Miniaturka Shoya x Yo-ka (DIAURA)

Tytuł:
Paring: Shoya x Yo-ka (DIAURA)
Typ: miniaturka
Gatunek: ?
Beta: -

Ten wieczór wokalista zapamiętał na całe swoje życie. Shoya zaprosił go do siebie po próbie; niby tylko na kawę, jednak sprawy między nimi ułożyły się przy tym w taki dziwny sposób, że Yo-ka zmuszony został do nocowania poza domem – a co jeszcze dziwniejsze alkohol nie miał z tym nic wspólnego!
Przeszli do sypialni, rzecz jasna, żeby było im wygodniej, gdyż co prawda krzesła były dobre, ale krzesło łóżku równać się nie może. Wokalista nieco niepewny i skrępowany usiadł na brzegu; naprawdę nie lubił, kiedy ktoś się nim zajmował… po prostu nie był do tego przyzwyczajony – być może dlatego, że w ogóle spędzał za mało czasu z ludźmi i nigdy nawet nie szukał osoby, która mogłaby mu zrobić coś podobnego; nie wyobrażał sobie oddać się w nieznane ręce, a do znajomego jakoś głupio było mu się zwrócić z taką prośbą. Wolał pozostać w towarzystwie dobrej książki i kubka gorącej zielonej herbaty, szczególnie kiedy pogoda za oknem zaczynała się psuć, a on pod grubym, polarowym kocem raz za razem odrywał wzrok od lektury, by spojrzeć na ciemne niebo przeszywane błyskawicami. Tym razem było inaczej; poczuł coś w rodzaju ukłucia potrzeby bliskości drugiej osoby, co było mu jak dotąd absolutnie obce – aż sam się sobie dziwił.
Kiedy chłopak przyciągnął go do siebie, uparcie powtarzając, że nie zrobi mu krzywdy przez plecy jasnowłosego przeszedł elektryzujący dreszcz podobny właśnie do tej błyskawicy, która, zdawało mu się, że mignęła mu przed oczami na chwilę odbierając wzrok. Basista odgarnął włosy muzyka z karku, a następnie wplótł w nie palce.
Shoya nie miał takich problemów jak jasnowłosy. Przesunął dłońmi po spiętych ramionach chłopaka i odwrócił go niemal siłą przodem do siebie. Wokalista spuścił głowę, kryjąc się za przydługą grzywką. Miał zarumienione policzki; bał się, że w tym momencie wyją wszelkie jego wady.
Basista uśmiechnął się pod nosem i złapał dłoń chłopaka, więżąc ją w swoich dwóch. Delikatnie gładził jej wierzch kciukami, jednocześnie przyglądając się jego twarzy z wielką uwagą. Rejestrował każdy najdrobniejszy szczegół – począwszy od śladu na pełnych, ponętnych ustach od nerwowego zagryzania ich, niektórych posklejanych tuszem rzęsach przez ślad źle roztartego podkładu tuż pod nosem, a kończąc na ledwo zauważalnej bliźnie n lewym łuku brwiowym. Przysunął się do niego, zabierając jedną rękę, by następnie ją podnieść i przesunąć po gładkim policzku o delikatnej i zadbanej skórze. Owiał jego twarz ciepłym oddechem wciąż pachnącym czekoladowym latte, przez co Yo-ka spiął się, będąc gotowym w każdej chwili zerwać się z miejsca i uciec. Shoya zaciągnął się zapachem wokalisty, który pachniał miętą i szałwią.
Basista oglądał go dokładnie i powoli – w końcu miał czas i nigdzie żaden z nich się nie spieszył – co było czymś w rodzaju jego fetyszu. Lubił zaznajomić się dokładnie z drugą osobą zanim przystąpi do „działania”.
Następnie przesunął wzrokiem po jego dłoniach, niemalże kobiecych. Były gładkie, jednak paznokcie w kilku miejscach zaczynały się łamać a ich płytka miała niezdrowy żółtawy kolor od nikotyny w papierosach. Jedną ręką wciąż gładził jego dłoń, a drugą tym razem odgarnął grzywkę, za którą wciąż się skrywał.
- Zaufaj mi – odezwał się ciepłym głosem i posłał mu pokrzepiający uśmiech.
Sięgnął za siebie po jakiś przedmiot; wokalista drgnął. Zdawał sobie sprawę, że Shoya był ekscentrykiem pod wszelkim znaczeniem tego słowa i obawiał się, co tym razem mu zafunduje. Zastanawiał się czy nie nabawi się przez to jakiejś fobii lub traumy, gdyż naprawdę nie lubił kiedy ktokolwiek dotykał go w taki sposób; był outsiderem, a basista miał bujną wyobraźnię i zazwyczaj wprowadzał w życie swoje niecodzienne pomysły. Yo-ka zaczął zastanawiać się, gdzie podział się jego umysł, kiedy zgodził się przekroczyć prób sypialni razem z basistą. Jednocześnie też był ciekaw, co za „zabawkę” szykuje dla niego chłopak.
- Ale… Nie chcę zabrzmieć niedorzecznie, ale… ja chyba się wycofam – wymamrotał pod nosem jasnowłosy. Basista spojrzał na niego z politowaniem.
- Yo-ka, daj spokój – westchnął. – Przecież ja ci tylko chcę zająć się twoimi włosami, cerą i dłońmi! Masz opory przed naszą wizażystką i kosmetyczką, więc pozwól zająć mi się sobą – wzruszył ramionami. – Jestem twoją ostatecznością. Zresztą… wiesz przecież, że ukończyłem szkołę w tym kierunku.
- No niby tak… ale wciąż nie mogę w to uwierzyć – przyznał nieco rozbawiony. Shoya zrugał go spojrzeniem.
- A ja to się z ciebie nie naśmiewałem, kiedy wyznałeś, że chciałeś być policjantem – wytknął język jasnowłosemu. -  Z twoim potulnym charakterem i usposobieniem nie poradziłbyś sobie! – odgryzł się. – „Przepraszam uprzejmie, panie bandyto, czy mógłby pan oddać mi skradzione pieniądze, pozwolić się skuć i usadzić w więzieniu?” – ironizował prześmiewczym, słodkim głosem.
- Skończyłeś? – prychnął obrażony wokalista.
- Powiedzmy – mruknął. – W każdym razie będę ci docinał, jeśli teraz wyjdziesz
Niezadowolony Yo-ka rad nie rad musiał zostać na swoim miejscu, jeśli nie chciał stracić dobrego imienia, gdyż doskonale zdawał sobie sprawę, że muzyk jest bardzo słowny, a czasem potrafi być zawistny. Chociaż… ciężko nie parsknąć śmiechem po usłyszeniu niuansu, że basista z twojego zespołu chciał zostać kosmetyczką…
Jasnowłosy założył ręce na piersi i westchnął, przyglądając się jak chłopak ponownie bierze do ręki szczotkę, którą uprzednio wyciągnął zza siebie i zaczyna delikatnie rozdzielać pasma jego włosów.

