Quiz 1: Kto jest Twoim J-rockowym chłopakiem-wokalistą?

A więc proszę - obiecany quiz (właściwie dla Akai Haruki, ale cii...). Podkreślę tylko, że to nie jest quiz jak w brave girl czy coś, że jeśli masz najwięcej odpowiedzi a to... a jak b to .... lepiej weźcie kartkę i spisujcie od razu swoje odpowiedzi!
Mam nadzieję, że wam się spodoba, choć od razu uprzedzę, że nie jest on jakiś wyszukany... ^^''

Quiz 1: Kto jest Twoim J-rockowym chłopakiem-wokalistą?
1.      Czy Twój J-rockowy chłopak może mieć piercing?
a)     Tak
b)     Byle nie za dużo tego, żeby bramki na lotniskach nie piszczały…
c)      Nie
2.     Czy Twój J-rockowy chłopak może mieć tatuaże?
a)     Tak
b)     No może, ale tak, żebym przynajmniej wiedziała jaki jest kolor jego skóry… (a jak wyjdzie, że to ukryty murzyn, który podawał się za Japończyka? O.O’’)
c)      Nie
3.     Jaki kolor włosów powinien mieć Twój J-rockowy chłopak?
a)     A co mnie jego kolor włosów? Są ważniejsze sprawy… *to jednoznaczne spojrzenie*
b)     Skoro już jest muzykiem i może poszaleć ze swoim wyglądem, to mógłby mieć jakiś rzadko spotykany kolor… fioletowy? Albo różowy? Może zielony?
c)      Czarne, ale farbowane – to znaczy takie emo-czarne albo czarne-czarne, ewentualnie szatańsko-czarne… przyjmę też do wiadomości jeśli będzie miał tleniony blond.
d)     Najlepiej, żeby nie farbował włosów i został przy swoim naturalnym kolorze.
4.     Jaki rodzaj muzyki Twój J-rockowy chłopak miałby grać?
a)     Metal, grudge, punk… ogólnie coś w ciężkich klimatach.
b)     Rock alternatywny
c)      A czy mnie o tym decydować? Jakby raz nagrał piosenkę bardziej wpadającą w pop, raz w metal, a raz w hip-hop nie obraziłabym się przecież…
d)     Dobrze by było, gdyby nie był taki sztampowy… może rock z jakimiś elektrycznymi wstawkami albo coś? Takie własne wariacje, które ciężko określić xp
5.     Określ wzrost swojego J-rockowego chłopaka:
a)     Średniego wzrostu – nie za wysoki, nie za niski.
b)     Wysoki
c)      Obojętnie – może być nawet i niski, w końcu są ważniejsze sprawy *to jednoznaczne spojrzenie*
6.     Jakie zainteresowania (oprócz muzyki) chciałabyś dzielić ze swoim J-rockowym chłopakiem?
a)     Mógłby rysować… albo zajmować się grafiką… ogólnie dobrze by było, gdyby był w jakiś sposób uzdolniony plastycznie.
b)     Oprócz piosenek mógłby pisać… wiersze (i podrzucić ci jakiś od czasu do czasu xp)
c)      Sport.
d)     Zakupy (to w ogóle jest zainteresowanie? O.o’’)
7.      Czy Twój J-rockowy chłopak musi być wysportowany?
a)     Nie.
b)     Miło by było gdyby był mniej kościsty niż ja sama, ale kulturysty nie musi przypominać.
c)      Oczywiście! Kaloryfer na brzuchu albo inaczej w ogóle się za nim nawet nie obejrzę!
8.     Growling czy screamo?
a)     Growling
b)     Screamo
c)      A może by tak „normalnie” pośpiewać?
9.     Czy Twój J-rockowy chłopak musi mieć wykształcenie muzyczne tzn. musi być muzykiem z „wykształcenia” czy może być po prostu „amatorem”, który gra tylko i wyłącznie z serca?
a)     A na cóż mu szkoła muzyczna? Jak umie śpiewać, to niech śpiewa i już! (przejdź do pytania 11.)
b)     Może po konserwatorium muzycznym być nie musi, ale przydałoby się, żeby takim znowu totalnym „amatorem” nie był…
c)      Szkoła muzyczna ma być ukończona z wyróżnieniem albo niech inaczej w ogóle nie dotyka się do mikrofonu! Już wystarczająco dużo jest takich „amatorów”, którzy ranią mi uszy!
10. Czy ważne jest dla Ciebie to, aby Twój J-rockowy chłopak potrafił tańczyć?
a)     Tak, w końcu choreografia np. w teledyskach jest bardzo ważna!
b)     Nie, w końcu on ma śpiewać, a nie występować w „Tańcu z gwiazdami”…
11.   Co robisz, gdy Twój J-rockowy chłopak na scenie wykonuje przed publicznością jakieś sprośne gesty np. posuwa barierkę (sławetna akcja Rukiego xD)?
a)     To proste – wydłubie oczy wszystkim fankom, a potem oberwie mu się po garach ^^
b)     Będę piszczeć razem z innymi fankami.
c)      Udam, że tego nie widzę.
12.  Co robisz, kiedy Twój J-rockowy chłopak na scenie wykonuje fanservice ze swoim kolegą z zespołu?
a)     „Halo, chińska restauracja? Tak, mam trochę mięsa na zbyciu… z kota? Tak, tak, pewnie, że z kota… Wieprzowina też się znajdzie, bo to taka świnia jedna była… A odbierzecie ode mnie te zwłoki z mieszkania? Co? Halo? Halo…?”
b)     Będę go zachęcać, żeby robił to częściej! (przejdź do pytania 15.)
c)      Moją całą złość wyładuje na koledze z zespołu, który w jednej chwili może stać się koleżanką…
d)     Udam, że tego nie widzę.
13.  Czy Twój J-rockowy chłopak mógłby palić papierosy?
a)     Jest dorosły i wie, co robi – nie będę go karciła za takie rzeczy niczym matka.
b)     Nie, przecież jest wokalistą! Powinien bardziej dbać o swoje zdrowie!
14. Czy Twój J-rockowy chłopak mógłby mieć jakieś zwierzę?
a)     Kota! Niech będzie miał kota! Neko! Neko! Neko~!
b)     Zdecydowanie byłoby mile widziane, gdyby posiadał psa.
c)      Nie lubię zwierząt…
d)     Mógłby mieć coś oryginalnego… Iguanę? Albo kaczkę? Może węża?
15.  Załóżmy, że Twój japoński jest perfekcyjny i możesz bez problemu porozumiewać się ze swoim J-rockowym chłopakiem; czy mimo to powinien znać jakieś języki obce?
a)     English perfect!
b)     Żeby ten jego angielski był na takim poziomie, aby był chociaż komunikatywny…
c)      Miło by było, gdyby uczył się mojego języka ojczystego. (przejdź do pytania 17.)
d)     Skoro znam tak dobrze japoński, to po co on miałby się uczyć innego języka? Wystarczy, że ze mną może się dogadać! Nie będzie mi ty flirtował z jakimiś lafiryndami z innych krajów!
16. Czy Twój chłopak – skoro jest wokalistą – musi umieć grać także na jakimś instrumencie?
a)     Tak
b)     Nie
17.  O czym Twój J-rockowy pisałby piosenki?
a)     O miłości (rzecz jasna do Ciebie xD)
b)     O bólu, o sile, o odrzuceniu, o tym, jak widzi świat… Takie naprawdę głębokie teksty…
c)      O czym tylko by chciał! Raz o czymś poważnym, raz o czymś bardziej błahym… A zresztą to jego działka, nie? Ja się do tego nie mieszam!
18. Czy Twój J-rockowy chłopak musi grać w bardzo rozsławionym zespole?
a)     Pewnie, że tak! Im sławniejszy zespół, tym więcej zarabia – a co za tym idzie, więcej shoppingu!
b)     Liczy się muzyka, a nie sława! Co z tego, że byłby sławny, gdyby miał grać jakiś gniot?
c)      Liczy się on, a nie sława.
19. Czy mogłabyś być z chłopakiem, którego muzyka nie podchodzi ci ani trochę?
a)     Tak
b)     Nie
20.                       Twój J-rockowy chłopak musiałby być Visual-kei czy mógłby być Oshare-kei?
a)     Lepiej by było gdyby był Oshare-kei.
b)     Lepiej by było gdyby był Visual-kei.
c)      Nie dbam o to.


Odpowiedzi

A
B
C
D
Pytanie 1.
5  pkt.
1 pkt.
0 pkt.
-
Pytanie 2.
5  pkt.
1 pkt.
0 pkt.
-
Pytanie 3.
3 pkt.
0 pkt.
5 pkt.
1 pkt.
Pytanie 4.
5 pkt.
3 pkt.
0 pkt.
1 pkt.
Pytanie 5.
1 pkt.
5 pkt.
0 pkt.
-
Pytanie 6.
5 pkt.
3 pkt.
1 pkt.
0 pkt.
Pytanie 7.
0 pkt.
3 pkt.
5 pkt.
-
Pytanie 8.
5 pkt.
5 pkt.
0 pkt.
-
Pytanie 9.
1 pkt.
5 pkt.
3 pkt.
-
Pytanie 10.
0 pkt.
5 pkt.
-
-
Pytanie 11.
5 pkt.
0 pkt.
3 pkt.
-
Pytanie 12.
5 pkt.
0 pkt.
3 pkt.
1 pkt.
Pytanie 13.
5 pkt.
0 pkt.
-
-
Pytanie 14.
5 pkt.
3 pkt.
0 pkt.
1 pkt.
Pytanie 15.
5 pkt.
3 pkt.
0 pkt.
1 pkt.
Pytanie 16.
5 pkt.
0 pkt.
-
-
Pytanie 17.
3 pkt.
5 pkt.
0 pkt.
-
Pytanie 18.
3 pkt.
5 pkt.
1 pkt.
-
Pytanie 19.
0 pkt.
5 pkt.
-
-
Pytanie 20.
0 pkt.
5 pkt.
3 pkt.
-













                        
Jeśli miałaś od … do … punktów, to Twoim wybrankiem jest:
94-100 punktów
przejdź do punktu 1.
87-93 punktów
przejdź do punktu 2.
80-86 punktów
przejdź do punktu 3.
73-79 punktów
przejdź do punktu 4.
66-72 punktów
przejdź do punktu 5.
59-65 punktów
przejdź do punktu 6.
52-58 punktów
przejdź do punktu 7.
43-51 punktów
przejdź do punktu 8.
36-42 punktów
przejdź do punktu 9.
29-35 punktów
przejdź do punktu 10.
22-28 punktów
przejdź do punktu 11.
15-21 punktów
przejdź do punktu 12.
8-14 punktów
przejdź do punktu 13.
0-7 punktów
przejdź do punktu 14.


1.      Hiro (Nokturnal Bloodlust)
A więc Twoim J-rockowym chłopakiem jest Hiro – typowy obraz metala, który zjada koty… No dobra, może niekoniecznie, bo w końcu sam wokalista Nokuruby posada dwa kociaki.
Ze swoim prywatnym księciem Mordoru możesz czuć się bezpiecznie nawet w najciemniejszych uliczkach (głównie dlatego, że jego aura jest i tak ciemniejsza xp). Tak wysportowanego ciała niejeden facet mógłby mu pozazdrościć, a Tobie koleżanki tak dobrze wyglądającego chłopaka (xD). Niestraszne będą też ci już nigdy więcej długie zimowe wieczory, gdyż z pewnością Twój chłopak już zadba o to, aby nie było Ci zimno za sprawą swojego własnego kaloryfera na brzuchu (;p).
Pomimo swojego mrocznego image’u może się okazać, że na co dzień jest zupełnie inny… Więc kto wie; może właśnie znalazłaś najtroskliwszego chłopaka tego świata?
Nie musisz też się bać o komunikację, jeśli Twój japoński nie jest perfekcyjny – Hiro całkiem nieźle radzi sobie z angielskim!

2.     Tsuzuku (Mejibray)
A więc stało się! Twoim J-rockowym chłopakiem okazał się być Tsuzuku!
Ech, kto by nie znał tego zwariowanego przystojniaka? Niestety, to, że my (młodsze pokolenie) uważamy go za uosobienie seksapilu to przeważnie tylko nasze zdanie, toteż rodzice zapewne mogliby mieć sporo obiekcji, gdybyś przyprowadziła im takiego narzeczonego (xD), więc zastanów się dwa razy zanim ich ze sobą poznasz (xp).
Tsuzu potrafi być momentami melancholiczny (co znajduje odwzorowanie w jego tekstach), ale miejmy nadzieję, że przy Tobie nie będzie popadał w takie stany zbyt często. Wszystkie fanki pokładają w Tobie wielkie nadzieje, że to właśnie dzięki Tobie Tsuzuku będzie się uśmiechał jeszcze częściej (co przekłada się na to, że do sieci trafi jeszcze więcej gif’ów i zdjęć z nim, kiedy się śmieje, które z kolei wylądują w fap-folderach na dyskach z różnych zakątków globu ;p).
Ty szczęściaro, wybierając Tsuzu do „kompletu” dostaniesz także Ryogę z BORN, który jest przyjacielem Twojego chłopaka.

