QUIZ 5: "Za kogo wyjdziesz i jaki będzie twój przyszły mąż?"

Taaak, przybywam do was z kolejnym quizem xD Kto się cieszy? Ja się cieszę! xp Lubię pisać dla was quizy ;D
Mam nadzieję, że wam się spodoba, gdyż mnie osobiście bardzo przypadł do gustu ten quiz xp Koniecznie piszcie swoje wyniki w komentarzach! ♥

Instrukcja:
1.       Przyda się kartka i pisadło. Zanotuj swoje odpowiedzi wraz z numerem pytania.
2.      Sprawdź swoje odpowiedzi wraz z tabelą z punktami. Nie sugeruj się wysokością przyznanych punktów. Nie ma tu złych ani dobrych odpowiedzi, żadne nie są również warte mniej lub więcej w żadnym kontekście.
3.      Dodaj zgromadzone punkty i sprawdź, jaki będzie twój przyszły mąż!

Quiz: „Za kogo wyjdziesz i jaki będzie twój przyszły mąż?”

1.      Czy masz jakieś wymagania odnośnie tego, w jaki sposób twój przyszły mąż powinien się prezentować?
a)     Niech będzie to zwyczajny, zadbany mężczyzna, który będzie dobrze się prezentował – to znaczy tak, żeby moi rodzice nie zeszli od razu na zawał po pierwszym spotkaniu.
b)     Ma być elegancki – niech nie unika koszul, eleganckich dodatków etc.
c)      Ma być wysportowany – niech poszczyci się dobrą sylwetką!
d)     Niech będzie oryginalny – niech nosi kolorowe rzeczy, śmieszne piżamy… tak żeby było mi raźniej podczas moich własnych szaleństw.
e)     Demoniczny! Drżyjcie niedowiarki, Pan Mordoru wyszedł na powierzchnię! Muhahaha!

2.     Zastanówmy się nad jego fryzurą i włosami. Mówiąc o tym…
a)     To oczywiste, że włosy mają być czarne. Nie dbam o to czy są naturalne, czy farbowane. Czarne. Tak jak jego serce. I moje również. Czarne. I już. Koniec tematu.
b)     Krótkie włosy! Niech wygląda jak mężczyzna (bo tatuś jeszcze gotowy pomylić go z dziewczyną, jeśli będzie miał długie…)!
c)      Niech eksperymentuje z kolorami i z długościami! Niech to, co ma na głowie wyraża takie samo szaleństwo, jakie znajduje się w jej wnętrzu!
d)     Może mieć taki kolor i długość włosów, jakie będą mu najbardziej odpowiadać. W żadnym wypadku nie będziesz narzekać. W końcu nie za włosy się kocha.
e)     Mają być długie. Najlepiej blond. W delikatnych, połyskujących falach mają opadać na białą koszulę jak u księcia. Zdecydowanie. Innej opcji nie ma.

3.     A co ze wzrostem?
a)     Wysoki! Ma być wyższy ode mnie! Najlepiej, żebym musiała stawać do niego na palcach!
b)     Średni wzrost byłby wystarczający.
c)      Nie robi mi to różnicy. Zaakceptuję każdy wzrost mojego ukochanego. Są ważniejsze rzeczy, za które powinno się kochać.
d)     Niech będzie niski i uroczy!

4.     Tatuaże są…
a)     …wskazane! Dobra, głowy mu nie urwę, jeśli nie będzie regularnie pojawiał się na okładkach magazynów promujących tatuaże, ale przynajmniej z kilka mógłby mieć.
b)     …ohydne! Nie może mieć tatuaży!
c)      …obowiązkowe! Inaczej nawet się nim nie zainteresuję!
d)     …do zaakceptowania, jeśli mają jakieś głębsze znaczenie. Może mieć z jeden lub dwa, ale niech przynajmniej oznaczają dla niego coś więcej niż zwykłą ozdobę.
e)     …jego sprawą. Jego ciało, jego decyzja. Wygląd nie jest najważniejszy.

5.     Przejdźmy do bardziej rzeczowych pytań. Gdzie chciałabyś, żeby zabrał cię na waszą pierwszą randkę?
a)     Do parku rozrywki,
b)     Na jakieś wydarzenie sportowe/zawody,
c)      Do swojego zamku na elegancką i romantyczną kolację,
d)     Do centrum handlowego,
e)     Do jakiegoś mrocznego/nietypowego miejsca, żeby zaserwować ci niezapomniane wrażenia. Może na czarną mszę albo coś…

6.     Wspólnie oglądacie film/wybieracie się do kina. Za jakim seansem obstaje twój przyszły mąż?
a)     Horror/fantasy/science-fiction,
b)     Thriller,
c)      Komedia,
d)     Bajka,
e)     Historyczny/dokument/kostiumowy,
f)       Romans.

7.      Pierwszy raz przyprowadzasz go do domu, żeby poznali go twoi rodzice. Jak przebiega spotkanie i na jaki temat wywiązuje się rozmowa?
a)     Wraz z ojcem zaczynają rozmowę na temat niedawnego meczu i szybko znajdują wspólny język. Oddychasz z ulgą, a atmosfera rozluźnia się.
b)     Spotkanie przebiega w napięciu, a każda rozmowa kończy się fiaskiem. Twój przyszły mąż widocznie chce jak najszybciej się stąd wynieść.
c)      Z początku atmosfera jest napięta, ale zdaje się, że wszyscy o tym zapominają, kiedy twój ukochany nagle zaczyna mówić o teoriach spiskowych i wpływie różnych religii na społeczeństwo, w którym żyjemy. Twoi rodzice słuchają jak zaczarowani.
d)     Szybko wraz z matką zaczyna rozmowę o najnowszych trendach makijażowych i/lub modowych, jedne z nich wyśmiewając, a drugie chwaląc.
e)     Wywiązuje się niezobowiązująca rozmowa na temat pogody. Krążycie wokół neutralnych gruntów. Chłopak jest widocznie zestresowany, ale atmosfera jest do zniesienia.
f)       Twój ukochany niespodziewanie zaczyna temat, że młodzież w przeszłości miała więcej szacunku, a i ludzie byli inni, kiedy nie żyli w takim nieprzyzwoitym dostatku. Twoi rodzice kiwają głowami z pełną aprobatą.
g)     Twój przyszły mąż rzuca kawałami jak z rękawa, a rodzice śmieją się do rozpuku. Zdaje się, że go polubili.

