Kolejny przerywnik "artystyczny" do "Nowego Świata"



Wiem, wiem, obiecałam "Monsters", a się opieprzam... Ale prawda jest taka, że z tą 15 częścią zawsze miałam problem i idzie mi to jak krew z nosa, bo mam nieodparte wrażenie, że ten rozdział będzie naprawdę infantylny... Co najwyżej tą częścią zrąbię wszystko - cóż, mówi się trudno; pozostały w końcu też inne opowiadania, nie?
Tak trochę bardziej na temat to powiem, że piszę już 6. część "Nowego Świata" oraz "Ficzka o niczym" Tsuzuku (Mejibray) x Ryoga (BORN), ale nie wiem czy to nadaje się do publikacji, bo sama trochę tego nie ogarniam... Mam też niedokończone oneshoty z następującymi paringami:
- Zero x Hizumi (D'espairsRay)
- Koichi x Meto (Mejibray)
- Tsuzuku x MiA (Mejibray) - ale tego też do końca nie ogarniam i zapewne to wyląduje w koszu...
No i piszę od kilku tygodni "Vampire depression"... Kurde, przez tą moją infantylność sama popadnę w jakąś deprechę ;_; Nic, co napiszę mi się nie podoba =.=''
Dobra, żeby przerwać tę depresyjną aurę to pokażę wam moje bohomazy. Wiem, obiecałam, że pokażę się dopiero za dwadzieścia cztery lata, kiedy to już ogarnę wszystko, co związane z rysowaniem na tablecie, jednak udało mi się nieco szybciej... No dobra, może nie do końca udało... (/.-)'' Ale się staram!... No prawie... Mimo wszystko i tak wolę ołówek i kartkę, mimo iż, powinnam zacząć od tego, że moje rysunki naprawdę pozostawiają wiele do życzenia...



Niestety macie tylko screena, bo ściągnęłam inny program, który zapisuje obrazki w postaci pliku, który może otworzyć tylko właśnie ten program, a nie w formacie .jpg, jak Studio Manga, jednak z kolei ten studio mangi to po prostu totalna porażka, mało funkcji ect.
No okej, ale parę słów wyjaśnień - miał być to Alex, miały być bańki, ale nie wyszło; nieważne, cii... Myślę, że za te dwadzieścia cztery lata dojdę już do jako takiej wprawy. Poza tym laptop mi nawala i mam ochotę wypieprzyć go za okno, więc nie wiem, kiedy cokolwiek coś wstawię - uwzględniając, że dodatkowo zostaję wysłana na "przymusowy urlop" - ani więcej moich "rysunków" czy cokolwiek do czytania. Myślałam, że wyrobię z "Monstersami" się szybciej, jednak niczego nie mogę wciąż obiecać.

Słaba jestem w wymyślaniu spotów reklamowych...


Wiem, że ostatnio nie piszę nic na temat, ale cóż... Tak jakoś samo wychodzi. Wakacje, pustka w głowie, a w dodatku komentarzy tyle, co kot napłakał - nie, wcale znów nie marudzę! Ja tylko stwierdzam fakty! W każdym razie powinnam czekać, aż do pojawienia się pod każdym postem dziesięciu komentarzy, a ja co; litościwa (czy może raczej niekoniecznie...) ja cały czas coś wstawia w odróżnieniu od innych, co sobie jakieś wakacje urządzili ^^''
                          
COŚ WAŻNEGO (a bynajmniej tak mi się zdaje):
Dobra, ale ja jak zwykle nie to, co chciałam - może zanim jeszcze przejdę do części właściwej tego wpisu to powiem, że od 11.07 mnie nie ma. Do kiedy mnie nie będzie? Nie mam bladego pojęcia, w każdym razie jak już wrócę do cywilizacji,to się odezwę. Może przerwa od desperackiego szukania pomysłów znów natchnie mnie na tyle, żeby wciąż pisać tak jak kiedyś; to znaczy, żeby nie wyrabiać na zakrętach z ilością pomysłów, nie nadrabiać pisaniem za myśleniem...

CZĘŚĆ WŁAŚCIWA:
TA-DAM, REKLAMA!
A co, mój blog to se mogę robić reklamy, nie? xD Dzisiaj chciałam pokazać wam przemiłego pana o pseudonimie artystycznym Crena - ma fantastyczny głos! Uwielbiam jak growluje! Niestety, jak widać poprzestał na razie na rozpowszechnianiu swojego talentu na youtube, nie ma podpisanego kontraktu z żadną z wytwórni, buli za wszystko z własnej kieszeni, nie koncertuje... (a szkoda, bo poszłabym na jego koncert ♥). Jako że uważam to za niesprawiedliwość, że taki talent się marnuje, a jakieś tam amerykańskie gwiazdki, które górnego "c" nie potrafią wyciągnąć mają te cholerne kontrakty i się sławią tym na cały świat. Nie od dziś wiadomo, że ten świat jest niesprawiedliwy...
Tak, tak wiem, taka reklama na jakimś blogu to żadna reklama, ale zawsze coś - wystarczy, że zainteresują się nim dwie-trzy osoby, a już będzie to jakiś sukces.
Dobra, uprzedzam też lojalnie, że w coverach Crena słychać nieco remiksu, a nawet oryginalnych głosów wokalistów, ale proszę, nie zajeżdżajcie go z tego powodu!... może głównie dlatego, że żadna z nas by tak nie zaśpiewała, a i trzeba docenić jego cywilną odwagę za to, że pokazał się w internecie, wystawił na krytykę, hejty ect. Trochę popracowałabym też na jego miejscu nad wysokimi dźwiękami, ale już się zamykam, bo ja śpiewać nie umiem i nie będę pouczać lepszych ode mnie, bo to w końcu mija się z celem.
Żeby nie być gołosłownym, macie kilka jego wykonań:

fantastycznie tutaj wygląda ♥.♥

 Oj tu też wygląda ślicznie... ~(^-^)~


(sorry, że linki, ale coś się blogger zbuntował i nie mogłam tego znaleźć w liście wyszukiwania w youtube)
No wiadomo, może jeszcze to mistrzostwo świata nie jest, ale ma dobre zadatki na to. Popełnia jakieś tam drobne błędy, ale kto z nas nie? Moim zdaniem i tak jest rewelacyjny i za to należą mu się oklaski. Urzekł mnie - absolutnie mnie urzekł, bo nie tylko potrafi czarować głosem, ale także podoba mi się jego postać; te tatuaże, makijaż... w ogóle przystojniak jak dla mnie C:
NA KONIEC ZNÓW KILKA WAŻNYCH SŁÓW:
Ostrzegam zawczasu. Crena bardzo mi się spodobał, tak bardzo, że... utkwił mi w głowie już od dłuższego czasu. Z tegoż też powodu może napiszę z nim jakiegoś ficzka? A co mi tam! Nikt pewnie tego nie przeczyta, bo ja nie wiem, co robi te 106 obserwatorów, ale przynajmniej ja będę usatysfakcjonowana! Zresztą same gwiazdy sceny visual-kei przyznają, że mierzą swą popularność w ilości fanficków, jak np. Royz, którzy wręcz prowokują fanki zdjęciami do pisania o nich yaoi.
Crena widziałabym w paringu z Hiro z Nocturnal Bloodlust z tej racji, że uwielbiam ten zespół, znalazłam o nich tylko jednego shota (mojego, notabene) i zdaje się, że Crena wykonał najwięcej coverów właśnie zespołu Hiro. Widziałam jak wykonywał jakieś piosenki zespołów, których nie znałam, jakąś Mansona, The GazettE... a Nokuruby piosenki ma na koncie aż trzy! O czym to świadczy? O tym, że Kita-pon ma zryty mózg... :D
I tą sensacyjną wiadomością kończymy na dziś.
Ha, żartowałam. Zapomniałam o jeszcze jednym: w poszukiwaniu weny do ficzka Crena x Hiro może zlecieć mi troszkę czasu, niewykluczone, że pojawi się on dopiero po moim powrocie do cywilizacji z "urlopu". Kolejnym wpisem będzie... *buduję napięcie* "Monsters"! Tak część piętnasta! W końcu wskrzeszę to opowiadanie... Nie będę teraz przepraszać za jego porzucenie, bo zrobiłam to już na wstępie do opowiadania. Ale jest jeden warunek, bo inaczej zrobię bunt, foch z przytupem i półobrotem ext.: pod "Monsters" naprawdę życzę sobie dziesięciu komentarzy. Kropka. Nie zlituję się nawet nad dziewięcioma. Będę nieugięta... chociaż wy już znacie to moje nieugięcie, huh... =.='' Ale tym razem nie żartuję. Serio, to już ostatnia część "Monstersów", więc pożegnacie ciepło Hizu i Zero za to, że tak długo z wami wytrzymali, a wy z nimi; oni wam podziękują ładnymi scenkami, obiecuję :)

