na całe jego nieszczęście jeden z mieszkańców owego domostwa przyłapuje go na próbie kradzieży - nie wydaje go jednak z tego powodu w ręce władzy, ale postanawia przygarnąć oraz nauczyć zawodu gejszy. Hiro, nauczyciel Nishikawy, bardzo chce przywrócić swojemu zawodowi utraconą świetność. Nie może pogodzić się z tym, że obecnie kobiety w większej mierze zastąpiły wyuczonych chłopców do towarzystwa. Z czasem jednak Takanori ma okazję przekonać się, iż Hiro nie jest zwykłą gejszą, o czym może świadczyć choćby fakt przybycia samego daimyo Sakuraiego Atsushi do ich okiya.

g) Tytuł:"Dorośnij!"
Paring: Maya x Aiji (LM.C)
Opis: Aiji dostaje od cichej wielbicielki czekoladki z orzechami, ale jako że jest na nie uczulony, oddaje słodycze Mayi. Zdawałoby się, że muzyk odwrócił się tylko na chwilę, kiedy niespodziewanie... puff! I wokalista gdzieś zniknął. Zamiast niego pojawia się dziecko - łudząco podobne do Mayi, które w dodatku rośnie zastraszająco szybko; jeden dzień jest dla niego odpowiednikiem jednego roku. Na całe nieszczęście Aiji nie potrafi opiekować się dziećmi, a w dodatku ich nie lubi. Jak potoczą się losy Aijiego i mini-Mayi?

h)Tytuł:"Hayakki-yoko"
Paring: Yo-ka x Shoya (DIAURA)
Opis: Yo-ka to młody pisarz powieści z dreszczykiem, którego nieszczęśliwie opuściła wena. Chłopak nie docenia rodzimej kultury, uznając ją za stek bezsensownych bajek, których nie może wykorzystać nawet w swoich książkach, więc wciąż wzoruje się na Zachodzie. Niespodziewanie do mieszkania obok, które od miesięcy stało puste, wprowadza się chłopak, który intryguje młodego pisarza od samego początku... Yo-ka, jak się później okazało, wybrał sobie zły obiekt zainteresowania, gdyż po części przez niego, a po części przez prześladujące go w ostatnim czasie nieszczęście, sam zostaje uwikłany w historię, która mogłaby mu posłużyć do napisania wielu książek. Mrok skrywa wiele tajemnic... Shoya również wiele mu zawierzył, o czym Yo-ce niestety przyjdzie się przekonać osobiście. Przez odbytą przygodę młody pisarz zostaje brutalnie uświadomiony, że starojapońskie wierzenia i obawy wcale nie są bezsensownymi bajkami, a czystą prawdą... ale skoro Shoya obraca się wśród tych osobliwych stworzeń takich jak nuribotoke (sczerniałe zwłoki ze zwisającymi oczyma) czy yubikajiri (demon pożerający głowy) to... to kim on sam tak właściwie jest?

i) Tytuł:"Książę z bajki"
Paring: Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Crena Ketsueki (Bird as Omen)
Opis: Bycie sławnym to czysta przyjemność, na którą jednak trzeba sobie zapracować. Niemniej, kiedy już osiągniesz status celebryty, nie pozostaje ci nic innego, jak pić i bawić się na potęgę; ale czy aby na pewno? "Nowa krew" pojawiająca się regularnie w budynku wytwórni muzycznej nie wie, czego się spodziewać. Młodzi muzycy śnią o Elizejskich Polach i chwale pod niebiosa. Niestety przewrotny los na drogę początkującego wokalisty zespołu Bird as Omen zsyła "starego wygę" Hiro, który burzy wszystkie jego senne wyobrażenia i mrzonki, sprowadzając go do parteru rzeczywistości. Wokalista Nocturnal Bloodlust stara się być obojętny na wszystko, niczego nie zauważać... ale czy tym razem rzeczywiście uda mu się pozostać niewzruszonym na absolutnie wszystko?

j) Tytuł: "Closer to Ideal"
Paring: Hizumi x Zero (D'espairsRay)
Opis: Kto z nas nie chciałby uchodzić w oczach innych za istny ideał? Zabawny, towarzyski, odważny, wygadany, umiejący walczyć o swoje... w dodatku artysta i świetny muzyk! Taki obraz wykreował sam sobie Hizumi - jednak zawsze jest osoba, która widzi więcej. Co kryje się pod tą maską utkaną z ideałów?
k) "Nowy Świat", paring: postać autorska x jeden z muzyków, którego wybierzecie w innym głosowaniu (xD)

Swoje odpowiedzi piszcie, rzecz jasna, w komentarzach!