(miało się nieprzyzwoite myśli, co? xD od aut.)

***

Po skończonych zabiegach; farbowaniu włosów, nakładania licznych kremów i maseczek, piłowaniu i malowaniu paznokci oraz wykonaniu delikatnego make-up’u, Yo-ka czuł się jak odnowiony. Kiedy spojrzał w lustro zobaczył zupełnie inną osobę w odbiciu – ta nie miała już poszarzałej, zmęczonej twarzy z makijażem wykonywanym w pośpiechu, ale z pięknymi zaróżowionymi policzkami, wydatnymi ustami podkreślonymi bezbarwnym błyszczykiem oraz zniewalająco długimi, gęstymi rzęsami wokół dużych, ładnie podkreślonych brązowym cieniem oczu z kolorowymi soczewkami.
Wokalista wydał z siebie zduszone westchnienie podziwu i przytknął rękę do twarzy, aby upewnić się czy naprawdę tak wygląda, czy to odbicie w rzeczywistości należy do niego.
- D-dziękuję – wydukał, odwracając się w stronę chłopaka. – Nawet nie podejrzewałem, że mógłbyś być w tym tak dobry – zaszczebiotał zachwycony i uśmiechnął się, przez co wydał się jeszcze piękniejszy; a piękno to było już czymś, czego nie można było podrobić czy choćby uzyskać podobnego efektu za pomocą makijażu lub innych technik upiększających.
Serce Shoyi zabiło dwa razy mocniej, a żołądek zwinął się w kulkę, by w następnej chwili podskoczyć i przybić „piątkę” z boleśnie obijającym się o żebra sercem.
- Nie ma za co – mruknął, rumieniąc się delikatnie, kiedy zorientował się, że chłopak, do którego czuł, zdawałoby się, że od zawsze, pociąg jest jeszcze piękniejszy za jego sprawą niż w najrealistyczniejszych snach.
Basista zarumienił się jeszcze bardziej, przypominając sobie to, o czym niejednokrotnie już śnił. Yo-ka wykorzystał ten moment nieuwagi muzyka i podszedł do niego cicho. Zanim ten zorientował się, co się dzieje, wokalista założył mu ramiona na szyję, po czym pocałował czule w usta. Shoya spojrzał zaskoczony na rozpromienionego chłopaka i zamrugał kilkakrotnie, nie mogąc nadziwić się temu, że główny i obowiązkowy punkt z jego snów właśnie stał się realnym faktem.
- Naprawdę dziękuję – powtórzył.

- No… Więc jeśli tak zamierzasz dziękować, to jednak nie mam nic przeciwko – zaśmiał się, po czym ponownie złączył ich usta.

Monsters cz.13

Huh, zapomniałam, że jeszcze tego nie wstawiłam... =.='' Mam nadzieję, że się nie gniewacie... x.x
W każdym razie dziś naprawdę krótko, bo zaledwie 4 strony, jednak jest to wprowadzenie do znacznie dłuższego rozdziału, za który już się biorę i jeśli będzie odpowiadająca mi liczba komentarzy, to z pewnością wstawię ją już niebawem.

A tak btw. Podoba wam się nowe tło? Mam nadzieję, że teraz będzie się wam łatwiej czytało.


Kolejne dni po prostu mi mijały – nie przywiązywałem do nich zbyt wielkiej uwagi. Byłem pochłonięty przez własne rozterki i przemyślenia. Kilkakrotnie Zero próbował zrozumieć, co jest przyczyną takiego mojego samopoczucia, namawiał mnie nawet do tego, abym po prostu mu o tym powiedział i przestał katować sam siebie, jednak nie posłuchałem go. Nie chciałem znów obarczać go swoimi problemami.
Westchnąłem ciężko, opierając głowę o ścianę i oddychając głęboko nocnym, chłodnym powietrzem.
- Stałeś się wentylującymi zwłokami – Tsukasa usiadł koło mnie i spojrzał w niebo, na którym pierwszy raz od dłuższego czasu było widać tyle gwiazd. Noc była jasna, gdyż pełnia księżyca rozświetlała ją, a jej srebrna poświata otulał wszystko swoim miękkim blaskiem; przyjemny efekt psuły jedynie latarnie uliczne o chorobliwie żółtym, sztucznym świetle.
- Co? – spojrzałem na niego zdziwiony.
- Nic tylko siedzisz na tym balkonie. Nie jesz, nie odzywasz się praktycznie, rzadko kiedy ruszysz się stąd… Wentylujesz tu na tym przeciągu jak zwłoki – rozłożył ręce.
- To było… bezpośrednie – mruknąłem niezbyt zadowolony z tego, że perkusista nazwał mnie zwłokami.
- Ale prawdziwe – pokiwał głową, jakby na potwierdzenie, że zgadza się ze swoimi słowami. – Zero się martwi – zmienił temat. – Może z nim w końcu pogadasz? – zaproponował.
- Nie – odparłem krótko.
- Dlaczego?
- Bo nie! – warknąłem.
- A, rozumiem. Nie ma to jak dobre argumenty – prychnął, wywracając oczyma.
- Nie muszę ci się z niczego tłumaczyć.
- Fakt, ale wypadałoby, żebyś wytłumaczył się przed Shimizu – zauważył. Zgrzytnąłem zębami. – Ej! Bo ci plomby powypadają – przestrzegł prześmiewczo. – Jeśli nie masz na bilet powrotny to zgaduję, że na dentystę też.
- Przyszedłeś czepiać się mnie, moich problemów czy moich zębów, bo w końcu zgłupiałem – powiedziałem nieprzyjemnie.
- Mogę czepiać się tego wszystkiego na raz – uśmiechnął się, cicho śmiejąc pod nosem, widząc zdenerwowanie malujące się na mojej twarzy. – W każdym razie przyszedłem ci powiedzieć, że zachowujesz się, jak nastolatka, która właśnie dostała pierwszego okresu. „Ojej, ile ja mam problemów!” – krzyknął przesłodzonym głosikiem. – Hiroshi, do ciężkiej cholery, ile ty masz lat?! – szturchnął mnie w ramię. – Weź się w garść! Nie chcę znów wyjść na tego złego i niedobrego, nie chcę też się z tobą kłócić, dlatego uwzględniam, że nie naskakuję na ciebie tak jak wcześniej, a jedynie… motywuję? Coś w ten deseń… - zamilkł na chwilę, po czym ponownie podjął. – Każdy ma swoje utrapienia. W każdym wieku. Nawet przedszkolaki mają problemy – a bo to literek nie umieją pisać, bo kolega zabrał zabawkę… Wiem, że nie można porównywać tego z problemami ludzi dorosłych, gdzie pojawiają się kredyty, praca, perypetie miłosne i tak dalej… Po prostu próbuję ci uświadomić, że każdy boryka się ze swoimi problemami. Są ludzie, którzy wyglądają na beztroskich, prawda? Ale to tylko maska. Ten, który śmieje się najgłośniej, często cicho łka po nocach… W sumie… Właśnie na tym polega życie; na wyznaczaniu sobie celów i pokonywaniu przeszkód, które uniemożliwiają nam osiągnięcie go. Nieudacznik to człowiek, który nie radzi sobie z własnymi problemami; człowiek sukcesu to taka osoba, która właśnie sobie z nimi radzi.
- Okrężną drogą sugerujesz, że jestem nieudacznikiem? – spojrzałem na niego z nieprzyjazną miną.
- Nie. Przestrzegam cię, żebyś właśnie nim się nie stał – wstał i oparł się o barierkę przedramionami. – Poproszenie kogoś o pomoc nie jest świadectwem słabości czy przyznaniem się do bycia nieudacznikiem…
- Ale nie można też naużywać pomocy innych, a ja…
- A ty jeszcze nie nadużyłeś jej; wierz mi na słowo! – przerwał mi. – Twój parszywy humor odbija się na całym naszym zespole. Wszyscy się martwią; nawet Karyu! – krzyknął.
- Co ja? – rudzielec wystawił głowę zza drzwi balkonowych.
- Idź stąd! – krzyknąłem z Tsu w tym samym momencie.
- Najpierw cię wołają potem wyganiają… Weź tu takich zrozum… - mruczał do siebie lider, wracając z powrotem do pokoju.
Perkusista posłał mi długie i nachalne spojrzenie, pod którego naciskiem spuściłem głowę. Ten wzrok mówił więcej niż wszystkie słowa, które do mnie skierował. W końcu skapitulowałem, westchnąłem i przytaknąłem.
- Zrozumiałem – przyznałem cicho.
- Mam nadzieję – odpowiedział chłopak i zostawił mnie samego, abym doszedł do łady z własnymi myślami.