3.     Ryoga (BORN)
Przeznaczenie (nieznacznie nakierowane przeze mnie [Kitę] xD) wepchnęło Cię w objęcia Ryogi!
Toć dopiero trafił Ci się ekscentryk! Blond czy niebieskie włosy – dla Ryogi to nie ma znaczenia! Cóż, wygląda na to, że nie będziesz się z nim nudzić… i tak, nie chodzi mi tylko o tak „zwyczajne” rzeczy jak zmiany w image’u, ale także o sprawy łóżkowe. Gotowa na mocne przeżycia? Nawet jeśli nie, to nie masz wyboru! Zdaje się, że Ryoga może być perwersyjny nie tylko na scenie, ale również w życiu codziennym, a przy tym z czasem mogą wyjść jego pewne „fetysze” (ja nie straszę, ja tylko lojalnie uprzedzam, biorąc pod uwagę tę sprawę z fetyszem lizania oczu, o którym swego czasu było głośno, a który został zapoczątkowany właśnie przez jeden z klipów BORN).
Ty szczęściaro, wybierając Ryogę do „kompletu” dostaniesz także Tsuzuku z Mejibray, który jest przyjacielem Twojego chłopaka.

4.     Karma (AvelCain)
Twoje odpowiedzi jednoznacznie świadczą o tym, że pasujesz do Karmy!
Karma, mówiąc wprost, to z lekka dziwak… Nie rozstaje się ze swoją lalką o imieniu Seiko, która jednocześnie jest maskotką jego zespołu (o ile lalka może być maskotką). Jest dość charakterystyczny, może nawet z lekka zamknięty w sobie… ale skoro jesteś jego pokrewną duszą, to musicie się dogadać, nie? Więc głowa do góry!
Ten chłopak czasem potrafi przerazić, szczególnie kiedy ujawnia swoje „krwawe pasje” (jak np. w filmie, który nagrało AvelCain, w którym Karma gra stalkera-psychopatę-mordercę), ale możliwe, że przez to ludzie zbyt szybko skreślają go z listy i nie dają mu szansy poznać się bliżej. Może w rzeczywistości jest zupełnie inny?
Abyś nie przestraszyła się, że naprawdę będziesz spotykać się ze stalkerem-psychopatą-mordercą sprostuję, że Karma nie jest dysfunkcyjny pod względem społecznym. Umie się śmiać, bawić i żartować, więc nie obawiaj się, że Twój związek będzie przypominać wieczną stypę (xD).

5.     Hizumi (D’espairsRay)
Moja kryształowa kula nie kłamie – przeznaczony Ci został Hizumi!
… czy może raczej Yoshida Hiroshi, gdyż tak brzmi jego prawdziwe imię.
Ty farciaro, trafiłaś na najprawdziwszą legendę J-rocka o światowej sławie! Musisz uważać, gdyż jeśli informacja o waszym związku wypłynie do Internetu, możesz spodziewać się zamachów na swoje życie od ogromnej ilości rozsierdzonych fanek!
Niestety, Hizu porzucił już karierę wokalisty ze względu na problemy zdrowotne, jednak nie zszedł ze sceny, a jedynie „wyemigrował” na inny piedestał. Obecne Yoshida zajmuje się projektanctwem i prowadzeniem solowego projektu „UMBRELLA”, który, podobnie jak i jego głos, zyskał już międzynarodową sławę, a więc o zarobki nie musisz się już zamartwiać! Jego ogromna sława ma też swoje minusy, gdyż będzie zapewne wiązać się z częstymi i dość długimi rozstaniami (tak jak np. niedługo Hizumi będzie występować w Ameryce), ale to zapewne tylko zaogni wasze uczucia (xp)!
Hizu jest znany ze swoich ckliwych tekstów, które poruszyły już naprawdę wielu. To prawdziwy romantyk! W dodatku nie pali i stroni od alkoholu – istnie facet idealny!
Może Twoi rodzice nie mieliby większych obiekcji, co do jego wyglądu, gdyby go zobaczyli (nie ma piercingu ani tatuaży), jednak trochę do życzenia pozostawia jego wiek (2 marca będzie miał już 38 lat), ale kto by się tym przejmował? Przecież miłość nie zna takiego pojęcia jak wiek!

6.     Sakurai Atsushi (BUCK-TICK)
Szklana kula prawdę Ci powie – a ja w niej widzę właśnie jego – Sakurai Atsushi!
Kolejna wielka legenda – wokalista sławetnego zespołu BUCK-TICK, który zaraz obok X Japan był jednym z prekursorów Visual-kei!
Zanim objął stanowisko wokalisty, Sakurai w swoim zespole początkowo był perkusistą. Jest nieco skryty, często maskuje swoje prawdziwe emocje za łagodnym uśmiechem, ale Ty, jako jego wybranka, z pewnością nie będziesz miała problemu z dostrzeżeniem jego prawdziwych uczuć!
Atsushi nie tylko śpiewa, ale zagrał również w filmie oraz wydał tomik poezji. Prawdziwa dusza romantyka – i to w dodatku niezmiennie od lat jak dobrze wyglądająca!
Problemem może okazać się jedynie jego wiek (w tym roku skończył już 49 lat), ale któż by się tym przejmował! Miłość nie zna takiego pojęcia! Wiek to pojęcie względne – poza tym liczy się tylko to, na ile lat ktoś się czuje, prawda? A Atsu w żadnym razie nie zdradza, jakoby przestał myśleć, że ma wiecznie lat 20 – poza tym podobnie jest i z jego wyglądem! Zawsze na ślubie można wcisnąć rodzicom kit, że jest młodszy, nie? W końcu i tak się nie zorientują, bo w gruncie rzeczy nie wygląda na znowu aż tak dużo starszego od Ciebie (ach, ta unikalna zdolność Japończyków do zachowania młodości)!

7.      Yuuki (Lycaon)
Nawet wróżbita Maciej by się ze mną nie spierał, że to musi być Yuuki!
Yuuki jest androgeniczny, może nawet aż eteryczny, ale to właśnie na tym polega jego charakterystyczny urok. Z odpowiednim makijażem i fryzurą wielu Twoich znajomych może mylić go z kobietą, ale cóż… Czy to jego wina, że jest taki piękny?
Pomimo jego delikatnej urody, tym, czego z pewnością nie można mu odmówić jest seksapil, którym ocieka wręcz od stóp do głów. Czy ktoś śmiał zapomnieć o jego prowokujących strojach (mam na myśli m.in. spodnie, które więcej odsłaniały niż zasłaniały – zapinały się znacznie poniżej jego pasa, przez co fanki mogły podziwiać jego równie skąpą bieliznę, a po bokach trzymały się jedynie na kilku sznureczkach czy te jego krótkie skórzane spodenki, do których niczym na podwiązkach doczepiane miał cholewy butów na tak wysokich obcasach i platformach, że niejedna z nas by się na nich wyrżnęła, które elegancko i ponętnie odsłaniały jego uda niemal po samo krocze)? Yuuki z pewnością nie zawsze jest potulny i uroczy; czasem pokazuje tę swoją bardziej perwersyjną stronę. Mimo swojej wątłej postury i niezbyt imponującego wzrostu, zdaje się, że lubi dominować (na co wskazuje jego sławetny atrybut sceniczny – bicz). Może czas, abyś zabrała się za pisanie „Pisiąt twarzy Yuukiego”? (xD)

8.     Akane (D.I.D)
Gdyby nie to, że jest dzień, kiedy to piszę, to nawet gwiazdy potwierdziłyby, że to musi być Akane!
O Akane niewiele wiadomo… tajemniczy z niego typ, jednak tym, co można powiedzieć bez jego wcześniejszego potwierdzenia to, to że z pewnością ma niesamowity głos i wyciąga kilka oktaw, płynnie przechodząc z growlowania czy screamingu w wysokie tonacje oraz to, że jest niesamowicie seksowny, co wspaniale dodatkowo podkreśla jego tatuaż na brzuchu, którym w ostatnim czasie „chwali się” coraz częściej.
Koncepcją jego obecnego zespołu (a więc i jego samego również) jest nihilizm (pogląd filozoficzny negujące całkowicie lub częściowo istnienie pewnych bytów – występują różne jego rodzaje i odmiany), więc zapowiada się, że nieraz jeszcze będziecie prowadzić wręcz filozoficzne debaty na różne tematy, które, aby uniknąć kłótni, będzie można zakończyć tylko w jeden sposób *to jednoznaczne spojrzenie* (xD).

9.     Ruki (The GazettE)
A więc jednak – Twoim wybrankiem jest Ruki!
Zdziwiona, że umieściłam go w tym quizie? W zasadzie ja też (xD). No ale cóż, co to by był za quiz bez Ruksona? Ktoś by mi jeszcze zarzucił, że to świętokradztwo! (xp)
Czy naprawdę muszę go przedstawiać? Chyba jaki Ruki jest, każdy widzi i nie ma kogoś, kto by go nie znał. Cóż, mówiąc krótko, trafiła ci się diva wszechświata! (xD)
Musisz uważać jednak, aby nikt nie dowiedział się o tym związku, gdyż mogłoby to się zakończyć dla Ciebie naprawdę źle. Podejrzewam, że mogłaby się zawiązać nawet jakaś ogólnoświatowa sekta skierowana przeciwko Tobie, gdyby jakieś informacje przedostałyby się do sieci!

10. Natsuki (-OZ-)
Nie śmiej się, bo to nie zabawa – to poważne uczucie do Natsukiego! (xD)
Natsu jest nieco zamknięty w sobie, kreuje się na niedostępnego i mrocznego – ale Ty przecież nie dasz się na to nabrać, prawda?
Jego teksty są ciężkie, nieraz nawet przytłaczające, ale Ty już przecież domyślasz się dlaczego, racja? Tak, też myślę, że mógł zostać kiedyś dotkliwie zraniony… Ale tak to jest jak się szlaja po jakiś innych dziewczynach, a nie od razu idzie do tej, którą wybrało dla niego przeznaczenie – to znaczy Ciebie – prawda?
Och, zresztą nie ma się nawet czym przejmować, Ty już potrafisz sprawić, żeby zapomniał o wszelkich troskach, racja? *to jednoznaczne spojrzenie*
-OZ- już nie występuje, co oznacza, że Natsuki nie będzie tak zajęty karierą i będzie poświęcał ci dużo czasu, a to oznacza… echem… prawda? *śmiech*

11.   ICE (Black Gene From The Next Scene)
Karty mówią same za siebie – to musi być ICE i nie ma innej opcji!
Oj trafiło Ci się dziewczyno, oj trafiło! Takiego przystojniaka z tak wyrzeźbionym ciałem i kaloryferem, który grzeje lepiej niż elektrownia cieplna to nic tylko zazdrościć!
ICE jest pełen pozytywnej energii, ciągle się śmieje i z pewnością nie pozwoli Ci się smucić. Może jest nawet zdźebka szalony, ale tylko w pozytywnym znaczeniu tego słowa, rzecz jasna! Jest bardzo kreatywny (co znajduje odwzorowanie w jego piosenkach – bo któż inny mógłby wymyślić coś tak niepowtarzalnego i szalonego?), ale nie jest takim typowym lekkoduchem – jest także bardzo konsekwentny i systematyczny (czego efekty widać choćby na jego brzuchu).

12.  Sono (Matenrou Opera)
Moje przepowiednie zawsze się sprawdzają – to nie może być nikt inny jak Sono!
… czy może raczej Junya Fujiwara, jak brzmi jego prawdziwe imię.
Sono jest bardzo ambitnym muzykiem. Skończył wyższą szkołę muzyczną (konserwatorium) i bardzo przykłada się do wykonywanej pracy. Wyciąga od 5,5 do 6 oktaw, więc jest niezwykle utalentowany!
Z wierzchu wydawać się może nieco oschły, ale czytając jego teksty łatwo można w nich dostrzec duszę prawdziwego romantyka. Jest ułożony, spokojny, uprzejmy – niektórzy powiedzieliby, że nawet staroświecki, kiedy przepuszcza Cię w drzwiach i odsuwa Ci krzesło, ale taki już właśnie jest – prawdziwy gentelman, który w razie potrzeby zamienia się w rycerza w lśniącej zbroi, aby Cię bronić i oganiać od innych absztyfikantów (xp).