8.     Wyszliście do klubu/baru. Co pije twój ukochany?
a)     Piwo,
b)     Kolorowego drinka,
c)      Whisky,
d)     Wódkę,
e)     Wino,
f)       Krew.

9.     Spędzacie wspólnie leniwy dzień w domu. Jak upływa czas twojemu przyszłemu mężowi?
a)     Spędza go na oglądaniu bajek/budowaniu z lego.
b)     Rozpisuje plan objęcia władzy nad światem.
c)      Uczy mnie tańców klasycznych.
d)     Wprowadza poprawki do zbudowanej przez siebie filozofii/kultu.
e)     Planuje nowy tatuaż.
f)       Śpi, gdyż jest zmęczony po wczorajszym treningu/planuje nowy trening.
g)     Zajmuje się sobą i wyrażaniem swoich myśli w niebezpośredni sposób – poprzez rysowanie/malowanie/pisanie/komponowanie. Raczej się do mnie nie odzywa, a przynajmniej dopóki nie skończy swojej pracy.
h)     Wypytuje mnie jak spędziłam czas, podczas którego nie mogliśmy być razem, opowiada mi historie, na które wcześniej zabrakło mu czasu. Jadaczka mu się nie zamyka, ale dzięki temu wiem, że się mną interesuje i zależy mu na mnie. Przy okazji może też coś ugotuje. To również sowicie doceniam.

10. Czy twój mąż mówi ci o wszystkim, co go trapi?
a)     Ależ oczywiście! Jak mogłoby być inaczej?!
b)     Mówi to, na co ma ochotę. Z pewnością ma swoje tajemnice, które woli zostawić dla siebie, a ja potrafię to uszanować.
c)      Ogromna z niego gaduła z przyklejonym uśmiechem do twarzy, ale czasem orientuję się, że głównie mówi o mało istotnych rzeczach, żeby nie dać mi czasu na zadawanie poważnych pytań…
d)     Ma wiele swoich tajemnic, ale niekiedy zdarzy się, że uchyli mi rąbka tajemnicy. Nie naciskam jednak na niego, gdyż to mogłoby tylko przynieś odwrotny skutek do zamierzonego.
e)     Nie zawsze mówi wszystko od razu, czasem zdarza mu się przyznać do czegoś po fakcie… tak jak to na przykład było z tym wypalonym pentagramem na podłodze w salonie…

11.   Wchodzisz do łazienki. Po jednej stronie lustra stoją twoje standardowe kosmetyki, a po drugiej jego. Co się tam znajduje?
a)     Dwie buteleczki droższych perfum, maszynka do golenia, jakiś balsam po goleniu i to tyle.
b)     Od groma kremów, balsamów, emulsji, kilka serum, ampułek, tonerów, produktów do mycia twarzy i jeszcze dwa razy więcej kosmetyków kolorowych. Matko, on ma tego więcej niż ja!
c)      Opakowanie z kolorowymi soczewkami i płyn do nich, czarna kredka do oczu, czarna szminka, resztka białego pudru, mocne perfumy, coś do demakijażu.
d)     Tylko i wyłącznie jedna, dość dziwna, fioletowa flaszeczka, która niepokojąco świeci w ciemności…
e)     Kilka kremów i parę kosmetyków kolorowych – wszystko w radosnych opakowaniach przyozdobionych postaciami z kreskówek lub pokemonów. Właściwie założę się, że on nawet wcale tego nie używa, tylko kupił to ze względu na te opakowania…

12.  Co znajduje się w jego szafie?
a)     Koszule z żabotami, marynarki i żakiety, staroświeckie spodnie…
b)     Kolorowe t-shirty, dziwne, śmieszne, często za duże ubrania.
c)      Głównie ubrania sportowe.
d)     Parę zwykłych koszulek i jeansów, kilka białych koszul… nic nadzwyczajnego.
e)     Najmodniejsze ubrania reklamowane w ostatnim numerze jego ulubionego czasopisma.
f)       Głównie czarne rzeczy. Dużo tu skór i lateksu, pełno długich płaszczy sięgających do kostek, kilka par glanów…

13.  Kto jest z was starszy?
a)     Ja jestem starsza.
b)     Nie dbam o wiek. To nie jest istotne.
c)      On jest starszy. Niewiele.
d)     On jest starszy. Różnica między nami jest dość spora, ale nie przeszkadza mi to, gdyż zawsze chciałam mieć nieco bardziej dojrzałego mężczyznę.
e)     On jest starszy… o jakieś dobre kilka stuleci…

14. Kto pierwszy zaczął rozmowę o ślubie?
a)     On. Po prostu z miejsca oświadczył się w tradycyjny sposób – przyklęknął na jedno kolano i wyciągnął pierścionek.
b)     Ja zaczęłam mamrotać, że to już chyba najwyższy czas, żeby zacząć myśleć o czymś podobnym. W jego oczach zobaczyłam wtedy panikę. On wciąż nie dorósł jeszcze do tak poważnych decyzji.
c)      Zgraliśmy się wspólnie w czasie i razem podjęliśmy tę decyzję podczas rozmowy.
d)     On. Stwierdził, że bez problemu z miejsca może udzielić nam ślubu, gdyż przecież jest głową i założycielem swojej religii/nurtu filozoficznego.
e)     Ja, ponieważ on rzadko odzywa się na jakikolwiek temat.
f)       On. Zaczął rozmowę widząc jedną z witryn sklepowych z sukniami ślubnymi.

15.  Wydaje ci się, że jesteś w ciąży. Później okazuje się, że jednak byłaś w błędzie, jednak z miejsca postanowiłaś poinformować o tym swojego ukochanego. Jak on na to zareagował?
a)     Zbladł i wyglądał, jakby miał dostać zawału. Złapał się za okolice serca i wparł na krześle, żeby się nie przewrócić. Przez dłuższą chwilę nie mógł wykrztusić z siebie nawet pojedynczego słowa.
b)     Zamrugał kilkakrotnie z niedowierzaniem, a następnie zaczął skakać z radości i wykrzykiwać, jak bardzo mnie kocha. Podbiegł do mnie i zaczął mnie ściskać i całować.
c)      Jak zwykle nie odezwał się ani słowem.
d)     Wyszczerzył się zadowolony, mrucząc pod nosem: „A więc mój plan spłodzenia Antychrysta się powiódł…”, zacierając przy tym ręce.
e)     Ucieszył się na wiadomość o tym, że będziemy mieli dziedzica i spadkobiercę majątku.