Bóg chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia cz.4

Napisałam to już dawno temu, ale myślałam, że mi Word wszystko zjadł i się obraziłam. Powiedziałam, że nie będę drugi raz tego samego pisać, a okazało się, że głupia ja zapisała to w innym folderze... Oj... Muszę poubolewać nad moją głupotą (/-)'' Wybaczcie za zwłokę ;_;

Bóg chcąc nas ukarać, spełnia nasze marzenia cz.4

Denerwowałem się. Pierwszy raz w życiu denerwowałem się spotkaniem z Rukim. To dziwne, gdyż Takanori nieraz widział mnie już w „rozsypce”, to znaczy, kiedy lepiej było na mnie patrzeć od tyłu niż od przodu; często towarzyszył mi w chorobie, na kacu, a nawet stał nade mną przytrzymując mi włosy, kiedy rzygałem po zbyt dużej ilości kolorowych drinków. Pojechaliśmy kiedyś wspólnie w góry do onsenu, więc widział mnie nawet nago, a mimo to teraz bałem się spojrzeć mu w twarz – teraz kiedy miałem wykonany makijaż i byłem w pełni ubrany.
Usiadłem na łóżku i omiotłem spojrzeniem pokój. Mówi się, że tylko przed przyjściem prawdziwego przyjaciela się nie sprząta, dlaczego więc teraz ja porwałem się na gruntowne odgruzowywanie mojego pokoju? Powycierałem kurze, odkurzyłem, pozbierałem ubrania z podłogi oraz foteli; czyste schowałem do szafy, brudne dałem do prania, wyrzuciłem śmieci, zmieniłem pościel, ba!, nawet umyłem okna! Z zadowoleniem omiotłem spojrzeniem moje efekty pracy, by zaraz z niezadowoleniem spojrzeć na moje zniszczone i kruche paznokcie. Niestety, detergenty i kilkugodzinne moczenie dłoni w brudnej wodzie nie wpływało dobrze na paznokcie. Może powinienem je pomalować, żeby nie było widać jak bardzo są zniszczone?...
Co ja gadam?! Dlaczego tak staram się dla Matsumoto?
…Czy to o czymś świadczy?
Usiadłem przy biurku i chwyciłem fioletowy lakier. Zacząłem malować paznokcie. Wiedziałem, że blondyn lubił ten kolor, dlatego miałem nadzieję, że mu się spodoba. Dla odmiany paznokcie serdecznych palców pomalowałem na żółto, aby ładnie kontrastowały z resztą fioletowych.
Wykonałem ostatnie pociągnięcie pędzelkiem, nakładając drugą już warstwę lakieru na mały palec prawej ręki, kiedy do pokoju bez pardonu czy choćby pukania wszedł Ruki. Był inaczej ubrany niż w szkole – miał na sobie ciemne, dość szerokie jeansy, których materiał fałdami marszczył się wokół jego szczupłych nóg. Do szlufek obowiązkowo przyczepione nosił łańcuszki. Czarny t-shirt na ramiączkach opinał jego drobne ciało i tworzył ładną kompozycję z białą, luźną koszulą, którą miał jedynie zarzuconą na ramiona. Na jego szyi zawieszony został krótki naszyjnik z ciężkim wisiorkiem, który bujał się na wysokości jego obojczyków. Tym, co zdziwiło mnie w jego wyglądzie najbardziej było to, że nie miał makijażu. Nawet czarne „szramy”, które zawsze zdobiły jego szyję, teraz zostały zmyte. Mimo iż nie miał podkładu, jego cera wciąż miała ładny, jednolity kolor. Oczy, choć nie zostały podkreślone czarną kredką, to nadal wydawały się być bardzo duże przez gęsty wachlarz rzęs, który je okalał. Nie miał także kolorowych soczewek, dlatego mogłem podziwiać jego naturalny kolor oczu – czekoladowe tęczówki były o wiele cieplejsze, a ich spojrzenie dużo łagodniejsze niż tych sztucznych lodowato-niebieskich. Jego włosy również nie zostały jakoś misternie ułożone; od tak po prostu przeczesane szczotką, jednak, można by powiedzieć, że samoistnie ułożyły się tak, iż nadawały swojemu właścicielowi wyglądu niewymuszonej elegancji.
- Cześć – przywitał się.
- Cześć! – poderwałem się momentalnie z miejsca, jakby mnie prąd popieścił. Zauważyłem też, że powitanie to brzmiało bardzo sztywnie i wypowiedziane zostało stanowczo za szybko.
- Coś…?
- Nie, nic się nie stało – uśmiechnąłem się sztucznie, przerywając mu. – Aa… - zająknąłem się. – Taka-kun…?
- Tak? – chłopak podszedł do mnie bliżej.
Dzieliła nas teraz odległość zaledwie kilku centymetrów. Uderzył we mnie zapach jego perfum, który niby tak dobrze znałem, jednak teraz wydawał mi się być zupełnie inny… niemalże oszałamiający…
Co dziwne Matsumoto się nie uśmiechał. Przez większość swojego życia przeszedł z uśmiechem na ustach, zawsze żartował, dlatego teraz jego poważna mina i półprzymknięte oczy, które mimo iż traktowały mnie łagodnym spojrzeniem, to wciąż napawały strachem. Czyżby był wściekły?
- Ja… Przepraszam za tą scenę w stołówce… Zachowałam się okropnie… - spuściłem głowę i wbiłem wzrok w wykładzinę pokrywającą podłogę. Ze zdumieniem zauważyłem, że zacząłem kierować ku sobie stopy, co często robiły dziewczyny, gdyż gest ten uważany był za słodki.
- W sumie to ja też muszę cię przeprosić. Palnąłem totalną głupotę. Byłem chamski; wybacz – skinął głową. – Mimo wszystko zapowiedziałem, że będę się mścił, prawda? – w końcu na jego ustach zagościł delikatny uśmiech. – Pomalowałaś właśnie paznokcie, tak? – upewnił się.
- Tak – przytaknąłem niepewnie.
Takanori uśmiechnął się diabolicznie i sięgnął do moich włosów. Wyjął z nich wsuwkę, jaką spiąłem przydługą grzywkę, która wpadała mi do oczu. Złapał mnie za nadgarstek lewej ręki i zmusił, abym położył płasko dłoń na blacie biurka. Zdziwiony obserwowałem jego poczynania. Chłopak zaczynając od małego paznokcia wyrył we wciąż świeżym lakierze swoje przezwisko, umieszczając na każdym z palców jedną literę, a kciuk ozdobił serduszkiem. Z drugą ręką postąpił identycznie.
- Nie waż się tego zmywać – zaśmiał się. – To twoja pokuta – wystawił mi język, po czym bezceremonialnie rzucił się na łóżko i wtulił twarz w poduszkę. – Fadnie pechnia fi pociel – wybełkotał.
- Co? – ściągnąłem brwi w niezrozumieniu.
- Ładnie pachnie ci pościel – podniósł na chwilę głowę. – Wybacz, ale jestem zmęczony – ponownie ułożył się wygodnie.
- Jasne, rozumiem… - mruknąłem i niepewnie usiadłem na skraju łóżka przy nim.
Czułem się dość skrępowany, jednak mimo to pozwoliłem sobie na ten ruch, który wykonałem niemalże instynktownie. Wyciągnąłem dłoń i zanurzyłem ją w miękkich włosach przyjaciela. Zacząłem go gładzić po głowie. Obserwowałem własne dłonie, place, między którymi przesuwały się jasne pasma i paznokcie ozdobione napisem „Ruki”. Taka otworzył oczy i przyglądał mi się, jednak nie protestował. Nie ruszył się ani o milimetr i pozwalał mi się głaskać. Przesunąłem palcami po jego karku.
- Masz zimne dłonie… - zakomunikował; odezwał się tak niespodziewanie, że momentalnie zabrałem rękę, jakbym się oparzył.
- Uch… Wybacz – znów się speszyłem. Dopiero teraz jakby trafiło do mnie, co przed chwilą zrobiłem. Byłem pewny, że na mojej twarzy pojawił się zdradziecki rumieniec.
- Nie mówiłem przecież, że to źle – uśmiechnął się kącikami ust. – Pogłaszcz mnie jeszcze prze chwilę. To przyjemne.
Jeszcze przez pewien czas sztywno siedziałem na krawędzi własnego łóżka i naprzemiennie wplątywałem i wyplątywałem palce z włosów przyjaciela. Ten znów przymknął oczy i odpoczywał… właściwie to nawet nie wiem, po czym. Drogą do mojego domu z pewnością się nie zmęczył, gdyż mieszkaliśmy od siebie zaledwie dwie ulice dalej, a spacer powolnym krokiem nie mógł mu zająć dłużej niż dziesięć minut. Z dziwnym uczuciem, którego nie umiałem do końca rozpoznać ani opisać, spojrzałem na wyryte w lakierze litery układające się w jego przezwisko. Sentyment?... coś w ten deseń, a jednak zupełnie inne uczucie…