13.  Takanori Nishikawa (T.M.Revolution)
A więc jednak – Twoim J-rockowym chłopakiem jest Takanori Nishikawa!
Kolejna chodząca legenda, którą znają wszyscy i wszystko – ma na swoim koncie nagrane utwory m.in. z The GazettE czy Sakuraim Atsushim (występował z nim podczas koncertu, śpiewając z nim wspólnie piosenkę „Dress” BUCK-TICK – szczerze polecam!).
Takanori jest bardzo ekscentryczny (co widać np. w jego klipach) – jest prawdziwym wulkanem energii, który daje z siebie 110% niezależnie od sytuacji, a więc tyczy się to także waszego związku.
Jest nie tylko wspaniałym wokalistą, ale także tancerzem, toteż wiele możesz się jeszcze od niego nauczyć. Ponad to jest również aktorem i modelem – prawdziwa gwiazda!
Problemem może okazać się jedynie jego wiek (w tym roku skończy 45 lat), ale któż by się tym przejmował! Miłość nie zna takiego pojęcia! Wiek to pojęcie względne – poza tym liczy się tylko to, na ile lat ktoś się czuje, prawda? A Taka w żadnym razie nie zdradza, jakoby przestał myśleć, że ma wiecznie lat 20 – poza tym podobnie jest i z jego wyglądem!

14. Daisuke Ochida (Kagerou, The Studs)
Wszystkie znaki na Ziemi i Niebie mówią, że to musi być on – Daisuke Ochida!
Kolejna legenda zabłysła! Dai jest jednym z muzyków, który wywarł ogromny wpływ na styl Visual-kei!
Jest przystojny jak mało kto, ale dość chłodny. Wygląda nieco jak niegrzeczny chłopiec z osiedla, ale przez to zyskał swój charakterystyczny urok. Zdaje się, że jest dość nieufny, co zdradza jego mina, ale przecież Ty to zmienisz, prawda?
Początkowo był perkusistą w Fatima – potrafi także grać na gitarze.
Jego dobrymi przyjaciółmi byli Gara z Merry oraz Tatsuoru z MUCC.
Niestety, spóźniłaś się… Zmarł 15 lipca 2010 roku (w wieku 31 lat) na atak serca. Teraz nie zostało nam już nic jak tylko go wspólnie opłakiwać… T.T



Miniaturka "Beauty & Beast" Karma (AvelCain) x Yuuki (Lycaon)

Właściwie to tego się obawiałam - jak pochwalę, to komentarze znikną - niestety, wykrakałam. No cóż... Mimo wszystko 5 komentarzy, to lepsze niż nic, więc już znowu tak nie narzekam. Boli mnie tylko to, że na zapytanie odnośnie quizu tylko jedna osoba mi odpowiedziała... no cóż, będzie w takim razie tak jak Akai Haruki powiedziała xp Taki sobie brak demokracji xD

Ostatnimi czasy wszędzie było pełno Lycaon, ze względu na informację odnośnie ich rozwiązania, toteż i ja postanowiłam coś o nich napisać (właściwie napisałam to przed pojawieniem się tej informacji, ale cóż... mniejsza z tym).

Wybaczcie też za tak długą nieobecność, gdyż obiecałam sobie, że będę wstawiać notki raz na tydzień, jeśli będą pojawiały się komentarze, ale wyjechałam na ostatnie półtora tygodnia do Anglii, żeby dopełnić formalności z przeprowadzką, na co trochę mi zeszło. Niemniej, jeśli będą pojawiać się komentarze (co podkreślam!), to nadrobię te kilka dni opóźnienia ^^

Za inspirację do tego shota posłużyło mi to zdjęcie ♥

Tytuł: „Beauty & Beast”
Paring: Karma (AvelCain) x Yuuki (Lycaon)
Typ: miniaturka
Gatunek: dziwne…
Beta: -

Karma siedział w swoim ulubionym głębokim fotelu z nogą założoną na nogę. Jak zwykle przesuwał palcem serdecznym po oparciu w miejscu, gdzie karminowe, zamszowe obicie znaczyło kilka półkolistych pręg, powstałych w skutek notorycznego stawiania tam filiżanki z jego niemniej ulubioną czerwoną herbatą.
Siedział statyczny, wyprostowany w idealnej pozycji – może aż nadto idealnej, gdyż na pierwszy rzut oka wydawało się, że bycie tak perfekcyjnym jest wręcz nienaturalne dla człowieka. Wyglądał nieco jak następca tronu, który wreszcie zajął swe przeznaczone miejsce. Pomimo tej wyższości, która biła od niego, było w nim również coś niewymuszonego, do bólu rzeczywistego i prawdziwego… coś pociągającego…
Jego długie czarne włosy spływały miękko po jego drobnych barkach osłoniętych fantazyjną bluzką, która imitowała pajęczą sieć. Jego blada, porcelanowa skóra wręcz drastycznie odcinała się od ciemnych włosów, przez co wyglądał z lekka chorobliwie – tego obrazu dopełniał ciemny, mocny makijaż, który skrzętnie skrywał głębokie cienie pod oczami muzyka. Kolorowe soczewki o błękitnej barwie sprawiały, że jego zmęczone spojrzenie nabierało chłodu wszystkich lodowców Arktyki. Półprzymknięte powieki nadawały dodatkowo temu spojrzeniu nonszalanckiego wyrazu, przez co w drugim wokaliście aż gotowała się krew. W półmroku panującym w pokoju kolczyk w jego brodzie lśnił niczym szczery diament. W tej kontrastowej scenerii jego twarzy tylko usta stanowczo wybijały się ze swoim krwistoczerwonym kolorem, przez co to właśnie na nich Yuuki skupiał tyle uwagi… albo może dlatego, że nie mógł wytrzymać jego spojrzenia.
Beauty.
- Jesteś prawdziwym skurwysynem, wiesz Karma? – głos stojącego naprzeciw muzyka zabrzmiał niczym grom. – Byłem dla ciebie jedynie dobrym interesem, prawda?
Ta piękność siedząca w swoim krwawym tronie okazała się być prawdziwym czarnym charakterem. Jej piękne usta potrafiły wypowiadać równie piękne kłamstwa; potrafiły rozciągać się w cudnym uśmiechu, który był równie cudną grą aktorską – miło było popatrzeć na to wszystko z boku, jednak zostać oszukanym w tak okrutny sposób było bardzo bolesne. Karma był wyśmienitym aktorem, który potrafił wcielić się w każdą postać tylko po to, aby usatysfakcjonować swoją „ofiarę” – zabiegał i dbał o nią, jednak ten sen potrafił szybko się skończyć, a co w tym wszystkim najgorsze, momentalnie obrócić w koszmar, gdyż muzyk miał w zwyczaju nagle znikać, rozpływać się w powietrzu niczym fatamorgana, zostawiając po sobie jedynie ból, niedosyt i poczucie winy, które powoli, systematycznie wpajał swojej „ofierze” niczym jad. Podstępnie dawał do zrozumienia nieszczęśnikowi, że jeśli to wszystko się skończy (a przecież to tylko kwestia czasu), to tylko i wyłącznie z jego winy, gdyż zwyczajnie był niewystarczająco dobry, aby zatrzymać przy sobie taki ideał. Wokalista AvelCain uzależniał jak narkotyk.
Beast.
Ale Yuuki potrafił znaleźć nawet tę ulotną fatamorganę i mocno jej się chwycić, brutalnie wciskając w ten cholerny tron.
- Ale w końcu przestałem być opłacalnym, racja? – syknął wściekle. – Oszukałeś i wykorzystałeś mnie! – zawarczał.
Gniew – jak dobrze brunet to znał? Jak często się z tym spotykał?
Jego karminowe usta rozciągnęły się nieznacznie, a kąciki ust drgnęły w lekkim uśmiechu. Długie pasma włosów połaskotały jego alabastrowe policzki, kiedy krótko, sztywno skinął głową.

(Kłamstwo.
Kłamstwo.
Kłamstwo.
Kłamstwo.
Kłamstwo!
Wciąż kłamię… Wciąż tylko kłamię!...
Ale nie mogę powiedzieć Ci prawdy.
Nie mogę przyznać się sam przed sobą, że tym razem wcale zwyczajnie nie odszedłem, a uciekłem jak tchórz, kiedy zaczęły przerażać mnie moje własne uczucia.
Uczucia, które zacząłem żywić do Ciebie.
Po prostu nie mogłem zostać…)

- Dziwi mnie twoja reakcja – głos Karmy był niski, lekko zachrypnięty. – Przecież wiedziałeś doskonale, że właśnie tak to będzie wyglądać. Sam zrobiłeś na mnie niezły interes, więc nie rozumiem, dlaczego teraz tak desperacko próbujesz grać tego poszkodowanego. Dopełniliśmy udanego targu, a więc po co ciągniesz dalej tę niepotrzebną farsę? Skarbie, dobrze wiesz, że nie można nam zatrzymać się w miejscu. Musimy brnąć do przodu w poszukiwaniu jeszcze lepszych okazji; inaczej niczego nie zdobędziemy.
Yuuki zacisnął zęby. Dobrze wiedział, że brunet ma rację.
Szatyn wygląda dość zabawnie stojąc w oświetlonym rogu pokoju i opierając się o białą ścianę – biorąc pod uwagę to, co powiedział wcześniej wyglądał niczym uosobienie dobra i sprawiedliwości, niczym ten dobry bohater, który pomimo doznanego cierpienia zawsze opowiada się po stronie prawości, niczym przeciwieństwo Karmy; taka właśnie była jego taktyka. Odsuwał od siebie wszelkie podejrzenia i zgrabnie żonglował oskarżeniami, obracając je na swoją korzyść. Wiecznie skromny, poszkodowany i niewinny Yuuki nie bawił się w wyrafinowaną sztukę aktorską od samego początku tak jak drugi muzyk. Z początku wolał bestialsko zagarnąć wszystko, co tylko mógł, wyssać swoją „ofiarę” do cna i ograbić ją ze wszystkiego, a kiedy nadchodził punkt kulminacyjny, dopiero wtedy rozpoczynał przedstawienie. Kiedy wszyscy byli już zajęci linczowaniem jego doczesnej „ofiary”, przeciw której obrócił całą sytuację, doskakiwał do swojego najgorliwszego obrońcy, który nie mógł oprzeć się głębokiemu spojrzeniu jego czekoladowych oczu i robił z niego swoją kolejną „ofiarę”. Yuuki hipnotyzował.
Beast.
Szatyn miał półdługie włosy, które z jednej strony zostały zagarnięte za ucho. W przeciwieństwie do Karmy odsłaniał swoją twarz, nie chował jej za kurtyną włosów, co również w dyskretny sposób nawiązywało do jego roli niewinnego chłopczyka, którego wszyscy niesłusznie oskarżyli. Taka dobra duszyczka nie miała powodów do ukrywania twarzy, prawda? W jego anielskiej twarzyczce nutą jego prawdziwej natury odzywały się tylko intensywnie czerwone usta oraz oczy oprószone dookoła czarnego mocnego, makijażu czerwonym cieniem do powiek, który miejscami złamany był brązem, dzięki czemu cały makijaż nabierał nieco łagodniejszego wyrazu, sprawiał, że czerń cieni nie kontrastowała z bielą jego skóry tak drastycznie jak u drugiego muzyka. Jego skóra była rozświetlona, aksamitna – Yuuki zadał sobie znacznie więcej trudu niż Karma, aby ukryć sińce pod oczami po nieprzespanych nocach. Był mistrzem w ukrywaniu swoich niedoskonałości; w końcu grał rolę nieskazitelnego aniołka. Demon w masce anioła. Yuuki był jak pasożyt.
Beauty.
Wokalista Lycaon skrzywił się brzydko słysząc te słowa – choć prawdę mówiąc nie spodziewał się usłyszeć innych. Nie okazał jednak swoich prawdziwych odczuć i zaraz uśmiechnął się delikatnie, pogonie, zaczynając jeszcze raz, dużo spokojniej i przymilniej:
- Zgadza się, kochanie, jednak musisz przyznać, że odchodzenie od dobrego biznesu, który wciąż daje duże zyski jest czystą głupotą.

(Nie mogę już bez Ciebie poprawnie funkcjonować.
Czuję się zagubiony w tych uczuciach, ale nie mogę Ci o tym powiedzieć.
Nie mogę przyznać się do tej słabości.
Nie mogę dać Ci odejść – inaczej mój świat, tak dobitnie naznaczony Tobą we wszystkich swoich aspektach, rozsypały się jak domek z kart.
Nie mogę do tego dopuścić, dlatego muszę trzymać Cię jak najbliżej siebie.
Tylko ja mam do Ciebie prawo.
Nie powinieneś znaleźć się w zasięgu nikogo innego.)