Punkty:

A
B
C
D
E
F
G
H
1.
+21p
+24p
+20p
+0p
+14p
-
-
-
2.
+8p
+20p
+0p
+4p
+24p
-
-
-
3.
+20p
+10p
+4p
+0p
-
-
-
-
4.
+8p
+23p
+18p
+12p
+6p
-
-
-
5.
+0p
+20p
+24p
+4p
+14p
-
-
-
6.
+15p
+10p
+6p
+0p
+24p
+22p
-
-
7.
+20p
+10p
+14p
+4p
+6p
+24p
+0p
-
8.
+20p
+0p
+8p
+16p
+22p
+24p
-
-
9.
+0p
+14p
+24p
+12p
+18p
+20p
+10p
+6p
10.
+0p
+8p
+6p
+10p
+14p
-
-
-
11.
+22p
+4p
+14p
+24p
+0p
-
-
-
12.
+24p
+0p
+20p
+22p
+4p
+14p
-
-
13.
+0p
+10p
+8p
+22p
+24p
-
-
-
14.
+2p
+0p
+6p
+13p
+4p
-
-
-
15.
+19p
+0p
+10p
+14p
+24p
-
-
-



Odpowiedzi:
Ilość punktów
Mąż
Opis jego charakteru
0-30p
Maya (LM.C)
Duży dzieciak – twój przyszły mąż to w gruncie rzeczy duży dzieciak, który wciąż jeszcze nie dorósł. Często będzie zachowywał się irracjonalnie lub po prostu dziecinnie. Będzie gustował w kolorowych ubraniach, będzie lubił zwracać na siebie uwagę, ale nie będzie przy tym przesadnio zaborczy. Będzie duszą towarzystwa i będzie sypał kawałami jak z rękawa. Z pewnością nie będzie doskwierać ci przy nim nuda.
31-60p
Mahiro (Kiryu)
Wszystko zależy od dnia – twój przyszły mąż to dwa skrajne charaktery upchnięte w jednym ciele. Nieraz będzie wychodził z niego duży dzieciak, nieraz będzie nieco perwersyjnym romantykiem. A mówią, że to kobieta zmienną jest, co? Będzie dość humorzasty, ale w gruncie rzeczy to dobry facet i ty już przekonasz się o tym najlepiej.
61-90p
Yuuki (InitiaL)
Delikatny chłopak – twój przyszły mąż zdecydowanie nie będzie typem, który lubującym się w typowo „męskich” sprawach. Interesuje go będzie moda i kosmetyki, będzie posiadał sporą wiedzę na ten temat. Koniec końców przynajmniej nie doznasz już problemu stania niezdecydowaną przez pół dnia przed szafką w drogerii lub przed własną szafą. Twój mąż zawsze doradzi ci, co kupić lub co powinnaś założyć.
91-120p
Ricko (Jiluka)
Chłopak o dwóch twarzach – twój przyszły mąż na co dzień będzie pogodnym facetem, który dużo gada. Może nawet więcej od ciebie. Będzie towarzyski, będzie lubił stroić sobie żarty… jednak wszystko do czasu. Jako jedna z nielicznych osób będziesz świadoma tego, że jego uśmiech nierzadko bywa sztuczny, a on sam ma tendencje do chowania za nim swoich prawdziwych myśli i emocji. Całe szczęście nie będzie jednak niczego przed tobą ukrywał, gdyż będzie zdawał sobie sprawę z tego, że jesteś osobą godną zaufania, której zawsze może się z wszystkiego zwierzyć.
121-150p
Yoshiatsu (DADAROMA)
Małomówny gość – twój przyszły mąż będzie zdecydowanie małomównym typem i prawdopodobnie będzie miał opinię dość odstraszającego i mrocznego faceta. Nie będzie ukrywał się ze swoją niechęcią żywioną do wielu rzeczy, jak i ludzi. Rzadko kiedy zdarzy mi się głośno wyrazić swoją opinię, ale ty nauczysz się, jak poprawie interpretować jego zachowanie, niemal czytając mu w myślach, za co ten w zamian zadurzy się w tobie bez pamięci.
150-160p
Karma (AvelCain)
Facet zagadka – twój przyszły mąż będzie mruk. Będzie odzywał się rzadko, będzie bacznie obserwował innych i zostawiał swoje oceny i przemyślenia tylko dla siebie. Będzie nieco mroczny i będzie miał charakterystyczne dla siebie zachowania, do których trzeba będzie przywyknąć. Niemniej jednak będzie też bardzo opiekuńczy (z lekką skłonnością do bycia zaborczym). Będzie zdawał sobie sprawę z tego, że jest dość wymagającym partnerem, dlatego też będzie doceniał fakt, iż będziesz potrafisz go znieść, nawet jeśli nie będzie mówił o tym głośno zbyt często.
161-190p
Ruki (The GazettE)
Ambitny – w głowie twojego przyszłego męża będzie aż roiło się od wielkich planów. Będzie osobą wybiegającą przed szereg, która myśli w znacznie większej skali niż większość ludzi. Będzie wybiegał również ze swoimi przemyśleniami znacznie dalej w przyszłość niż reszta. Kiedy inni śnią o znalezieniu przyzwoicie płatnej roboty i wynajęciu małego mieszkanka, on spisuje fundamentalne prawdy, na których mogłaby opierać się jego nowa filozofia/wyznanie. Niekiedy zdarzy mu się być nieco oziębłym lub wyniosłym, jednak będziesz w stanie mu to wybaczyć, gdyż będziesz świadoma tego, że tak naprawdę największą świętością dla niego zawsze pozostaniesz właśnie ty.
191-220p
Kai (Killaneth)