Wsłuchiwałem się w jego miarowy i rytmiczny oddech, który z czasem stawał się coraz głębszy i spokojniejszy. Nagle poczułem, jakby ktoś wbił mi lodowatą szpilkę pod żebra torturując przy tym przy okazji płuco. Ponownie zebrałem w sobie odwagę, aby spojrzeć na blondyna, który, tak jak zakładał mój czarny scenariusz, zasnął. Spanikowany zesztywniałem nie wiedząc, co mam robić. Co prawda Ruki często u mnie sypiał, a ja u niego, jednak… teraz to nie było dla mnie tak oczywiste. Przecież, kiedy chłopak śpi u dziewczyny to jest takie… wymowne. Na myśl same nasuwają się jakieś domniemania o zaistniałych scenach „+18” między takową dwójką… Ech, dlaczego świat kobiet jest tak skomplikowany?! Nawet taka prosta rzecz jak nocowanie u przyjaciela staje się poważnym dylematem, istnie trudną rozgrywką, nad którą trzeba dłużej się zastanowić i ułożyć zmyślny plan, który pozwoliłby na ukrycie pewnych detali przed rodzicami oraz plotkującymi koleżankami. Doszedłem do dość smutnego wniosku, że kobiety muszą być świetnymi strategami, żeby zachować dobre imię, nie zostać zbluzganą przez inne przedstawicielki płci pięknej, a przy tym uniknąć umoralniającego ględzenia rodziców, później męża… Niestety, ja taktykiem byłem miernym, a w dodatku spanikowanym. Co robić?!
Było po dwudziestej, więc zarówno mama jak i tata byli już w domu, toteż potajemne wyprowadzenie Takanoriego nie wchodziło w grę; z pewnością ktoś by mnie nakrył, a zresztą nie wiem nawet  czy siostry, których pokoje musiałbym minąć po drodze, aby dojść do schodów, byłyby tak łaskawe, aby trzymać gębę na kłódkę – możliwe, że miałby niezły ubaw, gdyby mogły nakablować na najmłodszą z siebie… Kiedy byłem chłopakiem też zawsze były na tyle uprzejme, żeby donieść rodzicom za każdym razem, kiedy przyszła do mnie jakaś dziewczyna (najczęściej po to, aby wykonać jakąś pracę w grupach, jednak im to wyjaśnienie nie pasowało), więc dlaczego teraz miałby być inne? W końcu tylko ja się zmieniłem, inni ludzie pozostali tacy sami… Zresztą, jakoś nie miałem serca go budzić. W mojej głowie pojawiło się przeświadczenie, że gdybym to zrobił, poczułbym, jakbym sam wymierzył sobie w twarz. Nie mogłem… i już.
Inny plan zakładał, że mógłbym bezpardonowo wyrzucić Matsumoto przez okno, ale wątpiłem czy dałby się udobruchać zwykłym „przepraszam” za wrzucenie go z pierwszego piętra… nie wspominając o tym, że mogłoby mu się coś stać albo, gdyby źle upadł, mógłby się zabić… Potrząsnąłem głową. Co za głupie pomysły przychodzą mi do głowy! Dlaczego chciałem potraktować mojego najlepszego przyjaciela jak worek ziemniaków (czy może raczej ryżu od aut.)?
Westchnąłem ciężko i wstałem z łóżka. Wyciągnąłem z szafy czystą piżamę i skierowałem się do łazienki. Może zimne strugi wody pomogą mi odzyskać racjonale myślenie?...
Na całe moje nieszczęście nie miałem okazji prześlizgnąć się niezauważonym po korytarzu, gdyż moja mama właśnie skończyła rozwieszać pranie na suszarce mieszczącej się na końcu korytarza i posłała mi badawcze spojrzenie, jakby już się domyślała, że jest coś nie tak. Przystanęła z ręką na poręczy schodów i najwyraźniej czekała, aż zacznę mówić. Przez moją głowę przebiegło stado kłamstw, którymi mógłbym załagodzić sytuację, aby nie brzmiała tak wymownie, jednak w rzeczywistości zdołałem z siebie wydusić jedynie:
- Takanori będzie u nas nocował, dobrze? – palnąłem otwarcie, po czym momentalnie schowałem się w łazience nie dając nawet czasu na odpowiedź rodzicielce. Miałem tylko cichą nadzieję, że nie będzie czatować na mnie pod drzwiami, czkając aż skończę się myć.
Zrzuciłem ubrania i wszedłem do kabiny prysznicowej. Lodowata woda była dla mojego rozgrzanego ciała takim szokiem, że ledwo powstrzymałem się od pisku, jednak nie zamierzałem zmieniać jej temperatury. Oparłem się czołem o ścianę i ponownie westchnąłem.
Przeszło mi przez myśl, że może niepotrzebnie się bałem… W końcu mimo iż niespodziewanie zmieniłem płeć to fakt, że Ruki był moim przyjacielem, nie zmienił się. Przychodził do mnie często, codziennie razem jeździliśmy do szkoły… więc może to, że u mnie nocował nie było niczym niezwykłym dla mojej matki? W końcu skoro Taka mógł spać Kouyou to niby dlaczego nie u Kiyoko?
Może…
Mam nadzieję…
Wykąpany i pachnący wróciłem do swojego pokoju, gdzie Matsumoto leżał w tej samej pozycji, w której go zostawiłem. Przełknąłem głośno ślinę, a gardło mi się zacisnęło na myśl, że będę musiał spać z nim w jednym łóżku. Co prawda wcześniej też sypialiśmy razem (bez podtekstów, proszę), bo w końcu komu niby chciałoby się tachać dodatkowy materac albo futon – tym bardziej, że ten drugi był nieznośnie niewygodny w szczególności na twardej podłodze, która została wykonana w typowo „zachodnim” stylu, a więc nie została pokryta matami tatami czy choćby klepką (maty tatami są miękkie, dlatego kiedy położy się na nich cienki materac futonu wcale nie jest tak źle. Mimo wszystko na tatami nie wolno stawiać normalnego łóżka z ramą, gdyż to mogłoby je zniszczyć; jeżeli jakiś Japończyk chce mieć typowo „zachodnie” łóżko musi mieć wyłożoną podłogę tzw. klepką, czyli tworem nieco zbliżonym do tatami, jednak wytrzymalszym i dużo droższym. W futonie rozłożonym na klepce już się niewygodnie śpi, a co dopiero mówić o takiej naszej pospolitej betonowej podłodze wyłożonej panelami czy wykładziną – jeżeli chcecie sprawdzić to na własnej skórze to wystarczy, że rozłożycie z cztery koce na podłodze i się położycie; wygodnie? Oczywiście, że nie… od aut.) tylko panelami podłogowymi. Kiedy dziewczyna spała w jednym łóżku z chłopakiem znów nabierało to takiego… jednoznacznego wydźwięku. Krępowałem się, ale w końcu sam również musiałem się wyspać, a nie mogłem wycofać się do salonu i spać na kanapie – w końcu wyglądałoby to co najmniej dziwnie…
Zgasiłem światło i starając się stąpać jak najciszej, kierując się pamięcią, gdyż przed oczami miałem jedynie niezmąconą niczym ciemność, dotarłem do łóżka. Bezszelestnie wsunąłem się pod kołdrę i ułożyłem głowę na poduszce. Mnie, w piżamie składającej się z krótkich spodenek i bluzki na ramiączkach, było dość zimno, dlatego przykryłem się po samą szyję. W akcie, możliwe, że nawet litości chciałem przykryć również chłopaka, który leżał odwrócony do mnie plecami. Żeby to zrobić musiałem najpierw wyciągnąć spod niego kołdrę, gdyż Taka zasnął na pościeli, co było trudnym zadaniem, szczególnie, że starałem się nim nie szamotać za mocno, aby go nie obudzić. Kiedy w końcu udało mi się to zrobić, przykryłem go. W tym samym momencie Ruki odwrócił się w moją stronę. Spojrzał na mnie zaspanymi, błyszczącymi oczami, które zdradzały, że ich właściciel jeszcze nie do końca kontaktuje z otoczeniem. Matsumoto z ciężkim westchnieniem podniósł się do siadu i zdjął z siebie koszulę, odrzucając ją gdzieś na podłogę. Ułożył się ponownie obok mnie, tym razem przodem do mnie i objął mnie jedną ręką w talii, którą jako kobieta przecież miałem. Spojrzałem na niego zdziwiony, jednak blondyn zamknął oczy i ponownie szykował się do snu. Zostałem przyciśnięty do jego torsu, a od jego gorącej skóry oddzielał mnie jedynie cienki materiał jego czarnego podkoszulka. Czułem jego rytmicznie i spokojnie uderzające serce; aż się zarumieniłem – znów czułem jak policzki zaczęły mnie piec!
W jednej chwili zdałem sobie sprawę, że… Takanori jest ode mnie wyższy; i to dużo wyższy! Ten knypek?! Przecież, kiedy byłem chłopakiem nieraz śmiałem się, że mogłem mu napluć na głowę, kiedy teraz okazało się, że mnie przerósł. Nasze stopy znajdowały się na tym samym poziomie, a ja sięgałem mu zaledwie do wysokości obojczyków. Czyżbym przy przemianie w kobietę również stracił na wzroście? Jak dotąd nigdy nie rzuciło mi się w oczy, żeby Ruki był ode mnie wyższy aż o głowę…