***

- Mówiłem ci, żeby nie grać „Going on”! – awanturował się Zero. – Było posłuchać się Hizumiego i wystawić „In Vain”!
- To wszystko wina tego parszywego wokalisty od siedmiu boleści! – darł się Karyu. – Nie zaśpiewał „Going on” wystarczająco dobrze! To jest żywa piosenka!
- Artysta śpiewa zgodnie z jego uczuciami – mruknąłem niechętnie.
- Co nie zmienia faktu, że dla zarobku mógłbyś wykrzesać z siebie trochę energii! – syknął wściekły Yoshitaka.
- Ej no, nie gadaj; Hiroshi skakał po scenie i nie można powiedzieć, że się oszczędzał. Tylko… Dobra, Yoshida trochę niezbyt postarał się przy wyciąganiu tej piosenki, jednak ty też nie jesteś święty, Matsumura! – odezwał się perkusista. – Narzuciłeś nam „Going on”, mimo iż żaden z nas nie miał ochoty ani przesadnie werwy do tej piosenki. To ty ją wymyśliłeś!
- Zresztą… Co to za zestawienie? „Infection” i „Going on”? – prychnął basista.
- Ta piosenka miała was rozbudzić i trochę rozweselić, bo ostatnio snujecie się wszyscy jak cienie! – wybuchnął rudzielec.
Tym razem wszystko mieliśmy dopięte na ostatni guzik – napisałem dwie piosenki, jednak Karyu w ostatniej chwili przedstawił nam swoją i uparł się, aby zaprezentować ją na konkursie. Zrobił to w dobrej wierze, aby tchnąć trochę życia w nasz zespół, mimo to nie wyszło.
Nie udało się.
Nie przeszliśmy dalej.
Mieliśmy opuścić pokój przed rozpoczęciem się kolejnej doby hotelowej – czyli mieliśmy się wynieść przed godziną dwunastą następnego dnia. Wcześniej za każdym razem improwizowaliśmy – zarówno z założeniem D’espairsRay jak i z pierwszym występem – i wtedy udało się, a teraz kiedy teoretycznie wszystko powinno pójść jak po maśle, wszystko się zawaliło. Może to właśnie improwizacja była nieodłączną częścią image naszego zespołu? Może to właśnie dzięki tym wszystkim niedociągnięciom i niedopowiedzeniom byliśmy tak oryginalni, i na swój sposób piękni?
Znów zamyśliłem się, przez co nawet nie zauważyłem, kiedy podszedł do mnie Michi, który najwyraźniej skończył już kłócić się z gitarzystą.
- Pomóc ci się spakować? – zaproponował z cieniem delikatnego uśmiechu na ustach.
- Dzięki – odpowiedziałem mu tym samym gestem.
Przyglądałem się, jak szatyn zwinnie i szybko składa moje bluzki w kostkę i układa je w torbie, aż nagle coś mnie tknęło. Drgnąłem, co najwyraźniej zauważył Tsukasa, gdyż on również zaniechał pakowania rzeczy do walizki i spojrzał na mnie.
- A no właśnie… - zaczął perkusista, a wszyscy już wiedzieli, o co chodzi.
- Hiroshi? – basista położył dłoń na moim ramieniu.
- Ile udało nam się zainkasować? – zapytałem lidera.
- Dziewięćset dolarów.
- Wystarczy na lot do Albany, ale nie do Tokio… - zauważyłem cicho. – Wyboru za mnie dokonał chyba budżet – wzruszyłem ramionami niby obojętnie, jednak każdy z nich doskonale wiedział, że ta kwestia wcale nie była mi obojętna.
- Wcale nie – zaprzeczył mój chłopak. – Zyskaliśmy dziewięćset dolców, masz jeszcze trochę swoich oszczędności; resztę dołożę ja – zaoferował wielkodusznie.
Już chciałem zaprzeczyć, jednak karcący wzrok Ooty i gest jaki wykonał – przyłożył sobie palec do gardła niczym nóż i udał, że je sobie podrzyna – zaraz mnie uciszyły. Zamiast się odzywać po prostu przysunąłem się do Shimizu i pocałowałem go w policzek. Chłopak uśmiechnął się i objął mnie w pasie, po czym odwrócił do mnie twarz i ewidentnie czekał na coś więcej. Musnąłem delikatnie jego ciepłe wargi.
- Nie stracę cię już więcej – szepnął mi do ucha. – Nie pozwolę, żeby znów mi cię zabrano.
- Dziękuję – uśmiechnąłem się i ponownie go pocałowałem.
Objąłem szatyna za szyję, a on mocno przyciągnął mnie do siebie, przytrzymując mnie za plecy, jakby bał się, że zaraz od niego odejdę. Z początku muskaliśmy swoje usta, jednak po chwili Michi polizał moją dolną wargę, a ja nie chcąc pozostać mu dłużnym, rozchyliłem je. Chciał wsunąć język do moich ust, jednak przeszkodził mu w tym…
- Koniec kiziania się! – zarządził Matsumura, odciągając nas od siebie. – Wiem, że przez kilkanaście dni dzieliliśmy razem pokój i nie mogliśmy liczyć na choćby odrobinę prywatności, jesteście niewyżyci i spragnieni siebie… bla, bla, bla… ale na litość boską, nie róbcie tego publicznie! A przynajmniej ograniczcie się dopóki jestem trzeźwy! – zaczął lamentować. Kenji zaśmiał się pod nosem.
- Tak, jemu również brakuje seksu – odpowiedział na wymowne spojrzenie szatyna.