Z lekka nawiedzony – twojemu przyszłemu mężowi z łatwością można przypiąć łatkę „dziwaka”. Mroczny z niego typ, który lubuje się w czerniach, skórach, długich płaszczach, glanach, kolorowych soczewkach… Możliwe, że niektórzy nawet będą się go nieco obawiali. Nie będzie ukrywał się ze swoją „innością”. Będzie otwarcie mówił o swoich zainteresowaniach, w które wpisuje się, m.in., demonologia i zakazane kulty. Będzie miał charakterystyczne poczucie humoru, będzie lubił stroić sobie żarty - szczególnie z innych, nawet jeśli owi inni nie zawsze będą je rozumieli. Będzie zdrowo pokręcony, niemal szalony, ale to właśnie to pokochasz w nim najbardziej. Kto wie… może faktycznie nie będzie to zwyczajny chłopak, a jakaś istota nadprzyrodzona lub demon?
221-250p
Aryu (Morrigan)
Przystojniak – twój przyszły mąż to niewymuszony przystojniak. Nie będzie on potrzebował spędzania godzin w łazience, żeby wyszykować się i wyglądać olśniewająco. Wielu kobietom będą miękły kolana na jego widok. Zanim cię poznał był niezłym Casanovą, jednak zmieni się w chwili, kiedy zrozumie, że postępując w ten sposób może cię stracić. Czasem wciąż będą wychodzić z niego „pozostałości” ze dawnych czasów, jednak będziesz w stanie mu to wybaczyć, gdyż będziesz świadoma, że ten będzie zachowywał się w podobny sposób tylko po to, aby utwierdzić się w przekonaniu, że wciąż wzbudza pożądanie, żeby podnieść sobie swoją męską samoocenę. Będziesz miała jednak świadomość, że nie będziesz musiała martwić się o jego wierność.
251-280p
Tsuzuku (Mejibray)
Badboy – twój przyszły mąż będzie wyglądać jak gość spod ciemnej gwiazdy. Będzie miał dużo tatuaży, kolczyków, rzadko kiedy zdarzy mu się rozstać z papierosem, jego styl ubierania się będzie nieco przypominał zbuntowanego nastolatka… niemniej, takiego właśnie go pokochasz i taki właśnie będzie jego urok. Twoi rodzice przez stosunkowo długi czas będą mieli do niego obiekcje ze względu na jego wygląd, ale ostatecznie przekonają się do niego, gdyż prezencja nie jest wszystkim, co definiuje człowieka. Wiele osób miało do niego podobne uprzedzenia w przeszłości, dlatego ten będzie doceniał fakt, iż ty potrafiłaś dostrzec w nim coś więcej. Ze względu na to będzie ci bezwzględnie wierny i oddany.
281-310p
Hiro (Nocturnal Bloodlust)
Mięśniak – twój przyszły mąż będzie wysoki i umięśniony, wiele kobiet będzie ci go zazdrościć. Będzie spędzać dużo czasu na siłowni, a jeszcze więcej wydawać na odżywki białkowe i inne specyfiki, których nawet nie będziesz potrafiła nazwać. Pomimo tego, że będzie prezentował się jak ktoś, kto tylko szuka zaczepki, będzie tak naprawdę bardzo ciepłym i kochającym facetem. Przed innymi będzie udawał niewzruszonego i bezwzględnego, ale tylko ty tak naprawdę dowiesz się, jaki czułym potrafi być, kiedy nikt nie patrzy.
311-340p
Hizumi (D’espairsRay)
Charyzmatyczny – twój przyszły mąż będzie niesamowitym typem człowieka, który będzie cieszył się nieustającym szacunkiem i uznaniem wielu osób. Będzie przychodziło mu to z łatwością. Będzie wykształcony i utalentowany, a przede wszystkim charyzmatyczny. Będzie potrafił wpływać na ludzi, co udowodni ci chociażby podczas waszego pierwszego spotkania z twoimi rodzicami. Ci z miejsca kupią go i pogratulują ci dobrego wyboru, z niecierpliwością oczekując ślubu. Czasem będzie wychodzić z niego ta ciemniejsza strona, która lubi manipulować innymi, jednak z tobą zawsze pozostanie szczery. Będzie zdawał sobie sprawę z tego, że nie nabierze cię na żadną sztuczkę.
341-360p
Kamijo (Versailles)
Dostojny książę (wampirów) – twój przyszły mąż będzie wyglądać i zachowywać się jakby przybył z innej epoki. Twój ojciec ze zdziwieniem odnotuje, że ten na wasze pierwsze spotkanie przyjedzie autem, a nie karetą albo przynajmniej konno. Będzie dostojny i nieco wyniosły, ale przy tym szarmancki i oddany. Będzie wykształcony i utalentowany, choć przy tym także nieco staroświecki. Niemniej, to właśnie cię w nim urzeknie. Będzie znacząco wyróżniał się z tłumu. Będzie bogaczem, choć większość czasu będzie spędzał w domu, który z kolei będzie przypominał przynajmniej rezydencję jakiegoś arystokraty… kto wie, może w istocie ten okaże się wampirem, który wykorzystuje majątek zgromadzony przez stulecia?


Oneshot "Postanowienie noworoczne" (Tsuzuku [Mejibray] x Ryoga [RAZOR, ex-BORN)

Tak, wiem, wszyscy mamy dość oneshotów, dlatego obiecuję, że następnym wpisem będzie "Nowy Świat". A potem... a potem to się zobaczy, bo wszystko zależy od mojego kapryśnego w ostatnim czasie Wena (serio, jeszcze chyba nigdy nie zdarzyło się, żeby mój Wen był AŻ tak niestabilny - niemal jak poziom moich hormonów ^^'').