- Cóż… może i masz rację – w głosie bruneta pobrzmiewała nonszalancja. – Jednak warto uwzględnić, że przynoszone zyski przez ten biznes przestały mnie już zadowalać. Chcę więcej.
- W takim razie trzeba również uwzględnić to, że przestałeś się starać, a więc i nasza „produktywność” spadła – Yuuki zaśmiał się perliście. – Biznes to współpraca dwóch osób, a więc jako że przestałeś wywiązywać się ze swoich obowiązków, wszystko diabli wzięli.
- …„diabli wzięli” powiadasz? – Karma uśmiechnął się pobłażliwie. – Zabawne, że mówisz to akurat ty – zachichotał. – Niemniej przyjmuję twoją krytykę.
- A więc? – w głosie muzyka pobrzmiewało znudzenie, choć w istocie jego serce zabiło mocniej. Ledwo udało mu się ukryć zdenerwowanie; wokaliście AvelCain odpowiedź na to ponaglenie przyszła z podobnym trudem, mimo iż wypowiadał te słowa już niejednokrotnie i zapewne jeszcze niejednokrotnie je powtórzy:
- A więc zacznijmy nasz spektakl od początku.
Podniósł się ze swojego siedziska i podszedł do szatyna rozkołysanym krokiem, zarzucając przy tym w jednoznacznym geście biodrami. Przyparł go do ściany i ujął jego podbródek w dwa palce. Yuuki pchnięty w tył zachwiał się, jednak nie upadł, gdyż w porę złapał się ubrania Karmy. Chwilę potem przesunął dłoń z jego torsu na policzek, który pogładził samymi opuszkami.
- Kurtyna w górę – szepnął wprost w usta ukochanego, by chwilę potem złożyć na nich gorący pocałunek.
Narkotyk & Pasożyt.
Beauty & Beast.

"Geisha no Furin" cz.4

No, i to ja rozumiem! Mój niecny plan się powiódł, z czego jestem niezmiernie szczęśliwa! Trzymam was wszystkie za słowo!
Swoją drogą, wiecie, że ogółem na tym blogu zostało już opublikowanych ponad 2000 komentarzy? ~(^-^)~

Dobra, a teraz z innej beczki, bo mam takie zapytanie: aż tłoczno w ostatnim czasie zrobiło się od quizów typu "jaką postacią z j-rocka jesteś"/"kto jest twoim j-rockowym chłopakiem"/"z kim z j-rocka spędzisz noc" ect. Takie tam głupotki, ale czasem można się uśmiać xD Przede wszystkim przypadł mi do gustu quiz jednej Francuzki, dlatego sama zaczęłam się zastanawiać czy nie zrobić czegoś podobnego tylko w swojej wersji (if you know, what I mean ;p no wiecie, moja wersja xD w moim pojmowaniu wszystko jest inne lol). Co o tym sądzicie? Podkreślę, że chciałabym to zorganizować na blogu, bo byłaby to nieco dłuższa wersja testowa, ale spokojnie nie będzie to coś w rodzaju quizów z gazet czyli "jeśli zaznaczyłaś najwięcej odpowiedzi a, to... a jak b, to...". Co myślicie na temat takiej zabawy? No i przede wszystkim wolałybyście test typu "kto jest twoją pokrewną duszą w świecie j-rcoka" czy bardziej "kto jest twoim facetem (ale jeszcze o tym nie wie xD)"

No a teraz znowu z innej beczki, trochę do "Geisha no Furin" - trochę na temat pojmowania i wyobrażeń odnośnie tego opowiadania, które chciałabym sprostować:

Błagam, broń Boże nie wyobrażajcie sobie Hiro w czymś podobnym do tego~! Ja wiem, że Hiro akurat jest mało androgeniczny, ale litości, litości....

Tak, tak, wiem, Hiro kojarzy nam się przede wszystkim z kaloryferem na brzuchu, potem dopiero z growlowaniem, no i ogólnie raczej pasuje do takiego utartego obrazu muzyka-metala, a nie do androgenicznych Japończyków, więc wielu osobom może nie pasować do roli gejszy, jednak jako że jestem jego ogromną fanką i ukochałam jego głos nad życie, to w czeluściach mojego dysku znajduje się również pierdyriald jego zdjęć, gdzie naprawdę wygląda jakby był wręcz stworzony do tej roli. Oto przykład takowego zdjęcia:
No wyobraźcie go sobie jeszcze w kimonie, albo najlepiej czerwonym hanfu i viola! Krwotok z nosa murowany! 
No a tu to już w ogóle, nawet wiele sobie nie trzeba wyobrażać, wciśnijcie mu jeszcze w łapkę w swojej wyobraźni wachlarz i oto teraz już wiecie, jak wyobrażam sobie Hiro, kiedy opisuję go w "Geisha no Furin". No i co? Czyż on nie jest %*&*&*(* przystojny? Czyż nie nadaje się idealnie do roli gejszy? ^^
No i jeszcze odnoście niego głosu... Tak jak pisałam wcześniej, Hiro raczej kojarzy się z growlowaniem i screamo, ale z pewnością nie ze śpiewaniem tradycyjnych piosenek, więc ktoś mógłby uznać, że dobrałam trochę słabą postać, ale znów odważę się zaprzeczyć. Fakt, Hiro zwyczajnie się drze, ale nie można mu odmówić tego, że potrafi śpiewać, czego przykładami mogą być takie piosenki jak "Libra", "Linaria" czy "Aster" - tak, wiem, że w "Libra" jednak trochę growluje, ale cóż... Taki typ jego muzyki (za co ją uwielbiam xp). Najlepiej jego taki "zwykły głos" słychać właśnie w "Aster" i "Linaria", więc zaczęcam do posłuchania ich ♥
Jeśli jeszcze chodzi o to jak Hiro mówi, jeśli ktoś nie może wyobrazić go sobie jako kłaniającej się gejszy, która zachowuje wszelkie znane światu zasady kurtuazji to proszę bardzo [kilk] tutaj słychać jak... mówi. Tak, to mnie też trochę zdziwiło - pomińmy już ten mało istotny fakt, że później zaczyna grwolować ect. xp
[klik] to macie też jak mówi, ale już tak mniej "finezyjnie", że tak to nazwę, a więc możecie sobie odnieść, że w ten sposób mógł odzywać się do Takanoriego. Pomińmy te kilka szczegółów jak Natsu, który w trakcie nagrania wcinał żelki (?) i karmił nimi Daichiego oraz to, że oglądając ten filmik miałam wrażenie, że Hiro miał kaca giganta, dlatego jego ruchy były nieco opóźnione no i przede wszystkim nie zdjął okularów przeciwsłonecznych xo
Tak swoją drogą to jak mi ktoś znajdzie zdjęcie Hiro w kimonie, gdzie będzie go widać tak od góry do dołu, to po prostu będę po rękach całować i będę u niego (niej) miała dozgonny dług wdzięczności!

 Tak, wiem, że to Alice Nine, ale jakby ktoś nie mógł sobie wyobrazić jak mogą wyglądać takie przystojniaki na tle tradycyjnego domu japońskiego (w wypadku opowiadania geisha-ya) to macie tu taką ładną foteczkę :D Jej, sama zaczęłam fazować na własne opowiadanie...
No i tak jeszcze dla wzmocnienia klimatu takie sobie zdjątko, które może pobudzi waszą wyobraźnię. Nie jest to oczywiście Yoshiwara, a jedna ze "zwykłych" uliczek w Kioto, ale myślę, że zdjęcie jest na tyle udane, że oglądając je ma się wrażenie, jakby samemu stało się na owej uliczce, więc warto je zamieścić. Poza tym, jakby ktoś był ciekawy, to podobnie wyobrażam sobie uliczki w Yoshiwarze, tylko, rzecz jasna, brakuje tu czerwonych latarń no i w opowiadaniu nie ma zimy... jeszcze.
Mam jeszcze dwie foteczki, które przydadzą się do wczucia was w klimat ficzka, ale pokażę wam je dopiero przy następnej części xp Nie będę taka dobra i nie pokażę wam od razu wszystkiego xD

No, to teraz jak już się podzieliłam moją wizją tego opowiadania z wami, to możecie spokojnie zacząć jego kolejną część!:


„Geisha no Furin” cz.4

- Rzeczywiście coś tam znasz się na sokoyoku (tym mianem określa się muzykę wygrywaną na koto od aut.) … - mruknął Hiro.
- Mówiłem ci, że uczyła mnie starsza siostra – przypomniałem mu. – Grała kiedyś w… hm, jak to nazwać? Jakiejś małej grupie muzycznej… Chodziła na zajęcia, gdzie godzinami ćwiczyli te same utwory – przypomniałem sobie. – Oprócz niej do tej grupy należało jeszcze kilka osób, ale nie było ich wiele. Kierował nimi jakiś mężczyzna, jednak już nie pamiętam jego nazwiska… - potarłem kark w nerwowym geście. – Sawada? Suwara?... Nie pamiętam jak mu było…
- Sawai Hikaru (jest to współczesny kompozytor, który gra właśnie na koto. Wspomniałam tu o nim, gdyż jestem oczarowana jego grą ^^ od aut.)?
- Tak! – wykrzyknąłem. – Ale… skąd ty to wiesz? – zdziwiłem się. Brunet potarł brodę w geście zamyślenia.
- Cóż, prawdę mówiąc to nie znam go osobiście, ale słyszałem o nim. Ponoć krąży od miasta do miasta ze swoją wędrowną trupą muzyków, która składa się z wyselekcjonowanych przez niego artystów. Niełatwo się tam dostać; jeśli w istocie twoja siostra ćwiczyła z samym Sawaim Hikaru musiała być bardzo zdolną osobą – wyciągnął wnioski.
Moja siostra wspaniałym artystą? Owszem, była utalentowana, jednak czy mógłbym powiedzieć, że jej talent był aż tak wybitny, aby opiewać go w tak zaszczytne słowa pochwały? Cóż… Szczerze powiedziawszy sam nie wiem. Kiedy Miyo ćwiczyła grę, ja zazwyczaj w tym czasie ganiałem po podwórku z innymi dzieciakami. Siostra była ode mnie o trzynaście lat starsza, więc możliwe, że ciężko było mi docenić jej artyzm będąc jedynie kilkuletnim bachorem, który nie znał się na sztuce; ponad to wychowałem się przy akompaniamencie jej muzyki, więc prawdopodobnie nieświadomie uznałem fakt posiadania tak utalentowanej muzycznie siostry w domu za oczywistość, która nie jest niczym dziwnym – niemniej to nie usprawiedliwiało mnie w moich oczach i nie zmieniało faktu, że byłem ignorantem. Dziwnie było dowiadywać się od Hiro, który w gruncie rzeczy był osobą obcą mojej rodzinie i siostrze, rzeczy, których sam nie wiedziałem o Miyo.
- Co stało się z twoją siostrą? – mężczyzna zaciekawił się. – Odeszła razem z trupą?
- Nie, umarła.
- Z głodu?
- Na gruźlicę.
- Masz może jakieś ulubione utwory, które mógłbyś trenować?
Zwykle, kiedy ludzie słyszą o śmierci bliskiej osoby swojego rozmówcy silą się na kondolencje, czasem jedynie zwyczajne „przykro mi”. Hiro nie wypowiedział tych pustych słów, jednak nie było to brakiem kurtuazji z jego strony. Na jego twarzy nie odmalował się grymas współczucia ani przez chwilę, jednak to również nie było świadectwem braku empatii z jego strony. Jedyną rzeczą, która go zdradziła było nerwowe zaciśnięcie szczęk. Pytanie o ulubione utwory było bardzo przemyślanym krokiem – miało odciągnąć mnie od przykrych wspomnień, nie dopuścić do tego, abym zaczął rozpamiętywać i ubolewać nad przeszłością, pozwolić ponownie skupić się jedynie na przyszłości. Jednocześnie było także wyrazem swoistej troski, którą od pewnego czasu zacząłem dostrzegać w jego oczach – brunet chciał uchronić mnie przed rozdrapywaniem starych ran. Pozorny brak jakichkolwiek emocji z jego strony w dyskretny sposób oddziałując na moją podświadomość miał dać mi do zrozumienia, że ja również nie powinienem podchodzić do tej sprawy zbyt uczuciowo; wydałoby się to niemalże brutalne, kiedy podkreśli się fakt, że miałem nie podchodzić emocjonalnie do kwestii śmierci mojej siostry, ale to wszystko gładko wiązało się w jednolitą całość, w swoistą siatkę, którą mężczyzna chciał mnie ochronić przed bólem przeszłości, który sam potrafiłbym jedynie potęgować. Jeśli nie podchodzę do tego uczuciowo, jeśli o tym nie myślę, nie rozpamiętuję, ponownie skupiam się na teraźniejszości, daję temu spokój, zostawiam stare rany w spokoju, pozwalając im tkwić jedynie gdzieś w głębi mojego umysłu.
To wszystko wydawałoby się pokręcone, ale obserwując Hiro nauczyłem się zwracać uwagę na pozornie nieistotne szczegóły i odczytywać zaszyfrowane przesłania. Poza tym moja powyższa teoria potwierdzałaby także poprzednią, dotyczącą pancerzu bruneta. Jego oziębłość, czyste wyrafinowanie bez krzty zabarwienia emocjonalnego było jego tarczą, maską, za którą chował się przed światem. Nie odsłaniał swojej prawdziwej twarzy, aby nie zostać ponownie zranionym – kiedy zdałem sobie z tego sprawę, zorientowałem się, że dotyka mnie to równie głęboko jak i jego; rani mnie to. Chciałbym mu pomóc, chciałbym odwdzięczyć się za to, co dla mnie zrobił i nadal robi – a czy istnieje na to lepszy sposób niż ukojenie jego bólu i dotarcie do jego zranionego serca?
- Owszem – skinąłem głową. – Lubiłem słuchać jak moja siostra grała „Yume no wa”, „Esoragoto” czy „Ichimen moegiiro” (tę melodię akurat skomponował Yoshimura Hiroshi -> nie mylić z Yoshidą Hiroshi czyli z Hizumim z D’espairsRay; poprzednie dwa utwory zostały skomponowane przez Sawaiego Hikaru od aut.), ale to nie są solowe melodie… - westchnąłem. – Cóż, może w takim razie „Koto tegoto” (polecam tę melodię w wykonaniu Michia Miyagi od aut.)? – mruknąłem. – To trudna melodia, ale myślę, że muszę ją opanować, skoro mam udawać „chłopca ze złotym głosem”, który jest mistrzem gry i śpiewu – stwierdziłem. Mężczyzna powoli, nieco niepewnie skinął głową. – „Tsuki no shizuku” jest równie piękne, jednak do wykonania tego utworu potrzebne jest także shakuhachi, a nie jestem w stanie grać jednocześnie na kin i shakuhachi – rozłożyłem ręce.
- Nie da się ukryć – zgodził się.
- A więc mam ćwiczyć tylko „Koto tegoto”? – upewniłem się. – Czy ten jeden utwór to nie za mało?
- Nie – Hiro skrył się za wachlarzem. – To wystarczająco trudna melodia. Masz się skupić tylko i wyłącznie na niej, na niczym innym. Jeśli będziesz próbował opanować kilka utworów na raz, żadnego nie opanujesz do perfekcji, a przecież chodzi właśnie o to, abyś został mistrzem gry na koto. To, że póki co będziesz specjalizował się tylko w jednej melodii nie ma znaczenia; podczas krótkiego pobytu gości w naszym okiya nikt nie zdąży się nawet zorientować, że póki co będziesz potrafił tylko tyle – wyjaśnił. – A więc na co czekasz? Bierz się do pracy! – posłał mi mrożące krew w żyłach spojrzenie.