***

Ziewnąłem kolejny raz i przetarłem oczy tym razem nie obawiając się, że rozetrę sobie makijaż, gdyż najzwyczajniej w świecie nie zdążyłem go wykonać. Tak jak możecie się domyślić, nazajutrz po nocy, którą spędziłem z Taką (bez podtekstów!), musieliśmy iść do szkoły. Nie, mój budzik zadzwonił i to wcale nie ja chciałem trochę dłużej poleżeć w objęciach przyjaciela – to on mnie przytrzymywał w stalowym uścisku, uparcie mamrocząc pod nosem: „jeszcze tylko chwilka…”. Przez te jego „chwilki” omal nie spóźniliśmy się na zajęcia, nie zdążyliśmy zjeść śniadania ani wykonać makijażu. Ja jeszcze kończyłem zapinać guziki mundurka w metrze, a czesałem się biegnąc w stronę  klasy od języka japońskiego, gdzie miała odbyć się moja pierwsza lekcja. Takanori pobiegł ze mną, nawet nie zawracając się do domu po mundurek, przez co został wezwany do dyrektora. Pewnie dostał naganę; możliwe, że nawet jego rodzice zostali o tym poinformowani, gdyż w końcu brak odpowiedniego stroju był traktowany jako brak kultury i szacunku, a on sam karnie odesłany do domu… może nawet został zawieszony? Mam nadzieję, że nie…
- Coś ty taka niewyspana? – z rozmyślań o blondynie wyrwał mnie szept Yui.
- Mało spałam… - odparłem zgodnie z prawdą, gdyż przez większość nocy jedynie wpatrywałem się w anielską twarzyczkę Taki i rozmyślałem o tym, jak zmieniły się nasze stosunki od tego feralnego dnia, w którym również i moja płeć postanowiła ulec zmianie.
Mimo iż niezaprzeczalnie stałem się kobietą, to wychodziło na to, że Ruki tak naprawdę nie widział tego. Traktował mnie wciąż tak samo jak dawniej – nie krępował się, że pewne zachowania względem mnie mogą zostać odebrane przez postronne osoby jako zalotne. Właściwie to miał nawet problem do przyzwyczajenia się, aby zwracać się do mnie w rodzaju żeńskim. Zdawało się, że pomimo tego, co się stało, on wciąż patrzył na mnie tak samo; w tym ciele nastolatki dostrzegał swojego starego przyjaciela, a przede wszystkim, chłopaka. Zastanawiałem się czy to nie skreśla mnie w jego oczach jako kogoś, kim mógłby się zainteresować, zakochać… No i przede wszystkim zastanawiałem się, dlaczego zastanawiam się nad takimi rzeczami?!
Kuzynka Shiroyamy widząc, że odpłynąłem myślami gdzieś daleko nawet nie próbowała mnie zagadywać, snując błędne domysły o tym, kto tak zaprzątnął mi umysł.

***

- Hej! – przy wyjściu ze szkoły złapał mnie Aoi. – Masz chwilę czasu?
- O, cześć… - mruknąłem. – Słuchaj, Yuu… Wiem, że obiecałam ci, że gdzieś razem wyjdziemy, ale dzisiaj jestem nie do życia…
- Jesteś chora? – zmartwił się.
- Nie, po prostu się nie wyspałam… - pokręciłem głową. – Wybacz, że z takiego błahego powodu odwołuję nasze spotkanie; możemy wyjść razem kiedy indziej? Serio, czuję się jakby mnie walec przejechał… - westchnąłem. Zawahałem się. – No chyba, że nie będziesz miał kiedy indziej czasu, to możemy wyjść dzisiaj, ale, proszę, nie miej mi za złe, jeśli zasnę przy najbliższej okazji… - lojalnie go uprzedziłem.
- Nie zamierzam cię do niczego zmuszać – uniósł ręce w obronnym geście. – Właściwie to ja też chciałem cię prosić o zmianę terminu naszego spotkania… Mam dzisiaj trening, a szykujemy się do zawodów, więc sama rozumiesz, nie chcę przegapić żadnej okazji do ćwiczeń, żeby nie zawieźć drużyny – uśmiechnął się przepraszająco.
- Jasne, rozumiem – odpowiedziałem mu tym samym gestem. Za naszymi plecami rozległy się nawoływania. Wśród krzyków udało mi się zrozumieć, że koszykarze wołają swojego kapitana.
- Muszę już iść – nachylił się nade mną i cmoknął mnie w policzek. – Makijaż wcale nie jest ci potrzebny – szepnął mi na ucho, po czym wyprostował się i dodał: - Do zobaczenia – pożegnał się i odszedł w swoją stronę. Przyłożyłem dłoń do policzka, w który mnie pocałował. Czułem, że się rumienię.
- Do zobaczenia… - odpowiedziałem cicho.
Czułem się źle myśląc o tym, że Shiro zakochał się w dziewczynie, która w istocie nie istnieje. Wciąż w jakimś stopniu byłem chłopakiem, przez co miałem nieustanne wrażenie, że go okłamuję. Czy w pewnym sensie byłem jakąś pokraczną wersją transwestyty, którym stałem się bez udziału własnej woli? Czy może raczej oyama* – tak, do tego chyba mi bliżej…
Co się stanie jeśli kiedykolwiek mój sekret wyjdzie na jaw? Czy Yuu wciąż wtedy będzie pamiętać o Kiyoko, czy może wszyscy zapomną ją tak jak Kouyou, kiedy zmieniłem płeć? Wtem dotarło do mnie, iż możliwe, że ze względu na te wszystkie pytania, na które nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi, wszystkie niepewności dotyczące osoby Shiroyamy, staram się utrzymać między nami pewien dystans; możemy być znajomymi, ale jeśli chodzi o coś więcej to wtedy najeżałem się niczym ryba fugu zawzięcie się przed tym broniąc – z tego samego powodu czy możliwym jest, że ze względu na fakt, iż Ruki wiedział, że w istocie jestem mężczyzną, znał prawdę i go to nie odrzucało, czułem do niego ten niewyjaśniony pociąg? Może dlatego, że gdybym znów z dnia na dzień stał się chłopakiem dla Takanoriego nie byłby to szok (bo w końcu gdyby odważył się związać ze mną musiałby liczyć się z takim ryzykiem), czułem się w jego obecności pewniej; czułem, że mogę mu zaufać bezgranicznie, jeszcze silniej niż kiedykolwiek – wiem, że tylko on znał mój sekret, przed którym cały świat zamykał oczy.