W ostatnim czasie mam nieprzyjemne poczucie, że wszystko, za co się biorę jest bezsensowne i wszelkie moje prace (szkolne i nie tylko) obracają się w shit pierwszej kategorii, toteż... huh, proszę o wybaczenie ^^''''''''''''' Staram się wyjść jakoś z tego stanu, ale idzie mi to tak samo, jak Wenowi układanie nowych, spójnych scenariuszy =.= Muszę też przyznać, że koniec końców Wen ostatnio przekabacił się na pisanie fantasy, horrorów i tego podobnych rzeczy, toteż romanse idą mu strasznie opornie >.<''

Dodam też, że pamiętam o wszystkich zamówieniach (Asagi x Mahiro, Zero x Hizumi!) i obiecuję coś z nimi stworzyć, ale naprawdę proszę o wyrozumiałość i cierpliwość, bo póki co to potrafię tylko walić głową o ścianę T^T 
Przy okazji dziękuję też kochanej Ayu, która przypomniała mi o moim własnym, ukochanym paringu z D'espami i dopiero po jej komentarzu uświadomiłam sobie jak długo nie pisałam niczego z tą wspaniałą, charakterystyczną dwójką ♥ (i osobliwym jegomościem Michim, który żyje sobie w mojej głowie własnym życiem x''D). Cosik mi się wydaje, że zwolenniczki Hizu x Zero będą miały mimo wszystko krótszy okres oczekiwania - to tak dodam na poprawę humoru C:

Tak, zdaję sobie również sprawę, że nie wyrobiłam się trochę na czas z tym "Postanowieniem noworocznym", ale cóż... Wen nie sługa, a "okres kwarantanny", przez który musi przejść u mnie każdy tekst zanim zostanie opublikowany tym bardziej. Koniec końców i tak jednak nie mam znów AŻ tak dużej obsuwy w czasie, z czego się cieszę, bo, dla przykładu, opowiadania Halloweenowego z Mikaru nie skończyłam do tej pory ^^''
Nie wiem czy udało mi się do końca uchwycić w tym opowiadaniu to, co chciałam wam pokazać, ale problemy z wyrażaniem jakiś "górnolotnych" myśli mam już od dłuższego czasu. Niemniej, liczę jednak, że ten tekst nie będzie dla was jedynie nieskładnym i niegramatycznym zlepkiem literowym bez większego sensu ^^''

Coś czuję, że ta ściana niedługo sama do mnie przyjdzie i zacznie mnie walić po tym pustym łbie x.x''

Tymczasem, endżoj!

Tytuł: „Postanowienie noworoczne”
Paring: Tsuzuku (Mejibray) x Ryoga (RAZOR, ex BORN) -> [gościnnie występuje Kai z Killaneth i Aryu z Morrigan]
Typ: oneshot
Gatunek: obyczajowe, dramat (?)
Beta: -