***

Siedziałem na łóżku i nie bardzo wiedziałem, co zrobić. Wpatrywałem się tępo w telefon, który trzymałem w ręce mając absolutną pustkę w głowie. Wciąż byłem niepewny. Nie wiedziałem czy robiłem dobrze, jednak… jakby nie patrzeć zawsze istnieje możliwość, która pozwoliłaby mi zawrócić. Co prawda, gdybym wycofał się z wyjazdu do Japonii lub w trakcie pobytu w Tokio zechciałbym wrócić z pewnością zniszczyłbym swoje relacje z Zero, jednak… to nie zmienia faktu, że wrócić mogłem. Wszystko było okupione jakąś ceną – nawet jeśli nie była ona materialna. Z pewnością była ona wysoka, ale… istniała możliwość wycofania się.
Obawy to ludzka rzecz i nigdy się ich nie wyzbędę – wiedziałem to już jako dziecko.
Kiedyś czytałem biografię Bruce Dickinson’a (wokalista Iron Maiden od aut.) i pamiętam nazwę jednego z rozdziałów mieszczącego się w tej książce: „Nasz bohater staje przed propozycją nie do odrzucenia, jednak jako że jest porządnym facetem to przez chwilę się namyśla” (mam tą biografię i jest to oryginalny tytuł jednego z rozdziałów; rzecz jasna tak został przetłumaczony ten tytuł przez tłumacza, gdyż posiadam polską, nie angielską wersję biografii od aut). Może trochę to komiczne, jednak… czy to możliwe, że ja również jestem takim bohaterem?
Westchnąłem, po czym wziąłem głęboki oddech i w końcu przełamałem się.

„Szanowna kobieto, która podawałaś się za Akemi Yoshidę, moją matkę, informuję Cię, że nie mam zamiaru wracać do „domu”.
Zaczynam nowe życie… a bynajmniej tak mi się wydaje. Mam nadzieję, że mi się to uda, jak również, że nie będziesz mi tego utrudniać.
Z poważaniem,
Yoshida Hiroshi.”

Zdziwieni? Zwyczajnie napisałem sms’a. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać, gdyż wiedziałem, że próbowałaby mnie odwieść od tego pomysłu. Wciąż czułem się zraniony. Zresztą… nie miałem nawet ochoty wypowiadać tych słów; uznałem, że wystarczy jeśli je napiszę. Zresztą… jeszcze tego brakowało, żeby Tsukasa albo, nie daj Boże, Zero to usłyszał. Nie potrzebowałem kolejnych komplikacji.

To był moment, w którym miałem wyjść na prostą i nie zamierzałem go sobie utrudniać.

KONKURS~!


Dobra, jest pierwszy konkurs. Znów nie odpowiada mi liczba komentarzy pod ostatnim wpisem, ale nie będę zbyt długo marudzić; mimo wszystko pozwolę sobie jęknąć w niebogłosy i zapytać, o czym wy chcecie czytać? Royz nie, Mejibray nie… To ja nie wiem… (/.-)’’ Już nawet nie wspomnę, że jeszcze w lutym tego roku było ponad 11 tysięcy wejść na mojego bloga, a w ubiegłym miesiącu zaledwie 5 tysięcy… No, ale w każdym razie cieszę się, że przynajmniej liczba obserwatorów jest stała i co jakiś czas grono się powiększa. Jest was już 94 ♥ Jak dobijecie do 100 to z pewnością coś wam naskrobię z tej okazji J

Odnośnie konkursu:
Przed wami pięć opisów muzyków ze świata j-rocka. Wybrałam takie osobistości, które, moim zdaniem, mają ciekawą biografię, a przy okazji mając na celu poszerzenie wiedzy niektórych i uświadomienie ich, że j-rock to nie tylko The GazettE.
Myślę, że nie jest to jakieś karkołomne zadanie. Osoba nr 1 – jej opis pochodzi (czyli dokładnie go skopiowałam) z mojej poprzedniej strony, której link kiedyś tu zamieszczałam. Cieszyła się dość dużą ilością wejść i dostawałam maile z wiadomościami od was, że podobała się wam, więc mam nadzieję, że pamiętacie co nieco, o czym i o kim tam napisałam.
Osoba nr 2 – radzę zwrócić uwagę na ostatnie dwa zdania; one chyba mówią wszystko.
Osoba nr 3 – jest połączona z osobą nr 4.
Osoba nr 4 – jak ktoś nie wie, kto to jest to niech ma świadomość, iż mówiąc, że zna j-rocka sprawia, że ta osoba przewraca się w grobie!
Osoba nr 5 – chyba wszystkim znana (w szczególności Amidamarau ;p). Niemniej, ciekawa osobistość… J

Nawet jeżeli ktoś zgadnie, co to za postać, to myślę, że może się jeszcze wiele informacji o niej dowiedzieć dzięki tej zabawie.

Zasady:
W komentarzu pod tym postem piszcie, co to za postacie (np. 1. [wstaw imię i nazwisko]). Przy następnym konkursie wypiszę osoby, które dobrze odpowiedziały i liczbę punktów, które zdobyły -> jedna poprawna odpowiedź, jeden punkt.
Nie mam jeszcze pomysłu, co do nagrody… więc jeśli jakiś macie to również możecie napisać w komentarzu J Przewiduję, że za 10 punktów będzie nagroda.
A! I jeszcze jedno! PRZEDE WSZYSTKIM PISZCIE CZY TAKA FORMA WAM ODPOWIADA, CZY NIE! Rzecz jasna, drugi konkurs będzie wyglądał inaczej, ale cóż… Chcę wiedzieć po prostu, co wam odpowiada, a co nie i czy ewentualnie, kiedyś tam w odległej przyszłości będziecie chciały, abym to powtórzyła.