***

- Kiyoko, chodź do salonu, proszę – usłyszałem surowy głos matki, kiedy tylko przekroczyłem próg domu i nawet nie zdążyłem zakomunikować, że wróciłem.
Bez słowa ściągnąłem buty i udałem się do pomieszczenia, skąd nawoływała mnie rodzicielka. Nikogo oprócz nas nie było jeszcze w domu – tata wracał z pracy pod wieczór, a siostry kończyły później ode mnie zajęcia.
Mama siedziała na kanapie – sztywno, z rękami na kolanach i ściągniętą twarzą. Nie powiem, zaniepokoiłem się. Chyba to nocowanie Rukiego jednak nie pozostanie tak bez odzewu…
- Dziecko, wiesz, że zawsze chcę dla ciebie dobrze, prawda? – odezwała się ostro. Niepewnie spojrzałem jej w twarz siadając naprzeciw niej w fotelu; przyznam, że obawiałem się nieco, iż jeśli targnie nią złość, to mogę oberwać po łbie, dlatego wolałem znaleźć się poza zasięgiem jej ramion, a co za tym się wiąże, poza obszarem domniemanej strefy rażenia.
- Tak… - przytaknąłem niepewnie badając grunt, na którym przyszło mi stanąć.
- Cieszę się – skinęła głową, jakby do siebie. – Skoro o tym wiesz, to weź to – na niskim stoliku do kawy przede mną znalazło się nagle pewne opakowanie. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało ono podejrzanie, jednak kiedy pod nazwą wypisaną kolorowymi znakami drobniejszym druczkiem zauważyłem napis: „antykoncepcja hormonalna” przeraziłem się.
- Ma… Mamo! – krzyknąłem piskliwym głosem.
- Żadne „mamo”! – rodzicielka ściągnęła brwi. – Ja wiem, że jesteś już w wieku, w którym buzują w tobie hormony i oglądasz się za chłopcami… Moim zdaniem nie powinnaś się jeszcze z tym tak spieszyć, jednak wiem również, że pewnych błędów młodości nie da się uniknąć. Uważam, że lepiej, żebym dała ci to teraz niż gdybyś miała przyjść do domu w ciąży! Wyobrażasz to sobie, co powiedzieliby o nas sąsiedzi?! – wyrzuciła ręce w powietrze.
Ta, nie ma to jak przejmować się sąsiadami… Ta sytuacja jest jedynie potwierdzeniem moich domniemań na temat, że kobiety są po prostu urodzonymi intrygantami. Planują wszystko po to, aby wyjść z twarzą z każdej sytuacji…
- Mamo… - udało mi się jedynie wydusić z siebie jedno słowo. Byłem zszokowany!
- Kiyoko, proszę cię… Znacie się z Takanorim od lat, my znamy się z jego rodzicami; to dobry chłopak i wierzę, że nie zawiedzie naszych oczekiwań, które miałby spełniać twój przyszły mąż… – wypaliła.
- Mamo, ale przecież między mną a Takanorim do niczego wczoraj nie doszło! Jesteśmy tylko przyjaciółmi! – próbowałem się bronić. – A zresztą… jaki mąż?! Mamo, czy ciebie ociupinkę nie poniosło? Przecież on tylko tutaj nocował… tak jak zwykle – dodałem
- „Tak jak zwykle”? – oczy matki zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. – Czyli to nie był pierwszy raz?... – zbladła.
Szlag, czyli Takanori mógł sypiać jedynie u Kouyou, u Kiyoko – nie.
- Mamo, daj spokój! Przecież mówię ci, że do niczego nie doszło! Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele! – spanikowany zacząłem krzyczeć.
- Długo wczoraj na ten temat rozmawialiśmy z twoim ojcem… Myśleliśmy, że wy… że wy od niedawna jesteście razem; pozwoliliście sobie na coś takiego ze względu na to, że się długo znacie, nie potrzebowaliście dodatkowego czasu na poznanie się… próbowaliśmy znaleźć jakieś wytłumaczenie, dla tego, co zrobiliście, ale wy… O mój Boże, Kiyoko! I to tak bez odpowiednich zabezpieczeń?! Od jak dawna jesteście razem?!
- Nie jesteśmy parą!
- To znaczy, że wy tak… tak bez uczucia? – moja matka spojrzała na mnie jak na kosmitę. – Chcieliście jedynie zaspokoić swoje… popędy?
- Mamo, Takanori po prostu zasnął wczoraj u mnie na łóżku, bo był zmęczony, a ja nie miałam serca go budzić! No jakoś tak… - sam słyszałem, że moja wymówka (prawdziwa przecież) brzmiała co najmniej cienko.
- Tego nie można tak zostawić! – przerwała mi. - Myślałam, że ta rozmowa ostudzi twój temperament, fakt, iż twoi rodzice domyślili się tego, co robiłaś z tym chłopakiem zniechęci cię, zastopuje, a te tabletki będą tylko przypominały ci o tym wstydzie, a ty…! Tu trzeba zasięgnąć pomocy specjalisty! Skoro tak późno zainterweniowaliśmy, spóźniliśmy się ze zniechęceniem cię do współżycia w tak młodym wieku, to przynajmniej musimy zadbać, abyś nie zaszła przedwcześnie w ciążę! Lekarz musi wypisać odpowiednią dla ciebie antykoncepcję hormonalną i nie tylko! Taki wstyd!... – jęknęła żałośnie.

***

- Kiyoko-chan…
- Zamilcz… – przerwałem ostro matce, kuląc się w sobie na tylnym siedzeniu samochodowym. Uparcie wpatrywałem się w okno.
- Córeczko…
- Milcz! – warknąłem.
Ginekolog orzekł, że w tu procentach jestem dziewicą, więc między mną a Takanorim nie doszło do stosunku. Moja pierwsza wizyta u tego lekarza bardzo źle zapadła mi w pamięci, gdyż matka zagroziła mi, że jeśli z nią nie pojadę, to wyrzuci mnie z domu. Widząc jej surową minę w tamtym momencie byłem pewien, że w rzeczywistości jest gotowa zrobić to swojej córce, która przyniosła jej taką „hańbę”. Dla Kouyou takie ultimatum było niczym – zwyczajnie spakowałbym kilka najpotrzebniejszych rzeczy i wyniósł się do Rukiego na kilka dni, jednak Kyioko… Kyioko nie miała się gdzie podziać. Jako dziewczyna nie mogłem tak ni z tego, ni z owego poinformować państwo Matsumoto, że zamierzam gościć u nich na czas „nieokreślony” (czyt. aż matce przejdzie chęć zamordowania mnie). Nie mogłem także wprosić się do Yui, gdyż najzwyczajniej w świecie nie wiedziałem, gdzie ona mieszka…
Coś czułem, że Taka też dostanie za to, co się stało, gdyż w końcu to wszystko jego wina. Czułem się okropnie z tego powodu, że własna matka mi nie wierzyła – nawet jeśli prawda brzmiała kiepsko, a wszystkie dowody świadczyły przeciwko mnie, to nigdy jej nie zawiodłem, dlatego bolało mnie teraz, że nie potrafiła obdarzyć mnie zaufaniem.
- Jeśli jest coś, co mogę zrobić, abyś…
- Cofnąć czas – syknąłem domyślając się, co chce powiedzieć.
Rozmowa urwała się. Całe szczęście. Nie miałem ochoty jej kontynuować. Czułem się… Czułem się niemalże zbrukany… W oczach miałem łzy, jednak tym, co obecnie zajmowało mój umysł było pytanie czy… czy jeśli w rzeczywistości jestem fizycznie kobietą to… to mógłbym uprawiać seks z Takanorim? Najgorsze było w tym, że odpowiedź sama mi się nasuwała i była twierdząca; to mnie przerażało…
Z dziwnym uczuciem, którego wciąż nie potrafiłem nazwać wpatrywałem się w paznokcie, na których został wyryty napis „Ruki

*oyama – aktor w teatrze kabuki, który odgrywa damskie role. Ponoć kiedyś chłopców o wątłej posturze i delikatnej urodzie specjalnie wychowywano jak dziewczynki, aby potem na scenie zachowywali się bardziej kobieco i naturalnie. Czasami naprawdę ciężko było odróżnić oyama od prawdziwej kobiety.


Przerywnik "artystyczny" do "Nowego Świata"

Ha, na całe wasze nieszczęście znów się wzięłam za rysowanie xD Wiem, wiem wychodzi mi to kiepsko, ale nie mogłam się powstrzymać. Wiem również, że słabo widać, bo mimo iż zdjęcia były robione tym razem lustrzanką a nie telefonem to mimo wszystko są to tylko zdjęcia kartki =.='' Dodam jeszcze, że macie przerąbane, bo przymierzam się do kupna tableta do rysowania (od kilku miesięcy jak sójka za morze, ale ciii...). Co prawda nie myślę, żebym wrzucała tu często jakieś swoje prace, gdyż... bo nie i tyle. 


Jak zapewne widać nie jest to cały rysunek, tylko wycięta część, bo... bo dalej był Daisuke, ale jednak stwierdziłam, że wam nie pokażę jak go narysowałam, bo... zdaje mi się, że nie każdemu to mogłoby przypaść do gustu. Huh...
Wiem, że ciężko się po mnie rozczytać, dlatego przepiszę to, co zostało umieszczone na rysunku: "Ptaszki śpiewają, słonko świeci... A za jakie grzechy ja muszę się użerać z tym stetryczałym dziadygą?" (oczywiście "mówiąc" to Alex ma namyśli Ochidę) - między innymi te słowa, choć nieco w innym szyku, są wstępem do one-shota z paringiem Koichi x Meto (Mejibray), do którego przymierzam się od dłuższego czasu, jednak ciężko jest mi pojąć logikę perkusisty... nawet jeśli to ja zrobiłam z niego dziwaka... Jego postać żyje własnym życiem nie tylko w dokumencie Worda, ale także w mojej głowie...