Przesunąłem językiem po zębach odsuwając od siebie brudne, puste talerze wraz z pałeczkami. Westchnąłem ledwo słyszalnie opierając głowę na dłoni i sięgnąłem w końcu po papierosa, który tlił się w mojej ręce już od dłuższego czasu. Używka zdążyła spopielić się niemal do połowy, mimo iż zaciągnąłem się nią dopiero kilka razy. Wraz z moim towarzyszem byliśmy szczelnie otuleni siwym kokonem gryzącego dymu.
A moim owym dzisiejszym towarzyszem był nikt inny jak Kai. Młody wokalista Killaneth siedział przede mną w utlenionych, zniszczonych i sterczących niczym sucha słoma włosach, które w sztucznym świetle nabierały dziwnego, wrzosowego odcieniu. Z jego pociągłej, bladej twarzy o idealnym kolorycie porcelany spoglądały na mnie ciemne oczy spod niemal niewidocznych linii brwi. To właśnie te oczy go zdradzały. Bo choć wąskie, różowe wargi rozciągały się w przyjaznym, sztucznym i wymuszonym uśmiechu, to na dnie jego spojrzenia mogłem zauważyć tę nutę poirytowania. Subtelny cień prawdziwych emocji, które sumiennie przede mną ukrywał, żeby mi się przypodobać.
Początkujący muzyk nigdy nie pogardził papierosem, jednak z tego, co udało mi się wywiedzieć, nie znosił, kiedy ktoś palił przy posiłku. Tak gdzieś zasłyszałem. Od kogoś. Dziś postanowiłem sprawdzić wiarygodność tej plotki. No i okazało się, że owy ktoś, bezimienny siepacz miał rację. Sam główny zainteresowany nie raczył mi jednak powiedzieć wprost na ten temat ani słowa. Bo niby po co, prawda? Jeszcze gotów byłbym się obrazić, gdyby zwrócił mi uwagę. Lepiej było siedzieć cicho i przecierpieć to całe pożal-się-Boże spotkanie z uśmiechem przyklajstrowanym do facjaty, licząc, że nie wyglądasz przy tym jak skończony idiota susząc tak bez chwili przerwy cały garnitur zębów. Tak, lepiej było to przeboleć. Znieść zło konieczne. Bo w końcu ten ból i cierpienie mogło przynieść jeszcze jakieś profity w przyszłości. 
Może nawet całkiem niebanalne profity.
Westchnąłem raz jeszcze i zaciągnąłem się, wydmuchując obłok dymu wprost w twarz mojego towarzysza. Tym razem nie uszło mojej uwadze, jak ten zacisnął zęby. Odwrócił głowę w bok i zamrugał kilka razy załzawionymi oczami, ale nie odezwał się ani słowem. 
Znowu.
Szkoda, że wcześniej nie byłem taki spostrzegawczy. Może gdybym był w stanie zobaczyć pewne rzeczy wcześniej, nie narobiłbym tyle głupstw, z którymi czułem się teraz gorzej niż ta pusta skorupa po człowieku, która siedziała przede mną. Bo on ranił głównie siebie. To pół biedy. Ja byłem znacznie gorszy. Ja raniłem innych i na dodatek przez większą część mojego życia beztrosko nie zdawałem sobie z tego sprawy. Albo zwyczajnie nie chciałem zdać sobie z tego sprawy, gdyż pozostawanie ślepcem było wygodniejsze. Ponad to bycie „ślepcem” było dużo także lepsze także od bycia „ignorantem” czy też po prostu „idiotą”.
Musiało minąć naprawdę dużo czasu i historia musiała zatoczyć ten sam krąg aż kilkakrotnie, żebym w końcu się czegoś nauczył. Cóż… koniec końców jednak chyba lepiej późno zdać sobie z czegoś sprawę niż wcale, prawda? No właśnie… Ja też nie byłem już tak do końca przekonany co do prawdziwości tego stwierdzenia. Wszak mogło się okazać, że w istocie było już za późno, żeby cokolwiek odkręcić niezależnie od mojej świadomości popełnionych błędów lub jej braku…
Ale o co tak właściwie chodziło? Chodziło o nic innego jak o to, że Kai zarówno teraz jak i wiele razy wcześniej po prostu się przede mną płaszczył. Nie widział we mnie przyjaciela, kolegi czy chociażby znajomego po fachu, ale osobę stojącą wyżej w hierarchii, która mogła wyciągnąć do niego pomocną dłoń i wywindować go do swojego poziomu. Żeby jednak dostać tę chlubną ofertę pomocy najpierw trzeba było dać coś z siebie. Trzeba było zdobyć zaufanie tej „persony z góry” i przypodobać jej się, zyskać jej sympatię. Problem pojawiał się dopiero wtedy, kiedy wasze charaktery drastycznie się różniły i właściwie to wychodziło na to, że więcej was dzieliło niżby łączyło. Tak prawdopodobnie było też ze mną i wokalistą Killaneth. W takim wypadku trzeba było więc zacisnąć zęby, tak jak to robił chłopak przede mną, i brnąć do przodu z dobrą miną do złej gry. W końcu sława i pieniądze były warte wyparcia się swoich własnych poglądów i opinii na czas spotkania z przedstawicielem wyższej klasy, prawda?
…prawda?
No właśnie, ja bym powiedział, że nie. Jednak w opozycji do mnie wielu młodych ludzi zgodziłoby się z tą hipotezą. Bo oni już dobrze wiedzieli, że potulnym kiwaniem głową można było sobie wiele zaskarbić i utorować w miarę bezbolesną drogę do lepszej codzienności – do świata drogich zegarków, samochodów, alkoholi i pracy artysty w nienormowanych godzinach pracy. Kto by się na to nie skusił?
Z Aryu było tak samo. Teraz, z punktu widzenia czasu, kiedy wreszcie udało mi się przejrzeć na oczy, dużo mogłem powiedzieć na temat blondyna, ale jednego, czego nie mogłem mu odmówić, to wyczucie czasu. Wokalista Morrigan wręcz idealnie wstrzelił się w odpowiedni czas z niemniej odpowiednią maską na twarzy, przez co szybko mnie kupił. Owym czasem był mniej więcej okres rozwiązania działalności Born, kiedy Ryoga nie miewał się najlepiej. Był przygnębiony i często nie dopisywał mu humor. Otwarcie sprzeciwiał mi się, kiedy chciałem wyciągnąć go na jakąś imprezę lub po prostu się upić. W ten czas tłumaczyłem sobie, że próbowałem go w ten sposób pocieszyć, wyciągnąć z domu, w którym samotnie spędzał coraz więcej czasu bezczynnie gapiąc się w sufit lub ścianę. Prawdą jednak było, że przestałem o niego dbać i nie podobało mi się jego zachowanie. Ten popadał w depresję i psuł mi humor, kiedy ja miałem ochotę po prostu wyjść i się zabawić. Nic więcej nie miałem w tamtym czasie w głowie.