***

- Za mało płynności jest w twoich ruchach – kolejny raz zwrócił mi uwagę. – Twoje szarpnięcia strun są niepewne; za dużo nad nimi myślisz, dlatego grasz za wolno, zmieniając tempo, przez co cała melodia traci swój urok – zganił mnie.
Co bardzo dziwne brunet przez cały czas, jaki ćwiczyłem z nim od rana (a było już późne popołudnie), ganił mnie jedynie słownie, nie używał wachlarza. Ani razu mnie nim nie uderzył. Jedynie trzymał go w dłoni i zakrywał sobie nim twarz, jakby w obawie, że mogą pojawić się na niej jakieś grymasy odwzorowujące jego uczucia, czego chciał uniknąć… zupełnie tak jakby sam przestał wierzyć w siebie i w swoje chłodne opanowanie, które, póki co, nie zawiodło go jeszcze ani razu.
Jakby tego było mało mężczyzna wyglądał jakby co chwila odpływał w świat własnych myśli i brutalnie się stopował, sam siebie sprowadzając do parteru rzeczywistości – jakby walczył sam ze sobą. Od razu zauważyłem jego z lekka nieobecny wzrok, nieostre spojrzenie, delikatną mgiełkę, która od czasu do czasu przysłaniała jego oczy. Ewidentnie coś było nie tak…
Przez cały dzień próbowałem się do niego zbliżyć w dyskretny sposób, zmusić do jakiejś bardziej żywej rozmowy, ale on jakby cały czas wymykał mi się z rąk. Odsuwał się ode mnie i stawiał między nami gruby mur, który ja uparcie próbowałem pokonać. W końcu nie wytrzymałem. Mocno szarpnąłem struny, które wydały z siebie niski, przenikliwy dźwięk, który sprawił, że nawet ja drgnąłem. Hiro, który znów gdzieś odpłynął myślami, aż podskoczył zaskoczony i spojrzał na mnie zdziwiony.
- Chyba potrzebuję krótkiej przerwy – wyznałem.
- Aa… - zająknął się, co nigdy wcześniej mu się nie zdarzało. – Racja. Chwila odpoczynku dobrze ci zrobi – zgodził się. Zginałem i rozprostowywałem zdrętwiałe palce, aby je rozruszać, a następnie rozmasowałem także obolałe barki. – Bolą cię ramiona? – zapytał.
- Tylko trochę… - przyznałem.
- To dlatego, że za mocno garbisz się nad instrumentem – zauważył. – Musisz się wyprostować; wtedy także twoja postawa będzie wydawać się bardziej dostojna – poradził. – Ale tymczasem… chodź do mnie – przywołał mnie gestem ręki.
Nie musiał mi tego powtarzać. Momentalnie znalazłem się przed nim. Brunet złożył wachlarz i schował go do obszernego rękawa swojego hanfu. Obrócił mnie do siebie tyłem i zsunął materiał kimona z moich ramion. Jego długie, smukłe palce przesuwały się po mojej skórze powolnymi, okrężnymi ruchami. Miejscami używał więcej siły, przez co moje mięśnie rozluźniały się. Masował mój kark, wplatając palce w moje włosy, których mimo wszystko zazwyczaj nie spinałem, gdyż najzwyczajniej w świecie nie byłem do tego przyzwyczajony.
- Hiro… - szepnąłem, obracając się do niego przez ramię.
Siedział tuż za mną. Dzieliła nas odległość zaledwie kilu centymetrów. Ująłem jego dłonie i splotłem z nim palce. Nachyliłem się nad nim, chcąc go pocałować, jednak udało mi się zaledwie musnąć jego usta, gdyż znów się odsunął.
- Przestań – powiedział ściszonym głosem, choć wystarczająco władczo, abym w istocie zatrzymał się i nie zbagatelizował tego słowa jako zwykłe westchnięcie.
- Dlaczego? – spojrzałem na niego z niezrozumieniem wypisanym na twarzy. – Dlaczego teraz mnie unikasz?
- Nie unikam cię – wziął głębszy oddech. – Po prostu ostatniej nocy pozwoliłem sobie na zbyt wiele – odwrócił wzrok, spoglądając gdzieś w bok. – Wybacz mi tę niesubordynację… Jako twój nauczyciel powinienem dawać ci lepszy przykład…
Hiro właśnie mnie przeprosił… Dziwnie słyszeć takie słowa w jego ustach…
- Jak to na „zbyt wiele”? – drążyłem. – Przecież… - ścisnąłem mocniej jego dłoń, której nie zdołał mi wyrwać.
- Takanori – przerwał mi – wciąż jeszcze tego nie rozumiesz? – spojrzał na mnie z bólem w oczach. – Yoshiwara jest dzielnicą miłość, jednak nie takiej, jaką znasz. Tu chodzi jedynie o dawanie przyjemności czy to swoimi talentami, którymi raczysz innych, czy też za pomocą cielesnych doznań, jak to robią oiran. My, gejsze, jesteśmy tu po to, aby jej dostarczać – ale nie sobie nawzajem, a jedynie naszym klientom. W tak toksycznym miejscu jak to, miłość, o jakiej ty myślisz, nie ma prawa istnieć…
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale” – odezwał się chłodno.
- Jest! – zaprzeczyłem ostro. – Jeśli to nie jest miłość, o jakiej myślę, to co to jest? Co to jest; to, dlaczego zdecydowałeś się tu zostać, pomimo iż jesteś w potencjalnym zagrożeniu? Jeśli teraz Chińczycy przyszliby sprawdzić pogłoski o „chłopcu ze złotym głosem” zapewne zabraliby cię na dwór cesarski w Chinach, gdzie zostałbyś stracony! Na moją prośbę ryzykujesz życiem w zamian otrzymując jedynie moje przyobiecanie pomocy… Jeśli to nie jest miłość… to w takim razie co? W innym wypadku wydaje się to być kompletną głupotą!... nie porwałbyś się na coś podobnego, gdybyś nie miał odpowiedniego powodu, prawda? Ludzie robią głupoty z miłości, a więc…
- Nie próbuj mi niczego wmawiać – warknął. – Tym bardziej jakiegoś irracjonalnego, płomiennego uczucia do ciebie – prychnął z wyższością, jednak doskonale wiedziałem, że jedynie ponownie usiłuje skryć się za swoją maską.
Nie próbując już więcej polemizować z nim słownie, rzuciłem się na niego i pocałowałem namiętnie. Przewaliłem go i uwięziłem pod własnym ciałem. Przyszpiliłem jego nadgarstki do mat tatami. Brunet przez chwilę szamotał się, próbując wyswobodzić, jednak szybko dał za wygraną. Zassałem jego dolną wargę, zlizując z niej czerwony barwnik, którym została podkreślona. Czując, że przestał się wyrywać, poluzowałem uścisk na jego nadgarstkach, wokół których teraz malowały się czerwone ślady, jakie zostawiły po sobie moje palce. Hiro niepewnie przesunął opuszkami palców po moich odsłoniętych ramionach i objął mnie. Moje kimono rozwiązało się prawie całkowicie. Mój pas obi mocno się poluzował, a sam materiał kimona trzymał się już jedynie na wysokości bioder, ukazując moją pierś i brzuch. Mimo iż byłem półnagi, nie wstydziłem się tego. Nie docierało do mnie, że w każdej chwili ktoś nagle mógłby rozsunąć drzwi i wejść do środka. Nie obchodziło mnie to…
Odsunęliśmy się od siebie z Hiro dopiero w momencie, kiedy zabrakło nam obu tchu. Zsunąłem się z niego i poprawiłem swoje ubranie, podczas gdy mężczyzna powoli windował się do siadu. Znów na mnie nie patrzył; tym razem jednak dodatkowo zagryzał wargi.
- Nie powinieneś odrywać się od ćwiczeń, jeśli w rzeczywistości chcesz coś osiągnąć – odezwał się ledwo słyszalnie i czym prędzej wyszedł z pokoju.
Nawet długo po tym jak brunet wyszedł, serce waliło mi jak młotem. Z chęcią pobiegłbym za nim, jednak zdawało się, że tym razem to ja pozwoliłem sobie na zbyt wiele. Wiedziałem, że teraz jedynym sposobem na rehabilitację w jego oczach będą treningi; musiałem się do nich solidnie przyłożyć. Poza tym Hiro w istocie miał rację – nie powinienem biegać za nim po całym geisha-ya i wywoływać ckliwych scenek przy każdym naszym spotkaniu. Możliwe, że zostało bardzo mało czasu, więc muszę się spieszyć. Nie wiadomo, kiedy Chińczycy wpadną do Yoshiwary, a lepiej zawczasu być przygotowanym. Muszę skupić się, aby jak najlepiej odegrać rolę „chłopca ze złotym głosem”.
Nie mogę go zawieść.
Przecież obiecałem, że nie zawiodę.
Jeśli zawiodę… jeśli mi się nie uda…
Nawet nie chcę o tym myśleć. Nie mogę być tym, który wyda na niego wyrok.
Jak zwykle wyszło na to, że brunet miał rację. Muszę na jakiś czas odseparować się od wrzących we mnie emocji – jeszcze przecież przyjdzie czas na ich wyrażanie. Teraz są ważniejsze sprawy do zrobienia…