Pewien anonim zapytał mnie na asku, jak wyobrażam sobie postać Alexandra. Cóż, ciężko było mi na to pytanie odpowiedzieć z tej racji, że opisywałam jego wygląd już w prologu. W każdym razie w mojej głowie wygląda on mniej więcej tak (chodzi o ten większy rysunek po lewej na górze).
Ta, sama jestem zdziwiona tym jak bardzo zniewieściałego go rysuję...
Na dole po lewej (postać odwrócona plecami) znajduje się Saitou Ito. Dlaczego stoi plecami? Bo tak. W ręce trzyma książkę z jakże popularnym i lubianym przez yaoistki tytułem: "Jak rozpoznać geja?".
Na dole po prawej znajduje się Akihito Tsubaki, przyjaciel Saitou. Od niego wyszła inicjatywa przyjęcia oferty pracy bez uprzedniego sprawdzenia nawet, co to za robota, przez co Alex przypadkiem trafił do studia filmów erotycznych... Dlaczego stoi tyłem? Bo tak.
To takie zdesperowane, kudłate coś wgłębi rysunku to oczywiście nasz główny bohater - Alex Wright. Dlaczego jest taki załamany - o tym mówi napis po boku: "Alex: chwilowo wersja: "na Samarę" z powodu depresji napędzonej przez Ito i Tsubakiego, jednak głównie przez to, że się nie uczesał. Obawia się ich kolejnej pomocy."
Napis koło tego "głównego" rysunku na górze po prawej: "Pytanie na dziś od japońskiej młodzieży [miałam na myśli Saitou i Akihito używając słowa młodzież] (i gadzina) [w sensie Alexa]: Jak żyć (panie premierze)?





Na koniec macie jeszcze (póki co) niezwiązanego z tematem tego opowiadania Setsu z Xepher (w końcu nikt nie powiedział, że nie może pojawić się w "Nowym Świecie". Kto wie czy go tam nie wcisnę, jeśli mój wen sobie tak zażyczy?). Wstawiam go... bo tak. Bo twierdzę, że mi wyszedł, mimo iż zostało mi nad nim jeszcze dużo pracy.

Closer to Ideal cz.8

Powiem wam coś zadziwiającego - ta część mi się podoba, mimo iż sama do końca już nie pamiętam poprzednich xD Ale znając mnie zaraz mi się coś odwidzi i już się będzie nie podobać, więc warto uwiecznić ten niespotykany moment, kiedy chyba pierwszy raz w życiu jestem zadowolona z mojej pracy ;p