Swoją drogą też, Akai Haruki podsunęła mi dwa pomysły na zmianę nazwy (za co baaaardzo dziękuję ♥): "Bóg chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia", gdyż jest ona bardzo długa. Akai zaproponowała: "Kara boska" lub "Uważaj, o co prosisz". Mnie osobiście bardziej przypadła do gustu ta druga opcja - a co wy o tym sądzicie? Który tytuł bardziej wam się podoba? A może kogoś nagle jeszcze olśniło i ma ochotę zaproponować coś innego?

No i na koniec: jak podoba wam się nowy szablon (widoczny tylko w wersji na komputer)? Mam nadzieję, że nie jest najgorszy... Osobiście urzekł mnie ten rysunek Ruksona... Tak sobie, patrzy na ten taks, podpiera się i za każdym razem, kiedy na niego spojrzę, mam wrażenie, że jego wzrok mówi: "Co ty tam, do ciężkiej cholery, znowu napisałaś?! I dlaczego ja w tym wszystkim muszę brać udział?!" xp

Dużo "ważności" i Kita-pon promuje talenty - szok, konsternacja, niedowierzanie

No cóż, dziś trochę nietypowo, bo postanowiłam zrobić coś naprawdę dziwnego; mianowicie, przedstawić wam zespół, który wszyscy dobrze znamy, jednak (mam nadzieję) z troszkę innej strony. Wydawałoby się to bezsensowne i bezcelowe, ale w moim mniemaniu w jakimś stopniu również genialne (xD). Niemniej podarowałabym to sobie, gdyby nie to, że pewnej nocy nawet śnił mi się wokalista tegoż zespołu, który tak mnie zbeształ we śnie, iż czułam się zawstydzona jeszcze przez długą chwilę nawet po przebudzeniu... ^^''
Więc bardzo, bardzo ładnie proszę, doczytaj do końca, drogi czytelniku, nawet jeśli w którymś momencie nie będziesz się ze mną zgadzać ♥ Bo w tym misz-maszu jeszcze jest dużo moich tłumaczeń i innych takich :''D
Dobrze, ale w takim razie cóż to za zespół? (werbel proszę) To... (cisza wzmagająca niepewność i napięcie) ...The GazettE.
Nie żartuję.
I nie, nikt mi za to nie zapłacił.
Nikt też nie kazał mi tego robić pod przymusem.
Serio.
Wiem, że dla wielu to naprawdę dziwne, gdyż w końcu swego czasu zarzekałam się, że teraz to nie to samo, tra-ta-ta, ram-pam-pam i inne takie pierdoły... ale w gruncie rzeczy w tamtym okresie była to dla mnie szczera prawda. Cóż skłoniło mnie w takim razie do zmienienia zdania? Krótko mówiąc, był to album "Dogma" (który odkryłam niedawno - tak, wiem, świetne wyczucie czasu, ale niestety uprzedzenia [szczególnie te bezpodstawne] robią swoje). Nie zrozummy się jednak źle, nie zamierzam ich ponownie gloryfikować ani nic z tych rzeczy; po prostu obwieszczam wszem i wobec, że "Dogma" jest naprawdę kawałem świetne odwalonej roboty. Jest utrzymywana w dużo cięższych klimatach niż poprzednie płyty, co bardzo mi odpowiada. Z tego właśnie powodu szybko się do niej przekonałam i  dlatego też obecnie praktycznie non stop leci ona w moich słuchawkach. Ponad to nie tylko ich najnowszy album, ale także "Ugly" czy "Depravity", a nawet „Last Heaven” również przypadły mi do gustu.
Ale spokojnie, zacznijmy od początku - skąd ten poprzedni bulwers i obecne "nawrócenie się"? No sprawa wydaje się prosta jak budowa cepa; The GazettE było pierwszym zespołem, który skradł moje przegniłe serce, który wprowadził mnie w świat visual-kei i j-rocka, a przede wszystkim jednym z ulubionych twórców. Z tej właśnie racji jakoś bardzo emocjonalnie przeżyłam to, że "Fadeless" czy "Remember the Urge" jakoś niekoniecznie wbiły mnie w fotel. Nie powiem, żeby te piosenki nie pasowały mi wcale, ale twórczość Gazetto z tego krótkiego okresu nie ujęła mnie też za serce, tak jak to miała w zwyczaju robić w przeszłości. Dodajmy do tego wszystkiego wyrzut hormonalny, bolesny okres i moją naturę tsundere, dzięki której lubię na wszystko narzekać - bo taki ze mnie typ człowieka. Można powiedzieć, że odebrałam to niemalże personalnie jako... jako takie ugodzenie (?)