***

Czas nieubłaganie mijał, a jakby tego było mało w ostatnim czasie, można powiedzieć, że zrobiło się dość tłoczno w Yoshiwarze, przez co Hiro miał ręce pełne roboty. Pojawiły się plotki, że Ienari Tokugawa (ówczesny szogun od aut.) zamierza przenieść stolicę z Kioto do Edo ze względu na swoją okazałą posiadłość, która mieściła się pod miastem i w jego założeniu miała pełnić główny ośrodek polityczny w kraju (jest to oczywiście fikcja – do przeniesienia stolicy jeszcze daleko; jakieś około pięćdziesięciu lat od aut.), a co więcej nikt póki co powstrzymywał go w dążeniu do celu. Gdyby plotki sprawdziły się, mielibyśmy poważny kłopot – w takim wypadku niezależnie od moich starań i wyćwiczonych zdolności muzycznych brunet i tak musiałby uciekać. Miałem jednak nadzieję, że w niedługim czasie okaże się, iż były to jedynie puste słowa…
Z tegoż właśnie powodu do Edo zjeżdżało się coraz więcej majętnych i coraz wyżej postawionych dostojników, którzy nie przypadkiem odwiedzali dzielnicę czerwonych latarń. Takim osobom nie mogła usługiwać byle gejsza czy, jeszcze gorzej, maiko – musiał to być ktoś tak wysoko postawiony jak Hiro, a więc musiała to być gejsza „z najwyższej półki”, czyli tayū. Na całe jego nieszczęście był jedyną gejszą w naszym okiya o tak wysokim statucie, a więc wszystko spadało na jego barki. Jakby tego wszystkiego było jeszcze mało, jak się okazało, do łask znów wrócili otoko-geisha (jest to raczej termin wymyślony przeze mnie, gdyż „otoko” oznacza mężczyznę, a więc samo to wyrażenie oznacza dosłownie męską gejszę, choć w Japonii raczej używało się rozróżnienia na gejsze i onna-geisha, czyli kobiety gejsze; kiedy wypowiadało się samo w sobie słowo gejsza w domyśle rozumiano, że był to mężczyzna – a przynajmniej na początku, kiedy pojawiała się ta grupa i nie została jeszcze zdominowana przez kobiety od aut.) za sprawą swoistej gry, którą prowadzili między sobą klienci. Nie mówiło się o tym głośno, ale łatwo było zauważyć, że „polowanie na chłopca ze złotym głosem” prowadził już nie tylko chiński dwór cesarski; z tegoż powodu Hiro nie raczył gości ani śpiewem, ani grą na instrumentach, a jedynie rozmową, ewentualnie krótkim pokazem tanecznym. Z rozmów, które niosły się echem po geisha-ya, słyszałem czasem jak niektórzy klienci próbowali namówić bruneta na pokaz jego najznakomitszych talentów; jedni tylko prosili, inni próbowali go przekupić czy nawet zmusić, jednak bycie tayū miało ten przywilej, że mężczyzna nie musiał pozostawać całkiem uległy; w przeciwieństwie choćby do mnie, gdybym znalazł się w podobnej sytuacji, ale ja w końcu byłem zwykłym jorō. Kiedy ktoś nie okazywał mu należytego szacunku mógł w każdej chwili zakończyć spotkanie – on jednak częściej wybierał bardziej subtelny, choć może nawet i przy tym bardziej skuteczny sposób dania nauczki zbyt nachalnemu gościowi. Zazwyczaj rzucał jakąś dwuznaczną uwagę, która z jednej strony mogła zostać uznana za zwykłe spostrzeżenie, stwierdzenie prostego faktu, a z drugiej była bardzo złośliwą docinką, która zamykała usta niesubordynowanym pańczykom.
Podczas gdy Hiro rozmawiał o polityce i wykonywał układ kappore, ja całymi dniami ćwiczyłem grę na kin. Kiedy tylko odrywałem się od instrumentu palce drżały mi niekontrolowanie od wielogodzinnych treningów. W międzyczasie próbowałem na własną rękę wyciągać odpowiednie dźwięki, wsłuchując się w brzmienie koto, jednak przyznam szczerze, że byłem nieco zażenowany i w jakiś niezrozumiały sposób ćwiczenie własnego głosu było dla mnie wstydliwe. Brunet wpadał jak burza do mojego pokoju od czasu do czasu, zadając mi jakieś nowe ćwiczenie, które miało pomóc mi wyciągać coraz wyższe i czystsze dźwięki oraz także poprawić pracę mojej przepony i płuc, abym mógł dłużej śpiewać na jednym wydechu. Niepokoiło mnie jednak takie ćwiczenie „z biegu”, że tak to nazwę. Aby stać się perfekcyjnym śpiewakiem potrzebowałem, aby mężczyzna poświęcił mi całą swoją uwagę, ale obecnie było to niemożliwe.
To za mało.
To wszystko za mało.
Wciąż za mało.
Musiałem zrobić coś więcej, żeby stać się wierną kopią Hiro i zasłużyć na miano „chłopca ze złotym głosem” – właśnie w tym momencie uświadomiłem sobie, że porwałem się z motyką na księżyc. Poważnie zwątpiłem w to czy plan, za który brunet mógł przypłacić nawet życiem, jest w ogóle realny…
Choć…
Nie traciłem nadziei tak zupełnie, jednak uświadomiłem sobie również, że w zasadzie… nie słyszałem jak Hiro śpiewa. Widziałem tylko jak tańczy, ale nigdy przy mnie jeszcze nie grał na żadnym instrumencie ani nie śpiewał. To nieco komplikowało sprawę, gdyż musiałem stać się tak dobry jak on, nie znając jego prawdziwych zdolności – to tak, jakbym miał grać w mahjonga z zamkniętymi oczami; nie dość, że nie widzę tabliczek, to tak na dobrą sprawę nie wiem czy moje ruchy mają jakikolwiek sens i czy nie wprowadzają jeszcze większego chaosu na planszy (wybaczcie za to porównanie, ale chciałam, żeby tchnęło trochę późnymi latami XVIIIw., a nie nowoczesnością. Z początku chciałam napisać o puzzlach, ale potem przypomniałam sobie, że w 1787 roku w Japonii nie znali puzzli T.T od aut.).
Wstałem, przeciągając się i wyłamując palce ze stawów. Znów cały zdrętwiałem, garbiąc się nad koto… Ech, w dodatku jeszcze miałem taki mętlik w głowie – kiedy nie było przy mnie bruneta moje myśli uciekały we wszystkie strony, w które nie powinny, przez co nie mogłem skupić się na wykonywanej pracy. Pod jego czujnym okiem nawet moje myśli zdawały się harmonijnie układać, przez co mogłem myśleć jedynie o powierzonym mi zadaniu, jednak teraz kiedy go nie było, nic nie było takie proste.
Wyszedłem z mojego pokoju i skierowałem się do kuchni, mimo iż był już środek nocy. Postanowiłem zaparzyć sobie herbatę na moje skołatane nerwy. Ledwo zdążyłem nalać wody do imbryka (swoją drogą jeden z prezentów z Europy, który zostawił Daan) i zawiesić go nad wciąż niewygasłym głównym paleniskiem, kiedy kuchnię nagle zalał drżący snop światła. Ogarnęła mnie nadzieja, że to Hiro, jednak kiedy się odwróciłem, ku mojemu rozczarowaniu, stanęła przede mną Suzume.
- Co tu robisz po ciemku?! – pisnęła, kiedy mało na mnie nie nastąpiła. – Wystraszyłeś mnie! – wymownie wskazałem na imbryk i nie odezwałem się. Zawód, który spotkał mnie na widok dziewczyny był dziwnie dotkliwy i przygnębiający, nawet jeśli dotyczył tak błahej rzeczy. – Oh… - mruknęła. – Ja też przyszłam po herbatę – odezwała się, chcąc nawiązać rozmowę, ale ja uparcie milczałem. – Ale nie dla siebie – dodała pospiesznie – tylko dla Hiro-sama.
- Dla Hiro? – ożywiłem się.
- Owszem – skinęła głową. – Po tych kilku intensywnych dniach dostał straszliwej migreny. Ma światłowstręt i co chwila targają nim torsje – wyznała. – Chyba… Chyba powinieneś o tym wiedzieć jako jego uczeń… prawda?
- Oh… - jedynie westchnąłem. Zaniepokoiłem się, słysząc w jakim jest stanie. – Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś… a teraz możesz iść już spać. Sam zaniosę mu herbatę – dziewczynie widocznie ulżyło słysząc te słowa; możliwe, że od początku właśnie o to jej chodziło, aby zrzucić powierzone jej zadanie na mnie.
- Dziękuję – skłoniła się i odeszła.
Wziąłem tacę i dwie czarki, przygotowałem herbatę i skierowałem się do pokoju Hiro. Rozsunąłem drzwi, niepewnie zaglądając do środka.
- Przepraszam za najście… - bąknąłem.
- Takanori? – brunet zdziwił się.
- Przyniosłem herbatę – wszedłem do środka.
Mężczyzna półleżał na swoim futonie, wpatrując się we mnie błyszczącymi oczyma. W pokoju było ciemno, ale poruszałem się bez problemu, gdyż moje oczy przyzwyczaiły się już do braku światła. Przez okno wpadał słaby blask księżyca, który oświetlał jego postać. Hiro, ubrany jedynie w proste, białe kimono, z rozpuszczonymi włosami rozsypanymi dookoła niego, był naprawdę niecodziennym widokiem. Wyglądał pięknie, choć na jego twarzy malował się grymas bólu. Uklęknąłem obok niego, wręczając mu naczynie z herbatą.
- Dlaczego tu przyszedłeś?
- Chciałem cię zobaczyć…
Między nami zapanowała cisza. Brunet upił łyk napoju, a potem jeszcze jeden nie wyrażając przy tym żadnego niepochlebnego komentarza na temat naparu, który przygotowałem, co uznałem za niemą pochwałę, mając w pamięci jeszcze to, jak ukarał Suzume, kiedy ta podała mu źle zaparzoną herbatę. Rozlał ją na korytarzu i kazał jej to sprzątnąć, a następnie zaparzyć nową. Tak, ten mężczyzna czasem naprawdę potrafi być straszny…
- Jak się czujesz? – zapytałem w końcu, aby choćby udawać, że mam jakikolwiek powód do tego, aby się odezwać.
- Nic mi nie jest – odparł oschle.
- Polemizowałbym. Powinieneś odpocząć przez kilka dni…
- Nie mam na to czasu – przerwał mi. – Muszę cię szkolić i usługiwać klientom – w końcu położył się, gdyż najwyraźniej utrzymywanie się w pozycji półleżącej było dla niego trudne w takim stanie. Teoretycznie nie wypadało leżeć, podczas odwiedzin drugiej osoby, jednak tym razem mężczyzna chyba naprawdę dał sobie spokój z kurtuazją.
- Nie powinieneś się przemęczać – pouczyłem go. Miałem wrażenie, jakbyśmy na chwilę zamienili się rolami. – Nie forsuj się niepotrzebnie.
- Niepotrzebnie? – prychnął. – Też mi coś…
Przymknął na moment oczy, z czego skorzystałem. Nachyliłem się nad nim i pocałowałem w czoło. Kiedy ponownie się podniosłem, Hiro spoglądał na mnie zszokowany, dotykając miejsca, które przed chwilą ucałowałem.
- Wracaj do zdrowia – wywindowałem się do pozycji stojącej. – Śpij spokojnie – zamierzałem wyjść, ale niespodziewanie brunet złapał mnie za krawędź kimona. Spojrzałem na niego ciekawsko, oczekując, aż wyjaśni mi swoje zachowanie. Widać było po jego minie, że bił się sam ze sobą, jednak ostatecznie podjął decyzję.
- Jeśli chcesz, żebym spał spokojnie… zostań ze mną – szepnął. – Tylko dziś…
Uśmiechnąłem się nieznacznie pod nosem, czego zapewne nie mógł zauważyć. Ułożyłem się obok niego i objąłem go. Brunet przylgnął do mojego torsu. Jego czoło było rozpalone. Jego równy oddech owiewał moją skórę na piersi; w tym momencie zdałem sobie sprawę, że… Hiro potrzebuje kogoś znacznie silniejszego niż ja, żeby dźwignąć się razem ze swoimi problemami.
Czy znajdę w sobie tyle siły, aby mu pomóc?
On zapewne to widzi.
Wie, że nie jestem tym, na kogo czeka, dlatego opiera mi się.

W takim razie kim jest ten, na kogo czeka? Miałem jakieś dziwnie niepokojące przeczucie, że niedługo się o tym przekonam…

"Geisha no Furin" cz.3 z dedykiem dla Akai Haruki

Z dedykacją dla Akai Haruki za zrozumienie i motywację ♡

Geisha no Furin” cz.3



W ostatnich dniach Hiro przepadł jak kamień w wodę. Najzwyczajniej w świecie zniknął. Z początku towarzyszył mi niemal przez cały czas, gdyż większa część mojego dnia była wypełniona treningami pod jego czujnym okiem, dlatego teraz dziwnie się czułem samotnie krążąc po korytarzach geisha-ya - na dobrą sprawę - bez celu. Nie ukończyłem jeszcze mojego treningu, a więc nie mogłem usługiwać gościom. Jedyne co mi pozostało to wciąż ćwiczyć ten przeklęty taniec kappore. Niestety, sam w sobie nie miałem tyle zapału i uporu, aby przez długie godziny powtarzać w kółko ten sam układ – Hiro był o wiele lepszą motywacją… a może raczej jego nieustanne wrzaski i karcące spojrzenie… 

W każdym razie kręcąc się po okiya zdarzyło mi się kilka razy podejrzeć przez niedokładnie zasunięte drzwi ćwiczenia geisha-onna. Z tego co wiedziałem jako ostatni dołączyłem do kręgu mieszkańców tego domu, co wiązało się z tym, że również najkrócej trenowałem, a mimo to już mogłem zauważyć rażące błędy, które popełniały geisha-onna. Cóż, teraz przynajmniej po części rozumiałem irytację mężczyzny… Jak można tyle ćwiczyć i dalej tak nieumiejętnie wykonywać ten prosty układ?