Closer to Ideal cz.8

Nie wiem czy utraciłem zdolność logicznego myślenia w wyniku cofania się w rozwoju mojej szanownej osoby, czy też na drodze doboru naturalnego najzwyczajniej w świecie przez własną głupotę miała niedługo nadejść moja zguba… Nie potrafiłem określić, dlaczego dałem wywlec się z mojego „bezpiecznego pola”, którym było moje mieszkanie, do domu Zero. Kolejnym, jeszcze bardziej zadziwiającym faktem było to, że siedziałem naprzeciw niego już drugą godzinę i nie drgnąłem przy tym ani o milimetr, przez co krew od jakiegoś czasu nie dopływała do mojej lewej nogi. Ślęcząc tu sączyłem już trzecie piwo, podczas gdy Shimizu wypił ode mnie dwa razy więcej i panował nad swoim słowotokiem również dwa razy lepiej niż ja – to znaczy milczał niczym zaklęty, kiedy ja od czasu do czasu jakimiś uwagami nie na miejscu próbowałem zmusić go, żeby się odezwał; jakkolwiek.
Atmosfera była ciężka, żeby nie powiedzieć, że czułem jej szanowne siedzisko na własnym karku, którym mnie przygniatała. Michi przewiercał mnie ostrym spojrzeniem spod przymrużonych powiek, przez co czułem się bardzo nie na miejscu, nie wspominając już o tym, że kilkakrotnie w mojej głowie pojawiła się przemożna chęć ucieczki. Przeszło mi przez myśl, że ten niby dość szeroki, jak na stół, kawałek polerowanego drewna może okazać się zbyt małym dystansem, kiedy basista rzuci się na mnie z rządzą mordu. Z tego powodu nie zdążę zareagować, co skończy się moją tragiczną śmiercią lub przynajmniej poważnymi obrażeniami.
Przez te dwie godziny przez mój umysł przewinęło się wiele myśli – w tym tak niepokojące jak te, które głośno i wyraźnie dawały mi do zrozumienia, że Zero nie jest już dla mnie zerem. Nie jest już jednym z tak wielu irytujących bytów, które stworzył bóg/bogowie (niepotrzebne skreślić) tylko po to, żeby mnie denerwować, cieniem w kącie sali, który pobrzękuje na basie – zdałem sobie sprawę, że zaakceptowałem jego istnienie; mało tego!, wszelkie moje rozmyślenia były przesiąknięte jego osobą, on sam rozkosznie rozciągał się w moim umyśle zajmując jego coraz większą powierzchnię, aż w końcu stał się dla mnie czymś w rodzaju absolutu, który towarzyszył mi na każdym kroku – podczas mycia zębów, czytania książki, szukania kolejnych sposobów na to, w jak artystyczny i niekonwencjonalny sposób mógłbym pozbawić go życia…
Zrozumiałem, że wszelkie złorzeczenia, które kierowałem pod jego adresem były jedynie „zasłoną dymną”, wygodnym kłamstwem, za którym mogłem ukryć się przed własnymi myślami i nie dopuścić ich do siebie; szczególnie tych niewygodnych.
Uciekałem przed samym sobą – czy jestem aż tak żałosny? Czy właśnie w tym momencie sięgnąłem dna?
Westchnąłem ciężko i spuściłem wzrok na swoje dłonie, które trzymałem na kolanach. Shimizu jakby na to właśnie czekał; w tym momencie nachylił się nad stołem, chwycił mnie za przód bluzki i przyciągnął do siebie. Pocałował mnie od razu namiętnie i gorąco. Wykorzystał to, iż byłem zszokowany do granic możliwości, przez co uchyliłem usta, do których on wsunął język. Biernie czekałem, aż to wszystko się skończy…
- Zacznij w końcu odtrącać od siebie to, czego nie chcesz – warknął nieprzyjemnie, wciąż nie puszczając mojej koszulki. – Dlaczego wiecznie pakujesz się w to, co ci nie odpowiada? Robisz sobie wszystko na przekór, jakby na złość… - pokręcił głową i skrzywił się jeszcze bardziej. – Nie chcesz, abym to kontynuował ani, tym bardziej, posunął się dalej, prawda? – podniósł nonszalancko jedną brew. – Wiec pokaż mi, że choć raz potrafisz dojść do porozumienia sam ze sobą i wybrać tę odpowiednią opcję – uśmiechnął się nieprzyjemnie, po czym znów złączył nasze usta.
To miała być kolejna terapia wstrząsowa? Idioto, kiedy ty się nauczysz, że na mnie takie rzeczy nie działają…?
Kilka kolejnych pocałunków było mniej agresywnych. Gorące wargi muzyka muskały moje, co wywoływało u mnie dreszcze. W końcu basista chyba zniecierpliwił się brakiem reakcji z mojej strony, dlatego popchnął mnie do tyłu, a sam szybko przesunął się po blacie stołu, by następnie zawisnąć nade mną i wznowić salwę pocałunków. Kiedy przesunął językiem po moich ustach, ledwo powstrzymałem się od jęknięcia. Napierał na mnie całym ciężarem ciała, jednak to nie było nieprzyjemne uczucie. Nasze ciała dzieliły zaledwie dwa materiały cienkich, letnich t-shirtów. Czułem, jak jego serce szybko bije; moje, jakby instynktownie, dostosowało się do tego rytmu.
Wreszcie oddałem pieszczotę. Rozchyliłem wargi w zapraszającym geście. Nasze języki splotły się na pograniczu naszych ust. Zalewały mnie kolejne fale gorąca, a coraz silniejsze dreszcze podniecenia targały moim ciałem.
Michi odsunął się ode mnie, kiedy zabrakło nam obu tchu. Przez moment miałem wrażenie, że robi się naprawdę przyjemnie… dopóki nie wymierzył mi siarczystego policzka.
- Co ty, do kurwy nędzy, wyczyniasz, idioto?! – wrzasnął. – Przecież mnie nienawidzisz! Tyle razy mi to powtarzałeś i dawałeś do zrozumienia, więc dlaczego teraz…
- Zamknij się! – przerwałem mu. – Robię to, na co miałem ochotę od dawna! – zrzuciłem go z siebie, a następnie sam usadowiłem się na jego biodrach. Nachyliłem się nad szatynem i pocałowałem go. Chciałem pogłębić pieszczotę, jednak ten mnie odepchnął.
- Przecież…
- Kazałem ci się zamknąć! – ściągnąłem groźnie brwi. – Kocham cię!
- Co? – Michi otworzył szerzej oczy w zdumieniu.
- Oj, daj spokój… Doskonale wiesz, że jestem powalony… - zaśmiałem się. – Nie wnikaj.
- Ale… Ta twoja wcześniejsza reakcja, kiedy tylko powiedziałem, że cię…
- Nie wnikaj – znów mu przerwałem. – Nie teraz.
Znów zmieniliśmy pozycję – znów on był nade mną. Nasze wargi ponownie złączyły się w pocałunku. Shimizu leniwie przesuwał ustami po moich wargach, a ja nie pozostawałem mu dłużny. Objąłem go za szyję i wplotłem palce w jego włosy. Chłopak opierał się na łokciach po obu moich stronach; przeniósł ciężar ciała na prawą rękę, aby lewą móc przysunąć do mojej twarzy i zacząć gładzić kciukiem mój policzek.
- Yoshida… - zaczął ponownie, kiedy odsunęliśmy się od siebie na odległość kilku milimetrów, aby zaczerpnąć tchu.
- Nic nie mów, błagam cię… - szepnąłem. – Po tym będziesz mógł mnie wyśmiać i robić wszystko, co ci się tylko zamarzy, ale, proszę cię, nie odzywaj się teraz…
- Nie będę siedział cicho – wywindował się do siadu.
Usiadł na moich biodrach, przez co jednocześnie przyszpilił mnie do podłogi, jakby wyczuwając, że gdyby tylko mnie puścił, jak zwykle w jego obecności, w takich chwilach, spłoszyłbym się i uciekł, schowałbym się za tą przeklętą maską nonszalanckiego złośnika, z którym nijak nie można dojść do porozumienia… sam nie potrafiłem nawet tego dokonać…
- Pro…
- Nie proś, tylko posłuchaj mnie – palcem wskazującym raz po raz uderzał w mój mostek. – Nie jesteś powalony… tylko zwyczajnie gdzieś się zagubiłeś…
- Oj, daj spokój – przewróciłem oczyma, przerywając mu. – Znów włączył ci się tryb wszechwiedzącego pana psychologa? – prychnąłem. Szatyn w jednej chwili przeniósł dłoń z mojego torsu na gardło, na którym zacisnął palce; co prawda mogłem oddychać, jednak nieco mi to utrudnił.
- A tobie znów się włączył tryb „closer to ideal”? – również prychnął. – Yoshida, do cholery, kiedy przestaniesz się przede mną chować? – ciągnął cierpliwie. – Przecież doskonale wiesz, że mogę ci pomóc… ale pamiętaj, że ja również mam swoje granice wytrzymałości – spojrzał na mnie znacząco. – Właściwie rzecz biorąc, to ja także gdzieś się pogubiłem… - westchnął. – Szczerze powiedziawszy to w moim życiu nigdy nie wydarzyła się żadna straszliwa tragedia; nie doświadczyłem śmierci czy odejścia nikogo bliskiego, nie miałem problemów z ludźmi… ale mój problem polega na tym, że to właśnie ta monotonia mojego życia wpędziła mnie… w depresję? Nie, nie nazwałbym tego tak… Raczej w stan, w którym szukam dziury w całym, żeby poczuć cokolwiek; choćby niepohamowaną złość. Dlaczego? Dlatego, że w moim życiu nie dzieje się absolutnie nic; żadnych skrajnych doświadczeń, z których mógłbym wyciągnąć coś refleksyjnego, poczuć, że żyję, a nie jestem jedynie kukłą, marionetką… żadnej głębokiej więzi; wszystko od tak przychodziło i od tak znikało; aż w końcu pojawiłeś się ty; tak bardzo kontrowersyjny i skrajny, że aż ciężko to sobie wyobrazić; tak bardzo kolorowy i krzykliwy na tle mojej nawet nie czarno-białej, a jednolicie szarej rzeczywistości; odcinałeś się od niej tak bardzo, że aż raziłeś po oczach – zaśmiał się niewesoło pod nosem. – Ale to wszystko okazało się maską; bardzo ładnie malowaną, misterną, ale sztuczną maską. To, co wydawało się na pierwszy rzut oka w tobie eksplozją kolorów, okazało się czarnym wirem nieszczęścia; bo taka jest prawda, jesteś nieszczęśliwy, ale boisz się tego sam przed sobą przyznać. Starasz się wyprzeć ze świadomości fakt, że udało mi się dojrzeć w tobie coś, co próbowałeś w sobie żywcem pogrzebać… Przeszkadzam ci i jednocześnie paradoksalnie jestem dla ciebie jedynym, który może przynieść ci ukojenie; wiesz o tym. Jesteśmy niczym ogień i woda, jesteśmy od siebie tak różni, ale w jakiś pokręcony sposób możemy się do siebie dopasować, dotrzeć się; tylko na litość boską, przestań się przede mną w końcu zasłaniać! – patrzyłem na niego oczami szeroko otwartymi w zdziwieniu. – Sam przy tobie niedługo do reszty postradam zmysły! – jęknął. – Jestem w tobie tak cholernie zakochany, że wszystko to, co dotyczy twojej osoby, odbija się też na mnie… - spuścił głowę, a długie pasma włosów zakryły jego twarz. Uśmiechnął się delikatnie. – „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest (…)”… ale pamiętaj o tym, że ja sam ze sobą mam się nie najlepiej. Nie uważasz, że i tak już wiele ci wybaczyłem? – spojrzał na mnie łagodnie. – Proszę cię, abyś ty też postarał się spojrzeć na mnie nieco łaskawiej… bo nie ukrywam, że mnie również przydałaby się pomoc – kolejne słowa cedził z coraz większym trudem. – Skoro już mi się tak na szczere wywody zebrało, to powiem jeszcze, że tak naprawdę to bliżej mi do skoczka narciarskiego niż do psychologa; w życiu przeczytałem może z jedną książkę o psychologii i o socjologii w marketingu – zaśmiał się pod nosem. – Okłamałem cię, gdyż myślałem, że dzięki temu inaczej na mnie spojrzysz i może to pomoże ci się w końcu na mnie otworzyć… Nie zauważyłeś, jak wiele kosztowało mnie to, aby przemóc się i otworzyć się na ciebie? Ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie próbowałem na siłę zjednoczyć się z ludźmi, ale celowo ich unikałem, dlatego wykonanie pierwszego kroku w twoją stronę było dla mnie tak trudne… Fakt, zjebałem doszczętnie akcję i z Osamu, i z kłamstwem, którym się wciąż zasłaniałem, powtarzając sobie uparcie niczym mantrę, że „tak będzie dla ciebie lepiej”… jednak zrozumiałem w końcu, że tak naprawdę, mimo iż staram ci się pomóc, to wciąż powtarzam ten sam błąd, co ty; nie odsłaniam swojej twarzy. Dlaczego? Dlatego, że tak jest łatwiej. Wygodniej jest stać za murem kłamstwa, które chroni nas przed wszelkimi atakami życia – westchnął. – Obaj jesteśmy tylko ludźmi, więc mamy prawo gubić się i popełniać błędy; to nas w niczym od siebie nie różni. Tym, co tworzy przepaść między nami jest to, że inicjatywa wypływa tylko z mojej strony. Ty nie chcesz się ze mną związać, nie chcesz pomóc zarówno sobie, jak i mnie lub po prostu nie wiesz, co zrobić i stoisz jak to dziecko we mgle, czekając na samoistny rozwój wydarzeń – ponownie nachylił się nade mną. – Yoshi, każdy ma swoje problemy i każdemu czasem trzeba pomóc – ostatni raz musnął moje usta.