Wtedy właśnie pojawił się Aryu. Jedna wspólna impreza i kilka zasłyszanych plotek wystarczyło mu, żeby zorientować się w sytuacji, dlatego teraz też podejrzewałem, że nie byłem już pierwszą osobą, przed którą udawał w podobny sposób. Do tej pory nie mogłem wyrzucić z pamięci, jak blondyn przysiadł się do mnie po raz pierwszy z szerokim uśmiechem i zaczął niezobowiązującą rozmowę, mimo iż dla mnie artykułowanie poszczególnych dźwięków stanowiło już nie lada problem. Jemu jednak to nie przeszkadzało. Cierpliwie czekał aż się wysłowię, pozwalając dać mi upust mojemu pijackiemu, bełkotliwemu słowotokowi. Oczywiście założę się, że słuchanie nawalonego gościa w barze było dla niego niemniej irytujące niż dla każdego innego człowieka na tym wspaniałym świecie, a to, co mi w tamtej chwili przedstawiał, było tylko kolejną maską. Na pierwszy rzut oka wszystko jednak wyglądało w porządku. Tym bardziej jeśli to oko było już zasnute delikatną, alkoholową mgiełką i ostro zezowało. Wtedy to już w ogóle wszystko grało i buczało. Więc ja byłem zadowolony. W końcu znalazłem kogoś, kto mnie słuchał i kto nie wyglądał jak chodzące siedem nieszczęść.
Wokalista Morrigan był pogodny. Zawsze miał dla mnie czas w odróżnieniu od mojego wieloletniego przyjaciela, który czasem miał sesję zdjęciową, której nie mógł przełożyć, umówił się już na spotkanie z kimś innym lub najzwyczajniej w świecie leżał w łóżku z migreną życia i nie miał ochoty z nikim się widzieć ani nikogo słyszeć. Blondyn cały czas posyłał mi pogodne uśmiechy, śmiał się z moich żartów, ale nigdy nie żartował sobie ze mnie – nawet w momentach, kiedy ja byłem nieco złośliwy w odniesieniu do niego. Ryoga z kolei nie zawsze kipiał dobrym humorem, czasem nie rozumiał moich dowcipów, miewał chwile, w których chciał być sam, nieraz wkurzał się na mnie, rugał mnie za coś lub potrafił wyciąć mi świński kawał. Aryu był wręcz wymarzonym kompanem do rajdów po barach i nie tylko. Miałem wrażenie, że rozumieliśmy się bez słów. Niemal zauroczony jego osobą rzuciłem wszystko inne na bok – w tym również znajomość z wokalistą Born, którego zespół przeżywał kryzys, a później także disband.
Słyszałem, że Ryoga źle zniósł rozpad zespołu. Jedynie słyszałem o tym, gdyż nie było mnie przy nim, kiedy to się działo. Najzwyczajniej w świecie wypiąłem się na niego i w chwili, kiedy on potrzebował przyjaciela, ja ignorowałem jego telefony i wiadomości, unikałem go na korytarzu w studiu, zakradałem się cichaczem do wizjera w drzwiach własnego mieszkania, żeby sprawdzić, kto stał za nimi zanim zdecydowałem się otwarcie zamanifestować swoją obecność w domu. Szybko obdarzyłem młodego muzyka mianem przyjaciela. Oczywiście zdecydowałem się na to stanowczo zbyt pochopnie. Niczym dzieciak z podstawówki nagle zapragnąłem przytulić wszystkich do swojego gorejącego, naiwnego serca. W rzeczywistości było to jednak nierealne, przez co wiele osób patrzyło na mnie jak na debila na haju. Tak, zdecydowanie zrobiłem z siebie kretyna pierwszej wody w oczach wielu osób…
Skoro byliśmy przyjaciółmi, to nie miałem nic przeciwko, żeby od czasu do czasu udzielić przyjacielskiej pomocy. Z początku zaczęło się niewinnie – od przedstawienia paru osób, zaaranżowania jakiegoś spotkania – ale z czasem to wszystko nabierało na rozpędzie. Nim się obejrzałem Xibalba zamieniła się w Morrigan, żeby odciąć się od wszystkiego, co w jakikolwiek sposób łączyło się z przeszłością. Nowe stroje, kolor włosów, trochę zmienione klimaty muzyczne, dodajmy do tego szczyptę lansowania przez wytwórnię płytową i vòila!, mamy nowy, przebojowy zespół, nawet jeśli w istocie niezbyt wielka liczba osób ma ochotę go słuchać. Grunt to wiedzieć do kogo uderzyć, żeby pomimo popytu, który nie powalał na kolana, dobrze prosperować.
I tak oto Morrigan niemal z tygodnia na tydzień przybierało na sławie i zwolennikach. Wraz z tym ich wokalista stawał się coraz bardziej zapracowany, a więc już nie zawsze mógł znaleźć czas, żeby wyjść ze mną na obiad czy do galerii handlowej akurat wtedy, kiedy ja miałem na to ochotę. Było to oczywiście jednoznaczne z tym, iż Aryu uznał, że nie jestem mu już dłużej niezbędny do dalszej pracy, więc mógł nieco rozluźnić naszą znajomość i nie musiał już latać na każde moje skinięcie palcem. Osiągnął to, co chciał i teraz dalej kontynuował swoją pracę w miarę samodzielnie. Zostałem odsunięty na dalszy plan jako opcja „w razie W”, gdyby coś poszło nie tak albo gdyby okazało się, że mogłem mieć więcej wpływowych znajomości niż zaprezentowałem na samym początku.
A mnie tego wszystkiego było szkoda. W tamtym czasie nie miałem jednak jeszcze pretensji do blondyna, gdyż faktycznie próbowałem znaleźć dla niego usprawiedliwienia, a praca bardzo dobrze tłumaczyła jego ostudzony zapał do widywania się z moją osobą. Niemniej jednak musiałem przyznać, że brakowało mi takiego pieska, który zawsze przybiegłby, kiedy wyciągnąłem do niego ręce i nie obraziłby się nawet, gdybym go kopnął w tyłek. Ba!, nawet nic by nie powiedział, bo w końcu zwierzęta nie potrafią mówić.
Wtedy właśnie pojawił się Kai, a ja jak ten skończony idiota wszedłem po raz drugi do tej samej rzeki. Byłem zachwycony faktem, że przybiegł do mnie drugi, uroczy szczeniaczek, którym mogłem bawić się jak żywą zabawką. I tak wszystko to trwało sobie w najlepsze.
Do czasu.
Do czasu aż w końcu przejrzałem na oczy. Bo w końcu może zdarzyć się i taki cud, że ślepy zacznie widzieć, prawda? Wszak nieznane są wyroki Boskie… Wreszcie chomiki w swoich kółkach w mojej mózgoczaszce ruszyły pełną parą albo komuś tam na górze ewidentnie zrobiło się mnie żal z powodu mojej głupoty, toteż owa wspaniałomyślna istota transcendentna postanowiła podarować mi w prezencie nieco zdrowego rozsądku – tak drogiego i deficytowego produktu.
- Najpierw Noctscure nie wypaliło, a teraz Killaneth… - mruknąłem, podnosząc spojrzenie na rozmówcę. – Muszę przyznać, że dość krótko razem graliście – zauważyłem.
- Ano… tak wyszło – Kai bezradnie wzruszył ramionami robiąc przy tym minę, jakby nic się nie stało.
Killaneth również miało mieć w najbliższym czasie disband ze względu na dzielące zespół różnice, które nie pozwalały im efektywnie współpracować. Tak przynajmniej zostało mi to wyjaśnione. Prawdą jednak było, że ja miałem na ten temat swoją nieco inną teorię. Wydawało mi się, że muzyk siedzący przede mną po prostu znudził się towarzystwem swoich kompanów, którzy zapewne nie zgodzili się z nim w kilku, w jego mniemaniu, kluczowych kwestiach, więc postanowił się z nimi pożegnać. Po jego minie widziałem, że ta sprawa nie dotykała go zbytnio. Nie przeżywał tego jak Ryoga, który kochał swój zespół całym sercem. Kai wiedział, że nie musiał się zbytnio przejmować. Przecież byliśmy przyjaciółmi. Musiałem mu pomóc patowej sytuacji, w jakiej ten się znalazł. Polecić go jako dobrego muzyka i pomóc mu znaleźć nowy skład. Poklepać pokrzepiająco po plecach i postawić kolejkę. On już dobrze wiedział, z czego miał pieniądze.