... czy coś... Obecnie to już nie wiem… w każdym razie ostatni rok był dla mnie naprawdę dziwny i ciężki, przez co moje zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Co więcej, jak czasem zdarzy mi się przeczytać coś, co wysmarowałam w tamtym czasie, to po prostu mam ochotę pochlastać sama siebie i walić głową o blat biurka (które już mam, a będę mieć jeszcze lepsze C: Pełnia szczęścia). Niemniej uważam, że pewne rzeczy przychodzą z czasem, jak na przykład zrozumienie czegoś, więc... no... Powiedzmy, że potrzebowałam trochę czasu, żeby dorosnąć, bo w gruncie rzeczy sama wciąż zapatruję się na siebie jak na dzieciaka - bo fakt, że co roku lat mi tylko przybywa w metryczce, to nie znaczy, że tak naprawdę zachowuję się jakoś poważniej. I właśnie z tym mijającym czasem, prowadzeniem bloga czy nawet oglądaniem youtuberów, zaczęłam pojmować, że nie da się nigdy wszystkich uszczęśliwić. Zawsze ktoś będzie wybrzydzał, a czasami tylko dla powodu, że musi sobie zrobić od czegoś przerwę - bo to tak jakbyśmy wciąż jedli to samo. Niby czekolada jest dobra, ale gdybyśmy bez ograniczeń zażerali się nią na śniadanie, obiad i kolację dzień w dzień to raz, że w końcu by nas zemdliło, dwa, że nie wyszłoby nam to na zdrowie. Zaczęłam powoli przyswajać, że podczas długiej działalności zespołów zawsze pojawia się taki czas, kiedy ktoś krzyknie: "Hej, to już nie jest to samo!", a parę osób przytaknie mu i powiedzą zgodnie, że więcej nie będą tego słuchać. Niekiedy zdarzało mi się zobaczyć podobne komentarze na jakimś forum czy gdziekolwiek indziej pod twórczością D'espairsRay, ale wtedy wydawało mi się to być nielogiczne. No bo jakże ci "heretycy" jedni mogą nie słuchać takiego kultowego zespołu? No znowu rzecz prosta i nieskomplikowana, ale najpierw trzeba ją zrozumieć. Ludzie są różni. Ludzie się zmieniają. I wiecie co? I to jest w tym wszystkim właśnie najlepsze, tylko trzeba nauczyć się to akceptować. Nasze upodobania z czasem się zmieniają i przez to, to co kiedyś nam bardzo odpowiadało, dziś już niekoniecznie musi się nam podobać. Czasem wystarczy też zrobić sobie tylko krótką przerwę od czegoś, aby wrócić do tego owego czegoś z nowym zapałem i entuzjazmem.
Z czasem pojęłam też, że nie ma sensu zarzucać komuś czegoś w rodzaju: "Sprzedałeś się!", "To nie to samo co kiedyś!" albo "To tylko komercja!" - i tu nie chodzi tylko o muzykę, ale o wszystkich ludzi, którzy tworzą coś i poddają to owe coś do publicznego osądu. Powód tego jest taki, że nawet jeśli jest to tylko i wyłącznie komercja, to co z tego? Ludzie muszą się sprzedawać (tak, wiem, brzmi to strasznie xp), bo inaczej nie robiliby tego... co robią, no; bo musieliby znaleźć sobie pełnoetatową inną pracę, która przynosiłabym profity. Co więcej, każdy z nas chyba zrobił już coś w życiu tylko i wyłącznie dla "komercji", to znaczy, tylko po to, aby dana rzecz przyniosła nam korzyść, podczas gdy nie wkładaliśmy w nią ani krzty uczucia czy duszy. I jakby jeszcze tego wszystkiego było mało, to jeśli mówimy w jakiś sposób o sztuce (czyli w tym o muzyce również), to jest to bardzo subiektywne. Niby jest to prawdą oczywistą, że to, co dla mnie jest komercją, dla kogoś innego może być po brzegi wypełnione uczuciem i odwrotnie (a ponad to wszystko nie wiemy jeszcze, co tak naprawdę myślał twórca, kiedy pracował nad swoim dziełem), ale właśnie chodzi o to, żeby nie tylko gadać o tym i to powtarzać, ale zrozumieć i przyswoić. Mnie osobiście udało się to dopiero dość niedawno (choć w przyszłości pewnie i tak moje zdanie jeszcze wiele razy ulegnie zmianie i za rok czy za dwa moje prawdy fundamentalne wywrócą się raz jeszcze do góry nogami). Poza tym, jeśli ktoś powie, że się "obraża" i nie będzie tego słuchał/oglądał, to... cóż, go ahead, chciałoby się powiedzieć. Nikt nie będzie z tego powodu płakać ani próbować nas odwieźć od swojej decyzji. Z jednej strony trochę to smutne, bo czasem chciałoby się (dobra, ja bym chciała), żeby ktoś właśnie za nami zapłakał albo próbował nas zatrzymać w jakiś sposób, bo to jest swoisty przejaw tego, że temu komuś na nas zależy i ten nasz owy ktoś dba o nas. Niestety takie ckliwe scenki to nie tutaj.
Ale odbiegając już od ogółów, a przechodząc do szczegółów: tym, co mnie zaskoczyło (pozytywnie, rzecz jasna) w The GazettE raz jeszcze i sprawiło, że ponownie popadli oni w moje łaski to, to że przybrali na "agresywności", że tym razem skupili się na takich mocniejszych brzmieniach. Ktoś powie, że się powtarzam, ale tym razem uwzględniam to raczej w takiej kwestii, iż z czasem większość zespołów traci swój „pazur”, tworząc coraz lżejsze melodie, a tu wszystko właśnie poszło na opak – i to mi w jakiś niewytłumaczalny sposób zaimponowało.