Jednak bardziej niż brak zdolności kobiet z mojego geisha-ya martwił mnie fakt zniknięcia Hiro. Nikt nie wiedział, co się z nim dzieje. Nie pokazywał się od kilku dni, w nocy w jego pokoju nie paliło się światło, nie schodził na posiłki, nie przynoszono mu ich nawet do pokoju. Zdawało się również, że nie zachorował, gdyż nikt się nim nie opiekował, a leki nie zostały zamówione podczas ostatniej wizyty kupca. Zupełnie tak jakby wyparował… może odszedł? – ta myśl napawała mnie strachem. Nie to, żebym się do niego jakoś znacząco przywiązał czy coś, ale zwyczajnie czułem się bardzo niezręcznie będąc jedynym mężczyzną wśród tylu kobiet. Zacząłem zastanawiać się, jak Hiro znosił to przez tak długi czas… Poza tym, jeśli w istocie odszedł nikomu nic przy tym nie mówiąc, kto będzie dalej mnie szkolił? Brunet może i był estetą-perfekcjonistą, ale czy byłby zdolny porzucić mnie tylko dlatego, że nie spełniałem jego oczekiwań? Bądź co bądź nie był znowu aż takim złym człowiekiem…

- Takanori-san – z zamyślenia wyrwał mnie kobiecy głos. Spojrzałem z niemym pytaniem na Suzume. – Mama prosiła, abyś i ty przygotował się należycie do dzisiejszego wieczoru.

- Dzisiejszego wieczoru? – zdziwiłem się.

- Owszem – skinęła głową. – Przybędą dziś goście, których Hiro-sama nakazał potraktować z najwyższą godnością.

Co ty znowu uknułeś, Hiro?



***



Przybyli goście byli… dość niecodzienni jak na standardy naszego okiya, jeśli mogę się tak wyrazić. Składało się na nich kilku zwykłych, prostych marynarzy. Z początku byłem zdziwiony, że brunet kazał specjalnie ugościć tak niedoborowe towarzystwo, tym bardziej, że sam był tayū, a więc tacy zwykli śmiertelnicy nie mieli prawa go nawet oglądać. Czymże zasłużyły sobie te podrzędne wilki morskie na uznanie kogoś takiego jak Hiro?

Minęła dość długa chwila nim całe to zgromadzenie zatarabaniło się do największej sali w naszym geisha-ya, gdzie zwykły się odbywać większe pokazy taneczne, których i tym razem nie zabrakło – bardziej doświadczone gejsze tańczyły, wykonując różne układy, których jeszcze nie poznałem. Łącznie występowało około piętnastu kobiet, które podzieliły się na mniejsze grupy, z których każda jedna w tym samym czasie wykonywała różne tańce, aby nie zanudzić widza. Trzeba przyznać, że odstawiły całkiem ładny spektakl, choć nie mogę powiedzieć, żeby porwało mnie to tak jak pozostałych mężczyzn. Cóż, mając w pamięci występ Hiro, geisha-onna nie mogły mnie oczarować.

Podczas występu wraz z kilkoma innymi maiko nalewałem jedynie alkoholu, co na całe szczęśnie nie należało do trudnych zadań. W pewnym momencie Suzume dyskretnie szturchnęła mnie, wskazując mężczyznę w najbogaciej zdobionym stroju, który siedział na środku pomieszczenia. Zrozumiawszy aluzję, przemknąłem do niego i uklęknąłem tuż przy jego boku, napełniając jego czarkę.

- Ho? – mężczyzna zwrócił na mnie uwagę, odrywając wzrok od pokazu. – A więc to ty jesteś jego uczniem? – uśmiechnął się szeroko.

Owy mężczyzna był wysoki, wyższy nawet od Hiro, ale z pewnością nie był Azjatą. Jego półdługie, blond włosy zostały związane w prosty węzeł. Zielone, przenikliwe oczy taksowały mnie ciekawsko. Ubrany był w typowo zachodnim stylu, a więc w białą koszulę, proste, czarne spodnie, wysokie, oficerskie buty z cholewami sięgającymi kolana oraz fioletową marynarkę z mankietami wyszywanymi złotą i srebrną nicią. U jego boku w pochwie tkwiła wąska szpada o bogato zdobionej rękojeści, która niestety, jak sądziłem, była jedynie ozdobą, gdyż dalej za pasem miał zatknięte dwa rewolwery o krótkich lufach.

Już chciałem prosić go o wyjaśnienie, kiedy nagle w tym samym momencie drzwi rozsunęły się, a w ich progu stanął nikt inny jak Hiro. Dziwnie było go widzieć w podobnym ubraniu, choć zamiast koszuli i marynarki nosił obszerną tunikę w tradycyjnym chińskim stylu. Jego włosy zostały splecione w mocny warkocz, który przerzucony przez jego ramię zwisał niczym gruby sznur. Od razu odszukał wzrokiem blondyna i skierował się do niego szybkim krokiem.

- Daan! – na twarzy bruneta malował się szczery uśmiech. – Jak zwykle mnie uratowałeś! – uścisnął przyjaciela w typowo Europejskim geście przywitania, co jak dla mnie było nieco zbyt wielkim spoufalaniem się.

- Przecież wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć! – owy Daan roześmiał się perliście.

Gdybym powiedział, że byłem po prostu zdziwiony to byłoby zwyczajnie za mało. Najpierw mój nauczyciel gdzieś znika, nie daje znaku życia przez kilka dni, żeby potem od tak wrócić sobie w zupełnie nie pasującym do niego stroju i uczesaniu, organizując przy tym zabawę rodem z jakiegoś festynu świątynnego, zapraszając przy tym stado nieokrzesanych, barbarzyńskich obcokrajowców (przypominam, że jesteśmy w czasach, kiedy Japonia mocno izolowała się od świata i podzielała niekoniecznie pochlebną opinię co do niego. Jest to czas, kiedy obcokrajowcy kojarzyli się z brudem i chorobami, które przenosili właśnie marynarze – stąd opór Takanoriego od aut.). Co tu się, do cholery, wyprawia?!

Wbiłem zdezorientowane, ale jednocześnie rządne wyjaśnień spojrzenie w bruneta, który odpowiedział mi ściągnięciem brwi. Już zapewne szykował się do zganienia mnie za to bezceremonialne wgapianie się, kiedy uprzedził go jego przyjaciel.

- Hiro, spokojnie – poklepał go po ramieniu. – Chłopak pewnie się martwił. Należą mu się wyjaśnienia – jego głos był miękki i łagodny; przyjemnie się go słuchało.

- Cóż… może i masz rację – mężczyzna skinął głową. – Takanori, to jest mój stary przyjaciel Daan de Vries; pochodzi z Fryzji – przedstawił go.

- Ech, a ty dalej to samo – Europejczyk wywrócił oczyma. – Nie z Fryzji tylko z Holandii i nie de Vries tylko Jassen – sprostował.

- Dla mnie i tak zawsze będziesz Fryzyjczykiem – Hiro, który zawsze ganił mnie za brak kurtuazji, bezceremonialnie wzruszył ramionami, a w jego głosie pobrzmiewała mieszanka znudzenia i nonszalancji; zupełnie tak jakby w jednej chwili z półkrwi Japończyka, zmienił się w barbarzyńcę z sąsiedniego kontynentu.

- Tyle razy ci powtarzałem, że musiałem wyzbyć się przywiązania do swojego pochodzenia, żeby objąć to stanowisko. Musiałem poświadczyć, że w pełni czuję się Holendrem a nie Fryzyjczykiem; inaczej nie mógłbym pływać pod flagą Holandii  - wyjaśnił.

- Twoje nazwisko mówi co innego (de Vries dosłownie oznacza „Fryzyjczyk” od aut.) – zauważył burkliwie brunet.

- Dlatego je zmieniłem – zaśmiał się blondyn.

- Na Jassen? – Hiro prychnął. – Z tego co pamiętam to twój ojciec nazywał się Lucas, prawda? (Jassen dosłownie oznacza „syn Jana” od aut.) Cóż za brak poszanowania dla własnej rodziny i pochodzenia! – oburzył się.

- Ech, wy Chińczycy przywiązujecie zbyt wielką uwagę do przeszłości – machnął lekceważąco ręką. – Liczy się przyszłość – uśmiechnął się przewrotnie.

- Za to wy, Fryzyjczycy, w imię bogactwa jesteście w stanie sprzedać swoją własną osobowość i przyjąć nową. Za bardzo asymilujecie się z Holendrami; to przez to wasza kultura zanika, a niedługo może dojść nawet do tego, że zniknie zupełnie – brunet uparcie trwał przy swoim.

- Jak zwykle uparty i wyniosły, co Hiro? – zaśmiał się. – Naprawdę, nic się nie zmieniłeś od czasów, odkąd opuściłeś dwór w Chinach… - pokręcił głową. 

- Ano… - wtrąciłem się nieśmiało. – Jassen-san, długo znasz się z Hiro? – zaciekawiłem się.

- Znamy się od wielu lat! – wykrzyknął uradowany. – Właściwie to można powiedzieć, że wychowałem się na cesarskim dworze słuchając jego śpiewu! – klasnął w dłonie. – Ach, ilekroć brakował mi jego nocnych zawodzeń, kiedy wyjechałem do Petersburga lub kiedy już wróciłem do ojczyzny – zaśmiał się, widząc marsową minę bruneta, która była wymowną odpowiedzią za nazwanie jego śpiewu „nocnymi zawodzeniami”. 

- Byłeś w Rosji, Jassen-san? – dociekałem.

- Owszem – skinął głową. – Jako nastolatek zostałem wysłany wpierw do Chin, a następnie do Rosji, gdzie pobierałem nauki u różnych doświadczonych dowódców wojskowych, aby później sam objąć zwierzchnictwo nad flotą Holenderską. Obecnie odpowiadam także za prowadzenie interesów z Japonią – odparł. Widocznie opowiadanie o sobie wprawiało go w dobry nastrój. – Interesują cię podróże, Takanori-kun? – uśmiechnął się do mnie ciepło. Jego pytanie i sposób, w jaki wymówił moje imię zawstydziło mnie tak bardzo, iż nawet nie zdziwił mnie fakt, że zna moje imię.

- Trochę… - bąknąłem nieśmiało. – A… - zająknąłem się. – Jeśli mogę spytać, przed czym uchronił pan Hiro?

- Uchroniłem? – zdziwił się. – Ja go przed niczym nie chroniłem, to ten drań jak zwykle przecenia moje czyny! – zaśmiał się i znów poklepał Hiro po ramieniu. – Chińska delegacja została wysłana do Japonii, o czym jedynie przezornie go poinformowałem – sprostował.

- To dlatego zniknąłeś? – zapytałem bruneta.

- Musiałem ukryć się, dopóki nie wyjechali; ostrożności nigdy za wiele. Nie wiadomo, który z przybytków w Yoshiwarze zechcieliby odwiedzić – westchnął ciężko. – Ale przynajmniej w tym czasie nie próżnowałem. Udając gościa odwiedziłem kilka innych okiya i poznałem umiejętności tamtejszych gejsz, toteż teraz łatwiej będzie mi cię oceniać i nauczać – posłał mi delikatny uśmiech.

- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że musisz uciekać?! – zdenerwowałem się.

- A od kiedy to ja muszę się przed tobą tłumaczyć? – wyciągnął swój nieodłączny wachlarz z obszernego rękawa i uderzył mnie nim w głowę. Zawyłem z bólu. – Ciesz się, że w ogóle dowiedziałeś się czegokolwiek!