I z kogo.
Przede wszystkim z kogo.
- No to przykro… - mruknąłem, starając się przy tym zabrzmieć beznamiętnie, choć szczerze powiedziawszy wyglądało na to, że mimo wszystko to wciąż ja bardziej przeżywałem tę sprawę niżby on.
Pomagałem zakładać mu ten zespół, więc w jakiś sposób ten też był moją krwawicą. Mimo to chłopak siedzący przede mną rzucał teraz to wszystko w diabły jakby nigdy nic, jakby to nie miało dla niego żadnego znaczenia czy wartości. Od po prostu rozkapryszony dzieciak chciał następną zabawkę.
Ale czy mogłem winić go za podobne podejście? Sam przecież zachowywałem się w identyczny sposób, mimo iż grałem w jednym zespole już od kilku dobrych lat. Ja podchodziłem w ten sposób do moich rzekomych „przyjaciół”, którzy tak naprawdę byli dla mnie zabawkami. Oboje się wykorzystywaliśmy. Oni czerpali przywileje z moich znajomości i faktu, iż mój zespół był stosunkowo rozpoznawalny, a ja cieszyłem się jak głupi, kiedy ci tańczyli, jak im zagrałem. I to w dodatku bez słowa sprzeciwu. Czy to nie był jakiś przejaw zamiłowania do tyranii z mojej strony?
Zgasiłem papierosa w resztce sosu sojowego na talerzu i wstałem, chwytając swoje rzeczy. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony. Nie takiego obrotu wydarzeń oczekiwał.
- Spokojnie – uniosłem dłonie w obronnym geście. – Ja stawiam – zaoferowałem się, uśmiechając się przy tym tak samo fałszywie jak i on.
Ostatni raz – poprzysiągłem sobie w myślach.
I tak bez chociażby pojedynczego słowa pożegnania zwróciłem się do kontuaru, przy którym uiściłem opłatę i wyszedłem. Po prostu. Nie zamierzałem załamywać rąk nad biednym Kaim, nie chciałem go pocieszać ani obiecywać mu, że wspólnie na pewno znajdziemy mu lepszych towarzyszy. Nie. Tego już starczyło. Raz mu pomogłem. Raz się nabrałem. Drugi raz nie zamierzałem.
Mroźne, styczniowe powietrze uszczypnęło mnie w policzki niczym babcia ciesząca się na widok wnuka, kiedy tylko opuściłem lokal i skierowałem się ruchliwym deptakiem w dół ulicy. Opatuliłem się szczelniej szalikiem, wracając wspomnieniami do czasów, kiedy zmuszony byłem pogodzić się z zakończeniem działalności Vanessy. Wtedy myślałem, że mój świat się załamał, skurczył i w jakiś dziwny sposób zaczął zapadać sam w sobie, jakby w jego centrum zionęła przejmująco zimna i pusta czarna dziura. Rzuciłem szkołę, żeby zostać muzykiem. Zrobiłem awanturę w domu i wyprowadziłem się do stolicy na własną rękę za pieniądze odłożone z prac dorywczych. W międzyczasie zostałem kelnerem na pół etatu, choć musiałem przyznać, że z podobnej pensji ciężko było wyżyć. Niemniej, zawziąłem się i nie zamierzałem odpuścić. Chciałem spełnić marzenia, jednak z czasem wszystko zaczęło obierać zły kierunek. Byłem bliski załamania. Nie chciałem zostać kelnerem z niepełnym wykształceniem w podrzędnej knajpie do końca życia. Pokłóciłem się z rodzicami i starszą siostrą, toteż w razie niepowodzenia nie miałem nawet do kogo zwrócić się w problemie. Miałem doła. Całe szczęście miałem przy sobie również Ryogę, który przez cały czas pocieszał mnie, motywował i nie pozwolił mi zwątpić w siebie. Przynajmniej nie tak do końca. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że gdyby nie on i jego nieoceniona pomoc, prawdopodobnie nie byłbym teraz w tym samym miejscu, w którym byłem.
Więc on był przy mnie, kiedy ja go potrzebowałem. Kiedy jednak on był w niemal identycznej sytuacji, mnie przy nim zabrakło. On musiał uporać się z tym sam. I udało mu się to. Podniósł się i postanowił spróbować raz jeszcze. Założył nowy zespół bez moich zapewnień, że „przecież będzie dobrze”. Niemniej, wiedziałem jednak, że był czas, w którym on po prostu potrzebował usłyszeć chociażby tak banalny tekst. Ot tak po prostu, żeby poczuć się trochę lżej na duchu. Żeby poczuć, że ma kogoś bliskiego po swojej stronie.
Zawiodłem go.
Właściwie to go zdradziłem.
I czułem się z tym cholernie źle. Miałem ochotę walić głową o najbliższą, oszronioną lampę uliczną, ale zdawałem sobie sprawę, że gdybym przyszedł do mieszkania muzyka cały zakrwawiony to mogłoby wyglądać mało estetycznie. Poza tym mógłbym zabrudzić mu wycieraczkę. A tego żaden z nas nie chciał. Wszak słaby byłby to znak pojednania.
Co dziwne nawet po takim czasie wciąż pamiętałem kod policyjny do klatki schodowej obecnego wokalisty Razor, nawet jeśli nie potrafiłem zapamiętać własnego. Wszedłem do budynku i wdrapałem się po schodach na odpowiednie piętro, stając pod tak samo odpowiednimi drzwiami. Poczucie winy przyjęło swoją fizyczną formę w postaci nieznośnej guli, która stanęła mi w gardle i utrudniała przełykanie oraz oddychanie. Serce zaczęło mi walić, a tętno łupać jak Meto na perkusji podczas naszych koncertów.
Dziś był pierwszy dzień nowego roku. Z tej okazji zamierzałem wejść w nadchodzący rok kalendarzowy z mocnym postanowieniem poprawy. Postanowiłem, że…

Pukanie rozniosło się echem w pustym korytarzu i w mojej głowie, która wydawała mi się być czasem niemniej pusta. Usłyszałem odgłosy krzątania się, kilka soczystych przekleństw, aż w końcu głuche stąpanie bosych stóp na drewnianej podłodze. Drzwi stanęły przede mną otworem, a z kolei w ich progu najpierw poirytowany, a chwilę później zaskoczony właściciel.
- Tsuzuku? – zapytał, mrugając kilkakrotnie, jakby nie mogąc uwierzyć, że faktycznie przed nim stałem. Wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem, jakbym co najmniej był duchem lub innym zjawiskiem paranormalnym.
- Cześć… - wydusiłem z siebie z trudem. – Wiesz, przechodziłem właśnie niedaleko i pomyślałem, że… - zająknąłem się, nieporadnie drapiąc się po karku. - …że muszę cię przeprosić – przyznałem w końcu, spuszczając głowę.

W ten nadchodzący rok wchodzę z jednym postanowieniem.
Nigdy więcej nie zdradzę bliskiej mi osoby.

Nie zamienię prawdziwego człowieka na pustą kukłę.