A potem znalazłam przypadkiem w skarbnicy dóbr wszelakich (czyt. internecie) ten filmik. Taki przekrój przez ich działalność jest fajnym podsumowaniem nie tylko tego, jak muzycy z czasem się zmieniali, ale jak zmieniała się również ich twórczość. Tak patrzyłam na nich i… nagle zdziwiona odnotowałam, jak bardzo pomysłowi, kreatywni, a wręcz innowacyjni byli członkowie Gazette na przestrzeni lat. Jasne, ich sukces nie jest zasługą wyłącznie ich piątki, bo przecież w ich cieniu stoi cały tłum „bezimiennych siepaczy”, z których każdy z nich w mniejszym lub większym stopniu pomógł im się wybić. Niemniej zespół ten jest obecnie jednym z najbardziej znanych i rozpoznawalnych grup nie tylko Visual-kei, ale po prostu japońskiej sceny muzycznej. Stali się wręcz ikoną, co nie jest byle jakim osiągnięciem. Myślę, że chociażby za to, że udało im się wybić na rynku muzycznym, należy im się pewna doza uznania.
Poza tym pojmujecie to, że The GazettE gra już razem od 13 lat? Bo mnie to jakoś osobiście ciężko przychodzi... Trzynaście lat... Szczerze mówiąc to większa część mojego życia. To nawet dłużej niż działało D'espairsRay. Wyobrażacie sobie wstawać codziennie i niemal każdego dnia widzieć te same osoby? Jasne, w tym momencie wiele osób może spekulować odnośnie tego, jak mogą wyglądać relacje muzyków w prawdziwym życiu (bo przecież nie tak jak w fickach =.=''), ale niezależnie od tego... to jest 13 lat - naprawdę kawał czasu. Jest to dla mnie niesamowita rzecz z tej racji, że mnie nigdy nie udało się zatrzymać żadnego człowieka przy sobie na jakiś dłuższy czas, a już tym bardziej nie na całe 13 lat! No bo niby znam wciąż nawet ludzi z przedszkola, ale to nie jest dla mnie "ten" rodzaj znajomości; to znaczy, że nie piszemy czy nie spotykamy się regularnie, utrzymując znajomość. Moje relacje międzyludzkie są niestety bardzo słabe i kończą się niesamowicie szybko, toteż stanie u boku kogoś przez ponad dziesięć lat wydaje mi się być niemalże czynem godnym orderu. Oczywiście, łączy ich przede wszystkim praca, ale nie oszukujmy się też, że gdyby w końcu skłócili się do tego stopnia, że nie mogliby znieść wzajemnie swojej obecności, w pewnym momencie zdecydowaliby się na rozwiązanie działalności. Ja, na przykład, zdaję sobie doskonale sprawę, że nawet gdyby udałoby mi się założyć zespół, to jego żywotność ograniczyłaby się do kilku miesięcy ze względu na kłótnie i nieporozumienia... a tu 13 lat... Co więcej, z tego, co się orientuję, to chyba żaden z członków Gazetto nie prowadził w międzyczasie solowego lub jakiegokolwiek innego projektu (jeśli się mylę, to mnie poprawcie - a mylić się mogę, bo głowy za to sobie uciąć nie dam), więc oni cały czas pracują razem, widzą się non stop, spędzają ze sobą mnóstwo czasu podczas tras koncertowych, zdjęć, nagrań... Po prostu w pewien sposób mi to imponuje, gdyż utrzymanie znajomości (na jakimś znośnym stopniu) wymaga zaangażowania obu osób - trzeba dać coś z siebie i oczekiwać możliwych do spełnienia przez tą drugą osobę rzeczy. Kiedy o tym piszę (a wy czytacie - znaczy mam nadzieję, że czytacie xD), sprawa wydaje się naprawdę skomplikowana jak prosty drut, ale jak nie od dziś wiadomo, łatwiej mówić (pisać), niżby zrobić coś w rzeczywistości. W realnym świecie dużo rzeczy okazuje się być trudniejszymi do zrealizowania niż moglibyśmy sobie początkowo wyobrażać.
No i na koniec znalazłam komentarz Rukiego do piosenki "Dogma", który brzmiał tak: "Miejsce, w którym teraz znalazło się The GazettE i nasz stan, kiedy próbujemy przedrzeć się przez to miejsce. Ten tytuł oddaje to najlepiej. Jednocześnie wiąże się z tym pewna antyteza." - okej, tłumaczenie nie jest idealne, co więcej nie mogłam znaleźć tego w oryginale ani na angielskiej stronie (może słabo szukałam), toteż został mi tylko taki polski przekład. Z początku chciałam nadać temu wywodowi trochę polskiej logiki i poprawić gramatykę, żeby brzmiało to trochę bardziej spójnie, ale potem sobie darowałam. Śmiem twierdzić, że został tu użyty google translator, toteż szyk zdania etc. pozostawiają trochę do życzenia, ale to nie jest najważniejsze - w skrócie opisując "Dogmę", mogę powiedzieć, że jest to dość ciężka piosenka nie tylko pod względem brzmienia, ale i przekazu, który niesie. Z tego właśnie powodu można wnioskować, że po tylu latach zespół ten może przeżywać swój "wewnętrzny" kryzys, o którym nie informuje mediów (albo po prostu moja wyobraźnia fanowska działa na zwiększonych obrotach; to też jest bardzo możliwe). Może chłopcy (tak, uwielbiam określenie "chłopcy" w odniesieniu do dorosłych mężczyzn xp) po tak długim okresie współdziałania troszkę zaczęli się spierać, a może chodzi o coś zupełnie innego; kto wie? (Pewnie Ruki xD) Niemniej, ja doszukuję się w długim okresie ich działalności i słowach Matsumoto jakiegoś wspólnego punktu zaczepienia, ale, rzecz jasna, fakt, że ja widzę w tym jakąś swoją pokrętną logikę, nie oznacza, że wy też musicie się ze mną zgadzać ^^''