Konkurs:

1.Urodził się 31.07.1978r. i wychowywał się w regionie Sakimata razem z młodszym bratem i siostrą. Nie ma znienawidzonego gatunku muzyki ani ulubionego alkoholu, nie grywa w gry video (w przeciwieństwie do połowy młodego pokolenia z krajów ucywilizowanych). W wolnych chwilach spaceruje. Interesuje go sado-maso.
Okrutny los dotknął go już w wieku dwóch lat, kiedy to został potrącony przez ciężarówkę. Wynikiem tego wypadku, który mógł mieć tragiczny koniec, były poważne obrażenia wewnętrzne oraz kilka złamanych kości.
Był dość problemowym dzieckiem, dlatego rodzice nieraz musieli za niego przepraszać sąsiadów; mimo to zawsze lubił muzykę. Już jako kilkuletnie dziecko (kiedy był w przedszkolu) lubił radośnie śpiewać, a jego głos wypełniał cały dom. Z czasem jednak śpiewy ucichły, gdyż z dziecka stał się młodzieńcem, któremu nie wypadało śpiewać, aby poderwać dziewczynę - może śpiewać nie, ale za to uprawiać sport było dla niego bardzo odpowiednie. Grał w klubie futbolowym, a następnie drużynie koszykarskiej; zawsze był aktywny fizycznie. Chciał się uczyć grać na gitarze, jednak trudno mu było pogodzić jednocześnie obowiązki sportowe i muzyczne, dlatego na początku gitarę zamienił na harmonijkę. Powoli wdrążał się w świat Visual Kei słuchając takich zespołów jak BUCK-TICK czy X (X Japan). W tym czasie chęć założenia własnego zespołu coraz bardziej nasilała się, jednak nadal drużyny sportowe, do których przynależał, ograniczały go. Zespół udało mu się założyć dopiero kilka lat później z przyjacielem. Jego pierwsza grupa o nazwie BUCK-TICK cover band działała zaledwie dziesięć miesięcy, jednak zaraz potem nowy zespół był już gotowy... prawie gotowy, z racji tego, że nie posiadali basisty, dlatego w końcu zaczął uczyć się grać na tym instrumencie. Był samoukiem; w czasie tej nauki pracował w fabryce, a wolne dnie i noce poświęcał zespołowi.


2.Urodził się 19 marca w prefekturze Hiroshima. We wczesnych latach młodości jego rodzice zapoznawali go z muzyką poważną. Jego ojciec oraz matka byli nauczycielami muzyki, więc muzyka poważna od zawsze miała na niego wpływ. Zaczął tworzyć muzykę w szkole średniej, kiedy to słuchał zespołu Mötley Crüe. Zazwyczaj jego kompozycje łączyły muzykę poważną (zwłaszcza barokową, wraz z organami i klawesynem. Lubił muzykę Jana Sebastiana Bacha) w połączeniu z heavy metalem, gothic rockiem, industrialem oraz innymi, bardziej nietypowymi elementami, jak francuski pop. W jednym z wywiadów wyjawił, że nie posiada wykształcenia z teorii muzyki.
Pierwszy zespół założył w szkole średniej. Następna była punkowa grupa działająca od około 1989 do 1990 roku, a potem grał niecałe dwa lata jako basista w innym zespole (specjalnie nie podaje nazw od aut.). W sierpniu 1992 roku jego pierwszy zespół, który osiągnął popularność. Wtedy też zmienił pseudonim na taki, który obecnie jest wszystkim znany (xD od aut.). Wcześniej mówili na niego Serina. Założył również niezależną wytwórnię, Midi:Nette, pod którą zostało zrealizowanych wiele wydawnictw jego zespołu. Gdy grupa zawiesiła działalność w 2001 roku, założył swój solowy projekt. Jest kompozytorem wszystkich piosenek, twórcą tekstów, producentem i projektantem strojów dla członków zespołu.
W 1999 założył firmę produkującą ubrania − Moi-même-Moitié, gdzie rozróżnić można dwie linie ubrań: Elegant Gothic Lolita oraz Elegant Gothic Aristocrat.
            Wśród fanów mówi się, że nigdy nie zmienia wyrazu twarzy. Ponad to utrzymywał przez całą swoją karierę, że pochodzi z innej planety.


3.Urodził się 20 listopada 1965 w Tateyamie prefektura Chiba. Naukę gry na fortepianie rozpoczyna w wieku 4 lat. Uczyła go matka. Ojciec popełnił samobójstwo, gdy miał 10 lat. Mniej więcej w tym czasie zaczyna grać na perkusji.
Plany utworzenia zespołu pojawiają się już w 1976 r., a urzeczywistniają 6 lat później, w 1982 r. zakłada zespół razem z przyjacielem z dzieciństwa. Jednak z grupą nie chce się związać żadna wytwórnia. Otwiera więc własną, Extasy Records, za pieniądze ze sprzedaży rodzinnego interesu przez jego matkę. Rok później wychodzą pierwsze single, a w 1988 r. pierwszy album, Vanishing Vision.
W 1992 zespół był już dobrze znany w Japonii. Pojawił się więc pomysł, by wkroczyć na rynek amerykański. Ponieważ w USA istniał już zespół o tej samej nazwie, zmieniono nazwę (a tak naprawdę jedynie dodano nazwę jego ojczyzny).
W maju 1997, jeden z członków ogłasza odejście z zespołu, co doprowadza do rozpadu grupy (wrzesień). W grudniu tego samego roku Japończycy grają pożegnalny koncert, The Last Live, w Tokyo Dome. Zespół ten uważany jest w Kraju Kwitnącej Wiśni za jeden z najbardziej wpływowych.
Nasz bohater i jego przyjaciel (który jest niemniej sławny) planowali przywrócić zespół do życia w 2002 r. i szukali wokalisty. Plany jednak pokrzyżowała niespodziewana śmierć przyjaciela, 2 maja 1998. Po tym wydarzeniu wpadł w trwającą ponad 2 lata depresję, nie będąc w stanie tworzyć, ani grać. Przeniósł się do Los Angeles i ukrywał się przez długi czas przed publicznością.
Skomponował niemal wszystkie utwory swojego zespołu. Kochał muzykę poważną, jej wpływ jest widoczny szczególnie w utworach takich jak "Rose of Pain", "Art of Life" czy "Amethyst" (mówił o sobie, że jego dusza ma kolor ametystu). Prowadził projekt Eternal Melody, który składał się z piosenek jego zespołu w aranżacji m.in. George'a Martina. Podwójny album, na którym utwory wykonuje Orkiestra Filharmonii w Londynie, ukazał się w 1993 r.
Stworzył również dwie kompozycje muzyki poważnej: ____ (jego nazwisko) Selection oraz ____ (jego nazwisko) Selection II. Oprócz tego przekształcił piosenkę grupy Kiss, "Black Diamond". Utwór znalazł się w albumie Kiss My Ass (1994). Jest hołdem dla wspomnianego zespołu.
Pod koniec 2000 r. ogłosił powstanie nowego projektu muzycznego, Violet UK. W 2002 r. wystąpił w trzech reklamach dla sieci sklepów 7-Eleven, które wykorzystywały muzykę Violet UK. Również w 2002 r. związał się z japońskim zespołem Globe.