- Nic się nie zmieniłeś, naprawdę, nic się nie zmieniłeś! – Daan roześmiał się po raz wtóry. – Wciąż nosisz ten wachlarz od Ruìdì’ego? – Hiro drgnął nagle i spojrzał na przyjaciela zdziwiony. Blondyn wykorzystał tę chwilę nieuwagi i wyjął mu z dłoni owy wachlarz. Rozłożył go i przyjrzał mu się krytycznie. – Musiałeś o niego naprawdę dbać, skoro pomimo upływu czasu nawet atrament nie wyblakł. Pewnie wielokrotnie poprawiałeś te znaki, co? – dopiero w tym momencie zauważyłem, że na kremowym papierze wachlarza w rzeczywistości coś jest napisane i ku mojemu zdziwieniu było to haiku! (zostawienie wachlarza z haiku w sypialni ukochanej było znakiem, że jej oblubieniec przyjdzie do niej w nocy od aut.) Zdaje się, że Hiro nie tylko uwiódł cesarza Chin, ale także się w nim zakochał, skoro zachował tę pamiątkę dawnego romansu. Kiedy jego były kochanek wydał na niego wyrok śmierci i zmusił do ucieczki z kraju z pewnością złamał mu tym serce… W tym momencie zacząłem myśleć o brunecie nieco inaczej. Może ta jego pozorna oziębłość była swego rodzaju pancerzem, który miał odstraszyć innych, aby się do niego nie zbliżali i nigdy więcej nie zranili? Spojrzałem na mojego nauczyciela, którego jeszcze nigdy nie widziałem w takim stanie. Hiro, zawsze dumny i władczy, teraz jakby skulił się w sobie i zmarniał. Wbił wzrok w maty tatami, na których siedzieliśmy, a na jego twarzy malował się grymas bólu spowodowany otworzeniem starej rany. Wydawał się być teraz taki kruchy i delikatny… - Piękno połączone z użytecznością – ciągnął Jassen, wyciągając ze wzmocnionych stalą żeberek wachlarza (przez które uderzenia były tak bolesne) ukryte w nich senbon (długie igły służące za broń. W ich używaniu szkolili się m.in. ninja z rodu Fūma od aut.). – Najlepszy prezent, jaki można sobie wyobrazić, prawda? Co jak co, ale trzeba przyznać, że Yongyǎn miał gust… - mruknął. Zapanowała niezręczna cisza. Hiro zagryzł dolną wargę i przymknął oczy, zapewne bezskutecznie próbując odepchnąć od siebie przykre wspomnienia. – No – odezwał się z powrotem Holender, oddając brunetowi jego własność – ale skro zostałem już twoim prywatnym informatorem, to zdradzę ci jeszcze jedną rzecz, która może ci się przydać.

- O co chodzi? – zainteresował się mężczyzna. – Mam nadzieję, że żadna afera nie wybuchła na cesarskim dworze w Chinach?

- Póki co żadne podobne wieści do mnie nie dotarły – Europejczyk wzruszył ramionami. – Tym razem jednak nie powinieneś przejmować się Chinami.

- W takim razie czym?

- Jak zapewne wiesz port jest wspaniałym miejscem do zasięgnięcia języka. Przybywają tam ludzie z całego kraju, więc właściwie możesz zdobyć informacje z różnych regionów, wystarczy tylko dobrze poszukać. Port jest także wylęgarnią plotek i największym skupiskiem marzeń o pięknych i utalentowanych gejszach…

- Do rzeczy – Hiro wrócił już do swojego poprzedniego stanu.

- Zauważyłem, że w ostatnim czasie coraz więcej mówi się o niejakim „chłopcu ze złotym głosem” z Yoshiwary – przybrał poważny wyraz twarzy. – Nie chcę cię straszyć na zapas, Hiro, ale dobrze by było gdybyś jednak nie rósł w sławę, gdyż to może sprawić, że skupisz na sobie uwagę swoich wrogów zza morza. Pozwolę sobie przypomnieć ci, że zniknięcie „złotego głosu” z cesarskiego dworu w Chinach wywołało niemałe poruszenie, a Yongyǎn z pewnością nie przepuści okazji, żeby sprawdzić chociażby plotki o tym chłopcu ze złotym głosem. Nie wiem czy rozsądnie nie byłoby dla ciebie przenieść się do Shinmachi na jakiś czas… - potarł brodę w geście zamyślenia. – Jesteś jednym z niewielu mężczyzn, którzy pracują w Yoshiwarze, a więc nietrudno będzie cię znaleźć…

Brunet zasępił się.



***



- Hiro, proszę, odpowiedz mi!

- Jak mam ci odpowiedzieć, kiedy nie podjąłem jeszcze decyzji?! – huknął na mnie, rozgniewany.

- Nie możesz wyjechać! – złapałem go za poły hanfu. – Proszę, nie rób tego! – mężczyzna westchnął ciężko.

- Chyba będę musiał… -  westchnął raz jeszcze. – Jeśli mnie tu znajdą, mama będzie miała kłopoty… Przyjęła mnie pod swój dach, wiedząc kim jestem. Nie chcę sprawiać jej problemów… - rozmasował obolałe skronie.

- Więc zabierz mnie chociaż ze sobą! – wykrzyknąłem, nie myśląc nawet o tym, co mówię.

Cóż, mogłem się oszukiwać, że go nie znoszę i że nie przywiązałem się do niego, ale w gruncie rzeczy było inaczej. Hiro może i był wymagający, a przy tym potrafił irytować jak nikt inny na świecie, ale to dzięki niemu teraz miałem dach nad głową i pełny żołądek. Gdyby tamtej nocy, kiedy przyszedłem okraść jego okiya, wydał mnie, co najmniej straciłbym rękę o ile nie głowę. Nawet gdyby pozwolił mi odejść, nie pożyłbym zapewne zbyt długo, gdyż udało mi się zwinąć jedynie przyprawy, a więc pewnie nie uniknąłbym śmierci głodowej i wróciłbym do swojej zabłoconej uliczki, w której nieustannie unosił się kwaśny odór śmierci. Trenował mnie, aby mama pozwoliła zostać mi w swoim geisha-ya na stałe, żebym już nigdy nie musiał obawiać się o to, że czegoś mi zabraknie. Był pierwszą osobą, która okazała mi litość. Był pierwszą osobą, która potraktowała mnie jak człowieka, a nie jak zwierzę.

Nie mogłem dać mu od tak po prostu zniknąć z mojego życia, dopóki nie spłaciłem swojego długu.

- Nie – odpowiedział ostro. – Nikt inny niż ja nie powinien odpowiadać za moje poczynania. Nie wciągnę cię w to.

Zacisnąłem szczęki i dłonie w pięści, czując jak paznokcie wbijają się w skórę. Nagle jakby zabrakło powietrza w pomieszczeniu. Zaczerpnąłem go łapczywie, mrugając, aby łzy nie popłynęły po mojej twarzy – niestety, nie udało się. Pierwsze krople spłynęły po moich policzkach, skapując na materiał mojego prostego kimona, znacząc go ciemniejszymi plamami w miejscu, w który upadły.

- Czemu płaczesz? – Hiro przysunął się do mnie i wierzchem dłoni otarł moje łzy. – Tobie nic się nie stanie, obiecuję – uśmiechnął się łagodnie. – Możesz tu spokojnie zostać.

- Nie dbam o to, co stanie się ze mną! – wykrzyknąłem niemalże desperacko, dając upust wrzącym we mnie emocjom. – Nie chcę, aby to tobie coś się stało! – spojrzałem na niego poprzez łzy. – Jak długo zamierzasz jeszcze znosić samotnie wszystkie cierpienia tego świata?! – ukłoniłem się przed nim głęboko, niemalże dotykając czołem podłogi. – Proszę, pozwól mi wziąć choćby ich część! Chcę być ci przydatny!

- Huh… - brunet pogładził mnie po włosach. – Wzrusza mnie twoja postawa, ale nie mogę ci tego zrobić. Poza tym, nie ma nic, co mógłbyś zrobić dla mnie w tej chwili. Przykro mi to mówić, ale mógłbyś mi jedynie przeszkadzać. Z reguły łatwiej ukryć się jednej osobie niż dwóm. Jeśli w istocie chcesz mi pomóc, zostań tu i żyj własnym życiem – złapał mnie za podbródek i zmusił, abym ponownie wywindował się do siadu. – Sam pewnie jeszcze nieraz narobisz głupot, których później będziesz żałował i za które przyjdzie ci zapłacić; nie potrzeba ci dodatkowych zmartwień w postaci moich problemów. 

- Nie mów tak! – wyszarpnąłem się. Jego ręka opadła bezwładnie. Dopiero w tej chwili dostrzegłem, jak bardzo Hiro jest zmęczony tym ciągłym uciekaniem i życiem w nieustannym stresie… - Dlaczego niby masz płacić za to, że jakiś idiota jest niezrównoważony psychicznie i wydał rozkaz, aby cię zabić?! Dlaczego masz płacić za to, że nie urodziłeś się ani jako pełnokrwisty Japończyk, ani Chińczyk?! Przecież żadna z tych rzeczy nie jest twoją winą!

- Przyszło mi za to zapłacić, bo ten idiota jest obecnym cesarzem Chin – zaśmiał się niewesoło. – Taki już mój los – wzruszył ramionami, rozkładając bezradnie ręce – i ty go nie zmienisz. Możesz za to zmienić swój los, więc skup się raczej na tym – podniósł się z miejsca i skierował ku wyjściu.

- Hiro, proszę cię! – wrzasnąłem, ale on pozostał niewzruszony. Nim zdążył wyjść, dopadłem go i objąłem od tyłu, przytulając się do jego pleców. – Proszę cię, nie odchodź… - szepnąłem cicho. Kątem oka mogłem dostrzec jego zasmucony wyraz twarzy. Brunet obrócił się w moich objęciach przodem do mnie i uśmiechnął boleśnie.

- Też cię polubiłem – odgarnął moje włosy i pocałował mnie w czoło. – Zostałbym z tobą, gdyby to tylko było możliwe…

Oparłem głowę o jego tors, pozwalając by moje łzy moczyły kosztowny materiał jego ubrania. Niekontrolowanie drżałem, choć nieco uspokoiłem się, kiedy Hiro również mnie objął. Dlaczego ze wszystkich ludzi na świecie to właśnie on musiał zniknąć z mojego życia; właśnie on, który je uratował?


I wtem doznałem olśnienia!

Mężczyzna poluzował uścisk, chcąc mnie puścić, jednak ja tylko mocniej zacisnąłem palce na jego hanfu i ponownie uniosłem głowę, spoglądając w jego czarne, puste oczy.

- Jest coś, co mogę dla ciebie zrobić! – odezwałem się, a mój głos był pewny, nie zadrżał ani przez chwilę.

- Niby co takiego? – spojrzał na mnie z politowaniem.

- Mogę cię zastąpić! 

- Co proszę? – zdziwił się.

- Krążą plotki o „chłopcu ze złotym głosem”, tak? Ale nikt nie wie jak on wygląda! Naucz mnie grać na instrumentach, naucz mnie śpiewać, a zajmę twoje miejsce! Kiedy nawet pojawiliby się Chińczycy, pomyśleliby, że od samego początku chodziło o kogoś zupełnie innego! – ożywiłem się.

- Takanori… - westchnął. – To niemożliwe. Nie wiadomo, kiedy Chińczycy się pojawią, a ja nie jestem w stanie nauczyć cię grać i śpiewać w kila dni! – pokręcił głową.

- Moja starsza siostra grała na koto (lub kin - instrument wywodzący się z Chin. Składa się z wielkiego ok. 2-wu metrowego pudła rezonansowego, na którym naciągnięte są jedwabne struny – na ogół jest ich siedem, choć zdarzały się nawet trzynastostrunowce od aut.) i kiedyś co nieco mnie uczyła! W muzyce nie jestem tak beznadziejny jak w tańcu! – próbowałem go przekonać. Hiro jedynie zaśmiał się cicho pod nosem. – Błagam cię, będę się starał! Będę ćwiczył całymi dniami, tylko zgódź się! Z pewnością cię nie zawiodę!

Brunet spojrzał na mnie badawczo. Widząc w moich oczach prawdziwe zaangażowanie w końcu skinął głową.

- Daję ci półtora tygodnia. Jeśli po tym czasie nie oczarujesz mnie swoją grą i śpiewem, będę musiał uciekać z Yoshiwary – postawił warunek.

- Z pewnością cię nie zawiodę! – wykrzyknąłem, mocno go ściskając. – Możesz mi zaufać!

Uśmiechnąłem się do niego najpiękniej jak potrafiłem. Hiro również odpowiedział mi uśmiechem. Między nami zapanowała bardzo intymna atmosfera. Nasze ciała były tak blisko siebie… Czułem jego gorący oddech na policzku. Sam już nie wiem czy to ja, czy może on zainicjował pocałunek. Pamiętam tylko jak jego gorące usta powoli przesuwały się po moich i jak wspaniale czułem się w tamtej chwili. Nogi się pode mną ugięły, ale na całe szczęście brunet znów wzmocnił uścisk. Czułem jak jego serce szybko i nierówno kołacze się w jego piersi i to w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób napawało mnie szczęściem. 

Nie zawiodę cię…

… z pewnością nie zawiodę…