Uch, matko, czytałam już to tyle razy i wciąż wydaje mi się to wszystko takie bez składu i ładu... (/.-)'' Jest tyle rzeczy, o których chciałabym wam powiedzieć, ale tak trudno jest to zrobić w jakiś logiczny sposób, aby przelane na (wirtualny) papier moje myśli chociażby mogły udawać, że nie są wypowiadanymi w totalnym chaosie pierwszymi lepszymi słowami, które przyszły mi na myśl!... No, tak, muszę zacząć pracować nad składnią ^^'' i chyba zacząć robić notatki, odnośnie tego, co chcę wam przekazać, żeby potem móc jakoś usystematyzować tą pracę C'':
Tymczasem:

Także tak, to była promocja, a teraz czas na część bardziej informacyjną: mianowicie, ze względu na przywrócenie The GazettE w łaski, chciałabym wznowić serię „Bóg chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia”, bo to takie lekkie, fajne opowiadanko. Oczywiście zamierzam to zrobić tylko za waszą aprobatą, więc piszcie w komentarzach, co sądzicie o tym pomyśle. A tak swoją drogą, to jeśli już ktoś jest za, to prosiłabym też, żeby się zastanowił nad inną nazwą dla tej serii, bo przydałoby się ją skrócić ^^’’ Niestety moje zatwardzenie mózgu nie pozwala mi wymyślić nic sensowniejszego – tytuły takie jak „Dziewczyną być” brzmią niestety strasznie dennie i są zupełnie niechwytliwe xD