4. Urodził się 13 grudnia 1964 r. w Yokosuce w prefekturze Kanagawa; zmarł 2 maja 1998 roku -  japoński muzyk rockowy, gitarzysta i kompozytor/
Swój pierwszy kontakt z rockiem zawdzięcza przyjacielowi, który pokazał mu album Alive II zespołu KISS. Wkrótce potem otrzymał od babci używaną gitarę - model Gibson Les Paul Deluxe. Będąc w jedenastej klasie założył swój pierwszy zespół - Saber Tiger. W 1986 r. zespół zmienił nazwę na Saver Tiger. Kapela nigdy nie miała stałego składu. 28 stycznia 1987 roku Saver Tiger dał swój ostatni występ w Meguro Rokumeikan, po czym grupa została rozwiązana.
W czasach świetności Saver Tiger, Hideto uczył się fachu fryzjerstwa w Roppongi (obecnie dzielnica Tokio znana z imprez i dyskotek). Porzucił tę profesję w 1987 roku i dołączył do nowo powstałego zespołu. Napisał dla niego wiele utworów.
5 sierpnia 1993 roku rozpoczął solową karierę. Na początku wydał dwa single ("Eyes Love You" i "50% & 50%") oraz jeden album ("____ [jego pseudonim] Your Face"). Single zajęły kolejno 3 i 6 miejsce, a album 1 miejsce na liście Oricon. W następnych latach wydał kolejne dwa albumy - "Psyence" i "Tune-Up". Założył studio nagraniowe oraz firmę LEMONed skupiającą grupy tworzące muzykę w podobnym stylu.
W 1996 rozpoczął projekt Zilch. Projekt powstał w czasie pobytu w Los Angeles. Razem z amerykańskimi muzykami chciał zdobyć rzeszę fanów z całego świata.
W 1997 roku zespół, od którego cztery lata temu odszedł, zakończyło działalność, co boleśnie go dotknęło, gdyż był z nim bardzo związany i w jego skład wciąż wchodził jego przyjaciel (osoba 3. z tego konkursu). Po rozpadzie grupy popadł w depresję. Powołał do życia zespół Spread Beaver. W styczniu 1998 Spread Beaver wypuściło swój pierwszy singel - "The Rocket Dive". Na kilka dni przed premierą drugiego singla - "Pink Spider", świat obiegła wiadomość, że nasz „gość specjalny na dziś” nie żyje.
W nocy 1 maja 1998 roku jego brat wraz z przyjaciółką (lub swoją dziewczyną – istnieją dwie wersje) przyprowadzili go pijanego do jego apartamentu. Położyli go do łóżka i wyszli. Gdy po kilku godzinach kobieta wróciła, znalazła go w łazience, z ręcznikiem owiniętym wokół szyi i przywiązanym do klamki. Mimo szybkiej reakcji kobiety i natychmiastowego zawiadomienia pogotowia, zmarł w karetce 2 maja 1998 o godzinie 8:52.
Policyjne śledztwo nie wykazało śladów włamania. Dochodzenie umorzono, a śmierć gitarzysty uznano za samobójstwo, mimo iż do dziś są tacy, którzy uważają, że musiało to być morderstwo (szczerze powiedziawszy to dla mnie takie wytłumaczenie też jest jakby… lepsze? Chyba łatwiejsze do przyswojenia, o ile można tak powiedzieć… ;_; od aut.). Z czasem rodzina wymusiła zmianę statusu na „wypadek”.
7 maja w świątyni buddyjskiej Tsukiji Hongan-ji, w Tsukiji odbył się pogrzeb. W tym samym roku Spread Beaver wypuściło album "Ja, Zoo", na którym znalazło się kilka utworów, w których tworzeniu miał udział nasz bohater. W tym samym roku grupa rozpoczęła trasę koncertową bez swojego wokalisty i lidera.
W 2000 roku jego młodszy brat ujawnił plany stworzenia '___ (jego pseudonim) Museum' w rodzinnym mieście muzyka. Pomysł początkowo spotkał się z entuzjazmem ze strony fanów, jednak później muzeum spotkało się z falą negatywnej krytyki ze strony zwiedzających, którzy zarzucali przede wszystkim zbytnią komercyjność przedsięwzięcia. We wrześniu 2005 r. muzeum zamknięto.
Z podpowiedzi dodam, że nosił takie samo nazwisko jak Ruki z The GazettE.


5. Urodzony 16 lutego 1976 w Kioto.
Wcześniej należał do innych zespołów, chociażby Visun, Masquerade czy La:Sadie's.
Skomponował dla zespołu jedynie kilka piosenek (np. The Domestic Fucker Family, Hades, [S]), ale jest za to autorem wszystkich tekstów, w większości mrocznych, o negatywnym znaczeniu. Porusza różne tematy, często tabu, jak seksualne obsesje (ZOMBOID), znęcanie się (Berry) ale także środki masowego przekazu (Mr. NEWSMAN). Kilka utworów wyraźnie dotyczy japońskich kwestii, takich jak nastawienie kraju do aborcji (mazohyst of decadence, OBSCURE) czy konformistyczne społeczeństwo (Children).
Używane przez niego słownictwo obejmuje wyrazy zarówno wulgarne jak i wzniosłe. Stosuje gry słowne, wykorzystuje także mnogość znaczeń kanji.
Jego występy na scenie są szczególne – wkłada w nie wiele energii i emocji, ale często uzupełnia je także elementami szokującymi, jak choćby przypominającym głębokie oparzenia makijażem na całym ciele, sztucznymi wymiocinami o różnym kolorze i konsystencji czy różnymi aktami samookaleczeń.
Podczas całej aktywności muzycznej był wiele razy hospitalizowany. W 2000 roku miał problemy ze słuchem (w wyniku których częściowo nie słyszy na lewe ucho), a w 2006 trafił do szpitala z zapaleniem strun głosowych.
Wydał dwa tomy swojej poezji, które zostały opublikowane przez Media Factory. Do obu książek dołączono bonusy w postaci płyt CD zawierających tylko solowe utwory:
31 sierpnia 2001 – Jigyaku, Rensou Furan Shinema; bonusowe CD: Daisanteikoku Gakudan.