***

„(…) Rozpadasz się w moich ramionach; to takie okrutne (…),
Koniec mojego płaczu; zabrakło mi łez,
Ciemność oświetla mnie; brak nadziei by żyć (…),
Koszmar o niekończącym się wydźwięku (…),
Bezcelowe myśli całkowicie znikają; odkąd jestem sam, mówię Ci…
Sen… Marzenie bez przebudzenia (…).
Płytki, lamentujący, zadręczony…
Modlitwa, o którą prosiłem wznosi się do nieba; chciałbym teraz uwierzyć… głos na końcu ciemności.
Dlatego żyję dalej, obejmując własne rany,
Światło blednie, dlatego chcę zmierzać w stronę Twego krzyku, dopóki dany nam czas, płomień życia, nie zblednie.”
(D’espairsRay – „Screen”)

„(…) Moje słowa bez serca Cię torturowały,
Sądzę, że boli Cię to do teraz.
I nawet w głębi bólu, faktem jest, że nadal możesz ukrywać nieznaną mi twarz, prawda?
Bez poczucia Twojego bólu.
Robiłem to, tolerując Twoją samotność w ciemności (…).
(…) obawiam się, że stracę Cię, kiedy zatopisz się w pustce.
Czuję Twoje istnienie aż do bólu.
Twój uśmiech wydawał mi się złamany… To to, co zobaczyłem pierwsze (…).
Pokaż mi słabość, którą w sobie nosisz,
Nie płacz, nie będziemy już sami;
My, którzy razem śnimy.
Chodźmy spełniać nasze bolesne oczekiwania w białą, pierwszą zamieć tego sezonu.”
(D’espairsRay – „Yami ni Furu Kiseki”)

„Wykrzycz swoje czyste uczucia i uwolnij się od sprzeczności!
Jeśli zniszczysz siebie, zobaczysz nową przyszłość.
Chcę wierzyć, że nawet z poszarpanymi skrzydłami, lecąc pod wiatr, mogę dojść na koniec świata (…).
Wykorzystaj ten moment.”
(D’espairsRay – „Brillant”)

„W ciemności nocy, kiedy płaczesz i nie możesz spać, jak ptak zamknięty w klatce (…),
Ból w klatce piersiowej ponownie wzrasta;
Bo to jest tylko bolesne; bolesne jest to, że rankiem nie świata.
Przerażające żebranie do niebios, codzienne życie dążące do końca (…).
Teraz żyjesz umiejętnie (…).
Co zostało utracone?
Nawet jeśli myślisz, że to ważne, to już przepadło.
Mając jeszcze w pamięci, w sercu, to zabrudzenie barwione w rzeczywistości przez odległy świat (…),
Spojrzenie na nieistotne cechy przepełnione w sąsiedztwie z kłamstwem.”
(Rentrer en Soi – „Protoplasm”)

„Moje serce pełne jest przelewających się uczuć,
„Żegnaj…” (…),
Dałeś spokój mojemu niekończącemu się smutkowi.
Tonę w tej ciemności, której nie da się utrzymać w tajemnicy.
Wzdycham głęboko, wepchnięty w mrok.
Nieustający deszcz…
Samotnie idę do przodu, z siłą, bez celu.
To bolesne, kiedy odnajdują Cię moje drążące myśli (…).
Zmieszane z deszczem moje uczucia rozpadają się (…).
Żegnaj…
Nie ma Cię na mapie przyszłości.
Chociaż idę przed siebie, nie zapomnę cudu spotkania Ciebie.
Odbijając moje splątane myśli niebo płakało.
Powstrzymuję się.
Chciałem być z Tobą na zawsze.”
(D’espairsRay – „Squall”)

„Moja zmrożona psychika zaczyna topnieć (…).
Błędne koło się nie kończy.
Zniszcz mnie. Złam mnie.
Proszę, zabij mnie swoją piękną dłonią.
Zniszcz mnie. Złam mnie.
Zanim ja zniszczę Twój umysł.
Zniszcz mnie. Złam mnie.
Proszę, zabij mnie swoją piękną dłonią.
Zniszcz mnie. Złam mnie.
Zanim ja zabrudzę Twój umysł.
Zawsze pragnę zapomnieć.
Zawsze nie ma miejsce by uciec.”
(The GazettE – „Break me”)

„Całe dni w bólu (…),
Oddaj mi swoje pieprzenie i lament.”
(D’espairsRay – „Forbidden”)

„Nie ma już bogów, do których moglibyśmy się zwrócić.
Stoimy tu i teraz.
Czujemy się bezsilni
Nie jest to czymś, co powinienem nienawidzić.
Nie ma też niczego, co powinienem nienawidzić (…).
Chcę zapłakać
Lepiej jest zapłakać, bo wtedy będzie czekał na mnie tylko uśmiech (…).
Moje serce wie, co znaczy miłość i sentyment.
Temperatura rośnie, a mój głos niknie.
Wszyscy wypalamy to samo życie.”
(Matenrou Opera – „Helios”)

„Przełykam łzy, zagubiony na morzu.
Gdzie odeszła miłość?
Czy kiedykolwiek ją dostanę?
Znasz całkowity smak grzechu,
Słodko topniejący w Twoich ustach jak czekolada.
Chwila przyjemności.
Jesteś spełniony, jednak wszystkie sny kiedyś umierają.
Czy to będzie moim przeznaczeniem?”
(HYDE – „The Cape of Storms”)

- Do cholery jasnej! – wrzasnąłem poirytowany. – Czy w tym pieprzonym radiu muszą nadawać akurat TAKIE piosenki?! – westchnąłem cierpiętniczo.
Byłem całkowicie pewien, że to jakaś tajna zmowa niebios przeciwko mnie… Wszystko, absolutnie wszystko nie pozwalało mi zapomnieć w ostatnich dniach o tym, co powiedział mi Zero. Najbardziej jednak dotykał mnie fakt, że miał rację; a ja już dawno temu zdałem sobie z tego sprawę.

„Szargaj bólem i zniszcz go!
Uciekaj!
Uwolnij mnie!
Wreszcie wolny!
Uciekaj!
Kto jest oszustem?
Uwolnij mnie! Ach… (…)
Bilet do piekła jest w moich rękach.
Bóg mnie zabije. (…)
Uciekaj… Uwolnij mnie! Nasze ideały…
Uciekaj… Kto jest oszustem?
Nie dbam o to czy mój idealny świat jest barwiony.”
(D’espairsRay- „Trickster”)

No dlaczego – ja się pytam dlaczego musiałem napisać takie dołujące teksty? I kto w ogóle zezwolił na puszczanie czegoś takiego w radiu? No przecież moje teksty są takie dołujące… Dlaczego nie mogłem zająć się pisaniem czegoś w rodzaju: „stokrotka rosła polna (…)”, a zamiast tego szukałem refleksji poruszających serce słuchaczy w bólu i odrazie?
Kurde, chyba jestem w tym mimo wszystko naprawdę dobry, gdyż w tym momencie moje własne pracy przemówiły do mnie, jednocześnie bezpardonowo depcząc po mnie. To wszystko, co już zdążyłem napisać tak świetnie oddawało sytuację, która miała miejsce dopiero teraz… Przeszło mi przez myśl, że teksty moich piosenek wiedzą więcej ode mnie – możliwe, że ja sam już wcześniej również doszedłem do wniosku, że z Michim jest coś nie tak, ale jednocześnie w jakiś chory sposób odpowiadało mi, że on również nie ma najrówniej pod sufitem. Niestety potrafiłem przelać to tylko podświadomie na papier, gdyż świadomość zabraniała mi w ogóle myśleć o nim, uparcie wmawiając mi, że jest jedynie irytującym bytem, który gdzieś tam pobrzdękuje na basie w najbardziej zacienionym kącie sceny.
A przecież tak nie było.
Shimizu odgrywał w moim życiu ważną rolę – nie mogłem się już dłużej bronić przed tą myślą.
Pozostaje tylko jedno pytanie; dlaczego ostatnimi czasy w radiu puszczają na okrągło piosenki mojego zespołu? Nie to, żebym nie cieszył się z rosnącej popularności czy coś… jednak jest to nieco podejrzane zjawisko. W tym musiała maczać palce Rada Złych (czyt. Karyu, Tsukasa oraz Zero)…
Jaki jest plan Rady Złych?
Zły.
A więc oczywiście zaistniały fakt musi przynajmniej w jakimś stopniu odnosić się do mojej szanownej osoby, a to mnie niepokoiło…
Kierowany instynktem sięgnąłem po kurzącego się na stoliku laptopa i włączyłem go. Włączyłem oficjalną stronę D’espairsRay, jednak nic nowego się na niej nie pojawiło. Może jestem po prostu przewrażliwiony?... Dla pewności postanowiłem sprawdzić jeszcze twittera Karyu, gdyż jeśli mogłem wyciągnąć jakąkolwiek wiadomość tajne łamane przez poufne to właśnie ta strona była idealnym źródłem informacji.
Matsumura zazwyczaj zaśmiecał swój profil pierdołami i wpisami, które często nie miały żadnego przekazu, dlatego zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem KILKUDNIOWĄ przerwę między ostatnimi postami – pierwszy z nich sprzed półtora tygodnia dotyczył informacji o zawieszeniu działalności zespołu na czas nieokreślony…
…drugi, sprzed dwudziestu godzin komunikował o rozwiązaniu grupy z powodu problemów zdrowotnych wokalisty i niemożności dalszego wykonywania swojego zawodu.
Zszokowany zamrugałem kilkakrotnie.
A więc Shimizu ma długi język… no proszę, tego się po nim nie spodziewałem…