No i teraz najważniejsze na koniec (tak, nie ma to jak odwrócona kolejność xp): tak teraz już na sto dziesięć procent postanowiłam „powrócić do życia”; między innymi życia społecznego. Nazwijmy to wciąż wersją „eksperymentalną”, ale powoli znów będę się w to wdrażać – tym razem jednak będę się starać nie narzekać zbyt dużo ^^’’ Zapisałam się na siłownię, więc jak coś mnie wkurza, to idę to wybiegać, a nie „warczę” dookoła; znaczy… staram się C’’: Tym samym wracam też do czytania innych blogów, więc jak ktoś tam coś pisał i coś chciał, to ten… to od teraz powracam i zamierzam się jakoś znowu udzielać… „jakoś znowu udzielać” – tak, to dobre określenie xD „jakoś” xp
No… z moją naturą tsundere nie będzie ławo, ale ponoć wszystko, co jest coś warte, nie przychodzi prosto xp
W ogóle doszłam do wniosku, że zamiast wszystko od tak kończyć i zawieszać, to lepiej byłoby to dokończyć w pewnych partiach. Mam na myśli to, że dobrze byłoby powiedzieć, że teraz będę pisać, dajmy na to „Closer to Ideal”, „Nowy Świat” i „Książę z bajki”, a jak już skończy się na przykład jakaś seria, to „dobieramy” sobie kolejną zawieszoną/niedokończoną i tak, żeby w końcu wyjść na zero i zacząć z nową kartą… ale to moje zdanie – o waszą opinię proszę, rzecz jasna, w komentarzach.
Na dzień dzisiejszy lista nieskończonych lub porzuconych opowiadań wygląda tak:
1.     „Bóg chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia”, paring: Aoi x Uruha, Ruki x Uruha (The GazettE) [status: zawieszone]
2.     „Nawet śmierć nas nie rozłączy…”, paring: Aoi x Uruha (The GazettE) [status: zawieszone]
3.     Co by było gdyby…”, paring: Reita x Ruki, Aoi x Uruha (The GazettE) [status: zawieszone]
4.     „Le Ciel”, paring: Hizumi x Zero (D’espairsRay) [status: zawieszone]
5.     „Vampire depression”, paring: HYDE (VAMPS, L’arc~en~Ciel) x Yasu (Acid Black Cherry) [status: zawieszone]
6.     „Geisha no Furin”, paring: Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Takanori Nishikawa (T.M.Revolution), Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Atsushi Sakurai (BUCK-TICK) [status: zawieszone/kontynuowane (?)] – sama nie wiem
7.     „Dorośnij!”, paring: Maya x Aiji (LM.C) [status: zawieszone]
8.     „Hayakki-yokō”, paring: Shoya x Yo-ka (DIAURA) [status: kontynuowane]
9.     Książę z bajki”, paring: Hiro (Nocturnal Bloodlust) x Crena Ketsueki (Bird as Omen) [status: kontynuowane]
10.  „Closer to Ideal”, paring: Hizumi x Zero (D’espairsRay) [status: kontynuowane]
11.  „Nowy Świat”, opowiadanie „pół-autorskie” [status: kontynuowane]
(kolejność przypadkowa)


Jak widzicie dodałam też etykiety, żeby w tym gąszczu moich opowiadań można było się lepiej odnaleźć (mam nadzieję, że to komuś pomoże w jakiś sposób xp) oraz zakładkę "Brudnopis" - jeśli chcecie wiedzieć, po co została ona stworzona, to musicie już do niej przejść w głównym menu ♥

Mam nadzieję, że ktoś dobrnął do końca tego posta… C’’:

Kita-pon promuje talenty - magdalene613 ♥

No to tego... Tak jak już kiedyś wspominałam (przy "promowaniu" talentu Creny) słaba jestem w wymyślaniu spotów reklamowych (głównie dlatego, że moje nazwy są ekstremalnie długie), ale cóż... spróbujmy raz jeszcze xD
Poznałam w ostatnim czasie kolejnych trzech wykonawców, którzy parają się coverami w stylu visual-kei (z czego z dwoma miałam okazję także poznać się niemalże "prywatnie", bo napisali do mnie na facebook'u O.o''). Muszę jednak przyznać, że żaden z nich nie dorównywał Ketsuekiemu pod żadnym względem - talentu wokalnego, obróbki muzycznej swoich coverów czy choćby wyglądem. Póki co nie ma się czym za bardzo zachwycać, więc nie będę wam zawracać nimi głowy, choć dla zaspokojenia własnej ciekawości postanowiłam dalej ich obserwować, gdyż niewykluczone przecież, że pewnego pięknego dnia osiągną taki poziom, iż w końcu będę mogła wam ich zarekomendować.
Niemniej to jeszcze nie teraz.
Z tej właśnie racji chciałabym przedstawić twórcę coverów zupełnie innego sortu - bo po pierwsze jedyną częścią ciała tego artysty, jaką możemy zobaczyć są ręce. Ponad to nie mamy możliwości poznania jego imienia ani nawet głosu. Więc właściwie kim jest ten owy tajemniczy jegomość?
Jest to człek, który założył kanał na youtube pod nazwą magdalene613. Dziewczyna ta  (wnioskuję po nicku, że jest to przedstawicielka płci pięknej) wykonuje covery linii melodycznych dla pianina znanych piosenek takich wykonawców jak HYDE, VAMPS, L'arc~en~Ciel, Acid Black Cherry, SID, Ken, hide, Siam Shande, Plastic Tree, Die in Cries czy BUCK-TICK i jeszcze kilku innych. Wydawałoby się, że może nie są to tak ekscytujące covery jak te Creny, poza tym na youtube można znaleźć wielu innych muzyków, którzy odtwarzają pojedyncze linie melodyczne dla odpowiednich instrumentów swoich ulubionych piosenek, jednak... cóż, ta pianistka (znów podkreślę, że mam nadzieję, iż nick nie jest mylący xp) naprawdę mnie urzekła. Osobiście mam takie okresy i zależnie od nastroju mogę raz słuchać Nocturnal Bloodlust a raz samych podkładów pianistycznych. Sama przez wiele lat grałam na pianinie, dlatego może podwójnie podziwiam tę dziewczynę za to, jaki trud włożyła w odtworzenie odpowiednich melodii, gdyż są one naprawdę skomplikowane. Odkryłam ją przez przypadek, nudząc się na lekcjach IT Music - z tego powodu nauczyciel pozwolił mi używać wirtualnych instrumentów i zająć się graniem, żebym się nie siedziała bezczynnie. Niestety folder z nutami, który dał mi do przejrzenia, zawierał utwory przeznaczone tylko i wyłącznie dla gitary (geniusz ^^''). Niemniej z tego powodu zaczęłam szukać czegoś w internecie na własną rękę i wtedy wpadłam na myśl: "Hej, dlaczego nie zająć się jakimiś piosenkami visual-kei?", jednak zdobycie nut do poszczególnych piosenek okazało się nie takie proste jak przewidywałam. Między innymi trzeba zakupić całą książkę z utworami danych muzyków lub poszczególne zapisy nutowe dla danych piosenek oddzielnie - niemniej za wszystko to trzeba płacić; i ta dziewczyna wykosztowała się na to (dobra, milionów nie wydała, ale zawsze coś jednak xp) - i za to plusiki dla niej ♥ Oczywiście w skarbnicy dóbr wszelakich (czyt. internecie) można znaleźć wszystko, a więc uparci (czyt. między innymi ja) mogą znaleźć także darmowe arkusze z nutami utworów X Japan czy The GazettE, jednak wiecie... jak naprawdę bardzo mocno chce się nauczyć grać konkretnej piosenki swojego idola, to jednak trzeba się wykosztować...
Poza tym warto napomknąć, że... cóż, różni muzycy reprezentują różny poziom. Z tego, co zdążyłam się zorientować w większość piosenki X Japan czy HYDE mają dużo prostsze linie melodyczne niż na przykład The GazettE (ta, osobiście, jak zobaczyłam nuty do "Pledge" to mało z krzesła nie spadłam, a na usta cisnęło mi się: "O kur... znaczy o dobry Kouyou, coś ty tu znowu natworzył?!", także... no ^^'')


To chyba moja ulubiona melodia w ostatnim czasie, którą nawet ściągnęłam sobie na telefon xD Oczywiście wszystkie są świetne, ale ta mi jakoś tak wyjątkowo pasuje C: 
Nie będę tutaj wrzucała nie wiadomo, ile filmików - jeśli jesteście zainteresowane, to odsyłam was na kanał magdalene613 na youtube ^^

A teraz ważne, ważne, ważne~!
Znaczy może nie do końca teraz... bo tak naprawdę takie super-super-super-super ważne informacje pojawią się dopiero w niedzielę razem z notką - więc proszę was bardzo (i od razu uprzedzam), zarezerwujcie sobie kilka minut w ostatni dzień weekendu na przeczytanie czegoś w rodzaju ogłoszeń parafialnych... i nie tylko ♥

Historia obrazkowa
"O diabełku, który Takashi się zwał"


Wszyscy od dawna wiedzieli, że Tomo i Takashi darzą się uczuciem, toteż nie dziwiły ich podobne temu zdjęcia.


Z tegoż samego powodu zadziwiło ich właśnie to zdjęcie, które szybko obiegło większą część świata za pomocą łącza internetowego - na owym zdjęciu Yoshiatsu bez skrupułów przystawiał się do Takashiego, który także nie zdawał się mieć nic przeciwko temu. Informacja ta wstrząsnęła innymi parami.


Plotki szybko się rozeszły.


Wyrwały ze skupienia nawet prawdziwego mistrza kuchni (nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wstawić tego zdjęcia Hizu xp od aut.)


Tsuzuku z początku nie chciał uwierzyć w plotki, jednak szybko zmienił zdanie po zobaczeniu "materiału dowodowego".


Karmą to również wstrząsnęło (bo wstrząsnęło, mimo iż wciąż nie do końca potrafi to okazać - ale bądźmy wyrozumiali, chłopak dopiero uczy się okazywać emocje).