3 grudnia 2004 – Zenryaku, Ogenki Desu ka? Saihate no Chi Yori Namonaki Kimi ni Ai wo Komete…; bonusowe CD: Furan Shinema Teikoku Gakudan.

"Bajka o Mejibray" Tsuzuku x Koichi

Tytuł: „Bajka o Mejibray”
Paring: Tsuzuku x Koichi (Mejibray)
Typ: miniaturka
Gatunek: ?
Beta: -

Mieszkałem z Meto odkąd tylko założyliśmy zespół. Dzielenie domu z perkusistą, rzecz jasna, miało swoje minusy, jak choćby to, że co tydzień, podczas gruntownego sprzątania czy raczej „odgruzowywania” naszego mieszkania znajdywałem jego przeróżne  akcesoria w najmniej odpowiednich miejscach – na przykład sztuczne, „wyłupane” oko w mojej szufladzie z bielizną. Mimo wszystko nie mogłem narzekać; jakby nie patrzeć dzięki Meto płaciłem dwa razy mniejszy czynsz i nie musiałem przejmować się brakiem prawa jazdy, bo w razie potrzeby chłopak mnie wszędzie podwoził. Ponad to naprawdę przyjemnie jest mieć się do kogoś odezwać, szczególnie w długie zimowe wieczory. Przez trzy lata, przez które uczęszczałem do szkoły w Tokio, będąc z dala od domu rodzinnego, mieszkałem na stancji sam, bo moich rodziców było na to stać, jednak nawet sobie nie wyobrażacie, jakie było to dla mnie uciążliwe. Robiłem wszystko; zapisywałem się na dodatkowe zajęcia, uczestniczyłem we wszystkich wypadach na miasto z moimi znajomymi, sam nieraz wręcz zmuszałem ich do ruszenia tyłków z domu, byleby tylko nie tkwić w samotności w małej kawalerce, sam na sam z ciszą przerywaną jedynie moim oddechem i głuchym biciem serca…
Jak zwykle rozgadałem się o tym, co nie było moim pierwotnym zamysłem. Tym razem chciałem opowiedzieć Wam, jak wyglądała jedna z tych zabawniejszych sytuacji, która miała miejsce w naszym mieszkaniu.
A więc; dawno, dawno temu, za niezliczoną ilością osiedli i wąskich strumyczków w betonowych korytach, mniej więcej w okresie, kiedy sakury zaczęły gubić już płatki swoich kwiatów, wśród tej biało-różowej zawieruchy stał nasz blok. Ten dzień z początku nie zapowiadał się jakoś ciekawie ani nadzwyczajnie. Była sobota, wolne. Zagrzebany w nagrzanej pościeli leżałem w łóżku, oddając się swoim sennym marzeniom (nie zawsze przyzwoitym i ocenzurowanym), kiedy dobiegł mnie głos z sąsiedniego pokoju.
- Mia!
Z początku zignorowałem nawoływania perkusisty, jednak po dwunastym z rzędu wrzasku, zrozumiałem, że Meto nie da mi spokoju, dopóki się do niego nie pofatyguję. Przewróciłem oczyma i westchnąłem ciężko. Zacząłem przeklinać na czym świat stoi, kierując się do sypialni chłopaka. Po drodze poobijałem się trochę o ściany, co jeszcze bardziej mnie rozwścieczyło.
- Czego?! – warknąłem, opierając się niedbale o futrynę.
- Misa złego – odparował z uśmiechem.
- Twoje rymy są nie dość, że do dupy, to jeszcze bez sensu – prychnąłem.
- Wiem – odpowiedział dalej się szczerząc. – Siadaj – wskazał mi na krzesło, które specjalnie dla mnie przytargał z jadalni. – Pokażę ci coś.
Niechętnie, bo niechętnie, ale przystąpiłem na jego propozycję (a raczej rozkaz). Tym, co mnie do tego popchnęło był fakt, że stałem na boso na kafelkach w przedpokoju i było mi cholernie zimno w stopy. Usiadłem na krześle, podciągając nogi pod brodę.
- Co mi chciałeś pokazać? – burknąłem, będąc wciąż niezadowolonym z tego, że zostałem o tak pioruńsko wczesnej godzinie (jedenastej po południu) wyciągnięty z łóżka.
- Wiesz, mój laptop to istny śmietnik – zaczął. – Mam tu masę niepotrzebnych rzeczy i dziś nie mogłem pobrać kolejnej gry, bo nie mam już miejsca na dysku. Zacząłem usuwać niepotrzebne pliki i foldery i zobacz, na co się natknąłem – przesunął komputer w taki sposób, abym z łatwością widział, co widnieje na ekranie.
Na początku widziałem drobne plamki, które rozmazywały mi się przed oczyma, jednak kiedy przetarłem oczy dostrzegłem, że są ułożone chronologicznie. Wytężyłem swoje szare komórki, które nie pracowały zbyt dobrze o tak wczesnej porze. Bingo! Znalazłem jakiś sens w tym – te wszystkie pliki to gif’y i zdjęcia, które niemalże tworzyły historię naszego zespołu. Kiedy na dole przeczytałem: „Ilość plików:7932”, drgnąłem.
- Zamierzasz mi to wszystko pokazać albo, co bardziej prawdopodobne, zmusić mnie do obejrzenia tego wszystkiego? – zapytałem z obawą, która odbiła się w moim głosie.
- Nie, oczywiście, że nie – zaśmiał się. – Chciałem ci pokazać tylko jedną rzecz.

zdjęcie

- Co w tym takiego wspaniałego? – zdziwiłem się. – Przecież to zdjęcie z okładki albumu „Distance.exe”.
- No niby tak – wzruszył ramionami. – A pamiętasz sesję, na której ją zrobiono? – podrapałem się po głowie, wyczuwając pod palcami dość sporych rozmiarów kołtun. Westchnąłem.
- Niezbyt – przyznałem zgodnie z prawdą.
Wtedy Meto wybrał jeden plik z ich tak pokaźnej liczby, a na ekranie pojawił się taki obraz:



- Taa, teraz pamiętam – zachichotałem pod nosem. – Czułem się wtedy nieco pominięty i odsunięty od reszty – parsknąłem.
- A ja pamiętam, że na początku Koichi próbował zmiażdżyć mi tyłkiem klatkę piersiową – perkusista wziął głębszy oddech i pokręcił głową, wracając do wspomnień. – Ale nie o to mi chodzi… Czy nie uważasz, że to mogło się zacząć właśnie od tego?
- Co się mogło zacząć od czego? – nie zrozumiałem, o co mu chodziło.
- No związek Koichiego i Tsuzuku – sprostował. – Nie wydaje ci się, że mógł mieć początek właśnie na tej sesji?
- Niby dlaczego? – podniosłem jedną brew.
- No spójrz na nich! – wskazał palcem najpierw basistę, a następnie wokalistę. – Czy nie masz wrażenia, jakby Koichi siedział na Tsuzu… któremu jest dobrze?
- O czym ty mówisz?! – wrzasnąłem niemalże przerażony. Wiedziałem, że Meto jest zboczony, ale żeby do tego stopnia?! Żeby posądzać kolegów z zespołu o romans?!
- Daj spokój – machnął ręką. – Przecież wszyscy wiedzą, że Tsuzuku i Koichi są razem. Nie mów, że nie zauważyłeś. Na koncertach i próbach zachowują między sobą dystans, żeby nikt nic nie podejrzewał, jednak… pamiętasz, co się działo przed ostatnim występem za kulisami?
- W sensie… Chodzi ci o to, kiedy otworzyliśmy drzwi do garderoby, a Koichi wypinał się w stronę Tsuzu, który klepnął go w tyłek? – zapytałem cichutko, czując wypieki na twarzy. Do tej pory czułem się głupio, że miałem okazję zobaczyć ich w takiej sytuacji…
- Dokładnie – kiwnął głową.
Przysunąłem się bliżej biurka i przyjrzałem dokładnie twarzy Tsuzuku oraz poruszającej się klatce piersiowej basisty. Ponad to zauważyłem, że za czy raczej na Koichim leży ręka, zdawało mi się, że wokalisty – trudno było rozróżnić, co jest ręką, a co nogą, a co dopiero ustalić, która kończyna, do kogo należała, gdyż byliśmy tak ze sobą spleceni, iż z daleka z pewnością musiało to wyglądać na zbiorową orgię…
Przeszedł mnie dreszcz…
- Spójrz tu – wskazałem na ową rękę, która zdawała się przynależeć do Tsuzu. – Czy nie wydaje ci się jakby… Tsuzuku dotykał Koichiego…?
- Moim zdaniem to to wygląda, jakby nasz kochany wokalista wsadził rękę między nogi basisty – powiedział to samo, co ja, jednak znacznie bardziej dobitnie. – To by wyjaśniało, dlaczego Koichi tak nerwowo się porusza – wydedukował.
- Mnie się jeszcze zdaje, że podryguje nerwowo nogą w rytm… no wiesz… - spąsowiałem jeszcze bardziej.
- W rytm tego, jak Tsuzuku go onanizuje – dokończył.
- No właśnie… - wziąłem głębszy oddech. – Ponad to nie mogę wyzbyć się wrażenia, że Koichi siedzi na Tsuzu,  a on go… mimo iż wiem, że przecież tak nie było!
- Posuwa od tyłu – uzupełnił moją myśl. – Na początku też tak miałem; ale przyjrzyj się. Basista siedzi między nogami wokalisty – zauważył. – Jednak to wcale nie sprawia, że podtekst seksualny znika. Wręcz przeciwnie. Wyjaśnia to te nieskoordynowane ruchy Tsuzuku.
- Tylko my tacy statyczni jak te manekiny… - mruknąłem.
- A co? Chcesz, żebym też cię przeleciał na sesji zdjęciowej? – zapytał poważnie, przez co mało nie spadłem z krzesła.
- Nie~!

A jak to zwykle w bajce bywa,
Na końcu na scenę wpada narratorka parszywa.
Głosi morał:
„Nieważne, co miało miejsce w rzeczywistości,
Ludzie pozbawią tego jednolitości.
Dodadzą drugie dno,
Bo o to przecież nietrudno.
Ludzie o seksie prawią
I świetnie się przy tym bawią,
Byle nie o nich mowa,
Bo wtedy obraza długookresowa.”

Rzecz jasna Koichi i Tsuzuku nigdy nie mieli się dowiedzieć o historii, jaką ułożyli gitarzysta i perkusista na podstawie gif’u, dlatego nie mieli nawet okazji wyjaśnić, że w garderobie Tsuzu jedynie zapinał basiście górną część jego stroju snecicznego. Miała ona zamek na plecach, z czym różowowłosy nie mógł sobie sam poradzić, a klepnięcie w tyłek miało charakter „przyjacielski”. Nie było też im nigdy dane zaprzeczyć, że między nimi doszło kiedykolwiek do stosunku…



…a może jednak jest ziarnko prawdy w tych domysłach?


Wyniki głosowania 2

Wynika głosowania z poślizgiem jednego dnia, ale są:
Liczba oddanych głosów: 44

1. Aoi x Uruha (The GazettE) -> Aoi-uke 12 głosów – 27,27%
2. Reita x Aoi (The GazettE) 19 głosów – 43,18%
3. Shoya x Yo-ka (DIAURA) 13 głosów – 29,55%

No… Wow, nie mam nic innego do powiedzenia xD
Jestem naprawdę zdumiona takim obrotem spraw – zaskoczyłyście mnie (chyba zgodnie z moim życzeniem, które uwzględniłam w ostatniej notce). Cieszę się, że jednak wygrał paring z DIAURĄ, jednak niekoniecznie zadowala mnie ilość komentarzy i wyświetleń pod one-shotem z Kuiną i Sumaru -.-‘’ Totalna porażka… Wiem, że ten shot może nie był górnych lotów, ale żeby było AŻ tak źle? ;_;
W każdym razie rozstrzygnięte – możecie się w najbliższym czasie spodziewać się czegoś z paringiem Zero x Hizumi (D’espairsRay), Reita x Aoi (The GazettE), Shoya x Yo-ka (DIAURA).  Mam też napisaną „bajkę” o Mejibray, którą prawdopodobnie wstawię już dziś, choć myśl, że nie będziecie tego komentować naprawdę mnie demotywuje (/.-)’’ (oczywiście ilość waszych komentarzy przekłada się na częstotliwość pojawiania się notek, więc jeśli nie będzie komentarzy to możliwe, że z tymi trzema shotami nie wyrobię się do świąt ani do sylwestra…).
Poza tym przypominam, że planuję shota także z Dir en Grey – skoro żaden z paringów z Dirami nie wygrał to postawię na swój i będzie to prawdopodobnie Kyo x Toshiya (początkowo chciałam zrobić Kaoru x Die lub Kaoru x Shinya, ale specjalnie dla Amidamaru „wcisnęłam” tu Kyo). Planuję zabrać się za pisanie już dziś, ale nie wiem kiedy to opublikuje (i czy w ogóle coś z tego wyjdzie, czy nie będzie to taki gniot jak z Red Rum)…


A więc… Zaraz wstawiam „bajkę” o Mejibray i komentujcie~!