Hiro z tego wszystkiego popadł w głęboką depresję.


Yuuki rzucił się pod samochód z rozpaczy.


Cazqui z wrażenia spadł ze schodów i nieźle się pogruchotał - obecnie dochodzi do siebie w szpitalu na obserwacji...


Hide nawet specjalnie wstał z grobu, żeby wyrazić na ten temat swoją opinię (która z grubsza brzmiała: "Nie ma bata; taki ch*j!")


Sprawa ta była także powodem rozchwiania emocjonalnego Tsuzuku, który nie przyjął tej wiadomości zbyt dobrze. W końcu zatrzęsło to jego światopoglądem od podstaw...


Yo-ka również podzielił smutny los wokalisty Mejibray, przez co zaczął zachowywać się nieco... niepoczytalnie.


Karma już nawet chciał się wieszać...


Całe szczęście ostał się w tym wszystkim jeden opanowany człowiek - Aryu - który wyciągnął do pozostałych pomocną dłoń w tych tak trudnych dla nich czasach.


Aby rozwikłać tę zagadkę zatrudnił komandosa-detektywa Hiyuu, który miał się tą sprawą zająć (w zamian za sowite wynagrodzenie).


Ponad to Aryu opatrzył poszkodowanych, którzy tego potrzebowali.


Zadzwonił po doktora Setsu, bez którego interwencji nie obyłoby się.


Unieruchomił także Karmę na wypadek, gdyby temu znów coś głupiego strzeliło do łba.


Skopał także Yuukiego ku przestrodze innych i (głównie) po to, aby więcej nie rzucał się pod samochody. Wyczerpały mu się już zapasy cierpliwości i nie miał siły użerać się z kolejnym człowiekiem z rozstrojeniem emocjonalnym. Nieprzytomne ciało odsunął pod ławkę, gdyż zawadzało na środku korytarza.


Nie zdążył jednak zapobiec samobójstwu Rukiego...


W końcu bez pomocy komandosa-detektywa Aryu wyjaśnił, że to był głupi żart, gdyż Yoshiatsu posiada wiele podobnych zdjęć na swoim telefonie.


Poza tym Yoshiatsu i tak miał już kogoś innego.


Co więcej, wszystko wcześniej zostało ukartowane przez Takashiego, który teraz miał niezły ubaw z przyjaciół i mógł im okazać środkowy palec (nawet jeśli fizycznie nie należał do niego) - w ten sposób odgryzł się za te wszystkie lata, kiedy nazywany był kobietą.


Na tę wieść Yuuki mało się nie rozpłakał.


Na powrót wszystkie związki, w których zawrzało z powodu tej plotki, wróciły do normy - Shoya x Yo-ka.


...Tsuzuku x Ryoga...


Zero x Gaku... bo choć po Zero mało co widać, to nim też w jakiś sposób wstrząsnęło to zdjęcie... W ogóle po wszystkich Zerach (z Lycaon, z D'espairsRay ect.) mało co widać, więc można powiedzieć, że to już taka przypadłość nabyta wraz z pseudonimem; nie czepiajmy się zatem....


...Yuuki x Hiro...


...Yuuki x Ichiro...


...Yuuki x Hiyuu...


...Yuuki x Karma... No dobra, może nie we wszystkich związkach na powrót wszystko grało - bowiem wydało się, iż wokalista Lycaon... miał kilka wielkich miłości.


Z tegoż powodu Karma znów chciał się wieszać, ale całe szczęście Aryu ponownie go powstrzymał, przecinając linę.


Tym razem pocieszył go misiem, żeby więcej już tego nie robił.


Przy takim obrocie spraw Karma postanowił chociaż poczytać więcej o relacjach międzyludzkich, których, jak sam sobie uświadomił, nie rozumie (teraz widzicie, jak widzę jego postać przez większość czasu w "Nowym Świecie" xp od aut.)


Z tego wszystkiego Karma zamienił się w żądnego zemsty na swoim zdradzieckim kochanku demona.


Jakimś cudem jednak Yuukiemu udało się poskromić Karmę (zapewne jego muskularnym ramieniem xD od aut.), a nawet przebłagać, obiecując mocną poprawę.


Więc koniec końców wszystko skończyło się dobrze.


Niektórzy w tym dobrobycie prowadzili także ciekawe życie erotyczne.


Tak dobitnie to wszystko zakończyło się rozbieraną sesją Royz, którą nikt niekoniecznie potrafił wytłumaczyć ani powiązać z tą sprawą, ale były gołe klaty... więc trzeba było to jakoś wpleść w "fabułę".


A wszystko to przez tego diabła Takashiego ♥